Nasze projekty
Fot. Archiwum Magdaleny Wolińskiej-Riedi

Lampedusa. „Sytuacja nie jest wybuchowa, ona już wybuchła”

Tylko w tym roku liczba imigrantów, którzy tu dotarli, przekroczyła 130 tysięcy. Dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie rok temu. “Sytuacja nie jest wybuchowa, ona już wybuchła” - o tym, co dzieje się na Lampedusie, powiedział wicepremier Włoch Antonio Tajani podczas szczytu ONZ w Nowym Jorku. Prosto z Lampedusy pisze Magdalena Wolińska-Riedi.

Reklama

Musicie się przesunąć, nie wolno tu stać, zastawiony wjazd – woła jeden z nich, żywo gestykulując, kiedy przylepiona do żelaznej bramy nagrywam na gorąco kolejną relację. Przez pręty w ogrodzeniu widać jedno: ruch jak w ulu, niewyobrażalny młyn, ścisk i chaos. 

Widoki jakich nigdy nie było

Na Lampedusę przyjeżdżam od dziesięciu długich lat. Relacjonowałam tu akcję ratowniczą na otwartym morzu na pokładzie statku Guardia di Finanza na granicy wód terytorialnych Libii; wielokrotnie opowiadałam losy tych, których morze wyrzuciło na brzeg po tej szczęśliwej europejskiej stronie, ale tak dramatycznych scen jeszcze tu nie doświadczyłam. Na czterysta dostępnych miejsc w ośrodku identyfikacji jest w tej chwili ponad… 4200 osób!

To ogromna liczba – mówi nam Francesca Basile, odpowiedzialna za kryzys migracyjny z ramienia Włoskiego Czerwonego Krzyża. Ale i tak jest znacznie lepiej niż przedwczoraj, kiedy było tu prawie 7 tysięcy osób, a dziesiątki łodzi i pontonów stały w kolejce czekając na wpłynięcie do portu, na Molo Favaloro – opowiada

Reklama

W tych dniach praktycznie nie sposób ich pomieścić i dać każdemu coś do przebrania. Chodzą na bosaka, coraz bardziej zdenerwowani. Jedni wymachują rękami i krzyczą coś w afrykańskich narzeczach. Inni pokładają się w wyczerpaniu na niewielkim wzniesieniu, gdzie dociera odrobina cienia. Mężczyźni i kobiety, matki z dziećmi na ręku, tłumy nieletnich bez opieki. Wielu nie dostało jeszcze jedzenia czy butelki wody. Muszą czekać na swoją kolej. Jest ich tak wielu… 

To bardzo złożona sytuacja. Każdego dnia organizujemy transfery na Sycylię, żeby odciążyć ośrodek – tłumaczy Francesca – ale pomimo krytycznego stanu rzeczy i tak staramy się rozdawać ludziom koce. Dla najmłodszych są łóżeczka, stopniowo zapewniamy wszystkim żywność. Musimy starać się wrócić do normalności.

CZYTAJ: Ksiądz o sytuacji na Lampedusie: przeżywamy prawdziwą apokalipsę

Reklama
Lampedusa
Fot. Archiwum Magdaleny Wolińskiej-Riedi

Migranci niczym czarne złoto

Tylko w tym roku liczba imigrantów, którzy tu dotarli, przekroczyła 130 tysięcy.  Dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie rok temu. Większość to uciekinierzy z Czarnej Afryki: Gwinei, Burkina Faso, Wybrzeża Kości Słoniowej, Kongo, ale też z Pakistanu i Bangladeszu. Przemierzyli pieszo pół kontynentu aż do wybrzeży Libii i Tunezji. To tzw. „szlak tunezyjski”. Jest w tej chwili najbardziej oblegany, bo stamtąd do brzegów Lampedusy jest niecałe 160 kilometrów. Przy dobrej pogodzie przeprawa zajmuje jedynie 8-10 godzin – wyjaśnia mi Toto’ Martello, były burmistrz wyspy. Dodaje, że takie jak te – jednorazowe łódki – preparuje się w nielegalnych stoczniach na wybrzeżu Tunezji. Za jego plecami widać górę blaszanych, pordzewiałych konstrukcji… 

Zespawanie takiej cienkiej blachy i wypuszczenie łodzi na wodę to koszt 9 tys. euro. Każdy imigrant za przepłynięcie z Tunezji tu, do bram Europy, płaci minimum 3 tysiące. Na łódkę wchodzi nawet 45 osób jednorazowo! To niewyobrażalny handel żywym towarem! Migranci są dla ponadnarodowych organizacji kryminalnych niczym czarne złoto, którego nigdy się nie pozbędą – wykrzykuje jeden z mieszkańców Lampedusy podczas kolejnej manifestacji na placyku na wyspie. A my już nie dajemy rady! – puentuje.  

Maleńka, chropowata wyspa swe serca i drzwi własnych domów otwiera nieprzerwanie od trzech dekad. Pierwsi uciekający przed wojną i głodem mieszkańcy Afryki, zaczęli tu docierać na początku lat 90., kiedy jeszcze większość Europy nie widziała, co to jest Lampedusa – opowiada Emmanuele, człowiek legenda tu na wyspie, jeden z ostatnich, którzy w dowodzie tożsamości jako miejsce urodzenia ma wpisaną Lampedusę (obecnie od wielu już lat dzieci, aby uniknąć ewentualnego ryzyka komplikacji przy porodzie, przychodzą na świat w Palermo na Sycylii). 

Reklama
Lampedusa
Fot. Archiwum Magdaleny Wolińskiej-Riedi

Lampedusa mierzy się z kryzysem migracyjnym kompletnie sama

Nigdy nie odmówiono im tu dachu nad głową, ciepłej strawy i odzienia. Moja siostra wielu przygarniała do swojego domu, znajdowała zabawki dla małych dzieci, opiekowała się kobietami po traumie przeprawy przez morzemówi Emmanuele i dodaje, patrząc w dal, aż po horyzont: biedni ludzie… ilu ich już tu przybyło do brzegu. A ilu nigdy nie dotarło…

Mieszkańcy są zmęczeni, czują się oszukani i opuszczeni przez rząd w Rzymie i przez Europę. Od lat Lampedusa mierzy się z kryzysem migracyjnym kompletnie sama. Do niedawna na wyspie funkcjonowała jedna (!) karetka. Najczęściej była zaangażowana w ratowanie wyławianych na otwartym morzu migrantów, a nie w pomoc dla swojej ludności, która tu przecież płaci podatki i potężne składki na włoską służbę zdrowia.

ZOBACZ: Franciszek: niech decyzja o migracji będzie dobrowolna [orędzie na dzień migranta]

Obecny kryzys to dla rybaków katastrofa

Migracja odbija się dramatycznie na lokalnej gospodarce. Miejscowa ludność w 90% żyje z turystyki i w 60% z rybołówstwa. Dla rybaków obecny kryzys to katastrofa. Dziesiątki porzucanych w porcie wraków łodzi uniemożliwiają swobodne wypływanie na połów. Te, które spoczywają na dnie kilka mil od brzegu, to szalone niebezpieczeństwo. 

Zajmujemy się łowieniem ryb przez tzw. tralowanie, czyli ciągniecie dużych sieci po dnie morza – opowiada Salvatore, gdy siedzimy na jego kutrze, w małej zatoczce kilkaset metrów od portu na wyspie. Bardzo często trafiamy na zatopione łodzie, które zrywają sieci. Tracimy w ten sposób ogromne pieniądze, bo nie dość, że po nocy wracamy z niczym, to jeszcze naprawa sieci to każdorazowo wydatek rzędu kilku tysięcy euro. Czasami wystające wraki przecinają dno naszego kutra, który zaczyna nabierać wody, wtedy to już jest prawdziwy dramatdodaje

Nikt nie ma przecież dokładnej mapy miejsc, w których łódź imigrantów poszła na dno, nikt nie wie gdzie czyha niebezpieczeństwo, a ciemność nocy przy połowie dodatkowo stwarza zagrożenie. 

Lampedusa
Fot. Archiwum Magdaleny Wolińskiej-Riedi

Turyści już nie wracają

Dodatkowym ogromnym problemem jest środowisko naturalne. Lampedusa to rezerwat przyrody wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco. L’isola dei conigli od lat figuruje wśród 10 najpiękniejszych plaż świata. Ludzie kochają to miejsce, turystów nie brakuje, ale gdy wśród plażowiczów nagle do brzegu przybija zardzewiała łódka i wyskakuje z niej w panice grupa wycieńczonych wielogodzinną przeprawą mieszkańców Czarnej Afryki, to wielu gości decyduje, że już tu nie wróci

Dziesiątek tych łodzi nikt nie sprząta. Na skałach i w zatoczkach widnieją latami porzucane zniszczone wraki, stare opony i kanistry z paliwem, które migranci zabierają na pokład na czas przeprawy. Wyspie, której bogactwem są między innymi przepiękne gigantyczne żółwie Tartarughe Caretta Caretta, grozi katastrofa ekologiczna. 

Sytuacja nie jest wybuchowa, ona już wybuchła – powiedział wicepremier Włoch Antonio Tajani zapytany przy okazji szczytu ONZ w Nowym Jorku o to, co teraz dzieje się na wyspie. I chyba trudno o trafniejszą kwintesencje obecnego stanu rzeczy.

Lampedusa
Fot. Archiwum Magdaleny Wolińskiej-Riedi

Nie tylko Lampedusa, ale i Porto Empedocle

Lampedusa to jednak dopiero początek… W tych ostatnich dniach również Porto Empedocle – sycylijski port, do którego trafiają setki przewożonych tu z wyspy migrantów, pogrążony jest w chaosie. Migrantom udało się nawet uciec z tymczasowego ośrodka w poszukiwaniu jedzenia i wody. Sytuacja jest nie do wytrzymania – grzmi burmistrz, podczas gdy trwają desperackie poszukiwania środków transportu, które wywiozą przybyszy z Afryki na północ Włoch. Prom Paolo Veronese zajął się przetransportowaniem 600 z 1300 osób znajdujących się w obiekcie. Ale to kropla w morzu potrzeb.

Autokarów do przewożenia brak. Firmy prywatne odmawiają usługi. A tymczasem migranci na położoną 200 kilometrów na południe od Sycylii Lampedusę, docierają nieprzerwanie. Tylko słychać alarm karetki pogotowia i widać jej niebieskie światło w ciemności nocy na maleńkiej wyspie, kiedy kursuje między portem a hotspotem, przewożąc kolejne grupy tych, których straży przybrzeżnej udało się wyłowić na otwartym morzu.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę