Serce Chopina: autentyczne i w bardzo dobrym stanie

Serce Fryderyka Chopina jest w bardzo dobrym stanie – poinformowali dziś naukowcy z zakresu medycyny sądowej, którzy wiosną dokonali zewnętrznych oględzin serca największego polskiego kompozytora. Na co dzień znajduje się ono w kościele św. Krzyża w Warszawie.

Polub nas na Facebooku!

Serce Chopina: autentyczne i w bardzo dobrym stanie
Serce Fryderyka Chopina jest w bardzo dobrym stanie – poinformowali dziś naukowcy z zakresu medycyny sądowej, którzy wiosną dokonali zewnętrznych oględzin serca największego polskiego kompozytora. Na co dzień znajduje się ono w kościele św. Krzyża w Warszawie.
fot. S. Dynek | CogitoMedia

Wieniec pod kryptą, w której spoczywa serce Fryderyka Chopina

Spotkanie, na którym omówiono okoliczności przeprowadzenia badania oraz stan serca kompozytora, odbyło się w Sali św. Wincentego a Paulo przy kościele św. Krzyża.

Obecna na konferencji minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska uznała za nieuzasadnione ”wszystkie niepokoje społeczne, jakie rok temu przetoczyły się przez polskie media, jakoby miał być kłopot ze stanem zachowania serca Chopina”. Jak poinformowała, „serce ma się świetnie”. Podziękowała też stronie kościelnej za umożliwienie dokonania oględzin.

14 kwietnia br. wieczorem – jak podkreśliła min. Omilanowska – „w pełnej dyskrecji” – przeprowadzono tzw. nieinwazyjne (nie wymagające otwarcia naczynia), zewnętrzne oględziny serca Chopina. Uczestniczyli w nim niezależni eksperci z dziedziny medycyny sądowej, którym towarzyszyli m.in. ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski i metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Operacja obejmowała zdjęcie tablicy pamiątkowej, wydobycie skrzyni osadzone w filarze niszy, wewnątrz której znajdowała się kolejna skrzynka zawierająca kryształowy słój z sercem kompozytora. Po wyjęciu słoja naukowcy, w obecności m.in. min. Zdrojewskiego i kard. Nycza, sporządzili opis zachowanego eksponatu.

Oględzin serca dokonali wybitni specjaliści w tej dziedzinie: prof. Tadeusz Dobosz z Katedry Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu oraz prof. Michał Witt z Instytutu Genetyki Człowieka PAN. Zakładali jeden z trzech scenariuszy: że serce jest w bardzo dobrym stanie i słój nie musi być otwierany, a jedynie dodatkowo uszczelniony; serce jest w złym stanie i trzeba opracować stan jego ratowania; serce jest w stanie tragicznym i można podjąć próbę jego doraźnego uratowania i przywrócenia do stanu poprzedniego lub zaniechać jakichkolwiek czynności.

Ogólny stan jego zachowania i zabezpieczenia uznano za bardzo dobry. Eksperci stwierdzili jedynie niewielki ubytek płynu konserwującego. Uszczelniono jednak słój za pomocą naturalnego wosku. Sam słój nie był otwierany, wykonano tylko jego dokładną dokumentację fotograficzną. W protokole z oględzin wpisano zalecenie, by następna kontrola serca kompozytora odbyła się za 50 lat. Dokument zaś, jak to tradycyjnie czyni się w takich przypadkach, został podpisany przez wszystkich uczestników wydarzenia i umieszczony w niszy, do której ponownie wstawiono skrzynię z sercem Chopina.

„Chopin jest ostatnim z wielkich europejskich muzyków, o których jeszcze niewiele wiemy. Z wyjątkiem Mozarta (nie ma jego szczątków) zostali zbadani wszyscy: od Ravela do Beethovena. Za 50 lat – ja już tego nie dożyję – z pewnością będzie można wykonać bajeczne badania” – podkreślił prof. Dobosz.

Jak poinformował, dzięki oględzinom wiadomo, że serce rzeczywiście jest przechowywane w krypcie świątyni, co w dotychczasowych opiniach wielu historyków nie było oczywiste, oraz że znajduje się w doskonałym stanie. – Nasza wiedza o Fryderyku Chopinie trochę się powiększyła – powiedział.

Sprecyzował, że zmiany anatomiczne na sercu wskazują, że najprawdopodobniej bezpośrednią przyczyną śmierci kompozytora mogła być gruźlica. Natomiast bursztynowo-brązowy kolor płynu konserwującego może wskazywać, że serce przechowywane jest w koniaku. – To jest możliwe, ale bez analizy tego stwierdzić się nie da. W każdym razie ta teza została uprawdopodobniona – stwierdził prof. Dobosz.

Ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik archidiecezji warszawskiej przypomniał, że serce Chopina przechowywane jest w bazylice św. Krzyża, gdyż był to kościół parafialny rodziny kompozytora w jego czasach warszawskich. Być może młody Chopin grywał w nim jako organista.

„Kościół wyraża radość z tego, że stan serca jest bardzo dobry. Innymi słowy, możemy mieć serca spokojne, że z sercem Chopina nic złego się nie dzieje” – dodał ks. Śliwiński.

 

Serce Chopina: autentyczne i w bardzo dobrym stanie

Poinformował też, że prośby o dokonanie badania serca Chopina kierowano do kard. Nycza oraz księży z kościoła św. Krzyża od wielu lat. Metropolita warszawski, po upewnieniu się, że badanie można przeprowadzić w sposób nieinwazyjny oraz że nie naruszy to szacunku dla szczątków wybitnego kompozytora, wyraził zgodę na oględziny. Tuż po zakończeniu badania, a przed włożeniem skrzyni do filara kościoła, uczestnicy wydarzenia zmówili modlitwę.

Dr Artur Szklener, dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina przypomniał, że powszechnie serce kompozytora nazywane jest „relikwią narodową”. – To określenie zobowiązuje, gdyż pokazuje, jak ważnym nie tylko obiektem, ale i bytem, jest to serce dla świadomości Polaków – powiedział, dodając, że należy je chronić, a jest to obowiązkiem specjalnie do tego powołanych instytucji oraz resortu kultury.

Fryderyk Chopin zmarł 17 października 1849 r w Paryżu. Jedną z osób, która do końca czuwała przy łóżku kompozytora, była jego siostra – Ludwika Jędrzejewicz. Chopin przekazał jej swoją ostatnią wolę – aby po śmierci otwarto jego ciało, a serce przewieziono do Warszawy. Najprawdopodobniej – o czym miały świadczyć doniesienia gazet z tamtych lat – serce przybyło do Warszawy w 1850 r. W czasie powstania warszawskiego ewakuowano ją do Milanówka. 17 października 1945, w rocznicę śmierci kompozytora, odbyło się uroczyste wmurowanie urny z sercem w filar kościoła św. Krzyża, gdzie znajduje się ono do dziś.


lk / Warszawa

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli Europa odda w ręce Rosji Ukrainę, sama zginie

Podstawowy błąd Europy - zdaniem arcybiskupa Światosława Szewczuka, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego - polega na tym, że Unia Europejska deklaruje przywiązanie do określonych wartości, ale nie potrafi ich bronić.

Polub nas na Facebooku!

Jeśli Europa odda w ręce Rosji Ukrainę, sama zginie
Podstawowy błąd Europy - zdaniem arcybiskupa Światosława Szewczuka, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego - polega na tym, że Unia Europejska deklaruje przywiązanie do określonych wartości, ale nie potrafi ich bronić.

“Zawsze mówiłem i mówię, że Ukraina nie jest wrogiem Rosji” – deklaruje w rozmowie z KAI. Pytany co będzie dalej przyznaje, że “przyszłość Ukrainy nie zostanie rozstrzygnięta na polu walki. Może zostać rozstrzygnięta wyłącznie w trójkącie: Ukraina, Rosja, Zachód. Bowiem bez Rosji i jej akceptacji ciężko będzie znaleźć dla Ukrainy pozytywne rozwiązania”.

A oto wywiad KAI z abp. Światosławem Szewczukiem, arcybiskupem większym kijowsko-halickim, zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego:

KAI: Sytuacja na Ukrainie staje się coraz bardziej dramatyczna i to mimo rozejmu, który wydaje się być bardzo kruchy. Jak ją widzi Ksiądz Arcybiskup jako głowa Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego?

Abp Światosław Szewczuk: Sytuacja na Ukrainie jest dramatyczna, ale nie jest tragiczna. Zostaliśmy zaatakowani. Jest to wojna – to trzeba powiedzieć otwarcie! Nie jest to konflikt wewnętrzny, jak twierdzi rosyjska propaganda. Dwadzieścia tysięcy rosyjskich żołnierzy znajduje się na terytorium państwa ukraińskiego, w szczególności w obwodach donieckim i ługańskim. Są tam rosyjskie czołgi i inna wyspecjalizowana broń. Każdego dnia – nawet podczas rozejmu – giną ludzie.

Straty ludności sięgają już 3 tys. zabitych. Całe wioski ukraińskie zostały zniszczone. Np. koło Ługańska istniała wioska zamieszkiwana przez Łemków, przesiedlonych tam z łemkowszczyzny. Została zrównana z ziemią. Systematycznie niszczy się nasz kraj i morduje ludność. Tymczasem strona rosyjska uparcie twierdzi, że jest to wewnętrzny konflikt a nie atak ze strony Federacji Rosyjskiej.

Tej bolesnej prawdy – na skutek propagandy rosyjskiej – mało kto chce przyjąć. A to dlatego, że specyfika tej wojny jest inna niż znanych dotąd. Wojna hybrydowa – a z taką mamy do czynienia – polega na prowadzeniu skutecznej wojny przede wszystkim w sferze informacji i manipulacji świadomością.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Arcybiskup postawę Zachodu?

– Za to, że doszło do agresji Rosji wobec Ukrainy częściową winę ponosi Unia Europejska, gdyż pokazała, że jest słaba i nie chciała uznać, że mamy do czynienia z wojną przeciwko jednemu z państw europejskich. Jeśli Rosja widzi, że UE i Stany Zjednoczone nie chcą reagować adekwatnie do sytuacji, to uważa, że ma przyzwolenie na agresję. Sankcje wobec Rosji są dobrym krokiem, ale spóźnionym. Najwyższy czas, by Europa poczuła się bardziej odpowiedzialna. Na to mamy wciąż nadzieję. Tym bardziej, że Ukraina uwierzyła, że Europa jest jej sojusznikiem. Protesty na kijowskim Majdanie były manifestacją proeuropejskości naszego kraju.

Od zawsze myśleliśmy, że Europa jest zbudowana na wartościach. Teraz powstaje pytanie: czy jest ona zdolna bronić tych wartości? Wiemy, że społeczeństwa nie tylko buduje się na wartościach ale wartości trzeba także umieć bronić. A tego Europa sobie już nie uświadamia.

Jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę to w niedługim czasie sama zginie

KAI: A może jest to już przeszłością i rządzi nami czysty utylitaryzm…

– Stajemy wobec wielkiego wyzwania, gdyż jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę, to w niedługim czasie sama zginie. Teraz chodzi o naszą i waszą wolność! To niepodległościowe hasło Polaków dziś stało się hasłem Ukraińców. To co dzieje się dzisiaj z nami, jutro będzie się działo z wami. Musimy mówić o tym jak stworzyć mechanizmy skutecznej obrony wartości, które Europa deklaruje.

Wielkim bólem dla nas Ukraińców był fakt zestrzelenia malezyjskiego Boeninga, w wyniku czego zginęło prawie 300 osób. A czy na Zachodzie po dwóch miesiącach ktoś o tym jeszcze mówi i wyciąga z tego odpowiednie wnioski? To znaczy, że Europa zapomniała o swoich ofiarach, które są ofiarami ukraińskiego konfliktu? Czy zatem postępuje ona zgodnie z systemem europejskich wartości? Jeśli Europa o tym zapomina, oznacza to, że nie potrafi odpowiednio reagować w imię europejskich wartości. A jutro może sprzeda Ukrainę?

KAI: Czy zatem Ukrainie niezbędna jest zewnętrzna pomoc wojskowa?

– Ukraina chce się bronić sama i może się obronić. Nie potrzebujemy tutaj wojsk USA czy innych państw NATO. Sami jesteśmy w stanie sobie poradzić, jednak pod warunkiem, że będziemy mieli odpowiednią broń. Tymczasem ukraińskie wojsko nie ma broni, bo armia celowo została zdezorganizowana za rządów Wiktora Janukowicza. Dla bezpieczeństwa Europy nie trzeba budować nowych baz NATO w Europie wschodniej, tylko trzeba pomóc Ukrainie obronić się samej. A do tego niezbędny jest sprzęt wojskowy.

KAI: Tymczasem Zachód bardziej wierzy w środki pokojowe niż militarne. Czy wobec Rosji ta droga nie ma szans?

– Przyszłość Ukrainy nie zostanie rozstrzygnięta na polu walki. Może zostać rozstrzygnięta wyłącznie w trójkącie: Ukraina, Rosja, Zachód. Bowiem bez Rosji i jej akceptacji ciężko będzie znaleźć dla Ukrainy pozytywne rozwiązania. To Rosja zaczęła konflikt i musi go zakończyć. Dlatego tak ważne są działania dyplomatyczne. Wcześniej czy później wojny kończą się porozumieniem. Musimy do tego doprowadzić, gdyż giną ludzie. Rosja także bardzo dużo traci. Ta sytuacja może stać się katalizatorem poważnych wewnętrznych zmian w Rosji. Kreml musi to sobie uświadomić.

Zawsze mówiłem i mówię, że Ukraina nie jest wrogiem Rosji. My Ukraińcy nie rozumiemy dlaczego Rosja nas atakuje. Mówi się, że jesteśmy państwem nieprzyjaznym. Nie ma to nic wspólnego z prawdą.

Ukraina szuka dialogu i partnerstwa, zwłaszcza na poziomie kultury. Mieszkańcy południa i wschodu kraju mają swoich bliskich, krewnych i przyjaciół w całej Rosji. Dla nich ta agresja jest bardzo bolesna. Dla obu społeczeństw: ukraińskiego i rosyjskiego.

KAI: A zatem dyplomacja przede wszystkim…

– Jeśli nie dyplomacja to pozostaje wojna. A przecież wszyscy chcą jej uniknąć, także Rosja.

KAI: Rosja?

– Tak sądzę i chcę w to wierzyć…

KAI: Jakie nadzieje wiążą Ukraińcy z wyborem Donalda Tuska, który obejmie w grudniu funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej…

– Już się mówi, że jedną z najniebezpieczniejszych osób dla Rosji w Unii Europejskiej jest Donald Tusk. Gratuluję Polsce i osobiście panu Tuskowi.

KAI: Jakiego rozwoju wypadków na Ukrainie spodziewa się Ksiądz Arcybiskup?

– Nikt tego nie wie, także ja. Jedno chciałbym podkreślić. Zewnętrzna agresja skutkuje cementowaniem narodowej tożsamości ukraińskiej. Dziś przyznają się do niej także ci, którzy wcześniej definiowali swoją tożsamość w bardzo różny sposób.

Dziś narodem ukraińskim stali się niemal wszyscy, niezależnie od pochodzenia etnicznego, orientacji politycznej czy religijnej. Odmienne pochodzenie etniczne – szczególnie na wschodzie – powodowało, że ludzie tam nie czuli silniejszej tożsamości ukraińskiej. Dziś pochodzenie etniczne traci na znaczeniu, a formuje się naród w sensie obywatelskim: „Jestem Ukraińcem, gdyż utożsamiam się z moją ukraińską ojczyzną, niezależnie od tego jakim językiem mówię, czy w którym kościele się modlę”. Ludzie zaczynają rozumieć, że Ukraina jest ich państwem, a jej niepodległość i integralność jest niezbędnym elementem ich własnej przyszłości.

KAI: A jakie są tego przykłady?

– Choćby Mariumpol, największy port nad Morzem Azowskim. Przed trzema miesiącami w lokalnym referendum duża część mieszkańców głosowała za powołaniem autonomicznej Donieckiej Narodowej Republiki. Kiedy jednak zobaczyli zbliżające się rosyjskie czołgi, był to taki wstrząs, że Mariumpol stał się twierdzą ukraińskiej tożsamości.

KAI: Kim więc są separatyści?

– Prawdziwych separatystów jest na Ukrainie bardzo mało. Osiemdziesiąt procent z nich przyszło z Rosji, a tylko 20 %, to miejscowi. Są wśród nich ludzie, którzy zostali zmarginalizowani pod rządami Ukrainy, są także elementy kryminalne.

KAI: Istotnym elementem w kształtowaniu świadomości narodowej jest też wiara religijna. Tymczasem na Ukrainie mamy różne Kościoły, a część prawosławia jest zależna od Patriarchatu Moskiewskiego.

– Ukraina zawsze była terenem, gdzie pojawiały się konflikty na tle religijnym. Ale dziś tego nie ma. Społeczności religijne działają jako jedna całość – nawet Ukraińska Cerkiew Patriarchatu Moskiewskiego. Kościół ten ma nowego przewodniczącego – metropolitę kijowskiego Onufrego. Zobaczymy w jaki sposób będzie on budować relacje z Moskwą, a z drugiej strony z niepodległym państwem ukraińskim. Ważne jest, że pierwszym aktem synodu tego Kościoła po wyborze nowego przewodniczącego był apel o zawieszenie broni – adresowany do wszystkich stron. To znaczące.

Dobra atmosfera panuje w ramach Wszechukraińskiej Rady Kościołów. W najważniejszych sprawach jesteśmy zjednoczeni. Nie tylko na poziomie werbalnym ale i w działaniu. Wszystkie Kościoły zaangażowały się na rzecz wolnej Ukrainy, pomagają też wojsku.

Jeśli dzisiaj Europa odda w ręce Rosji Ukrainę to w niedługim czasie sama zginie

KAI: W jaki sposób?

– W parafiach – greckokatolickich i innych – zbierane są pieniądze na wyposażenie wojska. Jest to konieczne, gdyż ekipa Janukowicza dokonała daleko idącego zniszczenia armii. Zbiórki organizują wszystkie Kościoły, włącznie z moskiewskim. Wspierają tych, którzy bronią wspólnej ojczyzny.
Nie kupujemy broni ale hełmy, kamizelki kuloodporne, lekarstwa, środki opatrunkowe, żywność, itp. Pieniądze na to zbierane są w parafiach.

Kościoły pomagają także w zorganizowaniu opieki medycznej oraz pomagają uchodźcom z terenów, gdzie toczą się walki. Dostarczamy bezpośredniej opieki, znajdujemy mieszkania, staramy się pomóc w integracji w nowym środowisku oraz znaleźć pracę. Oprócz tego nasz Kościół – podobnie jak inne – wysyła kapelanów na front.

KAI: Ilu greckokatolickich kapelanów towarzyszy żołnierzom?

– Dziś dwudziestu pięciu. Jeśli jednostka z Galicji jedzie na wschód, to ze swoim księdzem.

KAI: Kościół greckokatolicki jest także rzecznikiem sprawy ukraińskiej za granicą?

– Ważnym elementem misji Kościoła jest troska o prawdę. Niedawno list tłumaczący sytuację na Ukrainie skierowałem do przewodniczących konferencji biskupich i organizacji międzynarodowych, włącznie z OBWE i ONZ. Otrzymały go również Kościoły prawosławne oraz liderzy innych religii. Była to odpowiedź na rozesłany wcześniej list Patriarchatu Moskiewskiego, gdzie sytuację na Ukrainie przedstawiano jako “wojnę religijną”. Można było przeczytać, że „uniaci” i „schizmatycy” zabijają prawosławnych. Tymczasem nigdy relacje pomiędzy Kościołami na Ukrainie nie były tak korzystne. Nie mogłem milczeć!

KAI: Jak w tym kontekście można ocenić postawę patriarchy Cyryla i Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego? Chyba stoi on na rozdrożu pomiędzy lękiem przed Putinem a obawą utraty wiernych na Ukrainie?

– Na temat relacji patriarchy z prezydentem Rosji nie będę się wypowiadać. Generalnie, hierarchia Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego pozostaje pod wpływem propagandy państwowej Rosji i przenosi ją na poziom religijny. To bardzo niebezpieczne.

KAI: Czy w tym kontekście należy rozumieć koncepcję „Ruskiego Świata”, głoszoną przez patriarchę Cyryla, a oznaczającą powołanie Rosji do duchowego przewodnictwa w świecie prawosławnych krajów słowiańszczyzny?

– Koncepcja „Ruskiego Świata” upadła wraz z agresją na Ukrainę. To nie ma nic wspólnego z „duchowym przewodnictwem”. Teraz Patriarchat mówi o historycznej Rusi. I w ten sposób usiłuje uzasadnić przynależność do „historycznej Rusi” tych terenów, którymi zainteresowana jest Rosja ze względu na swój interes geopolityczny.

Jeśli więc któryś z duchownych Kościoła chrześcijańskiego zamiast być apostołem miłości, pokoju i pojednania, zaczyna być głosicielem nienawiści, to antagonizuje narody i atakuje pokój religijny jaki ma miejsce na Ukrainie.

KAI: Czy obecna sytuacja może doprowadzić do zjednoczenia trzech Kościołów prawosławnych na Ukrainie? Tym samym do wyswobodzenia się tego, który pozostaje pod wpływami Moskwy?

– Wierni każdego z tych trzech Kościołów: Patriarchatu Moskiewskiego, Patriarchatu Kijowskiego i Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego zaczęli się domagać od swoich duchownych pojednania i jedności.

Przypomnijmy, że każdy z trzech Kościołów prawosławnych w tym kraju deklaruje się jako autokefaliczny, lecz tylko jeden jest uznawany przez światowe prawosławie: Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM). Agresja rosyjska przyczynia się do kryzysu w łonie tegoż Kościoła. Wiem, że dla braci i sióstr z tego Kościoła ważne jest zachowanie jego integralności, choć może nie być to łatwe.

KAI: Czy nadal aktualna jest koncepcja formułowana przez kard. Lubomyra Huzara, że po uzyskaniu statusu patriarchatu przez Ukraiński Kościół Greckokatolicki, może zrodzić się wokół niego ruch zjednoczeniowy wschodniego chrześcijaństwa?

– Najpierw chciałbym, aby jedno dotarło to do świadomości prawosławnych. Ustanowienie patriarchatu dla Ukraińskiego Kościoła Geckokatolickiego nie jest “atakiem” na prawosławie moskiewskie czy Konstantynopol. Chcemy aby nasz przyszły patriarchat miał wymiar ekumeniczny i był otwarty na innych. Przecież jesteśmy dziećmi tego samego chrztu św. Włodzimierza.

KAI: A czy odczuwa Ksiądz Arcybiskup wystarczającą solidarność ze strony Kościołów europejskich?

– Solidarność Kościołów jest niezwykła. Z tego miejsca chciałbym podziękować zwłaszcza Kościołowi katolickiemu w Polsce. Tak biskupom jak i wiernym, tym którzy modlą się i poszczą w intencji Ukrainy. Ważna jest też pomoc humanitarna.

KAI: Czy jest ona wystarczająca? Co można byłoby jeszcze zrobić?

– Wielkim problemem stają się uchodźcy z obszarów objętych wojną. Społeczeństwo ukraińskie nie jest w stanie pomóc im w sposób wystarczający.

Ponadto wielka prośba do Polaków, abyście innym przekazywali prawdę o tym co dzieje się na Ukrainie. Wojna informacyjna prowadzona przez Rosję jest bardzo niebezpieczna. Jeśli Zachód podda się dezinformacji, poniesie tragiczne konsekwencje.

KAI: A jak Ksiądz Arcybiskup widzi przyszłość?

– W sumie jestem optymistą. Optymizmem napawa mnie transformacja jaką przechodzi ukraińskie społeczeństwo, na każdym poziomie: politycznym, wojskowym, socjalnym, itp. Tak pozytywnych zmian Ukraina nie doświadczyła przez 23 lata niepodległości. Przestaliśmy być amorficznym państwem postradzieckim. Przeżywamy bóle porodowe, które dostarczają cierpień, ale dają nadzieję na nowe życie. Niezależnie co się stanie, to procesu tego nie zniszczą rosyjskie czołgi. A jako chrześcijanie wierzymy w Boga, który jest Panem historii, w Jego rękach leży los wszystkich narodów. Wierzę, że Bóg będzie błogosławił wysiłkom społeczeństwa, które się broni, odradza i idzie za głosem Ewangelii.

Przypomnijmy, że żadna wojna nie jest wieczna. Wcześniej czy później ten konflikt się skończy. Jako zwierzchnicy Kościołów musimy mieć wizję przyszłości. Prezydenci, generałowie i ich koncepcje przemijają – a Kościoły i narody pozostają. Przed Kościołami na Ukrainie stoi pytanie: za jaką przyszłością Ukrainy i tej części Europy opowiadamy się jako chrześcijanie?

KAI: Dokonuje się zatem rewolucja moralna rozpoczęta na kijowskim Majdanie?

– Kijowski Majdan – w szerszym znaczeniu tego pojęcia – jeszcze się nie skończył. Nasza rewolucja moralna i odzyskiwanie ludzkiej godności przechodzi w kolejne fazy. Rewolucje miały wymiar tragiczny ale też i wielki.

Jak już mówiłem, mamy trzy czynniki określające naszą obecną sytuację: Ukrainę, Rosję i Zachód. Wybitny arabski filozof i lekarz średniowiecza Awicenna mówił, że lekarz przychodzący do chorego człowieka powinien uwzględnić trzy czynniki: chorobę, osobę chorego i lekarza. Podkreślił, że jeśli chory będzie po stronie lekarza to obaj przezwyciężą chorobę.


Rozmawiali: Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *