Wiara – podaj dalej

„Stawiamy sobie często pytanie: Na kogo chcemy wychować swoje dziecko? Egoistę, samoluba? Nie, nigdy – odpowiada każdy. Jak chcemy wychowywać? Byle jak? Byle jak dziecko wychowa się samo – trochę lepiej, trochę gorzej. Wiara natomiast pomaga, bo daje wskazówki”. Dziennikarze o tym, jak przekazać wiarę dzieciom.

Zadaliśmy im trzy, poniższe pytania:

1.         Jak mówić dzieciom o Panu Bogu, żeby ich nie zniechęcać do religii?

2.         Wiara pomaga czy przeszkadza w wychowaniu?

3.         Czy wiara w Boga pomaga dzieciom w poznawaniu świata?

Wiara - podaj dalej

Marek Balawajder z synem


Marek Balawajder, Dyrektor Informacji RMF FM

1. Mówić ciekawie. Tak jakbyśmy mówili o kimś znanym, lubianym, kimś,  kto jest tuż obok,  kto nam pomaga, na kogo możemy liczyć; kimś, kto jest –  „tylko” go nie widać. Dzisiaj bardzo rzadko jesteśmy w tak komfortowej sytuacji, że mamy kogoś, kto zawsze może nam pomóc, ,,kto jest praktycznie na każde zawołanie”. A Pan BÓG  – choć dziecko nie może go zobaczyć, poczuć, dotknąć – jest właśnie ZAWSZE.

To do Pana Boga, obojętnie od pory dnia i roku, można się zwracać, prosząc o pomoc. Pytanie tylko, czy potrafimy uświadomić dziecku istnienie KOGOŚ, kogo nie widzi, z kim nie rozmawia. Dorośli wierzą i jest im łatwiej. Kiedy sami poradzimy sobie z kwestią wiary – to zaczniemy z dziećmi rozmawiać już o Bogu w innym wymiarze. Będziemy traktować Go jak towarzysza, przyjaciela. Kiedy dziecko też uwierzy – wtedy nauka religii będzie naturalną konsekwencją tego, co wcześniej mówiliśmy o Bogu. Nauka religii dla dziecka ma być trochę jak nauka przyrody, nauka życia  – odkrywamy codziennie coś nowego, coś dotąd tajemniczego, ekscytującego.  Jednocześnie ma być to edukacja, która pozwoli nam uwierzyć, że nie jesteśmy sami, że jest KTOŚ, na kogo zawsze możemy liczyć.

2. Pomaga – i tutaj chyba nie ma wątpliwości. Samo wychowanie dziecka, to moim zdaniem,  jedno z najtrudniejszych życiowych wyzwań, jakie pojawiają się przed człowiekiem. Dobre wychowanie dziecka to misterna sztuka, która wcześniej musi mieć odpowiednią podbudowę. To jak malowanie obrazu na płótnie, które wcześniej trzeba było zagruntować. Bez gruntu obraz będzie zły, nieudany. Tak bez podstaw wiary wychowanie będzie złe, miałkie, nijakie. Jeżeli jeszcze będzie to wychowanie. Najbardziej bolą małe wychowawcze porażki – takich jest najwięcej i takie niszczą wolniej, ale boleśniej. Bez wiary trudno jest dobrze wychowywać dzieci. Zasady wiary chrześcijańskiej są uniwersalne dla każdego – wierzącego czy odrzucającego Boga. Miłość, szacunek, wszystkie zasady dekalogu – to tylko może pomagać.

Stawiamy sobie często pytanie: Na kogo chcemy wychować swoje dziecko? Egoistę, samoluba? Nie, nigdy – odpowiada każdy. Jak chcemy wychowywać? Byle jak? Byle jak dziecko wychowa się samo – trochę lepiej, trochę gorzej.

Wiara natomiast pomaga, bo daje wskazówki. Często, kiedy sami już nie wiemy co dalej, to właśnie głęboka wiara pomaga nam odkryć, zrozumieć, przekazać – a co za tym idzie, wychować.

3. I tak, i nie. Nic co w sobie ma iskrę wiary, co nie opiera się tylko na suchym racjonalizmie, nie jest łatwe. Każdy element religii, wiary, powoduje, że poznawanie świata może być utrudnione. Ale przez to bardziej interesujące. Na pewno nie jest to proste poznawanie, nie jest to poznawanie zero – jedynkowe, zawierające się w stwierdzeniu: coś, co jest białe i zawsze będzie białe, a czarne będzie zawsze czarne. W poznawaniu świata wiara czasem może przeszkadzać. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że śmierć i zniknięcie na zawsze ukochanej babci, to tylko przystanek, to tylko chwila. Że gdzieś Babcia czeka, gdzieś jest, tylko poszła na chwilę, by coś załatwić. Tutaj na zrozumienie dziecka nie ma co liczyć. Ale to właśnie wiara pozwala zmniejszyć cierpienie i dać nadzieję, bo zamknięcie bliskiej osoby na cmentarnej płaszczyźnie nie jest najbardziej rozsądnym przekazem dla kilkuletniego dziecka. I właśnie wiara pomaga wtedy przez te najtrudniejsze chwile przejść. Czy pomaga poznać świat? Może pomaga w zrozumieniu i złagodzeniu obrazu złego świata. A także pobudza ciekawość u dziecka, a ciekawość to pierwszy krok do dalszego  poznawania świata.

Wiara - podaj dalej

Barbara Zielińska-Mordarska


Barbara Zielińska-Mordarska, dziennikarz-reporter RMF FM

1. Nie straszę, tłumaczę. Tak staram się opowiadać swoim dzieciom, dziś już 13-letniemu synowi i 6-cioletniej córce o Bogu.

Czy w piekle naprawdę są diabły i smażą ludzi w kotłach? Ja tam nie chcę iść i nie będę chodzić do kościoła – wykrzyczał kiedyś mój syn. Nawet mu się nie dziwiłam. Wytłumaczyłam jednak, że tak jak w życiu są nagrody za coś, co zrobiliśmy dobrze i kary za nasze błędy, tak samo jest u Pana Boga. Kiedy zachowujemy się grzecznie, dobrze się uczymy to i On i rodzice bardzo się cieszą i są dumni, a kiedy są niegrzeczni, kłamią,  biją się – to i On i rodzice nie są zadowoleni. I że trzeba ponieść konsekwencje, że jest i kara, i nagroda. Tak właśnie jest z piekłem i niebem. Na razie takie wytłumaczenie wystarcza. Zawsze to życie boskie staram się odnosić do życia tu na ziemi. Tak, by to boskie nie wydawało się straszne, by nie było czymś przed czym się ucieka, czego się boi i tym samym ucieka od Kościoła.

2. W żadnej chwili mojego życia wiara nie przeszkadzała mi w tym, jak wychowuję moje dzieci. Mam jednak trudności z językiem wiary, z językiem modlitw jakich uczę moje dzieci. Na co dzień zajmuje się newsami, jestem reporterką od 20 prawie lat. I wiem, że to co opisuję musi być podane w sposób niezmiernie prosty. Tak, by każdy kto słucha tych relacji mógł je zrozumieć. Tę regułę zawsze powtarzam moim dzieciom, żeby pisząc swoje opowiadania w szkole, właśnie tak je konstruowały.

W przypadku modlitw to jednak wcale nie jest takie proste. A dzieci, jak wiadomo są teraz wyjątkowo dociekliwe i zadają bardzo trudne pytania. Po prostu chcą wiedzieć o czym jest otaczający ich świat czy zjawisko. Jak wiec wytłumaczyć  6-ciolatce, w sposób zgodny z prawdą a jednocześnie delikatny fakt, że matka Jezusa – jest Marią Zawsze Dziewicą? Jakoś sobie poradziłam, ale było to karkołomne zajęcie. Łatwiej poszło z „Błogosławioną między niewiastami i błogosławionym owocem żywota Twojego”, ale ten bardzo archaiczny język jest ogromną przeszkodą do nauczenia się modlitwy ze zrozumieniem. Trójca Święta też nie jest łatwym do wytłumaczenia zjawiskiem, bo jeżeli Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty są jednym, to dlaczego różnie się nazywają – pyta moja córka i ja nie mogę jej powiedzieć, że to dogmat wiary, bo wpakuję się w jeszcze większe problemy. 

A co to jest to pokuszenie, to tak jak ukąszenie – kolejne pytanie mojej córki, z którą właśnie uczymy się modlitwy Ojcze Nasz. Tu tłumaczenie nie było tak trudne, ale już Litanię do Najświętszej Maryi Panny odmawiamy w kościele razem ze wszystkim bez wdawania się w szczegóły – zwłaszcza w momencie: Różo duchowa, Wieżo Dawidowa, Wieżo z kości słoniowej, Domie złoty, Arko przymierza, Bramo niebieska.

Szkoda, że i na religii, i w kościele podczas mszy dla dzieci nie tłumaczy się poszczególnych, trudnych sformułować modlitw Kościoła katolickiego. Ja w każdym razie nie spotkałam się z takim wykładem. Dzieci uczą się więc modlitw pamięciowo. Bez zrozumienia.

Brakuje mi także pieśni napisanych w obowiązującej polszczyźnie. Te śpiewane przez scholę w naszej parafii są w porządku, dzieci są wstanie zrozumieć ich przesłanie, jednak zdecydowana większość pieśni wykonywanych podczas mszy, ma sformułowania nieczytelne.

Ktoś, kto nie zna Biblii nie jest w stanie wiedzieć o co chodzi, bez wykładu na temat konkretnych sformułowań. Sama będąc dziewczynką zastanawiałam się, co to za dziwne imię ta Nacudja, głośno w kościele śpiewałam razem z koleżankami: Nacudjo nasza, alleluja! Po latach dopiero odkryłam, że nie śpiewam o naszej Nacudji, a o cudzie Jonasza. No, ale wcześniej nikt mi nie opowiedział o Jonaszu, który uratowany przez wieloryba mógł jednak wypełnić misję Boga w Niniwie.

3. Kiedy podczas jednej z Mszy świętych w czytaniu z Księgi Jeremiasza pojawił się król o bardzo trudnym imieniu Nabudochonozor, córka była zaskoczona, że tak się można dziwnie nazywać, syn próbował kilka razy powiedzieć jego imię bez pomyłki. Mąż opowiedział o tym, jak w czasach, kiedy był młodym lektorem za punkt honoru postawił sobie przedstawienie czytania bez zająknięcia. I w ten sposób Nabudochonozor stał się niespodziewanie przyczyną do fajnej rodzinnej pogawędki. Kiedy ten sam król pojawił się w książce do historii I klasy gimnazjum – jako król Babilonii z dynastii chaldejskiej, syn i następca Nabopolassara – syn potraktował go już jako dobrego znajomego.

Ten przykład pokazuje, że wiele postaci, wydarzeń, zjawisk, które poznajemy poprzez czytanie Nowego czy Starego Testamentu prowokuje do odkrywania świata i jego historii.

To też utwierdza w przekonaniu, że czasy, w których żył Jezus nie są jakimś nierealnym scenariuszem, że nie stworzono ich na potrzebę jednego Człowieka, prawie takiego samego, jak my. Prawie.

Wiara - podaj dalej

Marek Zając


Marek Zając, dziennikarz TVP

1. Z wyżyn mego nad wyraz jeszcze skromnego rodzicielstwa – Zuzia ma pięć lat, Jaś ma dwa – mogę postawić tezę następującą: Bóg i wiara niezwykle fascynują małe dzieci, ale nudzi je Msza święta. Nawet ta szczególnie im dedykowana, z dialogowanym kazaniem i wesołymi piosenkami przy akompaniamencie gitary. Bo mimo wszystko rytuał i język pozostają niezrozumiałe. I mówiąc szczerze, jest to dość poważny problem dla rodzica.

Chciałbym swoim dzieciom pokazać, że niedzielna Msza jest ważna, a jednocześnie nie zniechęcić ich do wiary i Kościoła, nie zanudzić; nie utwierdzać negatywnych skojarzeń, że to wszystko jest ciągnącą się jak flaki z olejem godziną przymusowego nudziarstwa. Na szczęście sam Bóg przyciąga niczym magnes. Serio. Z doświadczenia wiem, jak np. biblijne opowieści poruszają dziecięcą wyobraźnię. Historia Jezusa – a było to moim wielkim zaskoczeniem – już u trzylatka budzi mnóstwo emocji i pytań. Dlatego też radzę: wystarczy po prostu o Bogu mówić, co jednak najważniejsze – z autentycznym zaangażowaniem, bo dzieci to natychmiast wyczuwają. I szybko może się okazać, że z tajemnic wiary rozumieją o wiele więcej niż dorośli. Gdy Zuzia miała niecałe trzy lata, czytaliśmy „Pinokia” – jest tam historia o dobrej wróżce, która umiera. Zapewne z rozpaczy, że pajacyk jest wciąż niegrzeczny i nieposłuszny. Skruszony Pinokio zalewa się łzami nad jej grobem. Potem jednak okazuje się, że wróżka żyje – niby ta sama, ale już nie ta sama. Zuzię to bardzo zaintrygowało, ale biedny Tata nie potrafił wyjaśnić, co i jak. Aż tu nagle sama Zuźka z miną profesora teologii z Gregorianum oświadcza: – Hmm, przecież to tak jak z Panem Jezusem! No i wszystko jasne!

2. Gdy wiara przeszkadza w wychowaniu, to znaczy, że coś jest z nią nie tak.

Dziś niektórzy dorośli wydają tysiące złotych na sesje u coachów, aby odkryć własne pragnienia i talenty, znaleźć głębszą motywację albo sens; na lepsze zmienić życie prywatne czy zawodowe. Tymczasem, zapominamy, że świadomie przeżywane i praktykowane chrześcijaństwo to arcyskuteczny coaching, liczący sobie już dwa tysiące lat.

Empatia, szczerość wobec siebie i innych, zdolność do rezygnowania z czegoś w imię pragnień wyższych, prawdziwa wolność, umiejętność odróżniania ważnego od nieważnego – to wszystko i jeszcze tysiące innych rzeczy, wiara mądra i głęboka pozwala kształtować zarówno w dorosłych, jak i w dzieciach.

3. Wiara uwrażliwia wszystko, co jest PONAD. Nie jest prostym wytrychem do świata, który zwalnia z samodzielnego myślenia, ale nieskończenie poszerza perspektywę. Doskonale komponuje się więc z dziecięcym nieograniczonym pragnieniem eksplorowania świata. Dopóki tej naturalnej i nieposkromionej ciekawości nie zabijemy w nich my, strasznie poważni i ostrożni dorośli…

Wiara - podaj dalej

Aneta Liberacka z dziećmi


Aneta Liberacka, Dyrektor Zarządzająca Stacja7.pl

1. Najlepiej na świecie o Panu Bogu mówił mój dziadek Wenancjusz, opowiadał nam historie biblijne jak najpiękniejsze baśnie. Myślę, że gdy dzieci są małe, właśnie tak trzeba robić, opowiadać, wzbudzać ciekawość, starać się odpowiadać na wszystkie pytania. Ważne jest aby w dziecku systematycznie budować wiarę, tak aby stała się nieodłącznym elementem ich życia, to bardzo trudne zadanie.

Wiarę dziecku trzeba pokazać. Pokazywać każdego dnia swoim życiem.

Przede wszystkim niedziela. To powinien być dzień niezwykły, za którym dziecko będzie tęsknić przez cały tydzień. Niedzielna Msza Święta nie musi być nudnym, przydługim obowiązkiem, ale ciekawym eventem, radosnym świętem, którego nie może się doczekać, uwieńczeniem tygodnia. Naprawdę można tak to urządzić. Wszystko zależy od rodziców, jak będą celebrować to wydarzenie, jak będą celebrować całą niedzielę. To ma być dzień inny niż wszystkie, wyjątkowy.

Codzienna modlitwa. Wszystkie poradniki uczą konsekwentnego wykonywania kolejnych czynności np. przed zaśnięciem, po to by dziecko czuło się bezpiecznie i spokojnie zasypiało. Wspólna, systematyczna modlitwa każdego dnia, budzi w dziecku potrzebę rozmowy z Bogiem, daje poczucie bezpieczeństwa i zostaje na zawsze. Później, gdy dzieci są już nastolatkami, same zaczynają dostrzegać, że nic w ich życiu nie dzieje się przypadkowo, wszystko jest po coś i ma swój określony skutek w przyszłości. Codzienna modlitwa coraz bardziej staje się świadomą rozmową dziecka z Bogiem. Zauważa, że jest Ktoś Wszechmocny, z Kim można się podzielić szczęściem, ale też poprosić, pożalić się. Zauważyłam, że gdy były młodsze częściej dziękowały, teraz więcej proszą: o zdanie egzaminu, dobrą ocenę ze sprawdzianu, rozwiązanie trudnej sytuacji z kolegami. Jest wiele takich spraw.

2. Wiara w wychowaniu przeszkadza. Oj, jak bardzo przeszkadza, bo wymaga, podnosi poprzeczkę, ożywia sumienie, które nie daje spokoju, gdy się czegoś nie chce zrobić, gdy sił nie wystarcza, a tu jeszcze te zasady wiary, których nie dość, że samemu trzeba przestrzegać, to jeszcze pilnować ich przestrzegania u dzieci. Wychowanie czwórki dzieci, o naprawdę radosnych temperamentach, wiąże się też z wezwaniami do szkoły i przykrymi rozmowami z nauczycielami. Jednak, pomimo, iż przy takich rozmowach słuchamy, że gadają na lekcji, śmieją się, dowcipkują, biegają, po przegranym meczu zbyt mocno artykułują niezadowolenie, to mają niezwykle mocny kręgosłup moralny. I to jest największy komplement jaki słyszymy, choć wiemy, że nie wynika z naszych zasług – to właśnie sprawa wiary.

3. Wiara w Boga przede wszystkim pomaga im odróżnić dobro od zła, co dzisiaj nie jest trywialne. Pomaga też pogodzić się z pewnymi sytuacjami, zrozumieć coś, na co pozornie się nie godzą. Poznawanie świata to przede wszystkim poznawanie drugiego człowieka. W ich wieku bardzo ważne są relacje z rówieśnikami, myślę, że często to zderzenie jest dość bolesne. Nie jestem pewna, czy już to rozumieją, ale wiem, że nie raz będą się w tej sprawie odwoływać do Niego. Mam nadzieję, że dzięki temu ziarenku wiary, które może udało nam się w nich zaszczepić, wiedzą skąd są i dokąd zmierzają.

Wiara - podaj dalej

Marcin Żebrowski


Marcin Żebrowski, dziennikarz TVN24

1. Przede wszystkim dzieciom trzeba mówić prawdę. One są infantylne tylko w bajkach, albo w niektórych poradnikach dla rodziców (wychodzi na to samo). Bóg rzeczywiście stworzył kolorowe motylki, pięknego pieska, no i oczywiście słoneczko, chmurki… ale Bóg też wymaga. A dziecko wymaga tłumaczenia, musi wiedzieć, że On wymaga nie dlatego, żeby było nam gorzej, ale żebyśmy byli lepsi. Wtedy dziecko na pewno nagrodzi nas zrozumieniem i nie zniechęci się do religii nawet jeśli jesienią zabraknie motyli, piesek będzie wściekle ujadał, a przez cały tydzień będzie tylko lało.

2. Wiara jeszcze nigdy mi nie przeszkodziła. Gdyby tak było najpierw spojrzałbym w lustro, a dopiero potem szukałbym odpowiedzi, albo usprawiedliwienia w wychowaniu.

3. Dzieciom nie jest potrzebna pomoc. Jakakolwiek pomoc. One sobie poradzą. Dzieci potrzebują miłości i poczucia bezpieczeństwa. Jeśli Bóg będzie w kochającej rodzinie, to każdy w niej będzie bezpieczny. Wtedy poznawanie świata przychodzi w naturalny, spontaniczny sposób.


Wesprzyj nas

Kościół nigdy nie miał się tak dobrze

Papież Franciszek mówiący, że “Kościół nigdy nie miał się tak dobrze, jak dziś” ma rację o tyle, o ile nie mylił się starożytny apologeta Tertulian (który, niestety, skończył ostatecznie poza Kościołem) twierdzący, że krew męczenników jest nasieniem chrześcijaństwa.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Odium humani generis

Prześladowanie chrześcijan to instytucja stara jak samo chrześcijaństwo. Jako pierwszy, na skutek samosądu, chwalebną śmierć za Jezusa z Nazaretu poniósł święty Szczepan – później było już tylko gorzej. Czego to na temat wyznawców Chrystusa nie wymyślano? W pismach i polemikach rzymskich autorów byli: – ateistami, bo nie wyznawali pogańskich bożków; – anarchistycznymi burzycielami, gdyż ich wierzenia radykalnie zrywały z tradycjami żydowskimi, nie mówiąc już o religii Rzymian. Religię chrześcijańską nazywano zabobonem nowym i zbrodniczym (superstitio nova et malefica); – kanibalami, no bo przecież jedli Ciało i pili Krew; Jednak, w mojej skromnej opinii, nic nie przebije odium humani generis – nienawiści (odrazy) rodzaju ludzkiego. Tak chrześcijan opisał słynny Tacyt, a wynikało to ze – słusznego skądinąd – faktu, iż wyznawcy Chrystusa gardzili śmiercią (a co za tym idzie również ludzkim życiem), nie bali się jej, wierzyli w wieczne życie. Oczywiście wieczne życie pojmowali nieco inaczej niż robił to Tacyt i spółka. Nic więc dziwnego, że na skutek tak pieczołowicie prowadzonej propagandy, bazującej na niedopowiedzeniach i sfabrykowanych dowodach, lud rzymski kupił te bajki. Nie były jakimś traumatycznym szokiem oskarżenia dotyczące podpalenia Rzymu czy trucia studni. Dlatego też chrześcijanie kończyli na stosach czy rozszarpywani przez dzikie zwierzęta.

Kościół nigdy nie miał się tak dobrze

Pedofile i złodzieje

Ale kiedyś wrogowie Kościoła mieli przynajmniej jakiś styl, bo dowody trzeba było umieć przynajmniej sfabrykować. Dzisiaj wystarczy jedynie rzucić hasłem, nie trzeba do tego umiejętności formułowania zdań. Pedofil! Złodziej! I teraz zastanów się, o ilu takich oskrażeniach skierowanych do księży słyszałeś? Sporo tego, prawda? A teraz postaraj się przypomnieć sobie, ilu tych księży sądy uznały winnymi? I jak? Wyciąganie wniosków pozostawiam Tobie. Dzisiaj nie mamy do czynienia z masowo fabrykowanymi dowodami, bo nawet takich już nie trzeba. Dzisiaj nie mamy do czynienia z niedopowiedzeniami, ponieważ już średnio rozgarnięty czterolatek wie, na czym polega “spożywanie Ciała i Krwi Syna Bożego”. Dzisiaj mamy do czynienia ze zwykłą i bezpardonową wojną przeciwko Kościołowi. Perfindą i brudną wojną. Ale zakończmy ten wątek, bo on, mimo iż dla nas haniebny, zostałby przyjęty przez chrześcijan w Afryce i na Bliskim Wschodzie z radością w sercach. Bo tam na chrześcijan nie rzuca się obelg, tylko kamienie, dużo kamieni. Tam ksiądz nie jest nazywany pedofilem tylko ucina mu się żywcem głowę. Tam nie pluje się w twarz kobietom tylko gwałci się dziewczynki. Wszystko tylko i wyłącznie za wiarę w Jezusa Chrystusa. Chrześcijanie są najmocniej prześladowaną grupą społeczną na świecie, a świat udaje, że jego to nie dotyczy.

Ecclesia militans

Jak wyobrażasz sobie swoją śmierć? Dom na Mazurach? Mąż albo żona przy Twoim łóżku? Dzieci, wnuki, prawnuki? Ostatnie słowo do rodziny? Nie chcę psuć tej sielanki, ale może okazać, że Twoja lub moja śmierć będzie zupełnie inna. Na tych samych Mazurach, w biały dzień ktoś urżnie nam głowy maczetą? Brzmi niewyobrażalnie, prawda? A mimo wszystko dla milionów chrześcijan na świecie to codzienność. Ich krew stale nażyźnia glebę Kościoła. Nie chcę straszyć. Chcę tylko przypomnieć, że musimy być Kościołem Walczącym. Nie musimy mieć broni ani wojska (choć nie wykluczam, iż może się tak zdarzyć, że będziemy potrzebowali kiedyś tej formy obrony). Musimy się przede wszystkim modlić i dawać świadectwo tego, że nie zgadzamy się na niegodziwe traktowanie. Nie zgadzamy się na bezpodstawne medialne ataki na naszych pasterzy, tak samo jak nie zgadzamy się na palenie żywcem naszych braci w wierze. Rzym płonie, a Kościół nigdy nie miał się tak dobrze. Bo krew męczenników jest nasieniem chrześcijaństwa.


Mateusz Ochman – autor bloga "Bóg, honor & rock'n'roll"


Wesprzyj nas
Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >