video-jav.net

Spowiedź – czas łaski

Być może wciąż zwlekasz z przystąpieniem do tego sakramentu. Bo się wstydzisz. Bo nawet nie pamiętasz, kiedy ostatnio się spowiadałeś. Nie masz czasu się przygotować. Odkładasz spowiedź, wymyślając tysiące mniej lub bardziej sensownych argumentów. Rozpoczynający się Wielki Tydzień to czas nawrócenia, a więc i także czas, w którym szczególne miejsce zajmuje sakrament spowiedzi. Jak w końcu jest z tą spowiedzią? Co zrobić, by się „przełamać” i dobrze do niej przygotować?

ks. Rafał
Grzesiak
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Spowiedź - czas łaski
Być może wciąż zwlekasz z przystąpieniem do tego sakramentu. Bo się wstydzisz. Bo nawet nie pamiętasz, kiedy ostatnio się spowiadałeś. Nie masz czasu się przygotować. Odkładasz spowiedź, wymyślając tysiące mniej lub bardziej sensownych argumentów. Rozpoczynający się Wielki Tydzień to czas nawrócenia, a więc i także czas, w którym szczególne miejsce zajmuje sakrament spowiedzi. Jak w końcu jest z tą spowiedzią? Co zrobić, by się „przełamać” i dobrze do niej przygotować?

Kilka poniższych rad pozwoli ci spojrzeć na sakrament pokuty z innej perspektywy.

Przyjdź i… nie zrezygnuj

Często ciężko nam się zmobilizować, aby w ogóle ruszyć w stronę kościoła. Bo przecież trzeba się przygotować, zrobić rachunek sumienia, pomyśleć nad tym, co było złe, zastanowić się nad swoimi motywacjami i nad tym, co trzeba zmienić i poprawić. W domu często brakuje na to czasu, ciągle ktoś przeszkadza, biegające dzieci dookoła nie pozwalają się skupić, ekran telefonu średnio co kilka minut pokazuje nowy komunikat z Facebooka czy Instagrama, znajomi bombardują wiadomościami na Messengerze. A ty musisz na to wszystko odpowiedzieć, ale tak na już, na teraz, na szybko.

Jak wyjść z tego błędnego koła? Idź do kościoła. A przed wejściem – wycisz lub wyłącz telefon. Jeśli nie chcesz stresować się tym, że komuś nie odpiszesz „na czas”, wyślij wiadomość swoim najbliższym, że przez najbliższą godzinę lub dwie będziesz poza zasięgiem. To pozwoli ci bez stresu przeżyć ten czas i skupić się na tym, co najważniejsze. Nie szkodzi, że jeszcze nie jesteś gotów, by podejść do konfesjonału. Usiądź w ławce, pomódl się chwilę – swoimi słowami, po prostu powiedz Jezusowi o tym, z czym sobie nie radzisz, o tym co cię boli, na czym zawiodłeś sam siebie, o tym co cię wkurza, denerwuje i sprawia, że wszystkiego się „odechciewa”. Powiedz o swoich obawach, lękach, także o tym, że boisz się wypowiedzieć na spowiedzi zła, którego dokonałeś. Niech to będzie czas tylko dla Ciebie i Niego.

W wielu kościołach przy konfesjonałach znajdują się książeczki zawierające rachunek sumienia. Po krótkiej modlitwie sięgnij do tej pomocy, a jeśli jej nie znajdziesz – wydrukuj wcześniej treść rachunku sumienia [propozycje rachunku sumienia znajdziesz poniżej] i przypomnij sobie to, co złe. Jeśli w czasie rachunku sumienia pojawią się wątpliwości, czy dany czyn jest grzechem ciężkim czy nie, powiedz o tym w czasie spowiedzi świętej. Wyznaj ten czyn, opisz sytuację. A jeśli potrzebujesz – podejdź do zakrystii i zapytaj o możliwość rozmowy z kapłanem, który pomoże ci wyjaśnić twoje wątpliwości. Ten czas modlitwy i przygotowania może trwać godzinę, albo kilkanaście minut – dokładnie tyle, ile potrzebujesz, by naprawdę dobrze się przygotować.

Jest jeszcze jeden „bufor”, który – niestety często bardzo skutecznie – blokuje nas w przystąpieniu do spowiedzi. Kolejka. Olbrzymia, długa, strasznie niezachęcająca kolejka do konfesjonału. Jednak ta „straszna” kolejka może mieć i zalety. Może to właśnie oczekując na swoją kolej, lepiej przygotujesz się do tego sakramentu? Będziesz mieć czas, by jeszcze raz przemyśleć co było złe, by przeanalizować swoje motywacje – po co tu jestem? Czy po to, by „odbębnić” obowiązek przedświątecznej spowiedzi, czy raczej po to, by się nawracać i zacząć od nowa? A może będzie to pierwszy krok, by na nowo odrodzić w sobie cechę cierpliwości? Możesz też wybrać poranny dyżur w konfesjonale – wstań godzinę wcześniej i przed pracą czy szkołą idź do kościoła. Pamiętaj – w spowiedzi nie chodzi o pośpiech czy „szybkie załatwienie formalności”.

 

> Rachunek sumienia wg św. Ignacego z Loyoli

Rachunek sumienia wg bł. Hanny Chrzanowskiej

4 modlitwy, które pomogą ci dobrze przeżyć spowiedź

 

Zmień optykę

Pułapką, w którą często wpadamy przed spowiedzią jest patrzenie na ten sakrament z ludzkiej perspektywy – myślimy o tym, co pomyśli sobie o nas kapłan, którego być może znamy z innych okoliczności – rozmawialiśmy z nim podczas kolędy, uczęszczamy do niego na lekcje katechezy w szkole lub na kurs przedmałżeński itd. Jednak to ludzka, wyolbrzymiona perspektywa. Często znajomość kapłana może wiele pomóc – znajomość ciebie może pozwolić podać spowiednikowi trafne sposoby walki z grzechem. Może to właśnie będzie początek myśli, by znaleźć stałego spowiednika, który pomoże ci w regularnej pracy nad sobą? Pomóc może także myśl, że tak samo jak ty, ksiądz również się spowiada. Doskonale zna twoje obawy, wstyd i opór przed wyznaniem swoich grzechów, bo sam tego doświadcza. Nie będzie więc niczego utrudniać.

Zmień optykę i spójrz na spowiedź, jak na rozmowę z samym Chrystusem. W konfesjonale kapłan jest pośrednikiem pomiędzy tobą a Jezusem. To Chrystus swoim miłosierdziem chce cię przygarnąć do siebie, przebacza i daje ci szansę, by zacząć od nowa. Co więcej – daje ci siłę do tego, by nad sobą pracować, a kiedy przyjdzie chwila słabości – od razu ją oddalić. To właśnie w konfesjonale Chrystus przez pośrednictwo kapłana mówi ci, że tak bardzo cię kocha, że wszystko ci przebacza. Wierzy w ciebie i w to, że możesz żyć inaczej. Że nie ma takiej sytuacji, z której – jeśli tylko chcesz podjąć się poprawy – razem nie jesteście się w stanie podnieść.

 

Postanowienie poprawy

Paradoksalnie to chyba najtrudniejszy moment spowiedzi. I chyba taki, z powodu którego najczęściej odkładamy przystąpienie do sakramentu pokuty. Panicznie boimy się tego, że nie poradzimy sobie z deklarowanym postanowieniem poprawy i zadośćuczynieniem za grzechy. No, bo wiemy jak jest. Wyjdziemy z kościoła, wejdziemy do domu i… zacznie się. Pretensje, kłótnie, problemy, rekordowa liczba nowych powiadomień na ekranie smartfona, który aż krzyczy od wyrzutów… W obliczu tego wszystkiego trzeba zdobyć się na szczyt cierpliwości, spokoju, opanowania i… miłości. Często myślimy, że co z tego, skoro my się chcemy zmieniać, jeśli inni „dopiekają” nam ze zwiększoną częstotliwością niż kiedykolwiek? Często rezygnujemy, ponieważ uważamy, że to ponad nasze siły. Jednak zapominamy o czymś najważniejszym, o czymś, czego nie dostrzegamy w procesie układania argumentów „za” i „przeciw” przystąpieniu do sakramentu spowiedzi – łaska.

Pan Bóg tak nas kocha, że nie zostawia nas samych w tej batalii o cierpliwość i miłość do drugiego człowieka i siebie samego. W walce z nałogami daje nam niesamowitą siłę i pomoc do tego, by walczyć z tym co złe. Przypomnij sobie te momenty, kiedy wracając po spowiedzi do domu i spotykając się z falą pretensji, ze spokojem i największą miłością w głosie odpowiadasz na wszelkie zło. Przypomnij sobie ten moment, kiedy powstrzymujesz wszystkie złośliwości i konfrontujesz swoje złe przyzwyczajenia z chęcią poprawy. To właśnie jest łaska. Ale to jeszcze nie koniec. Przypomnij sobie teraz reakcje osób, które zauważyły zmianę twojego zachowania. Może to właśnie ty mobilizujesz ich swoją postawą do tego, by też spróbowali coś w sobie zmienić? Może to właśnie dzięki tobie pójdą do spowiedzi, choć od wielu lat nie odwiedzali kościoła? To właśnie jest łaska. Taki właśnie jest Pan Bóg. Nie bój się, bądź jak najbliżej Niego.

 


Spotkanie się z Bogiem podczas sakramentu pojednania to niezwykłe doświadczenie miłości i przebaczenia. Przeczytaj kilka historii, które mogą pomóc ci w motywacji, by ruszyć w kierunku kościoła i przystąpić do sakramentu spowiedzi.

Ks. Rafał Grzesiak: Chcę Ci dać nadzieję, że w spowiedzi naprawdę rosną skrzydła. Ja również – tak samo jak ty – spowiadam się i być może często czuję to samo zbliżając się do krat konfesjonału. Jak radzić sobie z pojawiającym się oporem, wstydem, lękiem? Spójrz ze mną na spowiedź poprzez trzy momenty.

Kiedy podchodzę do konfesjonału to czuję się tak samo, jakbym umawiał się z przyjacielem. Ustalona data i godzina. Czekam na to spotkanie, przygotowuję się na nie. Są i takie momenty w relacji, że muszę coś wyjaśnić albo po prostu przeprosić. Ale przez mojego przyjaciela nigdy nie zostałem odrzucony, zdeptany czy niewysłuchany. Tak samo mam kiedy idę do spowiedzi. Przygotowuję się, co chcę powiedzieć, bo być może, że ostatni raz z Jezusem w konfesjonale nie widziałem się długo. Nie ukrywam, że czasami szybciej bije mi serce. Nie chcę tu kłamać, ale i wstyd nieraz mnie ogarnia, bo w naszej relacji to ja zawaliłem. Ale idę do konfesjonału, bo mi zależy na relacji z Jezusem. Nie chcę Go skreślać z mojego życia. Nie chcę odwracać się do Niego plecami. Wiem, że jest moim Przyjacielem, więc liczę na Jego zrozumienie.

Kiedy jestem w trakcie spotkania z przyjacielem czy to w parku na spacerze albo na kawie, to czuję się swobodnie i nikogo nie gram, nie udaję. Tak samo mam w trakcie spowiedzi. To jest nasza rozmowa. Lubię jak On mnie słucha. Lubię Jego cierpliwość, jak daje mi możliwość wygadania się. Potem słucham ja. Biorę pod uwagę Jego słowa. Nawet czasami je zapisuję. W trakcie spowiedzi krew Jezusa obmywa nas (pisali o tym święci: Faustyna, Kasper del Bufalo, Ojciec Pio). Choć tego nie widzę, nie czuję. To wtedy z moich grzechów zostaje oczyszczony. Spowiedź daje nam życie!

Kiedy żegnam się z po spotkaniu z przyjacielem niosę w sobie ten czas. Niosę w sercu tę rozmowę; to zaufanie, którym mnie obdarzył; tę radość, że ktoś mnie zrozumiał i że jestem dla niego ważny. Tak samo mam po spowiedzi. Wstaję inny. Ubogacony łaską. Wzmocniony. Uwolniony. Po spowiedzi słyszę te słowa „udzielam ci przebaczenia i pokoju”. I wstaję i idę bez balastu. Idę w swoje sprawy z Jezusem. Nie ciągnę wozu grzechów, śmieci, zranień. Spowiedź mnie podnosi.

 

Marta (lat 40, żona, matka, artystka): Moje doświadczenia i przemyślenia związane z sakramentem pokuty zmieniały się na przestrzeni lat. Pamiętam swoją spowiedź przed pierwszą komunią świętą. Nie miałam jakiejś szczególnej świadomości wagi tego sakramentu, nie wiedziałam, jak powinien przebiegać mój rachunek sumienia. Poszłam zaciekawiona. Grzechy czytałam z książeczki do nabożeństwa… nawet te, których nie popełniłam. Obawiałam się, by czegoś nie przeoczyć… Kapłan był wyjątkowo cierpliwy i taktowny. Nie przerwał….Wracałam szczęśliwa i lekka.

Spowiedzi kolejnych lat kojarzą mi się z twardymi napomnieniami księdza proboszcza, wstydem nastoletnich występków i bladym przeczuciem czegoś mistycznego, niejasnej Tajemnicy, która zmazuje wstyd, podnosi z kolan. Potem przyszły lata, w których spowiedź bywała przykrym obowiązkiem, gorączkowym szukaniem skruchy, odklepywaniem zadanej pokuty… pustką. Przełom nastąpił w chwili nawrócenia…

Teraz rozumiem i wiem, że w konfesjonale za każdym razem czeka na mnie On, miłosierny, tęskniący, szczęśliwy z powrotu marnotrawnego… I nie ma znaczenia, czy ma łysinę i okulary, czy powie mądre słowa, czy będzie milczał, czy będzie miał lat 33 czy 80… i że może zupełnie nie dosłyszał. W każdym słowie kapłana, nawet gdyby to miało być tylko jedno słowo, w konfesjonale to po prostu – Jego Słowo. On chce przyjść do mnie ze swoim Miłosierdziem właśnie poprzez tego cichego, starszego, smutnego, charyzmatycznego, prostego, mądrego, z łysiną lub bez… I dziękuję, że jeszcze ciągle mogę przepraszać.

 

Artur (27 lat, wolontariusz, budowlaniec): Spowiedź jest dla mnie bramą do Wolności. Jest pokojem duszy i radością jednocześnie. W stanie grzechu przed spowiedzią nie potrafię żyć i funkcjonować. Czasem słucham głowy, która podpowiada, żeby wydłużyć powrót do konfesjonału, ale im dłużej zwlekam, tym większe przekonanie, że w stanie grzechu nic nie ma sensu już dla mnie i trzeba wrócić jak najszybciej, aby znowu w wolności móc spojrzeć na wszystko czystymi oczami. Spowiedź przemienia!

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

ks. Rafał Grzesiak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Rafał
Grzesiak
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Patrząc na Ukrzyżowanego

Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym życiem oraz nawracaniem się. Na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo "a propos" naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

Tomasz
Samulnik OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Patrząc na Ukrzyżowanego
Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym życiem oraz nawracaniem się. Na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo "a propos" naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

W ostatnim tygodniu Wielkiego Postu liturgia Kościoła szczególnie kieruje nasze spojrzenie (wzrok, słuch, intelekt, emocje) na umęczonego i ukrzyżowanego Zbawiciela. Pragnie w ten sposób odnowić w wierzącym prawdę, że Chrystus pokornie przyjął ciało, poniósł mękę i śmierć na krzyżu w sprawie zbawczego odkupienia mojego grzechu. Kościół pragnie, abyśmy to zrozumieli i przyjęli po to, aby mieć udział w Zmartwychwstaniu i życiu Chrystusa. Czas Wielkiego Tygodnia, zwłaszcza Świętego Triduum Paschalnego zaprasza do tego, aby stanąć pod krzyżem razem z pogrążonymi w boleści Maryją, Matką Jezusa, Marią Kleofasową, Marią Magdaleną, Janem, Jego ukochanym uczniem, wpół-ukrzyżowanymi złoczyńcami, drwiącymi i złorzeczącymi przełożonymi ludu żydowskiego, szydzącymi i podającymi ocet żołnierzami, bluźniącymi i wyśmiewającymi przechodniami (Mt 27, Mk 15 Łk 23, J, 19); wreszcie z samym Jezusem, Jego modlitwą w tej granicznej sytuacji, a także z Jego poczuciem opuszczenia przez Ojca…

Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym (!) życiem oraz nawracaniem się. W związku w tym spojrzeniem, na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo a propos naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

 

Jak wygląda Miłość?

W modlitwie brewiarzowej z okresu Wielkiego Postu, w nieszporach z poniedziałku drugiego tygodnia znajdujemy dwie antyfony – jedną na czas Wielkiego Postu (oraz całego roku liturgicznego), drugą na okres Wielkiego Tygodnia – które są wprowadzeniem do Psalmu 45. Każda z nich daje jednak zupełnie odmienny klucz interpretacyjny do tego psalmu. Jest to psalm, który opisuje zaślubiny króla, jego piękno, cnoty, misję; następnie zaś przechodzi w hymn na cześć małżonki. W okresie Wielkiego Postu psalm ów rozpoczyna i kończy ta sama antyfona, która używana jest w ciągu całego roku liturgicznego; jest to trzeci wers z psalmu, który brzmi: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich, wdzięk rozlał się na twoich wargach”.

Kościół odczytuje ten psalm jako opis oblubieńczej relacji między Chrystusem a Kościołem. W Chrystusie widzi najpiękniejszego z ludzi; wdzięk, który rozlewa się na Jego wargach, wskazuje na wewnętrzne piękno Jego słów, na blask Jego przesłania: w Jezusie rozbłyska raczej piękno prawdy, piękno samego Boga, które nas porywa i wzywa do miłości Boga i Kościoła. Ale w poniedziałek Wielkiego Tygodnia Kościół zmienia antyfonę; tym razem wprowadzeniem do Psalmu 45 jest wers z Księgi Izajasza: „Nie miał on wdzięku ani też blasku, aby na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53, 2). Jak to rozumieć? „Najpiękniejszy z ludzi” staje się odpychający, także nie chcemy na Niego patrzeć; Piłat stawia Go przed tłumem ze słowami: Ecce homo, chcąc w ten sposób wzbudzić litość nad Tym, który został pobity i umęczony; nad człowiekiem tak nieludzko oszpeconym. Czy zatem Chrystus był piękny, czy brzydki? Joseph Ratzinger/Benedykt XVI stawia tę kwestię bardziej radykalnie, głębiej: czy prawdziwe jest piękno, czy może to raczej brzydota prowadzi nas do właściwego postrzegania rzeczywistości? I odpowiada: kto wierzy w Boga, który właśnie w zniekształconej i oszpeconej postaci Ukrzyżowanego objawił siebie jako miłość „do końca” (por. J 13, 1), ten wie, że piękno jest prawdą, a prawda – pięknem; cierpienie Chrystusa poucza go jednak również o tym, że piękno prawdy obejmuje okaleczenie, ból, a nawet mroczną tajemnicę śmierci, i że piękno to można odnaleźć tylko przez przyjęcie bólu, a nie niezależnie od niego. O Chrystusie można powiedzieć zarówno: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich”, jak i „Nie miał On wdzięku (…) ani wyglądu, by się nam podobał”. Ten, który jest samym pięknem, pozwolił, aby Go bito w twarz, aby Go opluwano, aby ukoronowano Go cierniami… Ale właśnie w tym zniekształconym obliczu jaśnieje prawdziwe, ostateczne piękno: piękno miłości, która jest miłością „aż do końca” i w ten sposób okazuje się silniejsza niż kłamstwo i przemoc. Ten, kto zobaczył takie piękno, wie, że mimo wszystko ostatecznym wymiarem świata jest prawda, a nie kłamstwo. To nie kłamstwo jest „prawdziwe”, lecz właśnie prawda. Spojrzenie na Ukrzyżowanego wyzwala nas od tej rozpowszechnionej dzisiaj pokusy. Zakłada ona jednak, że damy się zranić wraz z Ukrzyżowanym, że ufamy miłości, która potrafiła zrezygnować z zewnętrznego piękna, aby właśnie w ten sposób odsłonić Jego prawdę.

 

Piękno wnętrza

Zgoda na miłość jest zarazem zgodą na zranienie; druga jest immanentnie zawarta w pierwszej. Komunikat kochającego, czyli najgłębsza prawda na temat miłości brzmi w tej sprawie następująco: nic nie powstrzyma mojej woli miłości. Nic – nawet cierpienie ani jego realna perspektywa. Ani jego nieuchronność – w doczesnym horyzoncie. Cokolwiek i jakkolwiek będzie – chcę i będę kochał. Ból, oszpecenie, znieważenie, drwiny, etc. – żadna z tych rzeczy nie powstrzyma mojej miłości – mówi Bóg w Chrystusie.

Spostrzeżenie wewnętrzne wierzącego musi się wyzwolić z wrażeń zmysłowych i przez modlitwę i ascezę nauczyć się nowego, głębszego widzenia, przejść od tego, co zewnętrzne, do głębi rzeczywistości, tak jak artysta, który zobaczył to, czego zmysły jako takie nie widzą, a co mimo wszystko jaśnieje w tym, co zmysłowe: blask chwały Boga, „chwałę Bożą na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4, 6).

Wielkie dzieła sztuki chrześcijańskiej – wprowadzają nas na wewnętrzną drogę, na drogę wyjścia poza siebie, i w ten sposób–poprzez oczyszczenie wzroku i serca – stawiają nas przed pięknem. W moim przekonaniu niezwykle trafną wydaje się być teza Ratzingera/Benedykta o tym, że prawdziwą apologią chrześcijaństwa, dowodem jego prawdziwości – niezależnie od wszystkiego, co negatywne – są z jednej strony święci, a z drugiej piękno, które zrodziło się z wiary. Aby wiara mogła dzisiaj wzrastać, my sami musimy iść na spotkanie ze świętymi i na spotkanie z pięknem, prowadząc na nie ludzi, których spotykamy.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Tomasz Samulnik OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Samulnik OP
zobacz artykuly tego autora >
Share via