FELIETONY

Tematy tabu na polskich uczelniach

Profesor etyki na Uniwersytecie Warszawskim Magdalena Środa zapytana w wywiadzie, kiedy zaczyna się życie ludzkie, stwierdziła, że nie można o tym rozmawiać na jej seminarium filozoficznym.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziennikarka nie drążyła tematu, a szkoda, gdyż takie stwierdzenie burzy rozmaite stereotypy i nasuwa ważne pytanie.

Uniwersytet w swym założeniu i pomyśle był miejscem poszukiwania prawdy, co Jan Paweł II pięknie ujął, zwracając się do nauczycieli akademickich w Krakowie podczas jednej ze swoich pielgrzymek, nazywając ich pracę posługą myślenia. Dlatego tak ważne były debaty, organizowane na średniowiecznych uczelniach, które były drogą do prawdy, choćby uczestnicy radykalnie różnili się poglądami. Pięknym zwyczajem tych debat było wymaganie, żeby startujący w zawodach adwersarze wykazali, że potrafią bezbłędnie powtórzyć poglądy przeciwnika. Jeśli tego nie umieli – odpadali w przedbiegach. Ci, którzy rozumieli przeciwników, zmagali się dalej, bo sprawa była najwyższej wagi – chodziło przecież o odkrycie prawdy. Dlatego uniwersytety były miejscem szczególnej troski społecznej – w trakcie dyskusji wolno było nawet przytaczać całkiem heretyckie poglądy i zaskakujące argumenty. A żeby dać tej bezcennej posłudze specjalną ochronę, uniwersytety otrzymały autonomię, były swoistymi samorządnymi republikami myślenia i poszukiwań prawdy, które ten trud koronowała.

Czy studenci uniwersytetu są osobami wolnymi, czy ich wolność zostaje ograniczona, bo ktoś ustawia bariery, buduje mury?

I oto nie w wiekach średnich, a dziś profesor etyki stwierdza, że jest temat, który nie może być w centrum akademickiej debaty. Jest nim początek ludzkiego życia. Wobec licznych kontrowersji, obiegowych opinii, że ludzki płód jest niczym więcej niż zlepkiem komórek, a przyjęcie środków wczesnoporonnych porównuje się do “odrobaczenia organizmu”, temat staje się bardzo istotny, wręcz naglący. Uniwersytet powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości, zwłaszcza, że nauka posunęła się bardzo daleko i ułatwiłaby argumentację. Mimo tego na seminarium z etyki debaty nie będzie. Dlaczego? Bo nie ma już żadnych wątpliwości? Bo prawda została już ustalona i żadne naukowe fakty jej nie zmienią? A co z wolnością badań naukowych, szukania prawdy, która wyzwala? Czy studenci uniwersytetu są osobami wolnymi, czy ich wolność zostaje ograniczona, bo ktoś ustawia bariery, buduje mury?

Zwolennicy lewicowych ideologii od dawna obalają liczne tabu, funkcjonujące niegdyś  w kulturze zachodniej. Dziś już nie ma już takich tematów, wszystko, co nasi przodkowie osłaniali milczeniem, głoszone jest na dachach i na Instagramie. Okazuje się jednak, że w miejsce obalonych zakazów powstają kolejne, tym razem wprowadzone przez dotychczasowych rewolucjonistów. A jednym z nich jest zakaz mówienia o początkach ludzkiego życia i to w miejscu poszukiwania prawdy.

Powstaje pytanie, czemu właśnie ten temat ma być szczególnie chroniony? Czym jest tabu? Zajrzyjmy do Wikipedii, która powiada, że jest to „głęboki i fundamentalny zakaz kulturowy, którego złamanie powoduje spontaniczną i niejednokrotnie gwałtowną reakcję ze strony ogółu przedstawicieli tej kultury, gdyż jest przez nich odbierane jako zamach na całą strukturę tej kultury i jej integralność, czyli jako zagrożenie dla dalszego istnienia danego społeczeństwa”.

W wynaturzonej wizji wolności, którą lansuje „nowy ład”, pozbawienie życia nienarodzonego człowieka przedstawiane jest jako wyraz wolności i fundamentalne prawo człowieka

Jeśli ta definicja jest prawdziwa, a jest, wyjaśnia, dlaczego są tematy, na które studenci nie podyskutują – w wynaturzonej wizji wolności, którą lansuje „nowy ład”, pozbawienie życia nienarodzonego człowieka przedstawiane jest jako wyraz wolności i fundamentalne prawo człowieka. Międzynarodowe instytucje walczą o wpisanie aborcji na listę owych praw. Aby wszystko szło gładko, należy stłumić nieistotne dyskusje o początkach życia. Przecież złamanie tego tabu może „zagrozić dalszemu istnieniu danego społeczeństwa”. Tego, które ma być wybudowane.

Wypowiedź pani profesor prowadzi do kolejnego wniosku. Jan Paweł II zwracał uwagę, że posługa myślenia jest służbą prawdzie w wymiarze społecznym. A „każdy intelektualista, bez względu na przekonania, jest powołany do tego, by kierując się tym wzniosłym i trudnym ideałem, spełniał funkcję sumienia krytycznego wobec tego wszystkiego, co człowieczeństwu zagraża lub co go pomniejsza”. W innym miejscu Ojciec Święty stwierdził, że „społeczeństwo oczekuje od swych uniwersytetów ugruntowania własnej podmiotowości, oczekuje ukazania racji, które ją uzasadniają, oraz motywów i działań, które jej służą”.

Zdaje się, że społeczeństwo powinno pozbyć się złudzeń. Uniwersytety chyba nie są już miejscem poszukiwania gwarantującej wolność prawdy. Z biegiem lat staną się producentem ideologicznych stereotypów, gdyż elementarne poszukiwania są niemożliwe. A społeczeństwu przestanie zależeć na wynikach debat, które i tak się nie odbędą.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Apostaci są wśród nas, czyli młodszy syn odchodzi

A może oni mają rację? Może nie sto procent racji, ale wystarczy, żeby zapaliły się ostrzegawcze światła. Ich opowieści świadczą o wielkiej samotności. Na swojej drodze wiary nie znaleźli świadka.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Coraz więcej apostatów. Na portalach, blogach i vlogach ktoś wciąż deklaruje, że odszedł z Kościoła. Na stronach Krytyki Politycznej licznik, wskazujący ile osób już się na ten krok zdecydowało (w drugiej dekadzie stycznia ponad 1600 osób, ich imiona lub imiona z nazwiskami są publikowane). Załączone są instruktaże, co dokładnie należy zrobić, można pobrać odpowiednie formularze z deklaracjami apostazji. Są też zachęty, aby od Kościoła odejść, argumenty, które za tym przemawiają, doping i dodawanie animuszu, wspomnienia – przeważnie opis drogi od katolicyzmu do opuszczenia Kościoła. Krótko mówiąc: apostaci są wśród nas. Czy to stały trend, czy apostatów będzie przybywać? I co to znaczy dla tych, którzy w Kościele zostają?

 

Pedofilia, pieniądze, władza, lekceważenie, ciemnogród

Na lewicowych portalach apostaci opowiadają, co zadecydowało lub przyspieszyło ich decyzję. Tych powodów jest sporo, najbardziej oczywisty powód to brak wiary w Boga, co wyczerpuje temat. Ponadto najczęściej powtarzające się zarzuty dotyczą ludzi Kościoła – bogactwa i pazerności kleru, chamstwa i złego traktowania wiernych przez księży, wtrącania się do polityki, sojuszu ołtarza z tronem, pedofilii duchownych i zamiatania pod dywan nadużyć seksualnych przez biskupów.

Odrębną kategorię stanowią argumenty, związane z nauczaniem Kościoła – jego nienaukowej wizji świata, tłumienia „zdrowej seksualności”. Ponadto to instytucja, która sieje nienawiść do mniejszości, a także „skrajnie patriarchalna organizacja, od zawsze niechętna upodmiotowieniu kobiet i spowalniająca pozytywne zmiany, nie oczekuj, że zrobi dla ciebie wyjątek i odstąpi od swoich podstawowych reguł. Idea równości płci zawsze stała w sprzeczności z doktryną Kościoła katolickiego. W katolicyzmie kobieta jest matką, służebnicą i dziewicą, macica to jej najważniejszy organ” – jak stwierdza Patrycja Wieczorkiewicz.

 

Dla odchodzących Kościół postrzegany jest jako organizacja, jedna z wielu instytucji, a jej struktury są zmurszałe i grożą zawaleniem. Jego koniec jest bliski.

“Polacy i Polki uwalniają się od wielowiekowego okupanta”

Odejście od takiej „organizacji” jest więc uwolnieniem, przejściem na jasną stronę mocy i wejściem do świata racjonalizmu, nauki i postępu, kwestią przyzwoitości.

Dla odchodzących Kościół postrzegany jest jako organizacja, jedna z wielu instytucji, a jej struktury są zmurszałe i grożą zawaleniem. Jego koniec jest bliski.

Argumenty apostatów są więc dwojakiego rodzaju – dotyczą ludzi (katolików) – dwulicowych i ograniczonych oraz doktryny, która jest nie do przyjęcia, bo „świat poszedł do przodu”. Swoim nauczaniem Kościół wyrządza niewyobrażalne krzywdy, wywołuje poczucie winy, ogłupia, odbiera wolność, demoluje osobowość. “Żyjemy jednak w historycznym momencie – Polacy i Polki uwalniają się od wielowiekowego okupanta” – by użyć słów Boya-Żeleńskiego.

 

Kościół szyty “na miarę”

Z publikowanych wyznań wyłania się wizja Kościoła, który byłby może zaaprobowany, to Kościół „na miarę” – ma być modny i wygodny, nowoczesny i przyjazny, w żadnym miejscu nie może uwierać, ani sumienia, ani wrażliwości. Jeśli nie jest mój, na moją miarę, cóż – nie warto w nim być.

W opisach bycia i odejścia uderzające jest milczenie autorów na sprawy najwyższej wagi – nie ma ani słowa o tym, kim był dla nich Jezus i oraz o tym, jak przeżywali Eucharystię. Czym była dla nich Eucharystia? Autentycznym spotkaniem?  – Byłem u I Komunii – stwierdzają. I nikt z nich nie wspomina, że jeszcze w „katolickim” okresie ich życia uznawali Jezusa za Zbawiciela, Drogę, Prawdę, Życie.

Nikt z nich także nie podjął wysiłku zrozumienia, od czego tak naprawdę odchodzi. Nie przeszedł drogi Vittorio Messoriego, który, wychowany w obojętnej religijnie rodzinie, pewnego dnia zdecydował się na własną rękę sprawdzić, kim był Jezus z Nazaretu. Aż tak długiej drogi nie musieliby przechodzić, mieliby znacznie łatwiej – mogli chociaż przeczytać jego książkę.

Ale winą obarczają wyłącznie innych, nigdy siebie.

 

 

A jeśli oni mają rację?

Niezależnie od powagi i prawdziwości tej listy zarzutów, warto bardzo starannie wsłuchać się w historie odchodzących. Co ich najbardziej zabolało, co przelało czarę goryczy? Czy w ich opowieści nie ma ziarna prawdy, mimo że może się wydawać, że kościelna rzeczywistość została przedstawiona w krzywym zwierciadle? Nie wolno od tego obrazu uciekać, uznać, że to przesada, zła wola, trzeba się z obrazem Kościoła, nakreślonym przez apostatów, zmierzyć.

 

Duchowni

Czy nie ma wśród duchownych osób pazernych, wypalonych, czy są „…księża, zawsze patrzący na ciebie z góry” lub „szalone zakonnice, które zamiast odpowiadać na dręczące nas pytania, zamykały dyskusję i intonowały oazowe piosenki…” – jak stwierdza Jacek Diduszko. Czy większość duszpasterzy to ludzie skromni, nastawienie na służbę, a nie na „bycie kimś” i panowanie? Jakie są ich kazania – komentujące Pismo Święte, połączone z osobistym świadectwem, czy jednostajnym moralizowaniem lub wytykaniem błędów politykom „wrogiej opcji”?

 

Katecheci

Czy katecheci potrafią zrozumieć nastolatków, zwłaszcza tych zbuntowanych, wątpiących, zanurzonych w popkulturze i mediach społecznościowych oraz głównym nurcie kultury masowej? Czy znajdują dla nich czas na rozmowy, wspólny język, argumentację, cierpliwe wyjaśnianie stanowiska Kościoła? Czy do wątpliwości młodych podchodzą ze zrozumieniem i traktują je jako szansę na szukanie prawdy, czy też jako zagrożenie i przejaw złej woli? Czy nie należy się zastanowić, na ile blisko siebie funkcjonują instytucje państwowe i Kościół, czy nie tworzą trudnej do zrozumienia i zaakceptowania „sztamy”?

 

Rodzice

A rodziny, co z rodzicami, przecież ich świadectwo i wychowanie są bardzo ważne? Czy uczą dzieci modlitwy, pomagają im głęboko przeżyć Eucharystię, I Komunię św., czy namawiają dzieci na bierzmowanie, tylko dlatego, że można mieć ślub kościelny? A może jest tak, że „Dziadka trochę martwi, że żadna z trzech jego wnuczek nie kultywuje religijnej tradycji poprzednich pokoleń, ale poza nim nikt już nie zaprząta sobie tym głowy” – jak pisze Patrycja Wieczorkiewicz. Ile rodzin jest lub byłoby tylko „trochę zmartwionych” apostazją najbliższych, w sumie obojętnych, bo nic szczególnego się nie stało?

 

Może apostaci mają rację, może nie sto procent racji, ale wystarczy, żeby zapaliły się ostrzegawcze światła.

Rachunek sumienia

Jest i bardzo bolesna przyczyna odejść, gdy głos zabierają ofiary molestowania przez księży i odchodzą poranieni i zdruzgotani. Czy reakcja biskupów, przełożonych, była właściwa, czy lekceważąca, ucieczkowa, niedostateczna, zabarwiona korporacyjną, źle pojętą solidarnością? Gorycz i zniechęcenie ofiar są całkowicie zrozumiałe, ich odejście – logiczne. W tej sytuacji pozostanie jest heroizmem.

Warto temu obrazowi, odmalowanemu w czarnych barwach, dokładnie się przyjrzeć, bo może pomóc w rachunku sumienia, podsumowaniu zaniechań i grzechów. Nawet najmniejszy zarzut wart jest zastanowienia, wyciągnięcia wniosków i paradoksalnie – może stać się początkiem uzdrowienia.

Bo może apostaci mają rację, może nie sto procent racji, ale wystarczy, żeby zapaliły się ostrzegawcze światła. Bo ich opowieści świadczą o ich wielkiej samotności. Na swojej drodze wiary nie znaleźli świadka.

 

W cieniu pozostaje starszy syn, ten, który nigdy nie odszedł, niczego nie zmarnotrawił, ale choć był fizycznie obecny, nie znał swojego ojca, jego hojnej i wspaniałomyślnej, przebaczającej miłości. Ta postać jest ostrzeżeniem dla nas, którzy zostają.

Strategie dla starszego syna

W przypowieści o synu marnotrawnym uwaga odbiorców przeważnie skupia się na młodszym synu, jego odejściu z częścią ojcowskiego dziedzictwa i powrocie po przebytej życiowej katastrofie. Ojciec jest obrazem Boga i Jego bezwarunkowej miłości. W cieniu pozostaje starszy syn, ten, który nigdy nie odszedł, niczego nie zmarnotrawił, ale choć był fizycznie obecny, nie znał swojego ojca, jego hojnej i wspaniałomyślnej, przebaczającej miłości.

Ta postać jest ostrzeżeniem dla nas, którzy zostają. Pozostanie w Kościele jest dzisiaj trudne. Nie zapewnia komfortu, przytulności i poczucia bezpieczeństwa. Katolicy są atakowani, szykanowani, wyszydzani, bo stoją na przeszkodzie w realizacji projektu nowego świata. Ale to nic w porównaniu z ujawnianymi grzechami ludzi Kościoła, w tym najstraszniejszym – krzywdzeniem dzieci. Wielkie oczyszczenie jest koniecznością.

Pozostanie w Kościele mając w świadomości, że jest się we wspólnocie aż takich grzeszników, wymaga odporności i łaski. Ale to nie wystarczy, samo pozostanie przy Ojcu nie wystarczy. Nie jest żadnym sukcesem, choć może budzić i budzi samozadowolenie i poczucie wyższości.

Prawdziwym „sukcesem”, jeśli już używać tego pojęcia, jest bycie świadkiem. Młodszy syn jest całkowicie wolny i ostatecznie on zdecyduje. Ale może nie odejdzie. Zostanie z powodu miłości Ojca.

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap