Nasze projekty

Tafida jak Alfie Evans. Sąd zdecyduje, czy musi umrzeć

Sąd Najwyższy w Londynie rozpatruje w tych dniach sprawę 5-letniej Tafidy, która od lutego przebywa w śpiączce. Podobnie jak u Alfiego Evansa lekarze chcą pozbawić ją dalszej opieki, zaś rodzice walczą o możliwość zabrania jej na leczenie do Włoch.

Pod siedzibą Sądu w Londynie gromadzą się od środy licznie osoby przejęte losem tej dziewczynki. Nie brakuje też modlących się głośno, zarówno chrześcijan jak i muzułmanów. Wszyscy proszą o jedno: pozwolenie jej rodzicom na decydowanie o dalszym leczeniu dziecka za granicą. Lekarze w Royal Hospital w Londynie, gdzie od lutego przebywa dziewczynka uważają, że ponieważ jest ona w śpiączce i nie wiadomo, co spowodowało obecne u niej uszkodzenia mózgu, nie należy dalej podtrzymywać jej życia, lecz odłączyć od wody i jedzenia pozajelitowego, pozwalając na powolną śmierć. Co ważne, u dziewczynki nie została zdiagnozowana śmierć mózgu a jej rodzice postępują stałe poprawianie się jej kontaktu z otoczeniem.
Zgodnie z brytyjskim prawem nie mogą oni jednak na własne żądanie wypisać jej z londyńskiego szpitala i zabrać do szpitala we Włoszech, który zgłosił gotowość przejęcia opieki nad Tafidą. Właśnie dlatego o tym musi zdecydować Sąd. Od kilku dni trwają tam rozprawy, które mają doprowadzić do końcowego wyroku.

W czwartek odbyło się przesłuchanie rodziców Tafidy. Sąd wówczas zapytał mamę dziewczynki Shelinę Begum, co jej zdaniem córka powiedziałaby teraz sędziemu, gdyby mogła zabrać głos. Jej bardzo emocjonalną odpowiedź cytuje dziś wiele brytyjskich mediów:

– Tafida zapytałaby: Co właściwie zrobiłam złego, że mnie to spotyka? Dlaczego nie dajecie mi szansy? W mojej sytuacji jest przecież wiele innych dzieci. Czy moje życie cokolwiek dla kogoś znaczy? Czy wartości religijne islamu, któremu jestem wierna, już się dla nikogo nie liczą?

Reklama
Reklama

Zdaniem mamy dziewczynki lekarze mylą się m.in. dlatego, że nie obserwują pacjentki tak wnikliwie, jak ona, która jest przy niej dzień i noc. – Widzą ją zaledwie 10 minut rano i 10 minut wieczorem, i na tej podstawie orzekają, że jej stan się nie zmienia! – argumentuje kobieta. 

Odwołała się także do wyznawanej przez siebie wiary muzułmańskiej, która uważa każde życie za święte. 

W kontrargumentacji prawniczka reprezentująca londyńskich lekarzy z Royal Hospital zapytała, czy nadal tak mocno walczyłaby o podtrzymywanie teraz jej życia, gdyby nastąpiły – jak to zapowiadają lekarze – dodatkowe objawy uszkodzeń mózgu, jak spastyczność, padaczka czy paraliż. Matka Tafidy odpowiedziała wówczas:

Reklama
Reklama

Nie ufam diagnozom tych lekarzy. Wierzę również, że czas i rehabilitacja mogą zapobiec chorobom, które zapowiadają. Ale nawet jeśli rehabilitacja nie pomoże, nawet wówczas będę nadal pielęgnować życie mojej córki takim, jakie jest!

Prawniczka szpitala nie ustępowała, i pytała dalej, czy nadal by chciała, żeby córka żyła gdyby okazało się, że podtrzymywanie jej życia przysparza jej tylko cierpienia. Matka odpowiedziała, że prawdopodobnie tak, choć radziłaby się jeszcze duchownych islamskich w sprawie najlepszego rozwiązania z punktu widzenia jej wiary. Podtrzymała również żądanie pozwolenia na zabranie jej córki do Włoch, gdzie znajduje się szpital gotów zająć się dziewczynką.

Tafida nie umiera! Wszystko, czego potrzebuje, to czas i o niego właśnie prosimy

Reklama

powiedziała Shelina Begum, mama Tafidy.

Na portalu CitizenGO trwa również zbiórka podpisów pod petycją skierowaną do szpitala, w którym leży dziewczynka, aby lekarze pozwolili jej na wyjazd do Włoch >>

 

ad/Stacja7

 

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę