video-jav.net

Trwa batalia o życie Alfiego Evansa [AKTUALIZACJA]

Dwulatek z Liverpoolu Alfie Evans, cierpiący na niezidentyfikowaną chorobę mózgu, został w poniedziałek o 21:17 odłączony od respiratora i od tego czasu oddycha samodzielnie. We wtorek jego rodzice usłyszeli kolejny wyrok sądu zabraniający im zabrania chłopca do Włoch, pomimo przyznania mu włoskiego obywatelstwa. Ich apelacja od tego wyroku została odrzucona.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Aktualizacja:

Rodzice Alfiego Evansa spotkają się dziś z lekarzami odpowiedzialnymi za leczenie ich synka w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu by przedyskutować możliwości zabrania dziecka do domu. Informację przekazał mediom ojciec Alfiego dodając, że syn oddycha, jego stan się nie pogorszył, choć przyznał, że czwartkowy poranek był trudny i chłopiec nie obudził się tak jak zwykle.

Sąd apelacyjny odrzucił w środę wieczorem odwołanie od wtorkowego wyroku Sądu Najwyższego, podtrzymując zakaz wywożenia chłopca do szpitala we Włoszech >>(czytaj więcej)

Sąd oparł się lawinowej obronie i argumentom wytaczanym przez prawników występujących w imieniu rodziców chłopca. Efektu nie przyniosły na razie również liczne protesty pod ambasadami brytyjskimi oraz 200 tys. podpisów pod petycją w obronie chłopca >>(czytaj więcej)

Rodzice chłopca, którzy nie śpią od 3 dób, relacjonowali mediom, że Alfie walczy, choć nie daje oznak cierpienia, duszenia się czy braku komfortu. – Jest w dobrej kondycji, zadowolony, walczy, takimi słowami mogę podsumować jego kondycję odkąd odłączono go od systemu wspomagającego. Alfie jest stabilny i gotowy do drogi. Otrzymuje wodę i trochę leków – mówił w środę po południu ojciec Alfiego Thomas Evans.

Protestujący pod ambasadą Wielkiej Brytanii w Warszawie wystosowali list w sprawie Alfiego Evansa zaadresowany do Ambasadora >> (czytaj więcej)

Sąd Najwyższy w Wielkiej Brytanii zdecydował we wtorek wieczorem po nadzwyczajnym posiedzeniu w sprawie Alfiego Evansa, że rodzice nie mogą zabrać go do Rzymu na leczenie w klinice Dzieciątka Jezus. – To, że jest włoskim obywatelem nie zmienia faktu, że jest również obywatelem brytyjskim, więc podlega naszym wyrokom – powiedział w oświadczeniu sędzia. Nie wykluczył jednak możliwości zabrania chłopca do domu, o ile wyrażą na to zgodę lekarze. Lekarze ze szpitala Alder Hey jednak tłumaczą, że “nie wypisują pacjentów w takim stanie z dnia na dzień”. Mówią również, że “żyją w prawdziwym strachu” z powodu emocji towarzyszących tej sprawie.

Chłopiec jest odłączony od respiratora od poniedziałkowego wieczoru. Rodzice napisali, że stało się to o 21:17 23 kwietnia. Alfie cały czas oddycha samodzielnie, choć z trudnością, ma podawany jedynie tlen w masce, dożylnie składniki odżywcze i czasem wodę. 

Sprawa otarła się już o najwyższe szczeble władzy, interweniował włoski minister, ambasador, lekarze z kliniki Dzieciątka Jezus. Jeszcze we wtorek wieczorem podkreślali, że samolot gotów do transportu chłopca do Włoch jest dostępny w każdej chwili. Nie udało się jednak przedstawić przekonujących argumentów brytyjskim sędziom.

Zdaniem lekarzy opiekujących się chłopcem jego śmierć bez podłączenia do respiratora może nastąpić w każdej chwili, ale stan samodzielnego oddechu może utrzymywać się nawet przez kilka dni. 

O pomoc chłopcu kolejny raz apelował w poniedziałek na Twitterze papież Franciszek, zaś rząd Włoch nadał mu włoskie obywatelstwo, by chłopiec mógł być przewieziony i leczony w tym kraju.

W środę o to samo zaapelował również prezydent RP Andrzej Duda. “Alfie Evans musi zostać ocalony. Jego dzielne małe ciało udowodniło raz jeszcze, że cud życia potrafi być silniejszy od śmierci. Być może to, czego trzeba, to odrobina dobrej woli ze strony mocodawców. Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!” – napisał Andrzej Duda po angielsku na swoim prywatnym profilu na Twitterze.

Fundacja Mamy i Taty organizuje natomiast 3-dniowy protest pod ambasadą Wielkiej Brytanii w Warszawie. >>czytaj więcej

 

Kto ma prawo żyć?

W poniedziałek 23 kwietnia brytyjskie media żyły historią dwóch chłopców: nowonarodzonym synkiem księżnej Kate oraz dwuletnim Alfiem Evansem z Liverpoolu, który o 14 lokalnego czasu miał być odłączony od respiratora, zgodnie z wyrokiem sądu i postanowieniem lekarzy, jednak wbrew woli rodziców. Wielu komentatorów w mediach społecznościowych zestawiało nawet obie historie pytając: czemu ten ma prawo żyć, a tamten już nie? Sprawa rozgrzewała wielkie emocje, a ich eskalacja miała miejsce pod szpitalem, w którym leży mały Alfie.

Tuż przed wykonaniem “wyroku” – jak owo odłączenie nazywają walczący o życie Alfiego – nastąpił jednak zwrot w sprawie. Pojawiła się informacja, że administracja Włoch nadała Alfiemu Evansowi włoskie obywatelstwo, co komplikuje możliwość egzekucji postanowienia brytyjskiego sądu. Do szpitala Adler Hey, w którym chłopiec przebywa, wraz z tą nowiną przybyli również lekarze szpitala Dzieciątka Jezus w Rzymie, którzy chcą przejąć opiekę nad chłopcem. Mieli wspólnie z brytyjskimi lekarzami omówić od strony medycznej ten przypadek. Inni sugerowali, że być może uda im się skłonić ich do zgody na przewiezienie chłopca do Rzymu.

Działania papieża Franciszka

W poniedziałek wieczorem do sprawy odniósł się ponownie papież Franciszek pisząc na Twitterze: “Poruszony modlitwami i ogromną solidarnością wokół małego Alfiego Evansa, ponawiam apel o wysłuchanie cierpienia jego rodziców i współpracę przy ich wysiłkach zmierzających do znalezienia nowych form terapii chłopca”. Jak ujawnił wczoraj włoski dziennik “Avvenire” papież kilkakrotnie w ostatnich dniach telefonował prywatnie do różnych osób w Wielkiej Brytanii zaangażowanych w tę sprawę. Sami rodzice Alfiego pisali również osobiste listy do królowej Elżbiety, która jako jedyna mogłaby podważyć wyroki kolejnych brytyjskich sądów nadające lekarzom prawo decydowania o losie chłopczyka.

 


ZOBACZ INNE ARTYKUŁY NA TEN TEMAT:

Nieludzki świat “wolnych” ludzi – komentarz Anety Liberackiej

Protest przed Brytyjską Ambasadą w obronie Alfiego Evansa

Bioetyk o sprawie Alfiego Evansa

Papież twittuje w sprawie Alfiego Evansa

Co dalej z małym Alfiem?

Papież spotkał się z ojcem Alfiego Evansa

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Nieludzki świat “wolnych” ludzi

Alfie Evans. Chłopiec - Wojownik. Walczący z nieludzkim sądem, prawem, brakiem wyboru i ludźmi wolnymi, w demokratycznym i tolerancyjnym świecie, w którym niby każdy jest równy

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Decyzja Sądu Brytyjskiego w sprawie rodziny Evansów jest nieludzka na wielu płaszczyznach. Rozdziera się serce, gdy okazuje się, że w dwudziestym pierwszym wieku, w szpitalu, wśród lekarzy, którzy powinni łagodzić cierpienie i ratować życie, siłowo, wobec protestów bezsilnej rodziny, skazuje się dziecko na wielogodzinne umieranie przez duszenie się.

Tak zdecydował Sąd Brytyjski: odłączony od aparatury chłopiec nie może zostać zgodnie z życzeniem rodziców przetransportowany do Włoch, gdzie otrzymałby opiekę i możliwość godnego życia i godnego odejścia. Sędzia wyjaśnił: “to ostatni rozdział w sprawie tego niezwykłego chłopca”. Niektórzy komentatorzy mówią, iż to werdykt trudny, choć szlachetny.

Otóż nie. Nie jest szlachetne skracanie cierpienia człowieka poprzez odebranie mu życia. Gdyby to dotyczyło członka naszej rodziny, naszego dziecka, mojego dziecka, nikt nie dałby się przekonać, że zadanie mu śmierci (głodowej śmierci!) jest dla niego lepsze.

Wszystkie te argumenty rodzą ból, rozpacz, niemoc, poczucie niesprawiedliwości. Przejmuje pytanie, dokąd nas ten brak logiki, ta hipokryzja doprowadzi, w świecie, gdzie tak dużo mówi się o równości, tolerancji, wolności wyboru, również w kontekście wolności wyboru co do życia lub śmierci dziecka nienarodzonego.

Sądy, które w jednych sytuacjach są “pro choice”, w innych tego wyboru odmawiają. Dziwne, że w jednej i drugiej sytuacji nie jest to decyzja “pro life”.

Jawnych sprzeczności jest więcej. Przecież część społeczeństwa walczy i manifestuje, by rodzice mieli wybór, czy chore dziecko ma się narodzić, czy nie. Kobiety walczą o prawo wyboru narodzin nawet dziecka zdrowego. Paradoksalnie rodzicom Alfiego prawo wyboru się zabiera. Sądy, które w jednych sytuacjach są “pro choice”, w innych tego wyboru odmawiają. Dziwne, że w jednej i drugiej sytuacji nie jest to decyzja “pro life”.

Mama Piotrusia, cierpiącego na podobną chorobę jak Alfie, pisze: mamy świadomość, że nie uda się go wyleczyć. Nie walczy się o zdrowie, ale o komfort życia, o to, żeby mógł oddychać, żeby nie był głodny, nie czuł bólu i żeby się nie bał. Cieszą się każdym dniem i tym, że pozwolą mu odejść, kiedy przyjdzie jego czas. Bez bólu, bez walki, w ramionach najbliższych mu ludzi. Tylko tyle.

Tylko tyle należy się rodzinie Evansów. Prawo do godności życia i godności odejścia ich dziecka. Wtedy, kiedy przyjdzie jego czas. Nie wcześniej. Nie z powodu decyzji tego nieludzkiego świata, nie z powodu pokrętnie pojmowanej, nielogicznej wolności…

To nie może być “ostatni rozdział”.

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Bioetyk o sprawie Alfiego

Sąd apelacyjny w Londynie odrzucił 16 kwietnia prośbę rodziców Alfiego Evansa o zgodę na przewóz go do kliniki w Rzymie, argumentując, że "to byłoby bezcelowe". - Niewłaściwe jest w tej sprawie to, że ostateczne decyzje podejmuje sąd, a nie rodzice - uważa ks. dr hab Piotr Kieniewicz, teolog moralista i bioetyk, którego poprosiliśmy o opinię.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ks. Kieniewicz zauważa, że w tego typu sprawach zaangażowane są zwykle wielkie emocje, zarówno po stronie rodziców, jak i innych ludzi obserwujących wydarzenia. Najczęściej jednak opierane są one na niepełnych informacjach na temat rzeczywistego stanu chłopca, stosowanej terapii i rzeczywistych możliwości, jakie ma współczesna medycyna.

Dlatego, zdaniem ks. Kieniewicza, nie można na ich podstawie wydawać kategorycznych ocen moralnych czy bioetycznych, zwłaszcza w sprawie tego, czy terapia jest już uporczywa, czy nie.

– O uporczywej czy “zaciekłej” terapii mówimy wtedy, gdy wysiłki lekarzy i cierpienia pacjenta są nieproporcjonalne do możliwych do osiągnięcia czy zakładanych efektów . Podtrzymywanie chorego przy życiu zdaje się wówczas służyć jedynie wydłużeniu czasu oczekiwania na śmierć – powiedział. – Aby ocenić taką sytuację należałoby najpierw wiedzieć dokładnie, czy ten dodatkowy czas rzeczywiście jest potrzebny (komu i na co?), czy nie. Należałoby odpowiedzieć na liczne pytania: W imię czego rodzice chcą przedłużać życie dziecka w ten sposób? Co takiego – z medycznego punktu widzenia – oferuje Rzym, a czego nie są w stanie zaoferować lekarze w Wielkiej Brytanii? A może chodzi o to, że Rzym po prostu oferuje szacunek temu dziecku i jego rodzicom, co nie jest bez znaczenia. Trudno to rozstrzygnąć wyłącznie na podstawie doniesień medialnych – zauważa ks. Kieniewicz.

Przypomina również, że tu stronami nie są ani rodzice, ani sąd, lecz pacjent – czyli to chore dziecko. Podmiotowość pacjenta daje mu prawo ostatecznego głosu w sprawie poddania się terapii lub rezygnacji z niej. Gdy nie może się wypowiedzieć, głos należy do jego prawnych przedstawicieli, czyli w tym wypadku do rodziców. Rodzice zatem powinni występować w jego, a nie swoim imieniu, troszcząc się o prawdziwe dobro swojego dziecka. Dlatego niewłaściwe jest to, że sąd uzurpuje sobie prawo do podejmowania decyzji o terapii lub jej zaprzestaniu, jednocześnie odmawiając rodzicom – legalnym przedstawicielom dziecka – prawa do przetransportowania go do innego ośrodka, lepiej ich zdaniem troszczącego się o chorego – podsumowuje ks. Kieniewicz.

16 kwietnia sąd apelacyjny w Londynie kolejny raz zajmował się sprawą Alfiego Evansa z Liverpoolu. Podtrzymał wyroki poprzednich instancji oraz odrzucił prośbę rodziców o zgodę na przewóz chłopca do kliniki Dzieciątka Jezus w Rzymie, która jest gotowa przejąć opiekę nad nim.

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >