video-jav.net

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

Wybrane wyjątki z przemówienia (stenogram z nagrania) Tow. przew. C. Cronsberga - Krasnego wygłoszonego podczas posiedzenia "Miedzynarodówki". Warszawa 1947. Przemówienie wygłoszone do Towarzyszy delegatów m.in. z bratniego ZSRR, Niemiec, Bułgarii, ale także Towarzyszy przyjaciół z Holandii, Belgii, Anglii i wielu innych krajów europejskich.

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dodano wątki następców C. Cronsberga – Krasnego.

“Towarzyszki i Towarzysze!

…Tak zwane “boże narodzenie” staje w poprzek głoszonym przez nas poglądom prawdziwego wyzwolenia i oświecenia ludu pracującego miast i wsi a także inteligencji robotniczej i uniwersyteckiej wszystkich krajów. Rok po roku, rok po roku – każdej zimy – odnawiana legenda narodzin człowieka imieniem Jezus powoduje, że nasza praca rozbijana jest przez reakcyjny kler i zabobony. Co gorsza! Sprytny ten zabieg powoduje ciągłość zdarzeń. Najpierw, zimą, zabobonni, nieoświeceni ludzie czczą narodziny owego Jezusa, by na wiosnę czcić śmierć, zniknięcie i chwilowe pojawienie się obywatela Jezusa. I żadne z tych tzw. świąt nie przypada na 1 maja! A to wtedy jest prawdziwy dzień świąteczny, to wtedy gromadzimy się na wspólnych pochodach! Niepotrzebne nam, Towarzyszki i Towarzysze, inne pochody i zebrania aktywu, dla zmylenia zwane pasterkami i procesjami. A ponadto w jakim świetle naszą socjalistyczną służbę zdrowia stawia fakt narodzin dziecka w jakiejś stajni, w siane? Przecież każdego 24 grudnia oni mówią: “Dzisiaj się narodził, w stajence, w żłobie…” A nasza władza pobudowała nowoczesne szpitale. Więc oni świadomie niszczą nasz autorytet! A śmierć i zniknięcie dorosłego już ob. Jezusa bez naszej zgody i wiedzy? W jakim to świetle stawia nasz Urząd Bezpieczeństwa i służby bratnich narodów? Ale Wielkanocą zajmiemy się później, stosując podobne mechanizmy…

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

W “boże narodzenia” czciciele tego tzw. święta śmieją nam się w twarz! Prowokują! Rzucają wyzwanie! No więc dobrze. My – Towarzyszki i Towarzysze – to wyzwanie przyjmiemy. Skończymy z tymi zabobonami raz na zawsze. Ale musicie pamiętać, że to praca na dziesiątki lat, na pokolenia. To ewolucja. Musimy to zrobić tak, by nawet się nie spostrzegli. Powoli, ale skutecznie. Zabijemy to ich “boże narodzenie”!

….Aplauz. Brawa. Owacje….

Bóg zapłać! Oj, przepraszam, głupi nawyk wyniesiony z domu… Dziękuję, dziękuję! Zaczniemy od Świętego Mikołaja. To nasz pierwszy punkt. W następnych latach dojdą kolejne.

Święty Mikołaj jako zagrożenie.

To była autentyczna postać  –  biskup z Miry. Mikołaj Cudotwórca. Miał rodzinny majątek, który rozdawał biednym. A przecież wszyscy wiemy, że kler tylko zabiera. Więc należy stopniowo wymieniać postać tego człowieka, ubranego w biskupie szaty, w nakryciu głowy (zwanym przez nieoświeconych mitrą) z krzyżem i z pastorałem w dłoni. Wprowadzimy Dziadka Mroza i Mikołaja. Jeden ubrany na biało – to neutralny kolor śniegu. Wprowadzimy także Mikołaja – tego Towarzysza ubierzemy na czerwono. Na szczęście Czerwony Mikołaj jest już obecny w wielu kulturach więc nie powinno być trudno. Dzięki tym dwóm postaciom damy ludowi iluzję wyboru. Nie będą chcieli Dziadka Mroza, to zaakceptują Czerwonego Mikołaja. I będą myśleli, że to ich samodzielny, nieprzymuszony wybór. Nawet się nie zorientują, że w ten sposób, tak naprawdę wybiorą – unicestwią – Świętego Mikołaja, biskupa z Miry.

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

To przemówienie, a właściwie jego jedyną kopię odkryto w archiwach po byłej wschodnioniemieckiej służbie bezpieczeństwa STASI. Co ciekawe w teczce znajdują się także kolejne opracowania z dodawanymi przez naukowców sympatyzujących z “Międzynarodówką” m.in. z polskiego Urzędu do spraw Wyznań. Na przestrzeni lat ideowi następcy dopisywali kolejne zalecenia.

Rok 1984. Zalecenie Radiokomitetu. “Należy dbać o to, by w Wigilię a szczególnie w okolicach wieczoru, gdy obywatela gromadzą się na świąteczną kolację i potem, gdy idą na Pasterkę, Dyrekcja Telewizji przygotowała bardzo atrakcyjną ofertę. Dużo filmów zagranicznych (nie z bloku wschodniego), westerny, komedie, kryminały itp. Ma to być oferta niespotykana podczas całego roku. Dzięki temu zachęcimy obywateli do oglądania telewizji podczas kolacji a nie czytania Pisma Świętego i wychodzenia na pasterkę.

Podpisano

tow. dyrektor J. U.”

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

Kolędy jako wyraz tępego uwielbienia, zakłócania ciszy nocnej oraz wpychania się z religią we wszystkie dziedziny życia. Wierzący śpiewając swoje kolędy sączą, poprzez radioodbiorniki i rodzinne spotkania reakcjonistów, swoje poglądy i swoją wiarę. Bardzo nieodporni na to okazują się młodzi obywatele, o nieukształtowanym jeszcze światopoglądzie. Dlatego należy rozważyć w jaki sposób zakazać śpiewania kolęd, grania jasełek i tym podobnych rytuałów. Doskonałym pretekstem jest uwypuklenie, że kolędy i jasełka urażają uczucia niewierzących lub osób innych wyznań. Urzędy publiczne czy szkoły muszą być wolne od podziałów. Mają łączyć, dzięki temu będą miejscem radości i wolności. Ten plan wykonały już Władze z amerykańskiego New Jersey. “Muzyka religijna nie powinna być częścią programu szkolnego. Naszą misją jest wspieranie bogatej i cudownej rozmaitości naszych dzieci i społeczności lokalnych. Mamy nadzieję, że będziemy dzielić się radością podczas tradycyjnych zimowych koncertów szkolnych, które są częścią naszej tradycji” – powiedział tamtejszy Towarzysz inspektor szkolny. A jasełka, nazywane przedstawieniami bożonarodzeniowymi zamieniono na “przedstawienia zimowe”. Skoro nawet w Ameryce można, to u nas też się uda. Należy także uczulić władze, by błyskawicznie reagowały na zakłócenia ciszy nocnej (poprzez śpiewanie kolęd) – są przecież osoby, które chcą się wyspać. Od wspólnej zabawy jest Sylwester.

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

Materializm i socjalizm – w tym wypadku najlepsi przyjaciele. Jest już kolejny sukces, lecz nadal trzeba nad nim pracować. Boże narodzenie już jest nazywane “Cudownym Czasem Prezentów”. W sklepach większy ruch niż w kościołach i przy konfesjonałach. I o to chodzi!

Boże Narodzenie dzieli! Już sama nazwa jest kontrowersyjna poprzez nawiązanie do Boga i narodzin. Należy zrozumieć, co czują niewierzący, co czują np. Muzułmanie albo Żydzi. My nie chcemy ich urazić. A oni wszyscy też chcą spędzić Święta bez nazwy i zwyczajów, które dzielą społeczeństwo. Chcą się radować! Dlatego należy upowszechniać neutralne nazwy. Propozycja: Białe Święta, Zimowe wakacje, Magiczny czas Świąt. Niech te nazwy pojawiają się na kartkach świątecznych, w życzeniach przesyłanych sms-ami, podczas spotkań przedświątecznych organizowanych w szkołach, zakładach pracy, ministerstwach itp.

Musimy zwalczyć zwyczaj dzielenia się opłatkiem poświęconym w kościele. Do sklepów i supermarketów wysłaliśmy już nasze anielice. Sprzedają tam opłatki niepoświęcone, produkowane w świeckich piekarniach. Pieniądze z tych opłatków przeznaczane są na szczytne cele: dzieci z sierocińców, bezdomne zwierzątka itp. I kto teraz zaprotestuje, kto powie, że nie wolno kupować takich opłatków i wspierać biednych dzieci? Kto się odważy? Osiągamy w ten sposób dwa cele: z czasem taki opłatek stanie się bezwartościowym, pustym zwyczajem i, co najważniejsze, nie wspieramy pieniędzmi sióstr zakonnych, które zajmują się produkcją opłatków ani księży, którzy zdzierają za te opłatki tzw. “ofiarę”. Planujemy jeszcze wprowadzenie opłatków barwionych (np. w ciepłych, radosnych kolorach tęczy) i o różnych smakach (np. coli lub wanilii). Jakie dziecko będzie chciało wtedy ten opłatek z kościoła, biały i bez smaku? To nam zagwarantuje sukces.

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

Towarzyszki i Towarzysze! To miejsce na wasze propozycje i obserwacje:

……………………………………………………………………………………………

Podzielcie się tym z innymi.

PS. i pamiętajcie drodzy Towarzysze – czytelnicy! Jak najmniej mówić o Jezusku. Przedświąteczne spotkania w pracy lub z przyjaciółmi to spotkania “na śledziku”! A nie “na opłatku”! Naszym przeciwnikom wmówmy, że chodzi o otwartość i zwykłą zabawę. Razem zabijmy Boże Narodzenie…

podpisano: Herod.

Myślicie, że powyższy tekst to tylko fikcja?

Rozejrzyjcie się wokół. W wielu miastach właśnie trwa magiczny czas – czarodziejsko błyskają iluminacje, ulicami przechadzają się Czerwoni Mikołaje lub Czerwone Mikołalice i rozdają ulotki uprawniające do zniżek w najbliższym sklepie. W supermarketach biegają białe anielice ze skrzydełkami, w kusych spódniczkach i sprzedają opłatki. “Czy te opłatki są poświęcone w kościele?” – zapytałem anielicy. “Ja nie wiem. Pytałam nawet koordynatorki sprzedaży, ale ona też nie wie” – szepnął mi dyskretnie aniołek w spódnicy.

Zabić Boże Narodzenie. Poradnik

Na zachodzie Europy naprawdę wprowadzane są zakazy albo zmiany dotyczące śpiewania publicznego kolęd i wystawiania jasełek. Boże Narodzenie powoli, ale skutecznie okradane jest z chrześcijańskich symboli, z tradycji i przerabiane multikulturowo i marketingowo. Rozpędzeni nie dostrzegamy tego, bo czyż nie jest przyjemnie robić zakupy, gdy z głośników słychać kolędy? Jeszcze chwila i podniesie się krzyk, że dotychczasowa wersja Bożego Narodzenia to powielanie dyskryminujących, seksistowskich i rasistowskich wzorców pełnych mowy nienawiści. Propozycja nowej wersji, która wreszcie będzie dla wszystkich, gdy Boże Narodzenie przestanie dzielić ludzi: Jezuska powił Rodzic A. Do ustalenia pozostaje jeszcze płeć Dziecięcia. Na cześć tego wydarzenia zostają ustanowione Magiczne Dni Braterstwa i Równości.

Niech ten magiczny, biały czas świąt obfituje w prezenty i radość! *

Życzę Wam Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia! *

* niepotrzebne skreślić

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

7 pomysłów na prezent

To będzie banał nad banały, ale mimo to ośmielam się o nim wspomnieć na samym początku. Każdy człowiek lubi dostawać prezenty. Bez wyjątku. Różnimy się jedynie tym, jaką formę powinny one mieć.

Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Już średniowieczny dominikanin Tomasz z Akwinu zastanawiał się na temat wartości obdarowywania. Dlaczego Bogu należy oddawać chwałę skoro On sam jest źródłem wszelkiej doskonałości, więc i wszystko posiada. Czy nasze dary i słowa cokolwiek mu dodają? Oczywiście nie, ale dając innym, uszczęśliwiamy samych siebie – stwierdził Akwinata.

Ksiądz Mieczysław Maliński, wrocławski duszpasterz akademicki, często powtarzał studentom, że jeśli gdzieś się wprowadzą, to powinni najpierw przedstawić się sąsiadowi: „Gdybyś czegoś potrzebował, jestem”. Nie dlatego, aby mi się dobrze mieszkało, ale by innym dobrze mieszkało się ze mną. To nieco dziwna logika, polegająca na odwróceniu perspektywy z siebie na innych. Gdy zaczyna się ją stosować, wówczas naprawdę zmienia się wiele.

Poniżej dzielę się kilkoma pomysłami, na temat tego co dawać, aby szczęścia było więcej. Ze wszystkimi spotkałem się osobiście i do dziś mile wspominam. Być może kogoś zainspirują

Prezenty użyteczne

Kategoria najbardziej mi bliska. Od lat staram się posiadać jak najmniejszą liczbę rzeczy. Ograniczam się do tego, co jest konieczne, rezygnując z nadmiaru. Lubię gdy jest minimalistycznie i skromnie. Dzięki temu życie staje się prostsze i lżejsze.

Pamiętam, gdy na zakończenie parafialnych rekolekcji grupa niezwykle życzliwych i sympatycznych parafian, sprezentowała mi półtora metrową figurkę świętego Jana Kantego. Ważyła z dziesięć kilogramów. Niestety, szybko pojawił się kłopot. W jaki sposób święty Jan przejedzie ponad czterysta kilometrów, aby dostać się ze mną do klasztoru w Łodzi. Oczami wyobraźni widziałem już przepełniony przedział PKP. Figurki jednak nie mogłem zostawić, by nie sprawić przykrości ofiarodawcom.

7 pomysłów na prezent

Bywają więc prezenty kłopotliwe. Do takich zaliczyć można nie tylko gipsowe figurki (nawet ulubionych świętych), popiersia, ale i monumentalne obrazy (także o charakterze religijnym). Pakiet trzydziestu tomów encyklopedii lub leksykonów również może okazać się kłopotem. Podobnie jak wszelkiego rodzaju ubrania po mamie, tacie, cioci, które „świetnie ci pasują i będą mogły służyć na lata”. Wiadomo, we wszystkim potrzebny jest umiar, zarówno w ubieraniu jak i w obdarowywaniu.

Kłopotem są także zwierzęta. O ile mieszkając na wsi ucieszyłbym się ze świni, kury czy krowy to jednak kolejny kotek czy piesek dla osoby mieszkającej w bloku staje już pewnym wyzwaniem. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy mamy pewność, że dana osoba o takim prezencie od dawna marzy i ma do tego potrzebne warunki.

Pamiętam prezent, który sprawił mi dużą przyjemność. Był to woreczek z pachnącą lawendą i kartka napisana ręcznie: „Zachęcam, aby położyć obok łóżka i czasem powąchać. Uspokaja i poprawia nastrój”. Choć minęło już trzy lata, a zapach dawno wywietrzał, woreczek z lawendą wciąż leży na podłodze obok materaca.  

Zamiast kolejnej toaletowej wody czy dezodorantu można także zaglądnąć do jednego ze sklepów z naturalnymi kosmetykami z różnych zakątków świata. Można wybrać zapach balsamu, mydła, oliwki lub pudru do kąpieli i w oparciu o niego ułożyć oryginalne życzenia.

Prezent smakowity

Od dawna wiadomo, że smutek dzielony z drugim człowiekiem jest połową smutku, ale radość dzielona z innym jest podwójną radością.

Sok domowej roboty, miód albo chleb upieczony samodzielnie będzie prezentem, który na pewno zostanie mile zapamiętany.

Dla amatorów kawy można zaryzykować kupno czegoś zupełnie nietypowego jak: kawę orkiszową lub żołędziową, aby spróbować także innych smaków. Osobiście bardzo lubię paragwajską yerba mate parzoną w klasyczny sposób. Najlepiej, gdy nie jest kupowana w żadnej herbaciarni (tam dodają różnych dziwnych zapachów, a potem opakowują w kolorowe złotka, aby ładniej się prezentowały na wystawach. W efekcie paragwajski ostrokrzew smakuje jak owocowa herbata w torebkach). Najlepsza jest taka, która smakuje jak „wywar z petów”, a po pierwszym zalaniu jej smak delikatnie skręca człowiekowi twarz. Kiedyś dostałem pół kilograma, na dodatek od osoby, która szczerze nie znosi jej smaku. Ten prezent wzbudził we mnie szczere uznanie.

Można także podzielić się ulubionym zapachem (woski zapachowe, olejki), dołączając do niego intrygujący fragment z wiersza, książki lub nawet z Pisma Świętego.

Znajomy ksiądz otrzymał kiedyś paczkę siekanej herbaty, do której włożona była kartka: „Jezus zwyciężył śmierć. Czasu na herbatę życzę”.

Twórczy

Kraków, klasztor dominikanów. Jest już po dwudziestej trzeciej kiedy na biurku klasztornej celi dzwoni wewnętrzny telefon. „Wyjrzyj za okno. W mojej celi zaraz odbędzie się peregrynacja” – słyszę w słuchawce głos brata Tomasza. Cela starszego brata znajdowała się zaraz naprzeciw mojego okna. Spoglądam i widzę zapalające się i gasnące światło, odsłaniającą się zasłoną, po chwili w oknie pojawiła się uśmiechnięta i machająca do mnie postać. Choć od tego czasu minęło już z osiem lat, do dziś z uśmiechem wspominam zaskakujący i niespodziewany prezent.

Kreatywnym prezentem może być też nagrany filmik z oryginalnym pomysłem. Można nagrać specjalnie wykonywany utwór przez siebie lub grupę znajomych, albo wyjść z aparatem na ulicę, prosząc kilku napotkanych ludzi, aby naszemu solenizantowi złożyli życzenia. Pamiętam, gdy z okazji imienin kilku braci użyliśmy tego patentu. Ludzie mieli prezentować różne środowiska, aby było różnorodnie: byli więc młodzi ludzie jeżdżący na deskorolkach, sprzedawca pamiątek, góralska orkiestra grająca na akordeonach, a nawet średniowieczny rycerz. Dodatkowo przed życzeniami umieściliśmy zdjęcia pochodzące z różnych rejonów świata (Carcassone, Rzym, Barcelona, Paryż), by uzyskać efekt "łączenia się z drugim końcem Europy". Stojąca osoba na tle ceglanej ściany zaczynała: „Wojtku, pozdrawiam cię z dalekiej Francji”.

Do twórczych prezentów zaliczyłbym też taki, o którym opowiadała znajoma: „Najbardziej się cieszę, jak dostaję od męża bukiety polnych kwiatów, zerwane w drodze z pracy do domu, gdzieś na polu. Cieszą serce i oczy”.

7 pomysłów na prezent

Sentymentalny

Tutaj mieszczą się wszystkie prezenty, które wywołują przyjemne wspomnienia. Album ze zdjęciami, prezentacja z muzyką, jakaś rzecz wykonana samodzielnie (wyhaftowana zakładka do książek). Spotkałem się z pomysłem, w którym z nagłówków pochodzących z gazet został wyklejony kolaż charakteryzujący obdarowanego. Były poważne, ale i zabawne fragmenty: „Mógł przyjąć łapówkę, a tego nie zrobił”, „Życie go zahartowało”, „Na niego można liczyć", "Wrażliwy twardziel". "Nawet prezydent boi się jego wpływów"… Tu pole do popisu jest szerokie.  

Tego typu prezenty, w które włożyło się sporo pracy, nie przedstawiają wprawdzie żadnej wartości materialnej, ale mają w sobie gigantyczny ładunek emocjonalny. Można się wzruszyć.

Intelektualny

Książki zmieniają nas, nasze życie i świat. Są osoby, które lubią w nich subtelny humor i przestrzeń tajemnicy. Innych bardziej pociąga sposób posługiwania się językiem. Przy ich zakupie warto jednak wcześniej dowiedzieć się jaki typ literatury mógłby zainteresować solenizanta. Lubię otrzymywać książki, które są ważne dla tego, który mi je wręcza. Dzięki temu mogę choć w jakiejś części uczestniczyć w jego świecie. Zupełnie nie przeszkadza mi jeśli książka jest używana, a jeszcze lepiej jeśli znajdują się na niej notatki i własne zapiski. Taka lektura wydaje się bardziej żywa i znajduje się w niej także "część" bliskiej nam osoby. Czyli materiały niepoliczalne i bezcenne.

Są osoby, które ucieszyłyby się także z biletu do kina, teatru czy wspólnego wyjścia na koncert. Mam znajomego, który marzy o skoku spadochronowym, warto pomagać w spełnianiu marzeń.

7 pomysłów na prezent

Duchowy

Tutaj pole do popisu jest bardzo duże. To typ prezentów, które wzruszają mnie chyba najbardziej. Obrazek z informacją o zamówionej mszy świętej (są także msze święte wieczyste), margaritka lub duchowa adopcja (dla znajomego księdza), niewielka pamiątka z miejsca o charakterze religijnym.

Takie prezenty dla osoby wierzącej naprawdę wiele znaczą: różaniec wykonany ręcznie ze sznurka, niewielki kamień z góry Synaj, flakonik z olejkiem narodowym z Ziemi Świętej (kosztuje zaledwie kilka złotych), muszelka z pielgrzymki do Santiago de Composteli czy winko z sanktuarium gidelskiego. Kiedyś otrzymałem prawosławną czotkę, na której odmawia się jezusową modlitwę. Współbrat, który mi ją wręczył dodał: „Leżała przez całą noc przy grobie Pana Jezusa”.

Kiedyś na Facebooku zapytałem o prezent, który sprawił najwięcej radości, Julia napisała: „Kiedyś w dzień urodzin spotkałam jednego z Ojców i powiedział, że rano była msza święta za mnie. Nie dowiedziałam się, kto ją odprawiał, nie sądziłam, że ktoś wie, że to ten dzień. Jeden z najmilszych podarunków, do tego mogłabym się nigdy o nim nie dowiedzieć".

Na ciekawy pomysł wpadł także znajomy, który widząc, że jego żona od jakiegoś czasu chodziła bardzo przemęczona, wręczył jej karnet na cały dzień odnowy biologicznej (sauna, masaże, ciepłe baseny). Na kolorowej pocztówce napisał: „Gdy człowiek zmęczony to Duch Święty ma problem, żeby w nim działać”.

Prezent spontaniczny

Kiedy studiowałem w dominikańskim kolegium, starsi bracia złośliwie mawiali, że nasz średniowieczny klasztor jest dobry, aby się nim chwalić, ale nie najlepszy, by w nim mieszkać. Dodatkowo aura Krakowa sprawiała, że klasztor stawał się niczym podwodna łódź, która zanurza się w październiku, a wynurza w okolicach maja.

To właśnie w tym miejscu otrzymałem jeden z najbardziej sympatycznych prezentów. Kosztował zaledwie trzy złote i dwadzieścia groszy.

Mieszkałem wówczas w najbardziej odrapanej części klasztoru, która nazywana była przez nas „slumsami”. Miejsce z klimatem nieco jaśniejszej piwnicy. Odpadający tynk na ścianach, wytarte i popękane kafelki podłogowe, a pomiędzy nimi, co jakiś czas przebiegał szczur. Wiele rzeczy nie układało się wówczas najlepiej, dopadł mnie jeszcze jakiś dziwny rodzaj smutku i melancholii. Pewnego ranka wyszedłem po szóstej nad ranem z celi, zamierzając iść na poranne modlitwy. Byłem półprzytomny. Niespodziewanie pod drzwiami znalazłem niewielką puszkę, a obok niej zwinięta kartka: „Byłem w nocy w Paragwaju. Na dowód przywożę ananasy, abyś mi uwierzył. Nie wydaj mnie”.

To nic, że według wszelkiego prawdopodobieństwa ananasy zostały wykradzione z klasztornego magazynku (klucz pożyczało się mając poważny powód, więc w takim wypadku brat musiał wykazać się sporą kreatywnością). To nic, że na spodzie znajdowała się cena „3,2 zł” i logo pobliskiego supermarketu. Historia nie musiała się kleić, tym bardziej, że mój współbrat wybierał się wówczas na misje do Afryki. Ale to były najlepsze ananasy jakie jadłem w życiu.

***

Dając innym, tak naprawdę sami otrzymujemy. Jeśli więc się czujesz nieszczęśliwy, to może dlatego, że jeszcze dzisiaj nic nikomu nie dałeś?

Krzysztof Pałys OP

Krzysztof Pałys OP

Dominikanin, pasjonat odnajdywania Pana Boga w ludziach, duszpasterz powołań dominikańskich. Nudny, tuzinkowy, powtarzalny. Nie potrafi grać na gitarze, śpiewać, ani być w centrum uwagi. Nie jest szalony, oryginalny, odjazdowy, błyskotliwy czy odjechany. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >