video-jav.net

Moja siostra samotność

Idealnie zamknięte w sobie osoby nie są w stanie łączyć się z połówkami. Być połówką to czuć brak, jakąś niezaspokojoną potrzebę.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie pamiętam, ile miałam wówczas lat. Mała dziewczynka w pustej kuchni i nagła pewność, że jest zupełnie sama na świecie, jak palec. Nie wiadomo, skąd się to wzięło, bo w domu są mama, babcia, starszy brat, a tata niedługo wróci z pracy. Dziewczynka idzie do mamy i mówi: – Poczułam, że jestem zupełnie sama. Mama odpowiada: – Każdy z nas czasem to czuje. I to było (po latach, gdy zrozumienie rzeczy wyrosło wraz z osobą) jak stwierdzenie, że jestem skazana. Że mam jakby siostrę syjamską, która zawsze będzie mi towarzyszyć, z którą nie będę w stanie się rozłączyć. I że mają to wszyscy bez wyjątku, dźwigają ten ciężar, od którego się nie umiera, ale z tego powodu się cierpi i te stany mogą przebiegać łagodnie, czasem się je odczuwa, ale generalnie można z tym żyć.

 

Ale ten stan nienaturalny, rodzaj choroby, może także przybierać ostre formy, okazać się nawet śmiertelny. Gdy myślę, jak można samotność opisać, przychodzą mi na myśl obrazy amerykańskiego malarza. Nikt tak nie namalował samotności tak jak Edward Hopper. Jego obrazy zaludniają, a właściwie osamotniają milczący ludzie w nocnych, mocno oświetlonych barach, przy pustych ulicach, jedyna pasażerka w ostatnim metrze, naga kobieta na łóżku z widokiem na sąsiedni pokój, w którym siedzi kompletnie ubrany mężczyzna, czytający gazetę, kobieta, zapatrzona w pejzaż za otwartym oknem. Każda postać, przypominająca manekina, zamknięta we własnym świecie, w sterylnych, pozbawionych śladu indywidualności wnętrzach, wepchnięci przez nie wiadomo kogo w schemat podobnego losu, w przeźroczystość świata, który jest przewidywalny od pierwszego rzut oka, bo zaświatu nie ma, nie ma co tracić czasu na wnikanie w kolejne warstwy bytu.

 

1280px-Nighthawks_by_Edward_Hopper_1942

Edward Hooper, Nighthawks (Nocne marki) – 1942

 

Gdybyśmy jednak spróbowali wnikać i napisać  historię samotności, nasza opowieść zaczęłaby się z pewnością w rajskim ogrodzie, który stracił swój blask w chwili, gdy pierwsi rodzice poczuli, że są nadzy, bez otuliny, jaką daje intensywna i całkowita obecność Boga. A gdyby ktoś chciał ułożyć także antologię osamotnienia okazałoby się, że najwięcej dzieł i świadectw pochodzi z czasów współczesnych. Historycy zaczną tłumaczyć, że kiedyś człowiek nie mógłby sam dać sobie radę, bo jedzenie i ubiór, opał na zimę i jakieś siedlisko, mógł zapewnić tylko wysiłek większej wspólnoty, rodzin, rodów, klanów i szczepów, odłączenie się od nich oznaczało śmierć z wielu różnych powodów i na rozmaite sposoby. Szczęśliwa czy nie, jednostka musiała trzymać się swoich, podporządkować się ogólnie obowiązującym regułom. A co z samotnością, zapyta dzisiejszy czytelnik, odczuwali ją, nie bolała? Co się działo, gdy ktoś w pustym pokoju odczuwał nagle, że jest nagi? Czy gdy było bardziej plemiennie i wspólnotowo samotność tak nie męczyła?

 

Męczyła, ale podejmowali próby powrotu, marzyli o utraconym świecie. Także miłość, odkrycie „drugiej połowy” ratowała na chwilę, by wrócić pytaniem „Samotność, cóż po ludziach?”

– Polki zeszły z drzew – przeczytałam kiedyś komentarz do informacji, że w Polsce jest pięć milionów singli. Jakby zapominając o wszystkich narzekaniach, obecnie indywidualizm jest trendy i cool, oznaką postępu. Rodziny i klany zastąpiła karta płatnicza. Teoretycy przekonują, że jest to wyższa forma organizacji życia, choć nie wiadomo, dlaczego tak cenny dla wielu ludzi jest brak więzi z bliźnimi. Może dlatego, że idealnie zamknięte w sobie osoby nie są w stanie łączyć się z połówkami. Być połówką to mieć brak, jakąś niezaspokojoną potrzebę. Można się domyślać, że to rodzaj samoobrony, zabezpieczenia żeby nikt nas nie skrzywdził, zranił, uzależnił, wyzyskał. Buchalteria indywidualisty, prowadzona z bezwzględną konsekwencją musi wykazać, że jesteśmy na plusie dzięki czujności i rozsądnej separacji od reszty gatunku, co jest ze wszech miar logiczne, więc także wskazane, bo nikt przecież nie pokocha nas tak, jak my sami siebie, nikt nie będzie wiedział, jak nas wynagrodzić, a poza tym nie będzie przeszkadzał. To jest efekt zejścia z drzew i porzucenia swych pierwotnych stron, odejścia i odcięcia, bo inni to zawsze problem i ból.

 

No dobrze, to skąd bierze się ból, który staje się nie do zniesienia, skoro pomysł na siebie jest tak doskonały? Dla tysięcy ludzi nie do zniesienia. Francuski pisarz, uznawany za skandalistę, bo pokazuje co się dzieje naprawdę i opisuje błąkające się bez celu jednostki, pozbawione jakby przeszłości, wykorzenieni tak bardzo, że sprawiają wrażenie, że nie mają nawet rodziców, bez jakichkolwiek korzeni i własnej historii, ale także bez jakichkolwiek horyzontalnych więzi, ten Francuz niemal krzyczy. Jest bezsilny, tak jak i jego bohaterowie, jedynie robi karczemne awantury, że człowiek dziś jest podwójnie osamotniony – nie tylko od zawsze, bo taka jego natura, ale podwójnie, bo kulturowo.

 

Girl_at_Sewing_Machine_by_Edward_Hopper

Edward Hooper, Girl at Sewing Machine (Dziewczyna przy maszynie do szycia) – 1921

 

Tak więc ten stary ból, który to się kuli jak potulne szczenię, to atakuje jak groźna bestia, nasza siostra samotność, przeżywamy dziś bez oparć i znieczulenia. Sami je odebraliśmy sobie lub pozwoliliśmy, żeby zrobili to inni. Staliśmy się nadzy, apatyczni, nie chcemy wracać do Ojca, bo nie wierzymy a poza tym zgubiliśmy i adres, i drogi.  Wylądowaliśmy w pustych, jaskrawo oświetlonych barach, na stacjach benzynowych, smutnych, bezosobowych, pozbawionych indywidualności tymczasowych pokojach, w świecie na wylot oczywistym, pozbawionym tajemnicy, nawet magii czy choćby jednej, krótkiej bajki. Nie wszyscy są w stanie to wytrzymać, większość się poddaje (właściwie dlaczego?), tylko nieliczni mają odwagę krzyczeć, że to ślepa uliczka.

 

We wczesnym dzieciństwie wydarzyło mi się coś jeszcze, przeżycie symetryczne, pochodziło z przeciwległych światów. W nadmorskim letnim ogrodzie nagłe poczucie obecności. Po latach, gdy próbuję to poukładać, tłumaczę sobie, że stało się tak z powodu lichoty ludzkiego materiału, który musiał być wzmocniony i wyposażony żeby do końca się nie zmarnował. Teraz wiem, że tylko ułamki sekundy odczucia tej Obecności porządkują świat, nadają sens. To jak błysk, po którym dalej jest ciemność i ciemność, ale ten jeden moment wystarczy żeby oswoić swoją siostrę samotność. Nawet gdy staje się dotkliwa i wszystko pustoszeje, pamięć o tej chwili łagodzi smutek. – To tylko ciemna dolina – mówię. Idę dalej, ale wiem, że kiedyś się skończy, że mnie opuści, bo wracam i będę tam, gdzie Obecny, ja, daleki potomek ludzkiej pary, która pierwsza poczuła samotność. Różnie można opisywać ten powrót. Najlepiej krótko – powrót w swoje strony.

 

wklejka_samulka

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Papież i patriarcha, czyli wokół drewnianego krzyża

Papież Franciszek przyzwyczaił nas, że jego pontyfikat pełen jest znaczących gestów. Nie inaczej było z jego wizytą w Meksyku, której echa powinny rozbrzmiewać na długo po zakończeniu apostolskiej pielgrzymki. Wizyta w szpitalu pediatrycznym, ostra w swojej wymowie wizyta u meksykańskich biskupów, ale przede wszystkim historyczne spotkanie z patriarchą Cyrylem. O tym będzie się mówić jeszcze długo

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Lotnisko w stolicy Kuby, Hawanie. Miasto, w którym internet dla mieszkańców pojawił się niespełna rok temu, podupadła miejscowość kojarzona z nieudolnością komunistycznych rządów i reżimem Fidela Castro. Zupełnie niestereotypowy krajobraz, po którym trudno spodziewać się historycznego wydarzenia ekumenicznego. Tymczasem to właśnie tam, 12 lutego 2016 r., miało miejsce epokowe wydarzenie – pierwsze w historii spotkanie między papieżem oraz patriarchą Moskwy i Wszechrusi. Na skrzyżowaniu dróg między Północą a Południem, Zachodem a Wschodem – jak określili to Cyryl i Franciszek – podpisana została wspólna deklaracja obu religijnych przywódców.

 

Podobne dokumenty powstawały już w przeszłości. Jan Paweł II – usilnie zabiegający o możliwość spotkania z poprzednikiem patriarchy Cyryla, Aleksym II – w 2002 roku podpisał podobny w swojej wymowie dokument z Teoktystem, Patriarchą Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Jednak dopiero teraz stało się możliwe spotkanie Wikariusza Chrystusa z głową Cerkwi Moskiewskiej.

 

Patriarcha Cyryl stał się znanym prawosławnym orędownikiem idei ekumenizmu. Głośno wypowiadał się o koniecznej współpracy pomiędzy Moskwą a Watykanem i na każdym kroku podkreślał niekłamaną wiarę w możliwość powrotu Kościoła do jedności, bieżące przeszkody – nawet fundamentalne – traktując jako przejściowe. Obrona tradycyjnego modelu rodziny, krzewienie moralności w zakresie bioetyki i kultury oraz bezkompromisowa walka przeciw agresywnemu sekularystycznemu liberalizmowi – to według rosyjskiego duchownego główne i oczywiste pola do współpracy. Nic zatem dziwnego, że to w czasie jego urzędowania upragnione od wieków spotkanie z Głową Kościoła katolickiego doszło do skutku.

 

Co warte podkreślenia, udało się to głównie dzięki osobistemu zaangażowaniu i determinacji patriarchy Cyryla, który na wieść o zapełnionym kalendarzu papieża przełożył datę swojej pielgrzymki do Ameryki Południowej, aby mieć możliwość spotkania z byłym metropolitą Buenos Aires.

 

Rozmowa, która odbyła się po zakończeniu części medialnej – wypełnionej tradycyjnie serdecznościami i wręczaniem upominków – odbyła się na osobności, zatem jej treść pozostanie tajemnicą, niemniej zaowocowała wspólnym dokumentem o szczególnej treści. Wstępne punkty wyrażają radość z upragnionego spotkania i ubolewanie, że dawne zatargi i rany opóźniły to wydarzenie. Ubolewamy z powodu utraty jedności, będącej następstwem słabości ludzkiej i grzeszności – pisze Franciszek do spółki z Cyrylem. Słowa te są przepełnione nadzieją na powrót do jedności i to właśnie jedność wybija rytm kolejnych akapitów. Prawosławni i katolicy winni nauczyć się dawać uzgodnione świadectwo prawdy w tych dziedzinach, w których jest to możliwe i konieczne – piszą sygnatariusze, a myśl ta jest najlepszym streszczeniem całej deklaracji.

 

W dokumencie tym bardzo istotnym jest dramatyczny wątek, z którego Franciszek jest znany stosunkowo słabo, a któremu dawał już wielokrotnie symboliczny wyraz – przywiązanie i szacunek do męczeństwa. W czerwcu ubiegłego roku w Sarajewie Franciszek ucałował dłonie prostego kapłana, który podczas wojny był torturowany za wiarę i bezlitośnie bity do nieprzytomności. Dziś, pisząc dokument wspólnie z podzielającym jego wrażliwość Cyrylem, wyznaje: Schylamy głowy przed męstwem tych, którzy za cenę własnego życia świadczą o prawdzie Ewangelii, przedkładając śmierć ponad wyrzeczenie się Chrystusa. W deklaracji bardzo stanowczo wybrzmiewa radykalny sprzeciw wobec dramatu chrześcijan na Bliskim Wschodzie i Afryce, gdzie wierzący po kilkunastu wiekach (!) obecności i pokojowej koegzystencji z ludźmi innych wyznań i kultur są mordowani, a ich świątynie i przedmioty kultu są w wymyślny sposób profanowane. Żadnej zbrodni nie można dokonywać w imię Boga – stwierdzają wspólnie duchowni.

 

Obok tego tematu pojawia się również wspólna krytyka nieokiełznanej konsumpcji, pogłębiającej nędzę nizin społecznych. Głośno i wyraźnie wybrzmiał temat pokoju w Europie, którego gwarantem i zwornikiem miałoby być chrześcijaństwo. Europa musi pozostać wierna swoim korzeniom chrześcijańskim – piszą sygnatariusze. Pierwszym krokiem ku temu musi być naprawa szacunku do wolności religijnej. Nie dziwi podjęcie tematu kryzysu rodziny, przedstawianej jako ciężar zamiast drogi do świętości. Ważne słowa padają w kontekście otwarcia na prokreację, wybrzmiewa sprzeciw wobec braku prawnej ochrony dla dzieci nienarodzonych, a także – co może być dla niektórych zaskakujące – pojawia się stanowczy sprzeciw wobec stawiania innych form współżycia na równi z sakramentalnym związkiem miedzy mężczyzną a kobietą! Zwieńczeniem wydaje się być dramatyczne orędzie pokoju i apel w sprawie konfliktu na Ukrainie.

 

Wobec tego wszystkiego (sygnatariusze te elementy nazwali we wstępie palącymi problemami owczarni) obaj przywódcy dostrzegają niemal nieograniczone pole do współpracy i prezentowania wspólnego stanowiska. Bardzo konserwatywny w swej wymowie dokument przedstawia prawosławie jako bliskiego partnera Watykanu na gruncie głoszenia Ewangelii i przemieniania świata zgodnie z wolą Zbawiciela. Ilość wspólnych sprzeciwów wobec grzechów i zgorszeń wydaje się być wystarczająca, by nasycić ambicje ortodoksyjnych wiernych po obu stronach.

 

Właściwe spotkanie Franciszka z Cyrylem odbyło się za zamkniętymi drzwiami wokół drewnianego krzyża, który był jedynym religijnym akcentem pomieszczenia. Nawet jeśli wydarzenie było tylko symboliczne i nie przyniesie przełomu, przyjemnie jest widzieć, że jednająca moc krzyża nie jest tylko trywialną historią głoszoną z ambon.

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >