video-jav.net

#DzieńDziękczynienia: Homilia kardynała Francesco Montenegro

Ogień jest nam dawany, aby nasze działanie mogło od niego "zapłonąć". Publikujemy treść homilii wygłoszonej przez kard. Francesco Montenegro w Świątyni Opatrzności Bożej w trakcie Dnia Dziękczynienia

Polub nas na Facebooku!

Dzień Dziękczynienia zbiega się w tym roku z dwoma wydarzeniami łaski: Uroczystością Pięćdziesiątnicy, która pozwala doświadczyć mocy i świeżości Ducha Świętego, oraz setną rocznicą śmierci św. Alberta Adama, “brata Alberta”. Serdecznie dziękuję Drogiemu Współbratu Kazimierzowi za zaproszenie mnie do przewodniczenia tej Eucharystii. Razem z Nim pozdrawiam Was wszystkich: braci Biskupów, szanowne władze tu obecne, kapłanów, diakonów, osoby zakonne, Braci i Siostry Trzeciego Zakonu św. Franciszka, Sługi ubogich, wszystkich Was tu obecnych, Wasze rodziny, dzieci. Chciałbym, aby to pozdrowienie dotarło przede wszystkim do chorych i do tych, którzy z różnych powodów doświadczają cierpienia. Przynoszę Wam serdeczne pozdrowienie od włoskiej Caritas, której jestem Przewodniczącym, a która zajmuje się uwrażliwianiem wspólnot kościelnych na różne formy ubóstwa i na zmieniające się potrzeby osób ubogich. Przekazuję Wam także serdeczne pozdrowienie od kościoła Agrigento, w którym pełnię posługę biskupią.

 

Jak dobrze wiecie, na mojej ziemi od lat jesteśmy jednymi z pierwszych, którzy stawiają czoła napływowi tysięcy emigrantów przybywających z wybrzeży Afryki. Wyspa Lampedusa, której terytorium należy do diecezji Agrigento, jest położona niedaleko wybrzeża libijskiego. Bliskość ta sprawia, że migranci z kontynentu afrykańskiego wybierają ją jako przystań, aby wydostać się z terytoriów wojny, prześladowania czy klęsk żywiołowych. Ta przeprawa często dla wielu z nich kończy się śmiercią. Morze Śródziemne stało się cmentarzem. Papież Franciszek, kiedy przybył nas odwiedzić po tragedii 2013 roku, z mocą protestował przeciwko “globalizacji obojętności”.

 

Pozwalam sobie prosić Was, abyście w trakcie dzisiejszej celebracji byli w jedności z naszymi braćmi emigrantami – z tymi, którzy walczą o bardziej godne życie. Prośmy, aby Pan osuszył każdą łzę na ich obliczach. Bądźmy w jedności również z tymi, którzy są już w Niebie. Wasze Święto Dziękczynienia, wspomnienie brata Alberta, uroczystość Pięćdziesiątnicy, modlitwa za ubogich, emigrantów i tych, którzy cierpią – wszystkie te okazje skłaniają nas do złożenia tych spraw na ołtarzu i poddaniu ich światłu Słowa, którego przed chwilą wysłuchaliśmy.

 

Zatrzymam się przy dwóch obrazach z wieczernika, przedstawionych w pierwszym czytaniu i w Ewangelii. Są to obrazy wiatru i ognia.

We fragmencie z Dziejów Apostolskich jest napisane, że dał się słyszeć szum, a dom napełnił się jakby uderzeniem wiatru. Jezus powiedział: “Wiatr wieje tam, gdzie chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd pochodzi i dokąd podąża: tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3,8). Wiatr jest siłą natury, która pozwala powietrzu się oczyszczać, odświeża po upale; odnawia to, co znajdzie na swej drodze. Duch, samo życie Boga w nas, jest porównany do wiatru, który jest nieoczekiwany i zaskakujący, wolny i potężny. Zastanówmy się nad stanem ducha apostołów w tamtym momencie: bali się, obwiniali się za swoje zachowanie podczas dni męki, uważali, że nie nadają się do wypełnienia wskazań ich Mistrza… Znaleźli się w sytuacji bez dobrego rozwiązania. Być może niektórzy z nich pomyśleli sobie: “Nie ma tu nic więcej do robienia, dosyć! Dajmy spokój!”. A jednak, oto powiew Ducha stworzył pewną nową sytuację, nieoczekiwaną i nieprzewidywalną, bo od tego momentu historia ludzkości została przewrócona do góry nogami: tym, którzy Mu nie stawiali oporu, dał siłę do sprostania najtrudniejszym i najniebezpieczniejszym sytuacjom, nawet tym z pozoru nie do pokonania. Wiatr popchnął tych ludzi na drogi świata i prowadził, aby żyli misją, która od tamtej pory już się nie zatrzymała. Sprawił, że stali się odważni w głoszeniu i mocni w prześladowaniu.

 

Ten Powiew, ofiarowany wszystkim podczas chrztu, wzbudzał świętość w tylu mężczyznach i kobietach, którzy własnym życiem ogłaszali świeżość oraz piękno Ewangelii. Pomyślmy o bracie Albercie, który został niejako powalony tym wiatrem. Jego życie nie było proste: problemy zdrowotne, więzienie, wojna… A jednak pozwolił się poprowadzić, krok po kroku, wiatrowi Ducha Świętego. Ten powiew najpierw dał mu zakosztować piękna przez sztukę, by później stopniowo odsłaniać przed nim to jakże inne piękno odbijające się od oblicza ubogich i chorych, którym następnie brat Albert poświęcił całe swoje życie. W podeptanej godności tylu nieszczęśników swojego czasu odkrył znieważone Oblicze Chrystusa oraz zechciał Je w nich odnawiać. Oto wielka przygoda brata Alberta, przeżyta całkowicie pod znakiem Ducha Świętego, aż do stania się samemu narzędziem pocieszenia. Parafrazując słowa Sekwencji do Ducha Świętego, możemy powiedzieć, że stał się on „ojcem ubogich”; w nim ci, którzy byli utrudzeni, odnaleźli schronienie, pocieszenie i odpoczynek.

 

Ten obraz wiatru zmusza do odpowiedzi także nas. Czasami również i Kościół może się wydawać wspólnotą zmęczoną, wypaloną, a przez to niezdolną do podjęcia  wielu wyzwań współczesnego świata. Dlatego tak ważne jest doświadczenie tego Powiewu Ducha, jeżeli chcemy wkroczyć na drogi współczesnego człowieka i być rzeczywiście Kościołem, który wychodzi, Kościołem poruszanym Mocą Boga.

 

Drugim obrazem z dzisiejszej liturgii słowa jest obraz ognia. Na Apostołach spoczęły języki „jakby z ognia”. Ogień zwraca naszą myśl ku pierwszemu objawieniu się Boga Mojżeszowi w krzaku, który płonął, lecz się nie spalał (Wj 3). Zanim Bóg dał poznać swoje imię, objawił się jako ogień, który płonie. Jest to obraz, który powróci następnie w opowieści o Wyjściu, gdy słup ognia będzie pewnym przewodnikiem ludu pielgrzymującego przez pustynię.

 

Lecz czym jest ogień? Może być różnie interpretowany, jednak – skoro Bóg wybrał go jako pierwszy sposób przedstawienia siebie, a następnie sam został zdefiniowany jako “Miłość”, to możemy powiedzieć, że ogień jest obrazem miłości Boga. Co więcej: Boga w jego kochaniu w sposób nieskończony (“płonie, ale się nie spala”). Miłość Boga nie kończy się i nie zależy od naszych czynów. Św. Augustyn mawiał, że Bóg kocha nas nie dlatego, że jesteśmy dobrzy. To On, kochając nas, czyni nas dobrymi. Miłość Boga nigdy się nie skończy. Lecz nie jest to miłość tylko do kontemplowania. Ogień jest nam dawany, aby nasze działanie mogło od niego “zapłonąć”. Chrześcijanin żyje miłością, ponieważ ma w sobie płomień boży. To jest doświadczenie zakochanych. I to jest także droga świadczenia o wierze, która nie jest jedynie przylgnięciem do jakiejś idei, lecz ukazywaniem przyjętej i oddawanej miłości. Płomień Ducha rozgrzewa to, co jest zamrożone.

 

Także i ten obraz pozwala nam odczytać historię brata Alberta – człowieka, który na pierwszym miejscu postawił miłość Boga i miłość ubogich braci. Miał zwyczaj mówić: „mamy być dobrzy jak chleb, z którego każdy może wziąć, aby zaspokoić swój głód”. I to właśnie chleb jest tematem tegorocznego Dnia Dziękczynienia. Chleb, którego Pan udziela nam w swojej Opatrzności. Chleb Eucharystyczny, chleb przebaczenia. Chleb, który nie tylko powinniśmy dawać innym, lecz którym także my sami mamy stać się dla innych. Chleb przyjaźni, gościnności, chleb życzliwości i szacunku.

 

Podczas jednego z cudów rozmnożenia chleba, Pan powiedział do swoich uczniów: „Wy sami dajcie im jeść” (Mk 6,37).  Wskazał w ten sposób, że cud wydarza się nie wtedy, gdy coś zjawia się niespodziewanie z góry, lecz wówczas, gdy każdy osobiście zgadza się, aby samemu stać się chlebem, by podzielić się tym, co ma, i tym, kim jest. Może się to jednak stać tylko wtedy, gdy pozwolimy się przemieniać płomieniowi Miłości. Główną troską Kościoła nie mogą być struktury, organizacja lub programy, ale Miłość. Ta Miłość pisana wielką literą; Miłość Boga, Miłość, którą mamy wnieść w życie cierpiących, samotnych, pogrążonych w rozpaczy, chorych lub opuszczonych. Kochać to nasza specjalność i nasza główna działalność, w której musimy być coraz bardziej skuteczni i od której nigdy nie możemy dać się  odciągnąć. Brat Albert potrafił kochać. Nawet w sytuacji, gdy znalazł się na wózku inwalidzkim z powodu amputacji nogi, nigdy się nie zatrzymał, nigdy nie przestał kochać. Jego serce nie dało się zniechęcić żadnej trudności. Kochał wszystkich, ale szczególnie kochał ubogich. Ich umiłował, ich uważał za ważnych. Dbał o ich godność. W nich umiłował Chrystusa. Nawet więcej, kochał ich sercem Chrystusa.

 

Potrzebujemy, tak jak On, Ognia Ducha Świętego, aby wygrać z wszelką obojętnością i hipokryzją, aby pokonać rezygnację, gdy widzimy ludzkie życie deptane przez potęgi gospodarcze i finansowe. Potrzebujemy Ognia Ducha Świętego, aby ustrzec się przed wszelką formą zamknięcia, która prowadziłaby do uznania za święte tylko tego, co wewnątrz kościołów, i za nieświęte tego, co pozostaje na zewnątrz. Syn Boży wcielił się w człowieka, dlatego każde ludzkie ciało jest święte, każda osoba zasługuje na miłość i przed każdym ubogim mamy obowiązek założyć szatę sługi, aby umywać mu nogi. Jest to najlepszy przykład, jaki dał nam brat Albert. Wspominać go dzisiaj to przede wszystkim podkreślać pilną potrzebę miłości wobec najbiedniejszych z biednych, jak on sam to czynił.

 

Duch Święty, który jest wiatrem i ogniem, niech pomaga nam doświadczać żywej i prawdziwej obecności Zmartwychwstałego pośród nas, tak jak uczniom w Wieczerniku. Oby rozpalał wciąż nasze serca i pobudzał do miłości do takiego stopnia, abyśmy sprawiali, że Ewangelia będzie żywa i wiarygodna. W tej wędrówce niech nas wspiera Najświętsza Maryja Częstochowska. Niech wstawiają się za nami nasi Święci, zwłaszcza brat Albert, święta Faustyna i święty Jan Paweł II – jasne gwiazdy tej polskiej ziemi i wspaniałe przykłady dla całego Kościoła. Wraz z nimi oddajemy chwałę Trójcy: Ojcu Wiecznie Miłującemu, Synowi Ukrzyżowanemu i Zmartwychwstałemu, Umiłowanemu, Nieskończonemu Duchowi Miłości. Amen.

+ Francesco Montenegro

 

Kard. Kazimierz Nycz: Dziękujemy za chleb

Obchodzimy dziesiąte Święto Dziękczynienia Bożej Opatrzności za wszelkie otrzymane dobrodziejstwa. Zawierzamy Bogu sprawy naszego życia, życia naszych rodzin, miast i wiosek oraz całej Ojczyzny.

Polub nas na Facebooku!

Publikujemy Słowo Metropolity Warszawskiego na X Święto Dziękczynienia


Warszawa, 4 czerwca 2017

Umiłowani Bracia i Siostry!

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, przeżywana dziś w liturgii Kościoła, ma charakter wyjątkowy. Jest to bowiem dopełnienie i zamknięcie czasu paschalnego, a zarazem początek czasu Kościoła. Duch Święty zesłany apostołom w dniu Pięćdziesiątnicy staje się źródłem życia i jedności rodzącej się wspólnoty, która od tego momentu podejmuje dzieło głoszenia Ewangelii. W tym dniu w Warszawie-Wilanowie i w parafiach całej Polski obchodzimy dziesiąte Święto Dziękczynienia Bożej Opatrzności za wszelkie otrzymane dobrodziejstwa. Zawierzamy też Bogu sprawy naszego życia, życia naszych rodzin, miast i wiosek oraz całej Ojczyzny. W roku świętego Brata Alberta obchodzimy to święto pod hasłem Dziękujemy za chleb.

 

1. ”Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich „Pokój wam” (J 20.19). Nie dziwi fakt, że Chrystus po swoim zmartwychwstaniu zjawia się tego samego dnia między apostołami w Wieczerniku. Zjawia się, bo Wieczernik był pełen smutku, niepewności i lęku. Apostołowie byli smutni, bo Nauczyciel odszedł, zaś wydarzenie Krzyża było dla nich niezrozumiałe.

Nie potrafili odkryć sensu męki i śmierci krzyżowej Jezusa, tym bardziej, że okrucieństwo tej śmierci było zaprzeczeniem Jego nauki i postępowania, wolnego od przemocy, ucisku i zniewolenia. Apostołowie czuli się zawiedzeni, bo owa wielka nadzieja, z którą wiązali swoje życie i swoją przyszłość, przepadła, w ich przekonaniu, na zawsze. „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24,21). Byli też pełni lęku, bo obawiali się represji ze strony władz za swoje bliskie relacje z Jezusem i przynależność do grona Jego uczniów. Ten strach, smutek i niepewność sprawiły, że owej niedzieli apostołowie przebywali zamknięci w Wieczerniku i nie mieli odwagi, żeby otworzyć drzwi, wyjść i stawić czoła wszystkim przeciwnościom.

 

To dlatego zmartwychwstały Pan zjawia między swoimi uczniami. Zjawia się w niedzielę zmartwychwstania i ukazuje w swoim prawdziwym, uwielbionym ciele, nieśmiertelny i niepokonany. Zjawia się i w kolejne dni, rozmawia z uczniami, spożywa z nimi posiłki i pozwala im dotykać swoich ran. Prawda o zmartwychwstaniu Pana stopniowo dociera do apostołów. Dzięki działaniu łaski Bożej odkrywają prawdziwy sens posłannictwa Jezusa i Jego dzieło odkupienia, którego dokonał na krzyżu. Ale kiedy wracali z Góry Oliwnej, gdzie byli świadkami Wniebowstąpienia, nie mieli jeszcze świadomości swego posłannictwa i swojej roli w odniesieniu do świata.

Nie łączyło ich poczucie wspólnej misji i wspólnej odpowiedzialności za dawanie świadectwa o Chrystusie i Jego zmartwychwstaniu. Dopiero w dzień Pięćdziesiątnicy, gdy na dom, w którym przebywali apostołowie „spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru” „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym. Apostołowie ogarnięci mocą Ducha Świętego doświadczają wewnętrznej przemiany. Dotąd bojaźliwi i niepewni swego przeznaczenia, teraz wychodzą do tłumów i zaczynają mówić o Jezusie. Zaczynają głosić Jezusa zmartwychwstałego bez żadnych obaw, gotowi nawet na męczeństwo. W ten sposób rodzi się Kościół – wspólnota świadków zmartwychwstałego Pana.

 

2. Wyjątkową rolę w tym świadectwie Kościoła odgrywają święci, a wśród nich święty Brat Albert, wcześniej Adam Chmielowski. Dotknięty przez Boga, przeżył nawrócenie, uznał majestat Boga, ale klęknął także przed majestatem człowieka, zwłaszcza potrzebującego. Umarł w nim stary człowiek a narodził się nowy, całkowicie poświęcony Bogu i biednym. To on mówił: „trzeba być dobrym jak chleb”. W roku św. Brata Alberta, ustanowionym z racji stulecia jego śmierci, przez Episkopat i Sejm Rzeczypospolitej wprowadzimy uroczyście jego relikwie do Świątyni Opatrzności. Jako przykład miłości bliźniego i miłosierdzia będzie towarzyszył tegorocznemu Świętu Dziękczynienia. To o nim święty Jan Paweł II powiedział: „Jest to święty o duchowości urzekającej zarówno swym bogactwem, jak i swą prostotą. Pan Bóg prowadził Go drogą niezwykłą: uczestnik powstania styczniowego, utalentowany student, artysta-malarz, który staje się naszym polskim „Biedaczyną”, szarym bratem, pokornym jałmużnikiem i heroicznym apostołem miłosierdzia” (św. Jan Paweł II, List z okazji 150 rocznicy urodzin św. Brata Alberta).

 

3. Obchody Roku świętego Brata Alberta obfitują w wiele wydarzeń. Za tydzień odbędą się główne uroczystości w Krakowie. Wtedy dowiemy się więcej o samym Bracie Albercie. Naszym pragnieniem jest, aby tegoroczne Święto Dziękczynienia wpisało się w obchody albertyńskie. Dlatego hasłem dzisiejszego Święta są słowa: Dziękujemy za chleb. Wyrażają one naszą wdzięczność za życie i posługę Brata Alberta, który dla najbiedniejszych stał się prawdziwym „chlebem”. Będziemy dziękować za wszystkich ludzi oddanych posłudze miłości miłosiernej, za wszystkie dzieła charytatywne oraz zawierzać Bogu sprawy wrażliwości chrześcijan na wszystkie ludzkie biedy. Mszy świętej w Warszawie będzie przewodniczył włoski kardynał Francesco Montenegro z Sycylii. Do jego diecezji należy symboliczna w ostatnim czasie wyspa Lampeduza. Tam się skupiają główne problemy uchodźców w Europie.

Drodzy Bracia i Siostry, chciałbym Wam wszystkim podziękować za udział w dzisiejszym Święcie Dziękczynienia w Warszawie i w swoich parafiach. Dziękuję Wam za wspieranie budowy Świątyni Opatrzności Bożej – Wotum Narodu. Dzięki Waszemu wieloletniemu wsparciu i wysiłkowi organizacyjnemu Centrum Opatrzności Bożej, w minionym roku, 11 listopada uroczyście otworzyliśmy górną część Świątyni. W ten sposób umożliwiliśmy wiernym korzystanie z tego Domu Chleba Eucharystycznego. Weszliśmy do Kościoła – Wotum i dalej budujemy go i upiększamy. Dlatego dziękuję za Wasze modlitwy i ofiary składane w Święto Dziękczynienia, a także w ciągu roku. Ufam, że dzięki Waszemu zaangażowaniu i wysiłkowi wielu ludzi dobrej woli, doprowadzimy dzieło budowy Świątyni Opatrzności Bożej do szczęśliwego końca.

 

Złączony w modlitwie w Wilanowie i w parafiach całej Polski, wszystkim z serca błogosławię.

† Kazimierz Kardynał Nycz
Arcybiskup Metropolita Warszawski

Zachęcam do odmówienia Aktu Dziękczynienia i Zawierzenia Opatrzności Bożej wraz z wiernymi podczas niedzielnych Mszy Świętych. Tekst Aktu dołączam do Słowa Pasterskiego.


Słowo należy odczytać w niedzielę, 4 czerwca 2017 roku, podczas wszystkich Mszy świętych.

† Biskup Rafał Markowski
Biskup Pomocniczy w Archidiecezji Warszawskiej

 

Pomódl się słowami
Aktu Zawierzenia i Dziękczynienia!