video-jav.net

Wyznaję jeden chrzest. I jego trzy konkrety

Chrzest nie jest happeningiem zwieńczonym rodzinnym obiadem - to fundament i podstawowy warunek chrześcijańskiego życia. Musimy sobie o tym ciągle przypominać.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Uwielbiam chrzty. Zdaję sobie sprawę z tego, że tzw. Msze chrzcielne (odprawiane najczęściej we wczesne niedzielne popołudnia) nie cieszą się zbytnią popularnością wśród parafian, bo bywają nieco dłuższe. Ale ja chrzty uwielbiam i zawsze podczas nich się wzruszam.

 

1. “Czy wyrzekasz się szatana?”

 

Oto maleństwo, które przez Adama nosi w sobie jego grzech, zostaje go pozbawione, a tym samym wyrwane spod władzy szatana, dzięki czemu staje się Dzieckiem Bożym i członkiem Kościoła. To najlepsza historia miłosna w pigułce, streszczenie Pisma Świętego i dosadny dowód na to, że Bóg walczy o człowieka.

 

2. “Drodzy chrzestni, czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka?”

 

Dziecko do chrzcielnicy (poza rodzicami) niosą chrzestni, którzy w jego imieniu proszą o chrzest. Ich wielkim zadaniem i jeszcze większym przywilejem jest przekazaniem dziecku wiary i pomoc w przypadku, gdyby okazało się, że pobłądziło ono w swoim życiu. Od tego dnia w szczególny sposób są oni związani ze swoim “chrześniakiem”. W tym – wydawałoby się – prostym geście również zawarta jest ogromna symbolika: Pan Bóg nie zostawia człowieka samego. Daje mu towarzyszy, którzy od pierwszych chwil życia razem z nim będą przeżywali jego sukcesy, a gdy upadnie – pomogą mu wstać.

 

3. “Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?”

 

Wybór imienia dla dziecka ma ogromne znaczenie. To nie jest zwykła nazwa dla pospolitego rzeczownika. Imię określa, mówi kim jest konkretny człowiek i daje wzór, do którego ten powinien dążyć. W chwili polania dziecku głowy wodą i wypowiedzeniem słów “ja ciebie chrzczę” kapłan w imieniu Kościoła daje misję: twoim celem jest Niebo; naśladuj swojego świętego patrona, a je osiągniesz. Pan Bóg nie oczekuje od nas szukania drogi na ślepo. On pokazuje nam konkretne drogowskazy, konkretnych ludzi, którzy żyli w taki sposób, że zdobyli Niebo.

 


 

Jestem głęboko przekonany, że musimy o tym wszystkim pamiętać. Szczególnie w czasach, w których chrzest jest traktowany jako pusty rytuał, nieco bardziej uroczyste rodzinne spotkanie. Odkładamy na bok to, co święte i skupiamy się jedynie na powierzchowności. Chrzestni przestają być odpowiedzialni za wychowanie dziecka i stają się jedynie głównymi sponsorami jego drogich zabawek. Imię nie jest nadawane dziecku jako zadanie do wykonania, ale jest coraz częściej odpowiedzią na mody panujące w showbiznesie. A sam chrzest – który w Katechizmie jest pięknie nazywany – bramą życia w Duchu Świętym? Staje się przy tym wszystkim rodzajem happeningu, którego uwieńczeniem jest co najwyżej obiad w rodzinnym gronie.

 

 

Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Kościół dla potrzebujących. Komentarz do raportu Episkopatu

Najnowsze informacje raportu Episkopatu dotyczące działalności charytatywnej Kościoła w Polsce są genialną odtrutką dla popularnej narracji, według której Kościół tylko bierze i nic nie daje. Społeczny pasożyt okazuje się być w ogromnej mierze raczej żywicielem

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przypomnijmy tło: Kościół w materii finansowej jest często przedstawiany jako beneficjent wszelkich ulg. Stereotypowo oznacza to, że zwolniony jest z obowiązkowych, podstawowych opłat, a do tego jest na każdym kroku dotowany przez państwo. Hasłowo to podejście mieści się w ramach sloganu: Księża nie płacą podatków.

 

Wyjaśnianie jego niedorzeczności przypomina poprawianie przedszkolaka, któremu myli się kolejność cyfr. Podstawa, elementarz. Nie ulega bowiem wątpliwości, że księża podatki płacą (choćby w postaci zwykłego VATu) i wszelkie finansowe przywileje duchowieństwa nie charakteryzują się nawet drobną cząstką tej skali, którą powszechnie się prezentuje. Ale dziś nie o tym.

 

Okazuje się bowiem, że Kościół nie tylko potrafi brać, ale i w dawaniu ma całkiem niezłą wprawę. Sęk w tym, że zgodnie ze słowami Jezusa nakazującymi z jałmużny czynić bardziej tajemnicę niż reklamę, podobne raporty publikuje z niechęcią i od wielkiego dzwonu. Między innymi dlatego jego analiza jest tak zadziwiająca.

 

Polecam poświęcenie kilku minut, aby samodzielnie zobaczyć i ocenić graficzne przedstawienie danych, zebranych przez Episkopat, ale ze swej strony proponuję zwrócić uwagę na kilka ważnych faktów. Wybrałem trzy, choć wniosków z raportu jest pełna litania.

 

835 instytucji charytatywnych tworzy 5 tysięcy dzieł, które w 2014 roku pomogły prawie 3 milionom (!) osób i podmiotów. Oznacza to, że – licząc bardzo pobieżnie – średnio co dwudziesty, może co trzydziesty Polak otrzymał od chrześcijańskich instytucji wsparcie w roku 2014. To pokazuje skalę, na jaką zakrojone są działania charytatywne, którym patronuje Kościół.

 

Po drugie: przyjęło się, że są one oparte na pomocy doraźnej przybierającej kształt wsparcia materialnego lub żywieniowego. To oczywiście prawda, bo znakomita część dzieł opisanych w raporcie polega na właśnie takich działaniach, ale – i warto zwrócić na to swoją uwagę – nie są one skupione jedynie na zasobności portfela i zawartości żołądka. Umykają nam dzieła skierowane np. na pomoc medyczną (trzecia pod kątem ilości beneficjentów!) czy terapie dla osób uzależnionych, z których w 2014 r. skorzystało ponad 23 tysiące Polaków.

 

Niejako na marginesie i w związku z burzą, jaka przetoczyła się przez publiczny dyskurs, warto również odnotować pomoc dla migrantów i uchodźców. Zanim kryzys stał się tematem numer jeden, a choćby tylko werbalna troska o bezpieczeństwo uchodźców stała się opłacalną inwestycją we wzrost politycznego kapitału, Kościół – jak to ma w zwyczaju: po cichu, bez rozgłosu – pomógł ponad 5 tysiącom imigrantów.

 

W tej perspektywie zarzuty wobec Kościoła o bierność wypadają śmiesznie i nie są nawet warte rzetelnego komentarza.

I trzecia sprawa: 3 lata temu 665 tysięcy osób należało do parafialnych organizacji charytatywnych zorientowanych na całoroczną działalność. Biorąc pod uwagę tendencję wzrostową można szacować, że dziś liczba ta jest większa, ale nawet taka ilość budzi ogromny szacunek. Dla podkreślenia skali: w tym samym roku podczas XX finału WOŚP, na ulicach w ciągu jednego dnia kwestowało 120 tysięcy wolontariuszy. W żadnym wypadku nie jest moją intencją jakakolwiek konfrontacyjność, ale różnica jest zauważalna gołym okiem.

 

Rzeczywistość medialna, posiada charakter soczewki, która przybliża jedynie punktowo, rozmazując wszystko wokół. Kościół jest największą instytucją charytatywną w Polsce i na świecie, co może być zdziwieniem dla wszystkich, którzy informację o nim czerpią z tzw. głównego nurtu. Ale trudno mieć do nich pretensje – brak rozgłosu, jaki towarzyszy kościelnym dziełom jest bowiem równie wielkim powodem do dumy, jak ich skala. Niemniej dobrze, że udaje nam się o niej przypominać raz na jakiś czas.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >