Nasze projekty
Alina Petrowa-Wasilewicz

Tematy tabu na polskich uczelniach

Profesor etyki na Uniwersytecie Warszawskim Magdalena Środa zapytana w wywiadzie, kiedy zaczyna się życie ludzkie, stwierdziła, że nie można o tym rozmawiać na jej seminarium filozoficznym.

Reklama

Dziennikarka nie drążyła tematu, a szkoda, gdyż takie stwierdzenie burzy rozmaite stereotypy i nasuwa ważne pytanie.

Uniwersytet w swym założeniu i pomyśle był miejscem poszukiwania prawdy, co Jan Paweł II pięknie ujął, zwracając się do nauczycieli akademickich w Krakowie podczas jednej ze swoich pielgrzymek, nazywając ich pracę posługą myślenia. Dlatego tak ważne były debaty, organizowane na średniowiecznych uczelniach, które były drogą do prawdy, choćby uczestnicy radykalnie różnili się poglądami. Pięknym zwyczajem tych debat było wymaganie, żeby startujący w zawodach adwersarze wykazali, że potrafią bezbłędnie powtórzyć poglądy przeciwnika. Jeśli tego nie umieli – odpadali w przedbiegach. Ci, którzy rozumieli przeciwników, zmagali się dalej, bo sprawa była najwyższej wagi – chodziło przecież o odkrycie prawdy. Dlatego uniwersytety były miejscem szczególnej troski społecznej – w trakcie dyskusji wolno było nawet przytaczać całkiem heretyckie poglądy i zaskakujące argumenty. A żeby dać tej bezcennej posłudze specjalną ochronę, uniwersytety otrzymały autonomię, były swoistymi samorządnymi republikami myślenia i poszukiwań prawdy, które ten trud koronowała.

Czy studenci uniwersytetu są osobami wolnymi, czy ich wolność zostaje ograniczona, bo ktoś ustawia bariery, buduje mury?

I oto nie w wiekach średnich, a dziś profesor etyki stwierdza, że jest temat, który nie może być w centrum akademickiej debaty. Jest nim początek ludzkiego życia. Wobec licznych kontrowersji, obiegowych opinii, że ludzki płód jest niczym więcej niż zlepkiem komórek, a przyjęcie środków wczesnoporonnych porównuje się do „odrobaczenia organizmu”, temat staje się bardzo istotny, wręcz naglący. Uniwersytet powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości, zwłaszcza, że nauka posunęła się bardzo daleko i ułatwiłaby argumentację. Mimo tego na seminarium z etyki debaty nie będzie. Dlaczego? Bo nie ma już żadnych wątpliwości? Bo prawda została już ustalona i żadne naukowe fakty jej nie zmienią? A co z wolnością badań naukowych, szukania prawdy, która wyzwala? Czy studenci uniwersytetu są osobami wolnymi, czy ich wolność zostaje ograniczona, bo ktoś ustawia bariery, buduje mury?

Reklama
Reklama

Zwolennicy lewicowych ideologii od dawna obalają liczne tabu, funkcjonujące niegdyś  w kulturze zachodniej. Dziś już nie ma już takich tematów, wszystko, co nasi przodkowie osłaniali milczeniem, głoszone jest na dachach i na Instagramie. Okazuje się jednak, że w miejsce obalonych zakazów powstają kolejne, tym razem wprowadzone przez dotychczasowych rewolucjonistów. A jednym z nich jest zakaz mówienia o początkach ludzkiego życia i to w miejscu poszukiwania prawdy.

Powstaje pytanie, czemu właśnie ten temat ma być szczególnie chroniony? Czym jest tabu? Zajrzyjmy do Wikipedii, która powiada, że jest to „głęboki i fundamentalny zakaz kulturowy, którego złamanie powoduje spontaniczną i niejednokrotnie gwałtowną reakcję ze strony ogółu przedstawicieli tej kultury, gdyż jest przez nich odbierane jako zamach na całą strukturę tej kultury i jej integralność, czyli jako zagrożenie dla dalszego istnienia danego społeczeństwa”.

W wynaturzonej wizji wolności, którą lansuje „nowy ład”, pozbawienie życia nienarodzonego człowieka przedstawiane jest jako wyraz wolności i fundamentalne prawo człowieka

Jeśli ta definicja jest prawdziwa, a jest, wyjaśnia, dlaczego są tematy, na które studenci nie podyskutują – w wynaturzonej wizji wolności, którą lansuje „nowy ład”, pozbawienie życia nienarodzonego człowieka przedstawiane jest jako wyraz wolności i fundamentalne prawo człowieka. Międzynarodowe instytucje walczą o wpisanie aborcji na listę owych praw. Aby wszystko szło gładko, należy stłumić nieistotne dyskusje o początkach życia. Przecież złamanie tego tabu może „zagrozić dalszemu istnieniu danego społeczeństwa”. Tego, które ma być wybudowane.

Reklama
Reklama

Wypowiedź pani profesor prowadzi do kolejnego wniosku. Jan Paweł II zwracał uwagę, że posługa myślenia jest służbą prawdzie w wymiarze społecznym. A „każdy intelektualista, bez względu na przekonania, jest powołany do tego, by kierując się tym wzniosłym i trudnym ideałem, spełniał funkcję sumienia krytycznego wobec tego wszystkiego, co człowieczeństwu zagraża lub co go pomniejsza”. W innym miejscu Ojciec Święty stwierdził, że „społeczeństwo oczekuje od swych uniwersytetów ugruntowania własnej podmiotowości, oczekuje ukazania racji, które ją uzasadniają, oraz motywów i działań, które jej służą”.

Zdaje się, że społeczeństwo powinno pozbyć się złudzeń. Uniwersytety chyba nie są już miejscem poszukiwania gwarantującej wolność prawdy. Z biegiem lat staną się producentem ideologicznych stereotypów, gdyż elementarne poszukiwania są niemożliwe. A społeczeństwu przestanie zależeć na wynikach debat, które i tak się nie odbędą.

Reklama
Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite