video-jav.net

W Medjugorie powstanie nowa Kaplica Adoracji Najświętszego Sakramentu

W Medjugorie powstanie nowa kaplica Adoracji Najświętszego Sakramentu, która ma pomieścić ponad 200 osób. To inicjatywa abp Henryka Hosera, wizytatora apostolskiego w tym miejscu pielgrzymek.

Polub nas na Facebooku!

– Głównym celem powstania nowej kaplicy jest odpowiedź na potrzeby wzrastającej liczby pielgrzymów, dla których obecna infrastruktura jest niedostateczna i nie funkcjonalna – powiedział abp Henryk Hoser, wizytator apostolski w Medjugorie.

Wyjaśnia, że co roku do Medjugorie przybywa ok. 2,5 mln osób z całego świata. Wielu pielgrzymów bardzo chętnie korzysta z możliwości adoracji. Obecna kaplica jest niezwykle mała, może bowiem pomieścić zaledwie ok. stu osób. Poza tym, nie ma możliwości na nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu, ponieważ w godzinach porannych odbywają się tam Msze św. w różnych językach w zależności od grupy pielgrzymów. W związku z tym wystawienie ma miejsce tylko w godzinach popołudniowych. Z kolei w głównym kościele godzinna adoracja odbywa się cztery razy w tygodniu po Mszy św. wieczornej.

Oprócz nowej kaplicy adoracji ma również zostać zbudowane zadaszenie nad esplanadą za kościołem. – W miesiącach letnich w czasie adoracji wszystkie miejsca są zapełnione. Dotyczy to nie tylko kościoła ale także zewnętrznej esplanada, która może pomieścić 8 tys. miejsc siedzących i 2 tys. stojących. Niestety zimą temperatury są zbyt niskie, by celebrować liturgię na zewnątrz, a latem sięgają nawet do 45 stopni Celsjusza, co nie sprzyja pielgrzymkom – zaznaczył bp Hoser.

Projekt Kaplicy Adoracji powierzono Mariuszowi Drapikowskiemu, autorowi projektu „12 Gwiazd w Koronie Maryi Królowej Pokoju”. – Kilka lat temu przekazał on kaplicy w Medjugorie monstrancję, która ukazuje Matkę Bożą jako żywą monstrancję. Obecnie pracuje on na zaprojektowanie ołtarza adoracji i współgrającego z nimi kształtu i wyrazu artystycznego całej kaplicy – poinformował arcybiskup.

Największą grupę pątników w Medjugorie stanowią Polacy, a następnie Włosi. Licznie przybywają również Hiszpanie, Francuzi oraz Niemcy. Są także grupy z Azji m.in. Koreańczycy, którzy zadziwiają swoją wiarą. Drogę Krzyżową na górę na Krizowac doprawiają na boso – dzielił się abp Hoser.

Obecnie w Medjugorie posługują kapelani stali dla języka polskiego, włoskiego i angielskiego. Brakuje natomiast kapłanów dla pielgrzymów mówiących językiem niemieckim i hiszpańskim, mimo że duchowość Medjugorie jest niezwykle popularna chociażby w Ameryce Łacińskiej – zwrócił uwagę abp Hoser.

Medjugorie to niewielka wieś w Hercegowinie. W 1981 r. miało w niej dojść do pierwszych objawień Matki Bożej, które trwają do dnia dzisiejszego. Objawienia nie zostały oficjalnie uznane przez Kościół.

KAI/ad

Marcin Pospieszalski u Boba Marleya

Czyli trochę jamajskiego ciepła na zimowe wieczory. Z pozdrowieniami od Marcina Pospieszalskiego, wprost ze studia Boba Marleya

Marcin
Pospieszalski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pierwszy raz w życiu początek Adwentu spędzam w 30 stopniowym upale! Przyleciałem na Jamajkę, żeby dokończyć płytę zespołu Jafia. Pracuję w słynnym “Tuff Gong Studio” w Kingston, gdzie Bob Marley nagrał wiele swoich najsłynniejszych utworów. Inżynierem dźwięku, z którym mam zaszczyt pracować jest legendarny Errol Brown, człowiek, który nagrał i zmiksował najważniejsze płyty Marleya!

 

 

W Pierwszą Niedzielę Adwentu wyszukałem najbliższy kościół katolicki i udałem się do niego. Przed liturgią trwała nauka śpiewu. Posługę muzyczną sprawował dziesięcioosobowy chór. Zespół akompaniujący to pianino, perkusja i kongi (bez basu – ale dolne frekwencje znakomicie uzupełniał dźwięk niższej kongi). Muzyka jest bardzo rytmiczna a śpiew uduchowiony i donośny! Włączają się wszyscy obecni w kościele. Wspaniała atmosfera wspólnoty i modlitwy. Przed mszą wszyscy przekazują sobie znak pokoju (muszę założyć ciemne okulary, żeby ukryć ślady wzruszenia, taka jest  serdeczność otaczających mnie osób). Podczas mszy ta liturgiczna czynność zostanie powtórzona w “normalnym” dla siebie miejscu, przed “Agnus Dei”. Obecni w kościele patrzą się na mnie z zainteresowaniem i życzliwością. Jestem chyba jedynym Europejczykiem w kilkuset osobowej wspólnocie.

 

 

Bardzo wzrusza mnie żarliwość muzyki i śpiewu. Oczywiście ten rodzaj muzyki na polskiej liturgiii adwentowej budziłby pewnie zdumienie. Muzyka trochę przypomina amerykański czarny gospel ale podskórnie wyczuwa się jamajski rytm i karaibską rytmiczną wrażliwość (świetnie i z oddaniem grająca kongistka). Co ciekawe, rozpoznaję jedną z pieśni, która jest śpiewana z organami w Polsce (“Panie pragnienia ludzkich serc”)… Ale tu  brzmi zupełnie inaczej. Ta muzyka wydaje się być bardziej stosowna do tego klimatu, temperamentu i tradycji. Śpiew prowadzi Gawin wokalista o pięknym głosie, później okaże się, że jest profesjonalnym muzykiem, mającym własne dokonania muzyczne. Zresztą na Jamajce prawie wszyscy zdają się być muzykami! Dwunastoletni Dominik, z którym będę rozmawiał po mszy świętej mówi, że jest perkusistą i jego marzeniem jest posiadanie własnego zestawu perkusji (choć pewnie jego mamy nie będzie na to stać). Niestety – tutaj instrumenty poprzez cła i podatki są droższe niż w Europie. Mam nadzieję, że Dominik będzie kontynuował swoją pasję i kiedyś stanie się znanym i profesjonalnym muzykiem. Tutaj muzyka zdaje się być jedną z niewielu form awansu społecznego dla młodych ludzi z ubogich rodzin.

Słucham czytań liturgicznych, lektorzy czytają pięknie i wyraźnie, tak, że nie mam specjalnego problemu ze zrozumieniem, choć potoczna jamajska mowa i charakterystyczny akcent sprawiają mi podczas codziennych rozmów sporo trudności.

Kazanie jak na naszą polską wrażliwość wydawałoby się trochę długie – tu jakby nikomu to nie przeszkadza. Wszyscy przyszli, żeby celebrować liturgię, zdają się nie zważać na czas (tak powinno być!) uważnie podążają ze słowami kapłana reagują uśmiechem i potakiwaniem i dyskretnymi komentarzami.

Kiedy celebrans w środku kazania zaintonuje fragment pieśni, błyskawicznie zostanie ona podchwycona przez i zespół, włączą się kongi  i perkusja i wkrótce wszyscy znajdujący się w kościele … Chęć skupienia się na liturgii walczy u mnie z chęcią dyskretnego zarejestrowania kilku fragmentów muzyki… Okazuje się jednak że mój telefon jest zapchany zdjęciami i filmikami z poprzednich dni…

 

Na Jamajce naprawdę dla mnie wszystko jest nowe, trochę jak bajki i filmów podróżniczych, więc wszystko chciałem uwiecznić. Myślę sobie może i dobrze! Powinienem bardziej uczestniczyć w liturgii a nie dekoncentrować się używaniem smartfona. Komunia święta jest pod dwiema postaciami. Do komunii podchodzą prawie wszyscy uczestnicy mszy świętej! Po komunii, podczas ogłoszeń czytająca ogłoszenia pyta się: “Kto jest po raz pierwszy dzisiaj w naszej wspólnocie”? Okazało się, że byłem tej niedzieli jedynym nowym. Gdy wstałem, znów rozległa się się radosna pieśń i poszczególni członkowie wspólnoty i podchodzili do mnie witając mnie serdecznie, niektórzy witali mnie serdecznym uściskiem.

 

Odebrało mi na chwilę głos ze wzruszenia i znów w użyciu były ciemne okulary. Po czym nastąpiła modlitwy za poszczególnych uczestników liturgii, kto potrzebował modlitwy wychodził na środek i był błogosławiony przez kapłana i całą wspólnotę. I tak na przykład rodzina wybierająca się w daleką podróż została wyposażona w błogosławieństwo i modlitwę, małżeństwo obchodzące rocznicę ślubu także. Po skończonej Eucharystii zauważyłem, że liturgia trwała ponad dwie godziny a minęła jak mgnienie oka! Cały zespół muzyczny posługujący na liturgii stanął tymczasem w kole i wspólną żarliwą modlitwą dziękował za ten czas.

 

Gdy wyszedłem z kościoła wiele osób podchodziło do mnie z zainteresowaniem pytając się skąd jestem, czy jestem tu na stałe, czy będę w następną niedzielę w kościele. Zostałem zaproszony na gorącą czekoladę, którą byli częstowali wszyscy uczestnicy liturgii.

 

Pogratulowałem znakomicie grającemu pianiście i organiście (grał na przemian na organach kościelnych i pianinie, w zależności od liturgicznych potrzeb). Jego gra, poczucie harmonii  i prowadzenie głosów (w jazzie mówi się na to voicing) zrobiły na mnie wrażenie! Okazało się, że tak naprawdę jest..basistą! Rozmawiałem także z prowadzącym śpiew wokalistą Gawinem i jego piękne śpiewającym ojcem, także członkiem posługującego chóru. Jeszcze chwila rozmowy z księdzem proboszczem i innymi z parafialnej wspólnoty.

 

Chciałbym tutaj dłużej pozostać ale już czas jechać do studia. Czeka na mnie miks ostatniego utworu z płyty. Poprzedniego dnia dograł do tego utworu partię wokalu jeden z synów Boba Marleya – Julian. To mocne przeżycie, bo Julian w swoim sposobie śpiewania i wyglądzie ma coś, co przypomina ojca…

 

 

Wylatuję już w środę do Polski i trochę mi żal, że w następną niedzielę nie będę już tutaj na mszy świętej. Czas wrócić do pięknej polskiej liturgii adwentowej I choć polskie adwentowe tradycje są najwspanialsze na świecie, to obecność na  liturgii niedzielnej tutaj była dla mnie czymś bardzo odświeżającym, poruszającym i nowym. Kiedyś tu jeszcze wrócę! Wszak zostałem nowym członkiem wspólnoty parafialnej kościoła św, Ryszarda w Kingston.

 

I jeszcze coś do posłuchania:

Fot. Marcin Pospieszalski

Marcin Pospieszalski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin
Pospieszalski
zobacz artykuly tego autora >