Nasze projekty

Jesteście bezcenne

Nie jest tak, że w temacie seksualności kluczowa jest czystość albo naturalne metody planowania rodziny. Istnieje przestrzeń tak ważna, tak święta, że trzeba postawić ją najwyżej, ponad każdym innym argumentem – tą przestrzenią jest płodność. Nasza ludzka płodność to cząstka pierwotnej stwórczej mocy Boga objawionej szóstego dnia stworzenia!

Reklama

Czystości Waszego ciała i Waszego serca nie sprzedacie za żadną cenę, bo nie ma takiej ceny na ziemi, która byłaby godna Waszej czystości, która byłaby zdolna ją opłacić.

Sługa Boży Kard. Stefan Wyszyński Wezwanie do Krucjaty Skromności. List do polskich dziewcząt z Jasnej Góry, [27 VII 1958]


Moje kochane Córeczki!

Reklama
Reklama

Od jakiegoś czasu, kiedy piszę kolejne teksty, zwykle myślę o Was. Myślę o dniu, w którym zaczniecie czytać artykuły Waszej mamy. Lubię sobie Was wtedy wyobrażać, lubię myśleć, że się uśmiechacie do nich, że mówicie „Rzeczywiście, tak było!”

Ten tekst piszę specjalnie dla Was – do małych kobiet, które wypełniły nasz dom i poprowadziły mnie w niezwykłą podróż ku mojej własnej kobiecości. Nie byłoby mnie takiej, gdyby nie Wy. Nie byłoby we mnie takiego umiłowania kobiecości, gdyby nie Wy. Byłyście i wciąż jesteście dla mnie nieustanną prowokacją do rozwoju, do poszukiwań, do upartego podnoszenia się z porażek.

Razem z Waszym Tatą od lat patrzymy na wychowanie jak na proces, w którym naszym zadaniem jest pomóc Wam odkryć złożone w Was skarby. Odnaleźć to, co w Was schowane, najgłębiej ukryte – Wasze prawdziwe imię. Dani jesteśmy Wam tylko na początek drogi, wszelkie akcje wychowawcze rodziców sprowadzają się raptem do kilkunastu pierwszych lat życia dzieci. Ten czas jest krótki, ale nie przeraża nas to, bo wierzymy głęboko, że najważniejsze, co możemy dla Was zrobić, to pięknie i mądrze żyć, tworzyć, kochać, wierzyć. Że wychowujemy Was przede wszystkim tym, jak żyjemy, a nie tym, co i kiedy mówimy.

Reklama
Reklama

To wciąż ta sama ziemia

Daleka jestem od nazywania naszych czasów jakimiś szczególnie złymi. Za dobrze znam historię, żeby używać tak bezpodstawnych skrótów myślowych. Nasze czasy są, jakie są. Pomimo wielu strasznych zjawisk, które dzieją się wkoło, pomimo głodu dzieci, ich przedwczesnej śmierci, pomimo narastającej z roku na rok liczby aborcji i dramatycznie obniżającego się wieku inicjacji seksualnej, to wciąż jest ziemia zbawiona przez Chrystusa. To ta sama ziemia, którą opromienił blask Jego zmartwychwstania.

Dlatego nie będę pisać ani o strachu, ani o beznadziei – rolą rodzica nie jest odbierać dzieciom odwagę i napełniać ich serca trwogą. Wierzymy oboje, że znajdziecie na tym świecie swoje wyjątkowe, przygotowane dla Was miejsce. Jeśli tylko z ufnością pójdziecie w świat za Łagodnym Barankiem, włos z głowy Wam nie spadnie i chociażby miała się rozstąpić pod Wami ziemia – poradzicie sobie. Bo On dał nam Słowo.

Myśl Prymasa, którą dzisiaj komentuję sprowokowała mnie do tego listu. Czuję, że o czystości trzeba mówić bardzo mocno, ale też wiarygodnie – kierując Waszą uwagę w stronę ścieżki, którą sami wybraliśmy, i uzasadniając ten wybór.

Reklama

Od kilku lat współprowadzimy we Wrocławiu kursy dla narzeczonych i zawsze, kiedy widzę siedzących przed nami młodych ludzi, mam nieodpartą ochotę ich przepraszać. Przepraszać za to, że tak łatwo – jako katolicy – oddaliśmy kulturę, sztukę, przestrzeń publiczną kompletnie wynaturzonej wizji bliskości. Oddaliśmy prawie bez walki. Przepraszać za to, że ich pokolenie, którego niedługo Wy też będziecie częścią, jest po uszy zanurzone w kulcie ciała, a my tak mało robimy, żeby pokazać, jakie bogactwo niesie w sobie seksualność połączona z duchowością! Że już nawet nie reagujemy, kiedy zewsząd zalewa ich fala kłamstwa o szybkich numerkach, seksie bez zobowiązań, o fizjologicznym rozładowywaniu napięcia… Że tak mało słyszą od nas – wierzących małżonków – jak cudowny jest Boży pomysł na „te sprawy” i że w ogóle to nie są żadne sprawy, ale wielka, niekończąca się przygoda, w której miłość prowadzi wciąż ku nowym lądom.

Słowa Prymasa poruszają mnie do głębi – zwróćcie uwagę na rok, w którym je wypowiedział – 1958! Jak wielką musiał mieć w sobie odwagę, by przeciwstawić się propagandzie komunistycznej upadlającej kobietę! Warto mieć świadomość, jak trudne to były czasy! Czy wiedziałyście, że o złu aborcji zaczęto w Polsce głośno mówić dopiero w latach 70? Kiedy rozmawiam z pokoleniem urodzonym w latach 40. czy 50., to często z ust kobiet słychać przejmującą skargę – „nikt nam o tym nie mówił”. Nikt nie mówił, że usuwanie ciąży jest złe…

Gdy słyszę utyskiwania na czasy współczesne myślę o tamtym okresie, kiedy aborcja była nie tylko legalna, ale i tak częsta, że stała się prawie akceptowalna, a wielu księży ze strachu i braku odpowiedniej wiedzy nawet nie próbowało zmierzyć się z tematyką ludzkiej seksualności. Potrzebni byli giganci ducha – prymas Wyszyński, kard. Wojtyła, ks. Blachnicki, aby Kościół wreszcie pochylił się nad problemami ciała.

Płodność, która jest największym cudem

To nie jest tak, że w temacie seksualności kluczowa jest czystość albo naturalne metody planowania rodziny. Istnieje przestrzeń tak ważna, tak święta, że trzeba postawić ją najwyżej, ponad każdym innym argumentem – tą przestrzenią jest płodność. Kiedy patrzę na każdą z Was, wiem, że zdarzył mi się największy cud – dane mi było pomóc samemu Bogu w stwarzaniu Was. Nasza ludzka płodność to cząstka pierwotnej stwórczej mocy Boga objawionej szóstego dnia stworzenia!

Zauważcie, że skoro Bóg stworzył pierwszych ludzi, mógł także stworzyć kolejnych. A jednak zaryzykował i podzielił się z rodzicami swoją Boską mocą tworzenia! Dlatego jesteśmy tak kreatywni, gdy malujemy obrazy, piszemy symfonie czy opisujemy smak magdalenek. Jesteśmy jedynymi stworzeniami na ziemi, które są tak twórcze, a najbardziej niezwykłym wyrazem tej twórczości jest życie, które możemy zawołać na świat, a potem nosić, tulić i wprowadzać w tajniki historii starożytnej Grecji, smaku lodów miętowych i wierszy Adama Zagajewskiego.

Płodność jest darem, który odkrywa się, im bardziej się nim żyje. Warto już na samym początku tej niezwykłej podróży zrobić wszystko, żeby jej głębia objawiła się w Waszym życiu z całą mocą. Bo kiedy patrzymy na Was, na cud, jakim jest każda z Was, dosłownie odbiera nam mowę. Jak dobrze, że Maryja podpowiedziała wszystkim rodzicom świata, że najwłaściwsze słowa, które może wypowiedzieć człowiek, który dostąpi łaski rodzicielstwa, to po prostu „wielkie rzeczy nam Pan uczynił”!

Zbliżenie dzieje się w nas

Dlaczego chcemy Was prosić, żebyście zachowały siebie do ślubu?

Jest ku temu kilka powodów, kilka „ponieważ”, a pierwsze jest takie, że nie ma takiej ceny na ziemi, która byłaby godna Waszej czystości, która byłaby zdolna ją opłacić! Każda z Was jest terra sancta – ziemią świętą. Jesteście własnością Samego Boga. Nie jesteście i nigdy nie byłyście nasze – my jesteśmy tylko mizernym odbiciem i cieniem Tego, który Was ukochał ponad Siebie.

Jesteście dziećmi wolności! I tej wolności musicie bardzo strzec. Bo ona jest gwarantem miłości. Seks bez zobowiązań jest jakąś formą kradzieży. Nie tylko chłopak wykrada dziewczynie czystość, ale to przede wszystkim ona sama ograbia siebie z czegoś szalenie istotnego – z niezależności ducha. Bo chociażby nie wiem jak bardzo świat przekonywał nas o tym, jak naturalne i pozbawione konsekwencji jest współżycie poza małżeństwem, to żadna kobieta na ziemi nie może zaprzeczyć jednemu prostemu faktowi – seks narusza strukturę jej ciała. To jest wydarzenie, które dzieje się w naszym, kobiecym wnętrzu i dlatego zawsze będzie rodzić doniosłe konsekwencje dla naszej psychiki.

Chociażbyśmy nie wiem jak to wypierały, zbliżenie dzieje się w nas, ingeruje w nasze jestestwo i dla wrażliwej natury kobiecej nigdy nie jest wydarzeniem bez znaczenia. Zwykle, kiedy rozpada się związek, w którym para współżyła, kobieta natychmiast odczuwa, że poprzez decyzję o współżyciu straciła jakąś cząstkę siebie. I choć czas uleczy jej duszę i psychikę, jest taki obszar – jej pamięć – który będzie uzdrawiany latami. Bardzo długo będzie obarczona niechcianymi wspomnieniami, wstydliwą zależnością od człowieka, którego już dawno nie ma obok. I to jest pierwsze „ponieważ”.

Mechanizm poddaństwa

Drugie jest z nim ściśle związane: prosimy Was, abyście zachowały swoją czystość, ponieważ marzymy o tym, abyście były równorzędnymi partnerkami dla waszych mężów. To, co najbardziej niezwykłego zrobił Kościół w swoim nauczaniu, to przepełnił seks miłością. A w miłości nie ma poddaństwa – w miłości nie ma kradzieży. Miłość rządzi się wolnością. Tam, gdzie się kocha, tam pojawia się pragnienie daru – „Chcę sama oddać się tobie, bo cię kocham, bo to jest wyraz mojej miłości oblubieńczej, czyli takiej, która charakteryzuje się wyłącznością”.

Istnieje taki mechanizm, który obserwuję od lat u wielu kobiet – najpierw uzależnienie od mężczyzny, a potem z upływem lat narastająca w stosunku do niego pogarda. Jeśli dziewczyna za wcześnie, zbyt błaho odda siebie facetowi, uruchomi się w niej podświadomy mechanizm – wszystko dla niego: ciało i dusza, i wola, i serce. Wszystko dla niego. Z przesadą i pominięciem własnej niezależności. Mechanizm poddaństwa. I jeśli związek przetrwa, to po kilku latach nastąpi trudne przebudzenie, kiedy kobieta będzie chciała odzyskać niezależność, podświadomie zwracając się przeciwko mężowi. Bardzo dużo jest dzisiaj w kobietach pogardy dla mężczyzn, która swój początek może mieć w tamtych decyzjach z przeszłości. To było drugie „ponieważ”.

Czystość można tylko oddać

Trzecie „ponieważ” mówi o tym, że czystości się nie sprzedaje, czystość można tylko oddać. Zachwyca mnie mądrość Kardynała zapisana w tym cytacie. Jak on to świetnie uchwycił! Sprzedaż jest transakcją wiązaną – kiedy coś sprzedajemy, otrzymujemy coś w zamian. I właśnie o to najczęściej chodzi w decyzji o „seksie bez zobowiązań” – liczymy na coś w zamian. Na poczucie wartości, na akceptację, na pocieszenie, na utrzymanie związku za wszelką cenę…

Pragnij!

Kolejne „ponieważ” jest o tym, że czekanie na siebie do ślubu wzmaga w nas pragnienie, które jest bardzo ważne w życiu. Jest ono ukrytym motorem naszego działania, coś w nas ugruntowuje, coś w nas umacnia. Jeśli ograbiamy siebie z tego wyczekiwania, przeskakując etap, którego miłość bardzo potrzebuje, w przyszłości może nam zabraknąć czegoś bardzo istotnego – żaru serca.

Pozbawiając się walki – pozbawiamy się też smaku zwycięstwa. Tylko skończony ignorant powie, że wjazd kolejką linową na szczyt Kasprowego daje tyle samo, co wspinaczka. Niby jesteśmy na szczycie, ale nie ma w nas satysfakcji – a w efekcie nie ma w nas radości.

I to jest właśnie najbardziej zauważalne w naszych rozmowach z mieszkającymi ze sobą parami – w ich oczach nie ma radości, w ich sercach nie ma żaru. Często pytają po co im ślub, skoro jest dobrze tak, jak jest. Pozostaje wtedy tylko odpowiedzieć, że właśnie chodzi o to, żeby nie było tylko dobrze, ale wspaniale, żeby powietrze wibrowało radością, a zbliżenia elektryzowały ducha!

Droga czystości, którą się wybiera w narzeczeństwie, jest często naprawdę trudna, ale ten trud jest najlepszą inwestycją w małżeństwo! Jest pierwszym wspólnym sukcesem. Błogosławionym trudem. Kiedy walczymy o czystość, stajemy się sobie bardzo, bardzo bliscy, bo wysyłamy bezcenny sygnał – jesteś dla mnie osobą, podmiotem, a nie przedmiotem. I chcę zrobić wszystko, żeby ciebie nigdy nie uprzedmiotowić. Seks jest tak silną sferą, że po prostu tego wzajemnego szacunku do siebie nie zdobędzie się bez ascezy. I żadne słowa tego nie zmienią.

Czasem odważamy się uchylić przed młodymi rąbka tajemnicy i opowiedzieć im, co jest dalej, co ich spotka na drodze bliskości za 10 czy 15 lat. Asceza, post, wstrzemięźliwość seksualna jest także częścią małżeństwa. Wiele razy sami buntowaliśmy się na naturalne metody, przy których Kościół trwa niezmiennie, a dzisiaj możemy z perspektywy lat powiedzieć, że asceza jest dla małżonków największym darem. Bo cierpliwie, dzień po dniu, tydzień po tygodniu prowadzi nas do zbliżeń, które nie mają w sobie już cienia sztuczności, pretensjonalności, które są tak pełne przyjaźni i wzajemnego oddania, że niebo musi szaleć z radości, widząc taką symfonię miłości.

Tam gdzie jest tak dużo szacunku, tam gdzie małżonków połączyły lata troski o swoją godność, tam nie ma pośpiechu, szukania siebie, tam jest gotowość i pragnienie nieustannego trwania w sobie. Umiecie sobie wyobrazić zbliżenie, którego żaden ze współmałżonków nie chce skończyć? Nie chce, bo nie musi. I to jest potężna siła! Wstrzemięźliwość czyni z nas prawdziwych weteranów wojny o prymat ducha. Jesteśmy jak najprawdziwsi „Brothers in arms” – złączeni na zawsze wspólnym wysiłkiem, patrzący na siebie z szacunkiem i zrozumieniem, połączeni przeżyciami, które nas trwale odmieniły.

Wreszcie ostatnie „ponieważ” – prosimy Was o trwanie w czystości, bo to jest bardzo wymagające i trudne, a my w Was bardzo wierzymy! My wiemy, że nasze dzieciaki stać na wiele! Już dzisiaj widzimy, jakie jesteście silne, jak potraficie być wytrwałe i dlatego teraz odwołujemy się do tej samej siły – nie obniżajcie lotów! Szybujcie wysoko! Będzie tylko piękniej.

Opowieść o innej Miłości

Sakrament małżeństwa jest widocznym znakiem niewidzialnej łaski. Miłość małżonków ma ukazywać światu miłość Chrystusa do Jego Kościoła. Nasza mała historia miłości to tak naprawdę opowieść o innej Miłości.

Jeżeli młodzi odchodzą z Kościoła, to także dlatego, że my – katoliccy małżonkowie – tak słabo odbijamy Boży blask, tak mizernie nim świecimy… A naszym powołaniem jest opowiadać o miłości Boga, który ukochał nas tak bardzo, że dla nas stał się człowiekiem. Opowiadać i o tym, że narodził się w ubóstwie, i o tym, że oddał za nas swoje życie, pozwalając przybić się do drzewa krzyża. Ale i o tym, że to jest historia z nieprawdopodobnym happy endem!

Każdy element życia Chrystusa ma się odmalować w życiu małżeństwa i to do tego stopnia, abyśmy dosłownie cali zapłonęli Jego miłością! My mamy płonąć! Mamy być pochodnią, która podpala świat! A wtedy stanie się to, o czym mówi sam Chrystus – wtedy wszyscy zobaczą, że jesteśmy Jego uczniami. I tak mi się marzy, że tak naprawdę to, co sprawi, że pójdziecie drogą czystości, że będziecie o nią walczyć, to będzie wspomnienie czułego uśmiechu, jakim co rano wita mnie Wasz Tata, ale i moich coraz bardziej zakochanych w nim oczu.

Mam po prostu nadzieję, że w naszej miłości zobaczycie dobroć i piękno samego Boga… i że to Wam wystarczy.


ZOBACZ POZOSTAŁE TEKSTY Z CYKLU „KOBIETA CZYTA PRYMASA”

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę