video-jav.net

Nowa instrukcja Watykanu. Skandal czy wydmuszka?

Tytuł jest dość prowokacyjny, bo Watykan żadnej nowej instrukcji nie posiada. Niestety nie przeszkadza to niektórym mediom pisać, że jest zupełnie odwrotnie. I że to skandal

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Do tegorocznych Oscarów nominowany został film Spotlight, opowiadający o bostońskich dziennikarzach zajmujących się skandalem pedofilskim w Kościele. Jego wymowa dla niektórych może być szokująca i z całą pewnością jest bolesna dla wszystkich wiernych. Tym bardziej, że niemal odruchowym podejściem do takiego kontrowersyjnego tematu jest bagatelizowanie samego dzieła – jesteśmy przyzwyczajeni do wyolbrzymień, nierzetelności i tendencyjności. Tymczasem w Spotlight trudno dostrzec te wady. Fakty pokrywają się z rzeczywistością i choć jest to obraz niezmiernie smutny i zawstydzający – chciałoby się, żeby narracja o trudnych sprawach w Kościele prezentowała taki poziom.

Niestety to tylko marzenia.

 

Nie wiem, czy na fali sukcesu wspomnianego filmu czy już niejako z przyzwyczajenia, ale część niekatolickich mediów w Polsce wróciła do tematu pedofilii wśród księży i właśnie odtrąbiła nowy skandal – Watykan wydał nową instrukcję dla duchowieństwa, która pozwala zamiatać przestępstwa seksualne kleru pod dywan.

 

Szokująca decyzja Watykanu. Księża-pedofile pozostaną bezkarni – podaje jeden z portali. Ostra teza, która jest tylko kroplą w morzu przykładów niesymetrycznej relacji pomiędzy żądzą poczytności, a rzetelnością dziennikarską. Tytuł ten bowiem sugeruje, że Stolica Apostolska wydała jakiś dokument, który wręcza duchownym coś na kształt immunitetu. Tymczasem ani nie zapadła taka decyzja, ani też… nie ma żadnego dokumentu!

 

Media, które wykreowały ten skandal, czyli brytyjski The Guardian oraz bezmyślnie powtarzające za nim polskie tytuły, wyjęły z kontekstu zdanie prałata Tonego Anatrelli, który wyraził swoją opinię, że niekoniecznie do obowiązków biskupa należy zgłaszanie podejrzanych przypadków władzom, policji czy prokuratorom w momencie, gdy dowiedzą się o grzesznych czynach. Konsultant Papieskiej Rady ds. Rodziny nie zwalnia duchownego z obowiązku powiadomienia władz o przestępstwie, ale sugeruje pozostawienie mu wolnej ręki w podjęciu decyzji, czy zrobić to osobiście, czy – w wypadku woli zgłoszenia się na policję przez ofiarę – scedować ten obowiązek na bezpośrednio zaangażowanych: pokrzywdzonego lub rodzinę. Słowa te – choć mogą być uznane jako kontrowersyjne – zdecydowanie nie zapewniają bezkarności przestępcom, jak próbują to przedstawić niektóre media.

 

Medialna klapa

 

Co ważne, opinia ta nie odzwierciedla jakiejś nowej decyzji Watykanu, ale została opublikowana w zbiorze referatów przedstawionych nowym biskupom we wrześniu ubiegłego roku. Gdyby te słowa nie były tylko skryptem z wystąpień, a posiadały rangę oficjalnej instrukcji i miały znaczenie takie, jakie się przedstawia, oznaczałoby to, że od ponad pół roku hierarchowie są bezkarni, co jest oczywiście bzdurą.

 

Oficjalna instrukcja jest bowiem zupełnie inna, a wzór postępowania pozostaje niezmienny od maja 2011 r., kiedy to opublikowany został List Okólny do Konferencji Episkopatów. Jego dewizą jest cytat z przemówienia Jana Pawła II do amerykańskich kardynałów z 23 kwietnia 2002 r.: Nie ma miejsca w kapłaństwie i w życiu zakonnym dla tego, kto by krzywdził młodych. Jak podkreśla Katolicka Agencja Informacyjna: W kwestii zgłaszania organom ścigania przestępstw popełnionych przez duchownych na szkodę małoletnich Stolica Apostolska zaleca postępowanie zgodnie z prawem obowiązującym w danym kraju.

 

Tytuły prasowe są zatem krzywdzące. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że wpisują się one w bardzo szeroką narrację, ukazującą Kościół jako instytucję systemowo niezdolną i niechętną reformom zapobiegającym skandalom, takim jak bostoński horror ukazany w Spotlight.

 

Tymczasem prawda jest zupełnie inna. W samych Stanach Zjednoczonych wg oficjalnych informacji w latach 2002-2013 Kościół wydał 260 milionów dolarów na programy prewencyjne. Joe Klest, prawnik, który wygrał na sali sądowej miliony na odszkodowania dla ofiar molestowań, chwali efekty tego przedsięwzięcia: Musimy skupić się na ochronie naszych dzieci, na zapobieganiu krzywdom i szybkich działaniach, gdy już zostaną wyrządzone. Faktem jest, że instytucją, która zrobiła najwięcej, aby stworzyć taki model, jest Kościół katolicki (cyt. za: John Allen Jr.).

 

Jednym z kroków w tym kierunku na globalną skalę jest powołanie przez papieża Franciszka Papieskiej Rady ds. Ochrony Nieletnich, której szefem został kard. Sean O’Malley, również członek Rady Kardynałów. Duchowny dał się poznać z twardej ręki i zdecydowanych działań w walce z molestowaniem nieletnich w Kościele jako arcybiskup… Bostonu, którym został w 2003 r., zastępując arcybiskupa Law, za którego urzędowania miały miejsce skandale ukazane w Spotlight. 3 lata później zakonnik został kardynałem, a Benedykt XVI skierował go do rozpoznania sprawy nadużyć w Irlandii. Gdy obejmował bostońską diecezję, świątynie były puste niczym kurialna kasa opróżniona przez odszkodowania wypłacane ofiarom. Aby sprostać żądaniom finansowym i wdrożyć najnowocześniejsze programy prewencyjne w swojej diecezji, sprzedał rezydencję biskupią i zamieszkał w seminarium razem z klerykami, którzy na nowo zaczęli pojawiać się po odzyskaniu wiary w instytucję Kościoła. Z tego powodu w wielu środowiskach kard. O’Malley był wymieniany jako upragniony papabile na poprzednim konklawe.

 

Dziś – jak się zdaje – po problemach bostońskiej diecezji nie ma już śladu. Zawstydzający skandal, dla którego opisania brak dostatecznie dosadnych słów, pozostaje niemiłym wspomnieniem, obrazem na ekranie. Ale nie dostrzeże tego nikt, kto bezmyślnie powtarza tanie sensacje z mediów, których rzetelność również pozostaje jedynie wspomnieniem.

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Adhortacja Franciszka. Czego się spodziewać?

Z ogromną niecierpliwością wyczekuję adhortacji apostolskiej podsumowującej ostatnie dwa synody o rodzinie. Dlatego niezmiernie cieszy mnie informacja udzielona agencji Ecclesia przez kard. Paglię, że dokument ten ujrzy światło dzienne najpóźniej w marcu tego roku

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Moje pełne napięcia oczekiwanie ma źródło dwojakiego rodzaju.

 

Po pierwsze, jestem ciekaw, co dokładnie ustalono i na czym się skupiono podczas obrad. Co prawda przestudiowanie dokumentów posynodalnych z 2014 i 2015 roku poniekąd zaspokaja tę ciekawość, ale należy zauważyć, że adhortacja apostolska jest dokumentem zupełnie innego rzędu. Jego redakcja może przynieść kilka zasadniczych nowości i przedstawić wnioski z dyskusji biskupów w całkowicie nowym świetle.

 

Po drugie – i na swój sposób ciekawsze – zastanawiają mnie komentarze i interpretacje dokumentu oraz reakcja mediów niekatolickich, która – jak się spodziewam – będzie plasować się gdzieś pomiędzy bolesnym rozczarowaniem, a zajadłą agresją.

 

Żadne z watykańskich wydarzeń ostatnich dziesięcioleci (może za wyjątkiem trzech konklawe) nie było relacjonowane i komentowane przez media z takim zainteresowaniem, z taką zaciekłością w promowaniu własnej narracji i koncertów życzeń, na co zresztą zwracałem już tutaj uwagę. Spoglądając bardziej humorystycznym okiem można było odnieść wrażenie, że lada moment nawet niewierzący zaczną pisać listy do ojców synodalnych niczym do św. Mikołaja w celu przedstawienia własnej wizji małżeństwa i rodziny. Tym bardziej, że pisma tego typu nie są niczym skrajnie wyjątkowym: w zeszłym roku list w obronie tradycyjnego nauczania o małżeństwie i rodzinie wystosowali amerykańscy konwertyci.

 

To zainteresowanie pokazuje z jednej strony, że u jego fundamentów nie stoi troska o rzetelne relacjonowanie życia Kościoła (gdzie byli dziennikarze i komentatorzy np. podczas Synodu Biskupów poświęconemu Pismu Świętemu w 2008 r.?), z drugiej – że w walce o forsowanie swojej wizji życia rodzinnego, a co za tym idzie również społecznego, media i wspierające ją interesy, mają dużo do ugrania. Pozorne zainteresowanie zbyt często przybierało bowiem formę presji (np. w formie publicznej krytyki polskich hierarchów), aby można było ten fakt zignorować.

 

O powyższym napisano już jednak niemal wszystko. Ciekawszy wydaje się dalszy ciąg tej historii, która – jak można się spodziewać – czeka tuż za rogiem.

 

Wspomniany we wstępie kard. Paglia, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, zapowiada bowiem drugą po Evangelii gaudium adhortację apostolską Franciszka dość nietypowo. Włoska La Stampa cytuje go następująco: Jestem przekonany, że adhortacja będzie hymnem o miłości, która pragnie wziąć dzieci pod opiekę i która może być świadectwem dla rodzin poranionych. Wezwaniem dla współczesnych chrześcijan jest bycie blisko rodzin, bez etykietowania. Musimy zawsze szukać pozytywnych cech rodziny i pozwalać jej wzrastać. Jakkolwiek by nie rozumieć tej enigmatycznej prognozy, trudno doszukiwać się w niej zapowiedzi wielkich reform, rewolucji i oczekiwanych przez niekatolickie media doktrynalnych fajerwerków. Jest to o tyle znaczące, że kard. Paglia jeszcze kilkanaście miesięcy temu konkludował pierwszy synod o rodzinie słowami: zmiany już się rozpoczęły, nie ma od nich odwrotu, co w niektórych kręgach zostało przyjęte z euforią, w innych – z konsternacją.

 

Dziś trudno nie zauważyć, że ton zapowiedzi różni się znacznie od poprzednich. Szczególnie cieszy jeden wątek niedawnej wypowiedzi kardynała, który dotychczas albo umykał hierarsze albo cytującym go mediom – prezentowanie pozytywnych cech rodziny, pokazywanie jej jako pięknej wartości, której współcześnie rzuca się kłody pod nogi. Przegłosowany w październiku zeszłego roku dokument podsumowujący obrady wprost określa ją jako światło w ciemności, a ks. Lombardi, szef watykańskiego Biura Prasowego relacjonuje, że synod jednoznacznie podkreślił wartość rodziny, która jest nie jarzmem, ale darem Bożym, prawdą opartą na Chrystusie i na Jego więzi z Kościołem.

 

Relatio finale, bo tak nazywa się ten dokument był jednogłośnie uznawany przez ojców synodalnych i komentatorów za pozytywny, budujący i odznaczający się językiem delikatnym, unikającym jakichkolwiek potępień i kategoryzowania, a przy tym bardzo mocno podkreślający nierozerwalność małżeństwa sakramentalnego jako Bożego daru o określonym kształcie. Należy się spodziewać, że adhortacja Franciszka podąży w podobnym kierunku.

 

Tyle tylko, że – jak można oczekiwać – nie nasyci to apetytów niekatolickich komentatorów wyczekujących doktrynalnych rewolucji pod sztandarem papieża Franciszka. Adhortacja prawdopodobnie będzie odkrywcza, może nawet kontrowersyjna, ale trudno spodziewać się jakichkolwiek zmian o takiej skali, która zaspokoiłyby postulaty niektórych obserwatorów. Sądzę bowiem, że otrzymamy dokument udowadniający, iż Kościół broni swoich pryncypiów, wobec czego wciąż jest Kościołem a nie szafą grającą.

 

I dobrze.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >