video-jav.net
KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Męczeństwo oczami oprawców

Otoczony przez szpicli, nękany, szczuty, śledzony, podsłuchiwany i podglądany, wyszydzany, opluwany, torturowany i wreszcie zamordowany. Życie Męczennika. Czas księdza Jerzego...

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bali się go. Bali się bardziej niż on ich. Więc zaciskali pętlę – powoli, metodycznie – władcy PRL-u, generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak. I do walki z jednym księdzem zapędzili Służbę Bezpieczeństwa z oficerami i zdrajcami spoza resortu. Dołączyli cały aparat propagandowy z telewizją, radiem i gazetami. Otoczyli ks Popiełuszkę. Cel był jeden: złamać i uciszyć niepokornego kapłana, rozpędzić ludzi gromadzących się na Mszach za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.

Prokuratorskie oskarżenia nic nie dały. Przesłuchania – także nic. Prowokacja w mieszkaniu przy ul. Chłodnej, gdzie SB podrzuciła kompromitujące materiały m.in. amunicję i antypaństwowe ulotki – bez efektu. Ksiądz Popiełuszko nie został złamany. Ostatnią możliwością uporania się z nim była śmierć. Morderstwo.

 

Jedna z ostatnich Mszy świętych odprawionych przez ks. Jerzego Popiełuszkę, Bytom, 8 X 1984 | Zdjęcie dzięki uprzejmości Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie

 

Ostatnia droga ks. Jerzego rozpoczęła się 19 października 1984 roku. Kapelan Solidarności na zaproszenie Duszpasterstwa Ludzi Pracy, przyjechał do bydgoskiej parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników. Tego samego dnia wracał do Warszawy. Swoją ofiarę upatrzyli mordercy, trzej oficerowie MSW: kapitan Grzegorz Piotrowski, porucznik Leszek Pękala i porucznik Waldemar Chmielewski. Byli funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa, IV departamentu MSW zwalczającego Kościół.

Co dokładnie się wtedy stało? Jak wyglądały ostatnie chwile życia księdza Jerzego? Kto bił, kto wiązał, kto zadał decydujący cios? Czy może z tamy we Włocławku oprawcy wrzucili do Wisły żywego jeszcze kapłana? Problem w tym, że historycy muszą opierać się na relacji morderców, którzy kluczyli i kłamali oraz na zmanipulowanym Procesie Toruńskim. Nawet jeśli nie poznamy nigdy szczegółów – to wiadomo na pewno, że ostatnie chwile, godziny czy minuty życia kapłana były drogą cierpienia. Nawet jeśli oprzemy się tylko i wyłącznie na relacjach morderców.

 

Czy można sobie wyobrazić, co czuł ks. Jerzy Popiełuszko gdy go porwali? Gdy bili, straszyli, wyzywali? Gdy zamykali w bagażniku samochodu i wieźli w nieznane? Gdy wiązali tak, by dusił się przy próbie rozluźnienia więzów… To jest tak przerażająca próba… Ale to był finał męczeństwa ks Jerzego. Długi i straszny finał.

 

Ks. Jerzy w Bydgoszczy odprawia ostatnią w swoim życiu Mszę. Około godziny 22.00 zielony volkswagen golf odjeżdża sprzed kościoła. Za kierownicą siedzi Waldemar Chrostowski. Obok niego ksiądz Jerzy Popiełuszko. Są obserwowani przez trzech mężczyzn w jasnoszarym fiacie 125 p. Prowadzi Pękala, obok niego siedzi Chmielewski, z tyłu dowodzący nimi Piotrowski. Fiat rusza za golfem.

Akcja była zaplanowana. Jeszcze w Warszawie Chmielewski dobrał sobie milicyjny mundur i białą czapkę. Miał wyglądać na milicjanta z drogówki. Mieli ze sobą także latarkę z czerwonym światłem. Wszystko było gotowe, by zatrzymać golfa w drodze. I porwać księdza. Ale czy do porwania i zastraszenia potrzebne były dodatkowe rzeczy przygotowane na zlecenie Piotrowskiego: tablice rejestracyjne na zmianę, sznurek do skrępowania księdza, plaster dzięki któremu można było zakneblować Popiełuszkę, eter, kajdanki, pistolety i… worek z kamieniami do obciążenia ciała?

 

Miejsce na “Tamie we Włocławku”, z którego oprawcy zrzucili związanego ks. Jerzego Popiełuszkę do wody | fot. SebastianM / WikimediaCommons / CC BY-SA 2.5

 

“No! Ubieraj się!” – Piotrowski wydał komendę Chmielewskiemu. Mordercy cały czas mieli w zasięgu wzroku zielonego golfa. Chmielewski założył kurtkę z dystynkcjami sierżanta, włożył na głowę czapkę i wziął w dłoń latarkę. Sprawdził jeszcze czy czerwone światło działa. Kończyły się właśnie ostatnie chwile wolności ks. Jerzego. Pędzący za nimi fiat migał światłami. Po chwili zrównał się z golfem. Szyba po stronie pasażera w fiacie osunęła się w dół. W oknie pojawiła się postać w milicyjnej, białej czapce. Błysnęło czerwone światło latarki. Chrostowski nie stanął. Jechał dalej. Fiat wyprzedził golfa, zajechał mu drogę i zaczęli zwalniać. Golf ich wyprzedził, jednak po chwili Chrostowski zatrzymał samochód. Pękala stanął kilka metrów za nim.

Udawali milicyjną kontrolę drogową. Ale już tylko przez chwilę. Najpierw do fiata przyprowadzono Waldemara Chrostowskiego. Został skuty kajdankami i zakneblowany szmatą. Zwitek musiał być wepchnięty głęboko, bo Chrostowski z trudem oddychał, charczał. Po chwili w pobliżu samochodu morderców stał ksiądz Jerzy. Protestował. Nie chciał wsiąść.

Z jednej strony ciemny las. Z drugiej ciemna droga. Nie ma świadków. Nikt nie przyjdzie z pomocą.

 

Tu padają pierwsze ciosy. Pękala siedzi w samochodzie. Za kierownicą. Pogłaśnia radio, żeby nie słuchać charczenia Chrostowskiego. Jednak mimo brzęczącego głośno radia, dochodzą go głuche odgłosy bicia. “Otwórz bagażnik” – słyszy po chwili. Dźwignia znajduje się w aucie i Pękala nie wysiadając, otwiera. Z tyłu dochodzą dźwięki przesuwanych przedmiotów. W bagażniku powstaje miejsce dla księdza…

Samochód drgnął i osiadł na tylnych kołach… Popiełuszko leżał w bagażniku.

Chmielewski z Piotrowskim wsiedli do auta. Fiat ruszył. Skuty kajdankami Chrostowski małym palcem chwyta niepostrzeżenie za klamkę. Czeka na okazję. Szansa na ucieczkę pojawia się, gdy dostrzega na poboczu dwie osoby stojące przy motocyklu. Ciągnie klamkę i wypycha drzwi. Wypada na zewnątrz. Turla się. Wstaje i biegnie w kierunku ludzi. Jest wolny. Wyskoczył z pędzącego samochodu przy prędkości 80-100 km na godzinę. Skończyło się tylko na otarciach i podartej marynarce… I na dodatek kajdanki na prawym ręku puściły… Dużo tego szczęścia.

“Grzej rurę!” – rzucił któryś do Chmielewskiego. Ten wcisnął pedał gazu do oporu. Esbecy nie zatrzymali się, by łapać uciekiniera. Jedynego świadka swojej zbrodni.

 

Odzyskał przytomność. Ból. Szum kół na szosie. Ciemno. Ciasno. Duszno. Śmierdzi. Bagażnik od środka. Popiełuszko ściśnięty w ciemności bagażnika zaczyna walczyć. Rozpycha się. Uderza w klapę. Trzej w fiacie słyszą uderzenia z bagażnika.

“Popiełuszko z tyłu się tłucze! Oprzytomniał…” – mówi Chmielewski do kolegów. Zatrzymali auto.

 

Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki na terenie kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

Czuł, że samochód stanął. Zmysły pracują jak oszalałe. Ciało czuje i słyszy. Drganie auta. Ktoś wysiada. Kroki. Klapa bagażnika leci w górę. Zmęczone duchotą i smrodem płuca chwytają hausty nocnego powietrza. Oczy zmęczone ciemnością. Ciosy. Ciosy pałką. Do nieprzytomności***. Klapa opada. W drodze na tamę będzie jeszcze kilka takich postojów. Podczas jednego z nich Popiełuszko ucieka, ale zostaje złapany. Jest bity i powalony na ziemię. Oprawcy związują księdza. Popiełuszko jest już bardzo słaby. Tylko jęczy. “Kamulki do nóg. I do wody” – miał powiedzieć kapitan Piotrowski. Koniec szans. Mordercy jadą w kierunku tamy we Włocławku.

Tama. Pusto. Mordercy podchodzą do barierki. Patrzą w dół na lustro wody. Wracają do auta i rozglądają się. Nie ma świadków. Klapa bagażnika w górę. Ostatni raz. Ksiądz Jerzy, skatowany i zakneblowany, leży z głową w lewej części bagażnika. Podkulone więzami nogi są z prawej. Trzy pary rąk chwytają kapłana. Jeszcze sutanna zaczepia o zamek bagażnika, ale mordercy są silniejsi. Sutanna puszcza. Pęka ostatnia nić. We trzech niosą go do barierki. Przerzucają.

 

Leci w dół. Spętany. Kamulki w worku u nóg. Otwiera się czarna toń. Kamulki ciagną w dół. Bezlitośnie. Cicho. Gasną kręgi na wodzie.

 

***Ksiądz Jerzy Popiełuszko został straszliwie skatowany. Był torturowany. Trudno było nawet rozpoznać ciało podczas identyfikacji. Twarz była posiniaczona, zmasakrowana. Sekcja wykazała duże obrażenia narządów wewnętrznych. Na szyi księdza Jerzego wisiał krzyżyk.

 


Wydanie dot. ks. Jerzego Popiełuszki tworzymy dzięki współpracy z Jego muzeum w Warszawie


Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Bo trwał przy prawdzie

Dlaczego uzdrowienie, badane do kanonizacji bł. Jerzego, nastąpiło we Francji? - To bardzo dziwne - przyznaje w wywiadzie dla Stacji7 bp Michel Santier, biskup podparyskiej diecezji Créteil, przypominając, że z kolei za przyczyną św. Jana Pawła II uzdrowiona została pochodząca również z Francji siostra zakonna.

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z bp Michelem Santierem, biskupem podparyskiej diecezji Créteil od 2007 r., rówieśnikiem bł. ks. Jerzego Popiełuszki i ks. Bernarda Brien, rozmawia Anna Wojtas.


Co takiego ujęło Francuzów w ks. Jerzym Popiełuszce, że na południu Francji jego imieniem nazywają ulice i wznoszą pomniki?

– Najprawdopodobniej sprawiło to jego świadectwo trwania przy prawdzie, wierność temu, co reprezentowała „Solidarność” i oczywiście męczeństwo. Niewykluczone, że również to, iż jest Polakiem jak Jan Paweł II, który jest bardzo popularny we Francji. Wielu młodych katolików zostało bardzo poruszonych tym, co się działo w Polsce podczas Światowych Dni Młodzieży. Poza tym, wielu Polaków we Francji podejmuje odpowiedzialność w różnych sferach życia publicznego i Kościoła. Msza, którą będę celebrował 19 października w katedrze w Créteil zgromadzi wielu Polaków, ale również wielu Francuzów, którzy są bardzo przywiązani do bł. ks. Jerzego.

 

Bp Michel Santier | fot. Anna Wojtas

Ksiądz Biskup prowadził diecezjalny proces dotyczący niewytłumaczalnego medycznie uzdrowienia za przyczyną bł. ks. Popiełuszki. Dlaczego właśnie u was to się zdarzyło?

– To jest dość dziwne, bo również w przypadku Jana Pawła II uzdrowiona została francuska siostra zakonna. To uzdrowienie, którego autentyczność badaliśmy, zdarzyło się w szpitalu w Créteil. Ks. Bernard Brien udzielił sakramentu chorych umierającemu na białaczkę panu François Audelan, wyjął obrazek błogosławionego i modlił się nad chorym. Gdy odszedł od jego łóżka, chory spytał „co się stało?”. Potem przeprowadzono wiele badań a lekarze nie stwierdzili śladów białaczki. Okazało się, że kiedy ks. Brien był w Polsce i odwiedził grób ks. Jerzego, odkrył, że urodził się dokładnie tego samego dnia, miesiąca i roku co ks. Popiełuszko. Uznał go za swojego brata-bliźniaka.

W naszej diecezji obecne są polskie zakonnice. Służebniczki śląskie uczą się tu języka francuskiego zanim wyjadą na misje do Kamerunu. Kiedyś zaprosiły mnie do Polski, by odbyć podróż śladami Jana Pawła II. Ponieważ mają też dom zakonny w Warszawie zaprowadziły mnie do parafii św. Stanisława Kostki, gdzie pracował ks. Popiełuszko. Odprawiłem tam Eucharystię, proboszcz pokazał mi sutannę ks. Popiełuszki, jego szaty liturgiczne, ale też zgromadzone w muzeum narzędzia zbrodni. Byłem bardzo poruszony tym, co zobaczyłem, a że pozwolono mi zbliżyć się do grobu, na kolanach modliłem się za swoją diecezję.

Byłem biskupem dopiero od 5 lat i przy grobie ks. Popiełuszki modliłem się, powierzając moją diecezję i całe dzieło ewangelizacji. W mojej diecezji obecni są przedstawiciele 90 narodowości a sami Francuzi są dalecy od wiary. Modliłem się, żeby bł. ks. Jerzy pomógł mi wypełniać wśród nich posługę biskupa.

 

Jerzy Popiełuszko | Autor zdjęcia: Andrzej Iwański / Zdjęcie z Europeany i Cyfrowego Archiwum Pamiątek / CC BY-SA 3.0

 

Trwa proces kanonizacyjny ks. Jerzego. Dlaczego jego życie fascynuje ludzi z różnych stron świata?

– To ktoś, kto przeżywał Ewangelię. W nim nie było nienawiści wobec kogokolwiek. Bardzo konkretnie przeżywał słowa Jezusa: „miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Reżim komunistyczny czuł się zagrożony, gdyż ks. Popiełuszko upominał się o prawdę. Walczył o prawdę, ale uniwersalna jest też  miłość Chrystusa i drugiego człowieka”.

W pewnym sensie tak, jak św. Maksymilian Kolbe ofiarował swoje życie. Wiedział, że jego życie może być zagrożone, ale kontynuował swoją misję aż do końca. Można sobie postawić pytanie: skąd płynęła ta siła jego przepowiadania, które gromadziło tysiące osób? Skąd ta siła w tak słabym ciele, był przecież słabego zdrowia.

 

No właśnie, skąd?

– To miłość do Ewangelii sprawiała, że mówił to, co mówił; robił to, co robił – w czasie, kiedy kłamstwo wydawało się panować. To już św. Paweł mówił, że „nosimy skarb w naczyniach glinianych” W Polsce, podobnie jak we Francji kultura jest głęboko związana z wiarą chrześcijańską. W ks. Popiełuszce nie było nacjonalizmu. Oczywiście kochał Polskę, ale przede wszystkim była miłość do Chrystusa.

 


Wydanie o ks. Jerzym  Popiełuszce tworzymy dzięki współpracy z Jego muzeum w Warszawie


Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >