Papież w sprawie Iranu i USA: zaniechajcie eskalacji konfliktu!

Ponawiam mój apel, aby wszystkie zainteresowane strony zaniechały eskalacji napięcia i podtrzymywały „zapaloną pochodnię dialogu i samokontroli” - powiedział papież na noworocznym spotkaniu z ambasadorami akredytowanymi przy Watykanie. Odniósł się w ten sposób do eskalacji konfliktu Iran - USA.

Polub nas na Facebooku!

– Wobec wzrostu napięcia pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi, a które stanowią ryzyko wystawienia na ciężką próbę powolnego procesu odbudowy Iraku, jak też tworzenia podstaw do konfliktu na szerszą skalę, któremu wszyscy chcielibyśmy zażegnać. Ponawiam zatem mój apel, aby wszystkie zainteresowane strony zaniechały eskalacji napięcia i podtrzymywały „zapaloną pochodnię dialogu i samokontroli”, z pełnym poszanowaniem prawodawstwa międzynarodowego – powiedział Franciszek.

W długim przemówieniu podczas noworocznego spotkania z ambasadorami omówił szeroko sytuację międzynarodową, nawiązując również do odbytych przez siebie podróży apostolskich w minionym roku.

W kontekście Ziemi Świętej papież przypomniał, jak konieczne jest, aby cała wspólnota międzynarodowa odważnie i szczerze oraz przy poszanowaniu prawa międzynarodowego potwierdziła swoje starania o wsparcie izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego.

Z kolei nawiązując do prowadzonej od dekady wojny w Syrii papież wskazał na szczególnie pilne znalezienie odpowiednich i dalekowzrocznych rozwiązań, które pozwoliłyby narodowi syryjskiemu, wyczerpanemu wojną, odnaleźć pokój i podjąć odbudowę kraju. Wyraził też wdzięczność dla Jordanii i Libanu za przyjęcie i podjęcie z wielkim poświęceniem tysięcy uchodźców syryjskich.

 

 

Papież wspomniał także o sytuacji w Jemenie, który przeżywa jeden z najpoważniejszych kryzysów humanitarnych oraz Libii, która od wielu lat doświadcza konfliktu, pogłębianego przez wtargnięcia grup ekstremistycznych. – Taka sytuacja jest podatnym gruntem dla plagi wyzysku i handlu ludźmi, podsycanej przez ludzi pozbawionych skrupułów, wykorzystujących ubóstwo i cierpienie osób uciekających przed sytuacjami konfliktu lub skrajnego ubóstwa. Wiele z nich pada ofiarą prawdziwych mafii, które przetrzymują ich w nieludzkich i poniżających warunkach i narażają na tortury, przemoc seksualną, szantaż – stwierdził Ojciec Święty podkreślając, że dla wielu uchodźców Morze Śródziemne pozostaje wielkim cmentarzem.

“Stolica Apostolska ze swej strony z wielką nadzieją patrzy na wysiłki wielu krajów zmierzające do podziału ciężaru przesiedleń i zapewnienia uchodźcom, zwłaszcza z humanitarnych sytuacji kryzysowych, bezpiecznego miejsca zamieszkania, edukacji, a także możliwości pracy i połączeni się ze swoimi rodzinami” – powiedział Franciszek.

Odnosząc się do sytuacji w Europie papież przypomniał o swoich ubiegłorocznych podroży do Bułgarii, Macedonii Północnej i Rumunii. “Odwiedzając je, mogłem po raz kolejny doświadczyć, jak ważny jest dialog i kultura spotkania, aby budować pokojowe społeczeństwa, w których każdy może swobodnie wyrażać swoją przynależność etniczną i religijną” – powiedział Ojciec Święty.Z uznaniem papież mówił o próbach rozwiązania konfliktu we wschodniej Ukrainie i położenia kresu cierpieniom ludności. “Dialog – a nie broń – jest istotnym narzędziem rozwiązywania sporów” – zaznaczył Franciszek i wspomniał o wkładzie wniesionym na Ukrainie przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która w tym roku będzie obchodzić 45. rocznicę Aktu Końcowego z Helsinek, który był zwieńczeniem Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE).

Na zakończenie przeglądu krajów, które odwiedził w minionym roku, papież zwrócił uwagę na Australię poważnie dotkniętą w ostatnich miesiącach przez nieustające pożary, których skutki docierają do innych regionów Oceanii. – Naród australijski, zwłaszcza ofiary i wszystkich, którzy znajdują się w rejonach doświadczanych przez pożary, chcę zapewnić o mojej bliskości i modlitwie – powiedział papież.

ad, KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

“Człowiek, kiedy nie adoruje Boga, adoruje swoje ego”

Adorować - to czynić siebie małym w obliczu Najwyższego. Człowiek, kiedy nie adoruje Boga ma skłonność do adoracji swojego ego - mówił dziś Franciszek w homilii podczas Mszy św. w uroczystość Objawienia Pańskiego.

Polub nas na Facebooku!

Eucharystię sprawował w bazylice św. Piotra. W homilii najwięcej mówił o znaczeniu adoracji, o którym przypomina nam pokłon Trzech Króli, jaki złożyli oni nowo Narodzonemu Jezusowi w Betlejem. – Adorowanie jest w istocie dokonywaniem wyjścia z największej niewoli, z niewoli samego siebie. Adorowanie to stawianie Pana w centrum, abyśmy nie byli już skoncentrowani na sobie – mówił Franciszek.

Oto tekst jego homilii w tłumaczeniu na język polski:

W Ewangelii (Mt 2,1-12) słyszeliśmy, że Mędrcy zaczynają przemawiać ujawniając swoje intencje: „Ujrzeliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon” (w. 2). Oddanie czci Bogu jest celem ich drogi, celem ich wędrówki. Istotnie, gdy przybyli do Betlejem, „zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon” (w. 11). Jeśli tracimy poczucie adoracji, to tracimy sens drogi życia chrześcijańskiego, które jest pielgrzymowaniem do Pana, a nie ku nam samym. Przed tym zagrożeniem przestrzega nas Ewangelia, przedstawiając obok Mędrców postacie, które nie potrafią adorować.

Życie chrześcijańskie bez oddawania czci Panu, może stać się uprzejmym sposobem na aprobowanie siebie i swoich umiejętności

Jest to przede wszystkim król Herod, który używa wyrażenia „adorować”, ale w sposób podstępny. Istotnie prosi Mędrców, aby poinformowali go o miejscu, w którym znajdowało się Dziecko, „abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon” (w. 8) – jak mówi. Jednakże Herod czcił samego siebie i dlatego chciał się uwolnić od Dzieciątka, posługując się kłamstwami. Czego nas to uczy? Że człowiek, kiedy nie adoruje Boga, ma skłonność do adoracji swojego ego. Także życie chrześcijańskie bez oddawania czci Panu, może stać się uprzejmym sposobem na aprobowanie siebie i swoich umiejętności – chrześcijanie, którzy nie potrafią adorować, którzy nie potrafią się modlić adorując. Jest to poważne zagrożenie: posługiwać się Bogiem, a nie służyć Bogu. Ile razy myliliśmy interesy Ewangelii z naszymi, ile razy pokrywaliśmy religijnością to, co zapewniało nam wygodę, ile razy myliliśmy władzę według Boga, która oznacza służenie innym, z władzą według świata, która jest służeniem sobie samym!

Oprócz Heroda w Ewangelii są inni ludzie, którzy nie potrafią adorować: są to arcykapłani i uczeni ludu. Wskazują Herodowi z najwyższą precyzją, gdzie miał narodzić się Mesjasz: w Betlejem w Judei (por. w. 5). Znają proroctwa i dokładnie je przytaczają. Wiedzą, gdzie iść – wielcy ideolodzy, ale nie idą. Również z tego możemy wyciągnąć lekcję. W życiu chrześcijańskim nie wystarczy wiedzieć: nie wychodząc ze swoich ograniczeń, nie spotykając się, nie adorując, nie znamy Boga. Na niewiele lub na nic się zdadzą teologia i skuteczność duszpasterska, jeśli nie zegniemy kolan; jeśli nie czynimy tak, jak Mędrcy, którzy byli nie tylko mądrymi organizatorami podróży, ale pielgrzymowali i adorowali. Kiedy adorujemy, zdajemy sobie sprawę, że wiara nie sprowadza się do zestawu pięknych doktryn, lecz jest relacją z żywą Osobą, którą się kocha. Stając twarzą w twarz z Jezusem, poznajemy Jego oblicze. Adorując, odkrywamy, że życie chrześcijańskie to dzieje miłości z Bogiem, w których nie wystarczają dobre idee, ale trzeba postawić Go na pierwszym miejscu, tak jak czyni ktoś zakochany z osobą, którą miłuje. Takim właśnie musi być Kościół, oddający cześć, zakochany w Jezusie, swoim Oblubieńcu.

 

 

Na początku roku odkrywamy adorację jako wymóg wiary. Jeśli będziemy umieli uklęknąć przed Jezusem, to pokonamy pokusę, by każdy parł do przodu swoją drogą. Adorowanie jest w istocie dokonywaniem wyjścia z największej niewoli, z niewoli samego siebie. Adorowanie to stawianie Pana w centrum, abyśmy nie byli już skoncentrowani na sobie. Chodzi o nadanie właściwego ładu rzeczom, dając Bogu pierwsze miejsce. Adorowanie to stawianie Bożych planów nad moim czasem, moimi prawami, moimi przestrzeniami. To przyjęcie nauki Pisma Świętego: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon” (Mt 4, 10). Bogu twemu: adorować to odczuć wzajemną przynależność do Boga. To powiedzenie do Niego „Ty” w głębi swej duszy, to zaniesienie Jemu życia, pozwalając Mu wejść w nasze życie. To sprawienie, by zstąpiła na świat Jego pociecha. Adorowanie to odkrycie, że, aby się modlić, wystarczy powiedzieć: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28) i dać się przeniknąć Jego czułości.

Adorując uczymy się bowiem odrzucania tego, czego nie należy czcić: bożka pieniędzy, bożka konsumpcji, bożka przyjemności, bożka sukcesu, naszego ego ustanowionego bożkiem

Adorować, to znaczy spotykać Jezusa bez listy próśb, ale z jedyną prośbą – aby z Nim przebywać. To odkrycie, że radość i pokój rosną wraz z uwielbieniem i dziękczynieniem. Kiedy adorujemy, pozwalamy Jezusowi nas uleczyć i zmieniać. Adorując dajemy Panu możliwość przemienienia nas Jego miłością, rozjaśnienia naszych ciemności, dania nam sił w słabości i odwagi w trudnych doświadczeniach. Adorować, to znaczy docierać do tego, co najistotniejsze: to sposób na odzwyczajenie się od wielu rzeczy bezużytecznych, od uzależnień, które znieczulają serce i zamraczają umysł. Adorując uczymy się bowiem odrzucania tego, czego nie należy czcić: bożka pieniędzy, bożka konsumpcji, bożka przyjemności, bożka sukcesu, naszego ego ustanowionego bożkiem. Adorować, to czynić siebie małym w obliczu Najwyższego, aby przed Nim odkrywać, że wspaniałość życia nie polega na posiadaniu, ale na miłowaniu. Adorować, to odkrywać, że jesteśmy braćmi i siostrami w obliczu misterium miłości, która przekracza wszelkie dystanse: to zaczerpnąć dobra ze źródła, to znaleźć w Bogu bliskim odwagę, by zbliżyć się do innych. Adorować, to umieć milczeć w obliczu Bożego Słowa, by uczyć się wypowiadania słów, które nie ranią, ale dają pocieszenie.

 

 

Adoracja jest gestem miłości odmieniającym życie. To czynienie jak Mędrcy: to przynoszenie Panu złota, aby Mu powiedzieć, że nic nie jest cenniejsze niż On; to ofiarowanie Mu kadzidła, by powiedzieć, że tylko wraz z Nim nasze życie wznosi się ku temu, co wysokie; to wręczanie Mu mirry, którą namaszczano ranne i rozdarte ciała, aby obiecać Jezusowi, że pomożemy naszemu bliźniemu, spychanemu na margines i cierpiącemu, ponieważ On jest tam. Zazwyczaj potrafimy się modlić, prosimy, dziękujemy Panu, ale Kościół powinien pójść jeszcze dalej, z modlitwą adoracji, powinniśmy wzrastać w adoracji. To mądrość, której powinniśmy się uczyć każdego dnia – modlić się adorując, modlitwa adoracji.

Drodzy bracia i siostry, dziś każdy z nas może zadać sobie pytanie: „Czy jestem chrześcijaninem adorującym? Wielu chrześcijan modlących się nie potrafi adorować. Zadajmy sobie to pytanie. Znajdujmy w naszych dniach czas na adorację i twórzmy przestrzenie na adorację w naszych wspólnotach. Do nas, jako Kościoła, należy, byśmy wypełniali słowa, którymi modliliśmy się dzisiaj w Psalmie: „Uwielbią Pana wszystkie ludy ziemi”. Adorując, również my odkryjemy, podobnie jak Mędrcy, sens naszego pielgrzymowania. I, podobnie jak Mędrcy, doświadczymy „bardzo wielkiej radości” (Mt 2, 10).


Tłumaczenie: KAI/ad

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap