Czystość przedmałżeńska. Dlaczego warto?

„Miłość erotyczna, przeżywana dzięki seksualności, traci z upływem lat swoją żywotność, dlatego wstrzemięźliwość seksualna może pomóc w nauce miłości silniejszej, która z biegiem czasu nabiera kolorów zamiast blednąć”. O tym jak rozmawiać z młodymi ludźmi o czystości przedmałżeńskiej i jaki jest jej sens, Alicja Samolewicz-Jeglicka rozmawia z ojcem Tomaszem Grabowskim.

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czystość przedmałżeńska. Dlaczego warto?
„Miłość erotyczna, przeżywana dzięki seksualności, traci z upływem lat swoją żywotność, dlatego wstrzemięźliwość seksualna może pomóc w nauce miłości silniejszej, która z biegiem czasu nabiera kolorów zamiast blednąć”. O tym jak rozmawiać z młodymi ludźmi o czystości przedmałżeńskiej i jaki jest jej sens, Alicja Samolewicz-Jeglicka rozmawia z ojcem Tomaszem Grabowskim.

Alicja Samolewicz-Jeglicka: Po co jest czystość przedmałżeńska?

O. Tomasz Grabowski OP: Czystość jest sposobem budowania więzi. Dzięki niej mogę stworzyć niepowtarzalną relację zarówno z drugą osobą, jak i samym sobą oraz pomiędzy mną a Bogiem. Więzi są podobne do mostów. Potrzebują mocnych filarów i silnych przęseł. Filarem, na którym można zawiesić most, jest osoba, która stała się mocna dzięki znajomości siebie i wynikającej z tej wiedzy zdolności panowania nad sobą. Przęsłami są relacje, które z biegiem czasu nie tracą na sile. Miłość erotyczna, przeżywana dzięki seksualności, traci z upływem lat swoją żywotność, dlatego wstrzemięźliwość seksualna może pomóc w nauce miłości silniejszej, która z biegiem czasu nabiera kolorów zamiast blednąć. Dodatkowo, czystość chroni sens sakramentu małżeństwa.

 

Jaki jest sens czystości przedmałżeńskiej? Często nawet osoby wierzące mają kłopot ze zrozumieniem tego…

Akurat osoby wierzące mają pod ręką dość łatwy do zrozumienia argument przemawiający za podjęciem wezwania do czystości. Chodzi o sakrament małżeństwa. Każdy narzeczony będzie wypowiadał wówczas słowa: „Biorę Ciebie za męża/żonę”. Od kogo biorę? Najpierw przychodzi myśl, że biorę od osoby kochanej. Jasne. Ale ważniejsze jest to, że to Bóg powierza mi daną osobę i równocześnie jej oddaje mnie samego. Dotychczas należałem wyłącznie do Boga i samego siebie. Teraz zostaję dodatkowo oddany w ręce osoby ukochanej. Opiekujący się nami Bóg, do którego należymy, powierza nas sobie nawzajem.

 

W czym wyraża się to „powierzenie”?

Jeśli nie dochowujemy czystości przedmałżeńskiej, staramy się uprzedzić sakrament. Można powiedzieć, że chcemy przeżyć sakrament bez Boga, a przecież w każdym sakramencie chodzi o działanie Boga, a nie ludzi.

Skoro zamierzam zachować przyjaźń z Bogiem, nie wolno mi pozbawić Boga ukochanego skarbu, jakim dla Niego jest każdy z nas. Ani nie chcę powiedzieć: „Nie potrzebuję, żebyś Ty mnie komuś dał, sam sobą będę dysponował”, ani „Oddam się komu chcę bez Twojej zgody”. W obu wypadkach (a zawsze dzieją się jednocześnie) powiedziałbym Bogu: „Nie potrzebuję Ciebie”. Jeśli nie dochowujemy czystości przedmałżeńskiej, staramy się uprzedzić sakrament. Można powiedzieć, że chcemy przeżyć sakrament bez Boga, a przecież w każdym sakramencie chodzi o działanie Boga, a nie ludzi. Jeśli wzajemnie się sobie oddaliśmy przed ślubem, po co brać ślub? Wiele osób odpowie, że celem ślubu jest przysięga przed Bogiem. Przed Bogiem można — choć nie ma to większego sensu — przysięgać w dowolnych okolicznościach, nie trzeba w tym celu iść do kościoła i odprawiać rytuałów katolickich. Sakrament jest współdziałaniem z Nim. Zatem, jeśli chcesz, by miał pełen sens, zachowaj czystość, to znaczy współdziałaj z Bogiem.

 

Jak rozmawiać z młodymi ludźmi o czystości przedmałżeńskiej, by nie był to nudny i nieprzekonujący monolog a dialog z nimi? 

Młodzi ludzie to abstrakcyjny rozmówca, a przecież za każdym razem stajemy wobec konkretnych osób. Dlatego strategia rozmowy zawsze powinna być taka sama: dialog. Rozpoczynaj od stawiania pytań i słuchania odpowiedzi. Pytań o to, co stanowi przeszkodę w przeżywaniu czystości. Młodzi najczęściej chcą współżyć, ponieważ „się kochają” i chcą przypieczętować związek przez seks. Do tego dochodzą tak proste rzeczy jak podekscytowanie, pożądanie i przyjemność. Choć oczywiście, zanim ktoś z naszych rozmówców o tym powie, najpierw roztoczy grubą zasłonę dymną argumentów, nazwijmy je, intelektualnych: kochamy się, dlaczego zatem nie możemy współżyć; nikogo nie krzywdzimy; chcemy się pobrać, ale brakuje nam pieniędzy… Wszystko prawda, ale prawda z głowy, a pragnienie współżycia jest z ciała i serca. Dlatego trzeba słuchać motywacji, których główne źródło będzie w uczuciach (dlaczego chcesz to zrobić?) i zadawać pytania o cel działania (co chcesz dzięki temu osiągnąć?). Szczera rozmowa wiele zmienia, wykłady niewiele. Dopiero kiedy usłyszymy realne pragnienia naszych rozmówców, można spróbować pokazać szerszą perspektywę.

 

Czy warto walczyć o czystość przedmałżeńską, jeśli współżyło się już wcześniej? 

Czystość to znacznie więcej, niż utrata bądź zachowanie dziewictwa. To sposób życia i kochania, w którym działam na rzecz drugiej osoby; w którym nie ma podwójności, obłudy; w którym nie wykorzystuję kogoś lub siebie do zaspokojenia własnych pragnień.

Jasne, że tak. Czy warto być odważnym skoro już raz się stchórzyło? Czy warto być prawdomównym, skoro już się kłamało? Czy warto nie kraść, chociaż dotychczas żyło się w szajce złodziei? Dlaczego w tych wypadkach widzimy absurdalność pytania, a w kwestii czystości nie? Ponieważ rozpoczęcie współżycia, utrata dziewictwa, jest wyrazistą cezurą w życiu. Tracimy coś i zdaje się, że tracimy nieodwołalnie. Tak, niewinność traci się raz, ale zdolność do przeżywania czystej miłości można odbudować. Podobnie, jak ktoś kto zdradził przyjaciela, intuicyjnie wie, że wzajemna relacja pękła i już nigdy nie będzie pozbawiona choćby wspomnienia tej rysy. Jej czystość nieodwołalnie przepadła. Jednocześnie, skoro to przyjaźń, możemy ją odbudować i dalej będzie miała niepowtarzalną wartość. Sprowadzenie czystości do zachowania dziewictwa sprawia, że traktujemy ją zero-jedynkowo. Czystość to znacznie więcej, niż utrata bądź zachowanie dziewictwa. To sposób życia i kochania, w którym działam na rzecz drugiej osoby; w którym nie ma podwójności, obłudy; w którym nie wykorzystuję kogoś lub siebie do zaspokojenia własnych pragnień.

 

Jeżeli nie zamierzamy uprawiać seksu, to gdzie jest granica?

Dawniej się zżymałem na tego typu pytania. Myślałem sobie: masz sumienie, niech ono cię kieruje. Dziś już się nie oburzam. Najczęściej odpowiadam: nagość i miejsca intymne. Jeśli chcesz zachować czystość, a przekroczysz tę granicę, wiesz, że jesteś w obszarze grzechu. Niemniej, jest coś chybionego w tak udzielonej odpowiedzi. Pozwala zamknąć sprawę czystości w perspektywie wyłącznie granic, za którymi znajduje się grzech (złamanie Bożego prawa). Lepiej jest myśleć o tym, ile spraw zostało przeoczonych i niedocenionych w czasie, gdy zmierzałem do tej granicy. Seks na horyzoncie nieraz działa (szczególnie na chłopaków) jak płomień świecy na ćmę. Wkoło ciemno, tylko to się świeci, więc lecę w stronę tego światełka. Błąd, bo wkoło nie jest ciemno, a przeciwnie bardzo jasno. Nie jest nudno, a ciekawie. Nieprawda, że nic nie budzi ekscytacji. Budowanie przyjaźni jest pasjonującą przygodą. Zbieranie wspólnych doświadczeń, wzajemne wsparcie i zdobywanie kolejnych wspólnych celów, jest o wiele ciekawsze niż pomijająca to wszystko droga do zbliżenia we współżyciu. Mówiąc C. S. Lewisem: „Eros żąda nagich ciał, przyjaźń – nagich osobowości”. Poznanie drugiego i zjednoczenie się z nim dokonuje się w zjednoczeniu dusz, serc, osobowości. Jakkolwiek byśmy nie nazwali tego, czym się jednoczymy, każdy, kto przeżył przyjaźń wie, o czy mowa. Każdy kto nie przeżył, czuje tęsknotę, więc też wie, o czym mowa.

 

 

Dlaczego warto podjąć decyzję o czystości przedmałżeńskiej?

Doświadczamy pożądań. Są nam potrzebne do pełnego smakowania i przeżywania bycia człowiekiem. Gdy pojawiają się w relacji, która jeszcze nie stała się przyjaźnią, są wyrazem jedynie — skądinąd pięknej — biologii.

Pierwszy z powodów dotyczy tworzenia więzi. Najważniejszym celem narzeczeństwa jest zbudowanie przyjaźni. C. S. Lewis pisał w Czterech miłościach: „Starożytnym przyjaźń wydawała się najszczęśliwszą, najbardziej ludzką z miłości, koroną życia i szkołą cnót. W porównaniu z tym świat współczesny pomija ją milczeniem”. Miłość między dziewczyną i chłopakiem, jeśli nie stanie się przyjaźnią, zostanie zdominowana przez seksualność. Dlatego odsunięcie w czasie zbliżenia seksualnego pozwala zbudować przyjaźń, zanim wzajemna więź zostanie ukształtowana przez przeżycie zbliżenia. Wszystko ma swój czas. Dodatkowo, umiejętność powstrzymania się przed zbliżeniem pozwala na uporządkowanie własnych pragnień. Doświadczamy pożądań. Są nam potrzebne do pełnego smakowania i przeżywania bycia człowiekiem. Gdy pojawiają się w relacji, która jeszcze nie stała się przyjaźnią, są wyrazem jedynie — skądinąd pięknej — biologii. Kierują nas do konkretnej osoby, pozwalają dostrzec jej urodę, powab, atrakcyjność… Jednak dopiero wtedy, kiedy potrafimy zapanować nad pożądaniami, dopuścić je świadomie, dzięki nim dodać ognia miłości, wówczas stają się tym, co pomaga scementować związek. Poddając się im wcześniej, oddajemy im panowanie nad kształtującą się miłością. Tracimy z oczu pociągającą nas osobę, ponieważ zasłaniają nam ją własne pragnienia, oczekiwania, przyjemność. Panując nad pożądaniami, potrafimy pokochać, to znaczy działać na rzecz szczęścia drugiej osoby, a nie jedynie ulegać wzajemnym pragnieniom seksualnym.

 

Skoro twój niewierzący partner mówi, że ciebie kocha, powinien zadbać o to, co daje ci szczęście. Jeśli do pełni szczęścia potrzebujesz czystego sumienia, niezakłóconej relacji z Bogiem, w imię miłości będzie szanował granicę, którą wyznaczysz.

Drugim powodem, istotnym dla wierzących, jest zachowanie wolnej od grzechu osoby kochanej. Jesteśmy sobie dani do wzajemnej miłości. Skoro miłość, to szukanie szczęścia drugiej osoby, trzeba pamiętać, że dopuszczenie się z nią grzechu z pewnością miłością nie jest, a przynajmniej, wyraźnie ją uszkadza. Najważniejszym elementem dbania o szczęście drugich, jest opieka nad ich więzią z Bogiem. Nie mamy wglądu w serca, ale możemy przez ciało otoczyć opieką serce kochanego czy kochanej. Zachowanie czystości jest właśnie otoczeniem opieki więzi z Bogiem tak własnej, jak i cudzej. Chronię Twoją czystość, ponieważ chcę, byś żył wiecznie w pełnym szczęściu. Do osiągnięcia szczęścia, potrzebujesz niezakłóconej grzechem relacji z Bogiem. Kocham Cię, więc zadbam o to, by moja miłość nie stanęła na drodze do najważniejszej Twojej relacji — miłości do Boga. Wiele osób pyta, jak można zachować czystość, gdy związek tworzy się z osobą niewierzącą. Miłość jest tym samym dla wierzących i niewierzących. Skoro twój niewierzący partner mówi, że ciebie kocha, powinien zadbać o to, co daje ci szczęście. Jeśli do pełni szczęścia potrzebujesz czystego sumienia, niezakłóconej relacji z Bogiem, w imię miłości będzie szanował granicę, którą wyznaczysz. Jeśli nie chce jej uszanować, wówczas mówi: kocham ciebie, ale Boga traktuję jako mojego konkurenta. Kocham w tobie wszystko ale nienawidzę twojej miłości do Boga, tej części Twojego serca nie kocham. Serce jednak nie ma części. Tym samem sercem kierujemy się do ludzi i do Boga. Jeśli ktoś nie chce się zgodzić na twoją miłość do Boga, de facto nie akceptuje twojego serca.

 

Trzeci powód, dla którego warto zachować czystość, wiąże się z wątkiem świadectwa. Obecnie zachowanie wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem jest jednym z najbardziej wyraźnych sposobów okazania tego, że jest się katolikiem. Kultura przekonuje nas do przeżywania seksu jako nieskrępowanej ekspresji uczuć i pożądań. Podjęcie decyzji o czystości jest niezrozumiałe, kontrkulturowe, wręcz rewolucyjne. Przeżywanie wiary często wymaga zachowań stojących w kontrze do tego, co Ewangelia nazywa „światem”. Ale nie stawianie kontry jest tutaj celem. Świadectwo wiary to nie zaciskanie zębów po to, by działać wbrew temu, co jest ogólnie akceptowane. Celem jest nieskrępowana ekspresja uczuć i pragnień skierowanych do Boga. Wolność do przeżycia wiary w swojej seksualności. W tej perspektywie należy widzieć też zakaz wspólnego zamieszkania przed ślubem. Choć jest to wyłącznie jeden z powodów zakazu, dziś wydaje się szczególnie ważny. Jest dostępnym dla każdego wierzącego narzędziem do budowania świata, w którym Boże prawo jest stawiane wyżej niż prawo naszych pragnień. Mój Bóg pragnie wyłącznej miłości i ja Jemu ją ofiarowuję. Nie chcę ulec własnym pragnieniom, pomysłowi na budowanie związku, ale ufam Jemu.

 

Jeśli już ktoś podjął taką decyzję, to co dalej? Jak ma ją realizować?

Najważniejszym jest, by nie traktować czasu narzeczeństwa jako ciągu wyrzeczeń. Skupiając się na wyrzeczeniu, tworzymy dystans w relacji.

Najważniejszym jest, by nie traktować czasu narzeczeństwa jako ciągu wyrzeczeń. Skupiając się na wyrzeczeniu, tworzymy dystans w relacji. Dystans budzi frustrację, frustrację najłatwiej rozładować przez zbliżenie seksualne. Trzeba się nauczyć, jak pisze Jason Evert w „Czystej miłości” mówić „tak”, a nie skupiać się na mówieniu „nie”. Wiem, po co decyduję się na zachowanie czystości: chcę budować więź z Bogiem i moim wybrankiem. Zatem skupiam się na budowaniu więzi. W moim ciele oddaję się Bogu, z Nim przeżywam seksualność, odsłaniam Mu budzące się we mnie pragnienia i pożądania, trud ofiarowuję Jemu, żeby przeżyć wierność. Nota bene, umiejętności zdobyte w tym czasie, bardzo przydadzą się później w małżeństwie, w którym wierność będzie powracającym wyzwaniem. W stosunku do narzeczonego, chłopaka czy dziewczyny, nie skupiam się na tym, czego mieć nie mogę, ale na tym, co dzięki wstrzemięźliwości zyskam. Trzeba użyć wyobraźni, żeby okazać troskę, pamięć i miłość rezygnując z erotycznych jej wyrazów. Pomysłowość należy wykorzystać do tego, aby czas oczekiwania na ślub był czasem pełnym rzeczy nowych: wspólnie podejmowanych zajęć, nowych odkryć dzięki temu, że każde z nas ma swoje pasje i wrażliwość, którą uczymy się dzielić. Możemy się wzajemnie zaskakiwać okazywaniem uczuć w konkrecie działania na rzecz drugiej osoby. Kwiaty i wspólne wyjścia do kina czy gdziekolwiek to zaledwie początek. Dzięki pomysłowości i wyobraźni, możecie sprawić, że narzeczeństwo będzie wspominane z uśmiechem i wręcz tęsknotą, mimo iż wówczas nie współżyliście.

 

Do rozmowy z nastolatkami może przydać się np. najnowsza książka “Czysta miłość. 10 sposobów na (od)budowanie niewinności nastolatków”? 

W zamyśle autorów jest to książka dla rodziców młodzieży w okolicach szkoły średniej. Ma pomóc im przeżyć ten trudny etap w wychowaniu dzieci. Wówczas młodzi ludzie chcą już być samodzielni, zaczynają eksperymentować w różnych obszarach życia, sprawdzają swoją odrębność od rodziców. Dość powszechnie podejmują decyzję na zbudowanie pierwszych związków miłosnych, których najważniejsza część będzie w ukryciu przed resztą świata, a szczególnie przed rodzicami. Rodziców to może przerażać, choć i tak muszą się na to zgodzić. Jednocześnie chodzi im o to, by młodzież mądrze wesprzeć w dorastaniu. Rodzic oczywiście nie będzie (nie powinien być) kumplem czy przyjacielem swoich dzieci, ale wbrew pozorom nie pozostanie być autorytetem, a przynajmniej najważniejszym punktem odniesienia w życiu swoich dzieci. Dlatego dobrze, by rodzice sięgnęli po tę książkę i zastanowili się, czy są dla swoich dzieci czymś na wzór latarni morskiej, czy raczej reflektora na wieży strażniczej.

 

A gdyby chcieli po nią sięgnąć nastolatkowie? Warto, by to zrobili?

Dla nastolatków powstała druga część książki. Znacznie krótsza, złożona z pytań i odpowiedzi. Szereg z nich nurtuje młodych ludzi. Jason Evert w „Q&A dla młodzieży” udziela krótkich, dosadnych i rzeczowych odpowiedzi, które dają szansę zmierzyć się z tym, jak się rzeczy mają. Pozwalają zweryfikować swój, czy rówieśników, sposób myślenia, swoje przekonania etc. Książka nie zabierze wiele czasu, a pozwoli na szczery namysł nad pytaniami, które głupio komuś zadać, a przynajmniej może się wydawać, że głupio je komuś zadać.

 


 

Czysta miłość. 10 sposobów na (od)budowanie niewinności nastolatków
Jason Evert, Chris Stefanick

Autorzy, bazując na swoich wieloletnich doświadczeniach w pracy z młodzieżą, stworzyli niezbędnik dla wszystkich, którzy odpowiadają za wychowanie młodych ludzi: rodziców, wychowawców oraz osób duchownych. Z humorem, a jednocześnie ze stanowczością, pokazują jak w dzisiejszym świecie nadążyć za nastolatkiem, jak wspierać go na drodze niewinności i czystości.

Książka jest dostępna TUTAJ.

 

 

 


 

Czysta miłość. Q&A dla młodzieży
Jason Evert

Jak mam znaleźć miłość? Kto by chciał czekać z seksem do małżeństwa? Czy nie jest tak, że każdy to robi? Jeżeli nie zamierzamy uprawiać seksu, to jak daleko możemy się posunąć? To tylko kilka przykładowych pytań, z którymi na co dzień boryka się młodzież. Na ich podstawie Jason Evert napisał poradnik, którego celem jest pomoc nastolatkom w odnalezieniu drogi do czystości, obalenie serwowanych wokół półprawd i mitów na temat taniego szczęścia.

Książka jest dostępna TUTAJ.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Przez ponad 10 lat w Radiu Plus w Gdańsku. Obecnie w Radiu Gdańsk. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Nigdy nie wiesz, co przeżywa osoba na wózku. “Chcę być traktowana po ludzku”

Joanna Mikołajczuk od dziecka nie może mówić, nie może też używać sprawnie rąk ani nóg. Pomimo swojej choroby nie poddaje się – pisze wiersze, pracuje nad książką, prowadzi bloga, a jesienią rozpocznie studia z psychologii. „Łaska daru pisania jaką otrzymałam, nie może się zmarnować, bo dał mi ją sam Bóg” – mówi.

Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nigdy nie wiesz, co przeżywa osoba na wózku. "Chcę być traktowana po ludzku"
Joanna Mikołajczuk od dziecka nie może mówić, nie może też używać sprawnie rąk ani nóg. Pomimo swojej choroby nie poddaje się – pisze wiersze, pracuje nad książką, prowadzi bloga, a jesienią rozpocznie studia z psychologii. „Łaska daru pisania jaką otrzymałam, nie może się zmarnować, bo dał mi ją sam Bóg” – mówi.

Paweł Kęska: Twoja historia pokazuje, że aby porozumieć się z drugim człowiekiem, słowa nie są potrzebne.

Joanna Mikołajczuk: Potrafię wyczuć czy osoba udaje, że mnie traktuje normalnie czy nie. Chcę być traktowana po ludzku, tak jak każdy człowiek. Godność człowieka bardzo często nie jest szanowana. Ja sama doświadczyłam upokorzeń tylko dlatego, że nie mówię. Myślę, że jeśli ktoś bardzo chce mnie zrozumieć, to to zrobi. Wszystko jest w ludzkich głowach.

 

Siedzimy teraz razem przed monitorem. Mówisz wskazując źrenicami oczu litery na ekranie a one tworzą tekst, który możemy czytać. Kiedy i jak Asia przyszła na świat?

Od mojego urodzenia niedługo minie 40 lat. Od urodzenia choruję na dziecięce porażenie mózgowe. Ciąża mojej mamy przebiegała dobrze. W dniu porodu okazało się, że jestem nieprawidłowo ułożona. Położna mówiła, że niezbędne jest cesarskie cięcie, bo dziecko jest duże. Mamusia zaczęła błagać ginekologa, żeby zrobił jej cesarskie cięcie, ale on nie dał się przekonać. Zaczął się poród. Zrobili mamie zastrzyki, ale wkrótce przestały działać, musiała się męczyć bez pomocy… przepraszam, miała pomoc – pan doktor zaczął mnie ciągnąć i tak to robił, że wszystkie nerwy mi trzaskały. Mama sama ledwo żyła. Dopytywała się co ze mną, dlaczego nie płaczę? Nikt jej nie odpowiedział. Mojego tatę poproszono o oddanie krwi. Dla lekarzy było wiadome, że długo nie pożyję. Pewna pani doktor powiedziała mamie, że lepiej, żeby to dziecko umarło. Jednak przeżyłam.

 

Nie mówiłaś, nie chodziłaś, miałaś trudności z jedzeniem… Trudne początki.

To się nie zmieniło do dziś, jednak brak kontaktu sprawił, że orzeczono, że jestem upośledzona intelektualnie w stopniu znacznym. Kiedy byłam w wieku szkolnym musiał mnie znów zaklasyfikować psycholog. Zmieniono opinię z upośledzonej znacznie na rozwiniętą ponad normę. Pani od nauczania początkowego po wyjściu ode mnie pobiegła do dyrektor szkoły z płaczem, że jak na mnie patrzy, to jej się chce płakać. Druga pani nie uciekła. Program przeznaczony dla klasy zerowej przerobiłam w ciągu dwóch miesięcy. Pierwszą i drugą klasę w jednym roku. Oczywiście musiałam zdać egzamin. Miałam specjalny drewniany fotelik z blatem, a do niego przyklejoną kartkę z czytanką, żebym jej przypadkiem nie porwała. Moim zadaniem było przeczytać czytankę i opowiedzieć jej treść za pomocą symboli Blissa. Druga część egzaminu polegała na rozwiązywaniu prostych zadań matematycznych. Byli trochę zaskoczeni tym, że naprawdę jestem normalna. Ukończyłam szkołę podstawową z wyróżnieniem. W końcu liceum i matura. Moja wymarzona matura. Było ciężko, nawet nie wyobrażałam sobie, że aż tak. Ale udało się, zdałam. Oczywiście nie dokonałabym tego gdyby nie moi kochani rodzice. To oni we mnie nie zwątpili.

 

Czym są symbole Blissa?

To coś w rodzaju piktogramów, obrazków, nad którymi jest napisane co oznaczają. Ktoś pokazywał po kolei karty z obrazkami a jak potwierdzałam: tak – nie. Symboli jednak było za mało, musiałam się wspomagać alfabetem. Ktoś wskazywał na karcie kolejne litery a ja dawałam znać: tak – nie. Z resztą w taki sposób wraz z koleżankami napisałam dwie bajki.

 

Urządzenie, za pomocą którego się komunikujemy posiadasz dopiero od czterech lat. To musiała być w Twoim życiu rewolucja.

Doskonale pamiętam dzień, w którym dowiedziałam się, iż jest takie urządzenie. Ale od początku. Maj 2006 r. Potrzebowałam wstawienia stymulatora do móżdżku, którego zadaniem było pomóc mi w rozluźnieniu mięśni. Operacja się nie udała. Trzeba było go usunąć. Zostawili dwie elektrody. Za miesiąc znów operacja. Za pięć miesięcy następna… Było tego za dużo. W noc przed kolejną operacją coś się ze mną stało… nerwy skumulowane przez tyle miesięcy eksplodowały. Zaczęłam krzyczeć. To był krzyk wewnętrzny, którego nikt nie słyszał. Lęk i depresja pozostały do dziś. Zawsze byłam radosna i uśmiechnięta. Uświadomiłam sobie wtedy, że nie mogę dłużej udawać, że wszystko jest ok. Zaczęłam szukać rozwiązania, które poprawiło by mój kontakt z ludźmi. Trwało to długo. Nic się nie sprawdzało. Aż wreszcie szwagier powiedział mi o Cyber Oku. Wiedziałam, że to jest to. Zaczęła się o nie walka. Poprosiłam siostrę, żeby napisała ze mną list do pani Elżbiety Jaworowicz do telewizji. Za dwa dni zadzwonił telefon. Kiedy pani Jaworowicz przyjechała do mnie nie wierzyłam w to, co się dzieje…. Parę tygodni po emisji programu, przyjechał do mnie doktor z wymarzonym urządzeniem… Doskonale sobie poradziłam. Dostęp do internetu dostałam w grudniu 2017 roku i mogę teraz pisać publicznie. Mój profil na Facebooku obserwuje ponad tysiąc osób.

 

Fot. Paweł Kęska

 

Mówiłaś o emocjach jakie przeżywasz… To musi być ogromnie trudne, przez tyle lat więzić je w sobie…

Trudno jest mi pisać o emocjach, bo przez prawie całe życie ukrywałam je. Dlaczego? Myślałam, że i tak nikt mnie nie zrozumie, bo nikt nie jest w mojej skórze. Więc po co mówić? Jednak, w pewnym momencie już nie wytrzymałam, otworzyłam się i powiedziałam co ze mną się dzieje. O depresji, że sobie nie radzę z takim z życiem.

 

Co z depresją?

Tak, to jest straszna i podstępna choroba. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo trudno z niej wyjść. Myślałam, że sama sobie poradzę z emocjami i myślami…. jak zawsze. Jednak nie poradziłam sobie. Choć udało mi się zdobyć Cyber Oko, wymarzone urządzenie, jednak nie byłam szczęśliwa. Trudno jest mi się pogodzić z losem i zaakceptować go. Kiedy jestem na mieście, irytują mnie spojrzenia ludzi, jak bym była z innej planety. Czy mogłabym mieć własną rodzinę, męża, dzieci i dom? Tak naprawdę to nigdy siebie nie zaakceptowałam jako osoby niepełnosprawnej. Kiedy miałam w tym roku zacząć studia nie myślałam o swoim stanie fizycznym, myślałam tylko o studiach, żeby je rozpocząć, a później wiedziałam, że jakoś by szło. Zetknięcie się z rzeczywistością okazało się tak bolesne, że trochę się posypałam… Psychiatra przepisała mi leki, po których poczułam się lepiej. Odradzano mi, żebym mówiła o swojej depresji, ale uważam że powinnam, choćby dlatego żeby uświadomić ludziom, że osoba niepełnosprawna jest człowiekiem takim samym jak osoba sprawna i też ma takie same problemy.

 

Piszesz wiersze, jeden z nich został opublikowany w zagranicznej antologii poezji. To sposób na kontakt ze światem?

Tak. Tak wyrażam swoje myśli i emocje. To czasem trudne emocje ale zawsze prawdziwe. Na przykład ten krótki wiersz:

Odejść, na zawsze
moje skrywane od dawna ciche pragnienie,
szumiące jak mały strumyk.
Marzenie o którym ciągle śnię.
Gdy leżę w nocy sama niby suchy liść, zimna, nie potrzebna.
Wiem na pewno, nie zaznam nigdy prawdziwej, namiętnej miłości.

 

Gdybyś mogła sprawnie używać rąk, co chciałabyś robić?

W wyobraźni wciąż maluję obrazy. Mam sztalugi, pędzle, przeróżnego rodzaju farby. W wyobraźni maluję krajobrazy, zielone łąki pełne maków. Maluję też siebie w biegu. Chciałabym namalować obraz konia w galopie jak biegnie swobodnie po polanie. Czarnego rumaka, grzywa i ogon się rozwiewają a on biegnie.

 

A muzyka?

Od dziecka uwielbiam muzykę. Wyobrażałam sobie, że stoję na scenie i śpiewam z jakimś artystą. Do dziś tak mam. Chciałabym pojechać na koncerty  Pearl Jam do Chicago, Rammstein do Berlina, Marillion do Los Angeles, Gun’ S Roses do Oklahomy. W Gun’S Roses zakochałam jako mała dziewczynka. Pamiętam jak chciałam z nimi być na scenie i machać tak jak oni głową. Taka muzyka zawsze mnie uspakajała. Od jakiegoś czasu marzę, żeby pojechać do teatru i do opery i choć nie lubię takiej muzyki, to uważam, że powinnam to zobaczyć.

 

Uczestniczysz w życiu publicznym, np. czy chodzisz na wybory?

Niespecjalnie interesuję się polityką. Chociaż może powinnam, choćby dla mojej przyszłości, by później nie narzekać na „władze”, że nic się nie dzieje w moim mieście, że nie mogę wyjść do kina. Do lokalu wyborczego, w którym miałabym oddać głos do niedawna nie było podjazdu. Brakuje w moim mieście normalnych chodników, rozrywki na poziomie, autobusów niskopodłogowych.

 

Co możesz, co chcesz dać innym ludziom?

Oglądałam Mszę świętą o uzdrowienie. Kazanie na niej miało mniej więcej taki sens, że nawet najmniejsze nasze działanie jest bardzo ważne dla Boga. Ci, którzy czują, że są do niczego mają więc zadanie do wykonania. Łaska daru pisania jaką otrzymałam, nie może się zmarnować, bo dał mi ją sam Bóg. Piszę wiersze, prowadzę też blog i piszę książkę. Często jednak tracę wiarę, że taka kobieta jak ja, pokręcona, może być coś warta. Jednak w Ewangelii kobieta wrzuca na ofiarę dwa pieniądze. Ktoś może powiedzieć – po co je wrzuciłaś? i tak to nic świątyni nie pomoże… A Jezus powiedział, że ona zrobiła więcej, niż wszyscy inni.

 

Kim jest dla Ciebie Bóg?

To Ktoś, Kto wobec nas ma doskonały plan. Przeczytałam to w książce „Moc uwielbienia” i uwierzyłam w to. Miałam żyć 13 lat, a żyję prawie 40. Może ja jeszcze nie odkryłam tego planu? A może odkryłam, tylko nie mogę w to uwierzyć?

 

Jakie masz plany na przyszłość?

Chcę studiować psychologię. Skończyłam niedawno kurs „Podstawy psychologii klinicznej”. Nie było to łatwe, gdyż sama znajdowałam się w ciężkim stanie psychicznym. Cały czas zastanawiałam się czy to ma sens? Przecież ja się do niczego nie nadaję!!! Nie wierzyłam, że zdam egzamin. Jednak moja wiedza z zakresu psychologii klinicznej okazała się całkiem spora. O wielu rzeczach wiedziałam z autopsji. Gdy zaliczyłam egzamin, poczułam się jak bym zdobyła „Nobla”. W nocy leżąc już w łóżku pomyślałam, że może nie jestem taka głupia, jak samą siebie oceniam i jak wszyscy myślą? Uśmiechnęłam się do siebie i zasnęłam.

 

Jakie są Twoje marzenia?

Chciałabym pojechać do Francji. Od dziecka uwielbiałam podróże, chyba dlatego, że jeździłam z rodzicami do Warszawy na rehabilitacje. Marzę, żeby pojechać do Rzymu i zobaczyć Koloseum, pojechać na grób Jana Pawła II i pomodlić się. Pragnęłabym też spotkać się Papieżem Franciszkiem i choć chwilę z nim porozmawiać. Marzę, żeby pojechać do Tybetu. Zawsze interesowała mnie kultura dalekiego wschodu. To tylko marzenia. Trzeba o czymś marzyć żeby żyć. Chciałabym też spotkać swoją prawdziwą miłość, tylko czy jest mi przeznaczona?

 

Czego się boisz?

Boję się przyszłości, kiedy moi rodzice odejdą. Nie chcę, żeby żadna z moich sióstr się mną opiekowała, nie chcę też pójść do ośrodka. Wiem, jak w takich domach zajmują się podopiecznymi. Muszę znaleźć takie rozwiązanie, żeby było dobrze. Chciałabym wybudować dom dla takich osób jak ja.

 

Co byś chciała powiedzieć innym ludziom w imieniu osób niepełnosprawnych, które mają trudność z komunikowaniem się?

Wygląd to nie wszystko. Nigdy nie wiesz, drogi czytelniku co się kryje w pokręconym ciele siedzącym na wózku.

 


Wywiad jest fragmentem rozmowy przeprowadzonej na antenie Radia Warszawa.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Paweł Kęska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap