Nasze projekty

Paruzja czyli obecność

Kiedy używamy tego pojęcia w sensie chrześcijańskim, chodzi nam o obecność Chrystusa, Jego pojawienie się — już nie ukryte, ale chwalebne, widzialne dla wszystkich i niosące otuchę. Może warto właśnie tak spojrzeć na Paruzję?

Reklama

Paruzja. Słowo, które nie należy do najczęściej używanych. Nawet w przekładach Biblii na język polski zastępowane jest przez inne, mniej obco brzmiące. Słowo nawet nie z kazań, ale z książek teologicznych (a kto dzisiaj czyta książki teologiczne?). Paruzja to powtórne przyjście Chrystusa, wyczekiwany powrót Króla, sądny dzień, w którym splątane wątki dobra i zła, składające się na ludzką historię, zostaną wreszcie rozdzielone i stanie się jawnym to, co na razie jest ukryte. Dobro zatryumfuje, zła już nie będzie. Ten ostateczny tryumf dobra zostanie jednak poprzedzony dramatycznym zgęszczeniem zła, które jakby w ostatnim, rozpaczliwym wysiłku, wstrząśnie światem.

Skąd wiemy o Paruzji?

Możemy o tym przeczytać w 24 rozdziale Ewangelii według św. Mateusza, zawierającym najpełniejszy opis tego, co poprzedzi nadejście Chrystusa. Wojny, głód, zaraza, trzęsienia ziemi, nienawiść i prześladowania. Wzmożona aktywność fałszywych proroków (ale też głoszenie Ewangelii „po całej ziemi”). Zaćmienie słońca i księżyca, gwiazdy spadające z nieba, zachwianie wszelkiego porządku. Trudno sobie to wszystko wyobrazić; nawet współczesne kino apokaliptyczne z jego efektami specjalnymi nie jest w stanie oddać grozy tego, co będzie oznaczał koniec znanego nam świata.

Wytęskniona nadzieja

Słowa mają to do siebie, że ich znaczenie zmienia się z upływem czasu — niekoniecznie jednak w taki sposób, że jedno znaczenie zastępuje drugie. Raczej w taki, że kolejne znaczenia odkładają się w słowach jak kolejne warstwy gruntu. Często sięganie do głębszych warstw pomaga lepiej zrozumieć nie tylko to, jak dana rzeczywistość była nazywana, ale także czym jest. Tak też jest ze słowem „paruzja” – greckim „parousía”, które pojawia się zarówno we wspomnianym rozdziale Ewangelii Mateuszowej, jak i w innych księgach Starego i Nowego Testamentu. Choć dziś wieje od niego grozą, to pierwotnie należało do języka potocznego i oznaczało „obecność”, „pojawienie się”. Z czasem, jeszcze w epoce przedchrześcijańskiej, zaczęto go używać głównie w odniesieniu do uroczystych wizyt władców na podlegających im terenach.

Reklama
Reklama

Paruzja to zatem „obecność”. Kiedy używamy tego pojęcia w sensie chrześcijańskim, chodzi nam o obecność Chrystusa, Jego pojawienie się — już nie ukryte, ale chwalebne, widzialne dla wszystkich i niosące otuchę. Może warto właśnie tak spojrzeć na Paruzję? Nie od strony budzących grozę znaków, lecz od strony obecności, wyczekiwanej, wytęsknionej przez nas, dla których wydaje się On nieraz nieobecny, a Jego głos ledwie słyszalny? Na razie widzimy Go jak w zamglonym zwierciadle, niejasno (por.1 Kor 13,12), szukając Jego odbicia w tym, co Nim nie jest. Wtedy, w owym dniu, będzie dla nas obecny w pełni, której nie oddaje nawet porównanie do wzajemnej obecności dwojga kochających się ludzi.

A może tak naprawdę On już jest obecny? Może Paruzja dzieje się już teraz? Może rację miał wielki francuski teolog Henri de Lubac, kiedy pisał, że Bóg jest zawsze z nami, całkowicie obecny, tylko że my ciągle jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu nieobecni dla Niego i dla samych siebie?

Nieobecni dla Boga i samych siebie

A może tak naprawdę On już jest obecny? Może Paruzja dzieje się już teraz? Może rację miał wielki francuski teolog Henri de Lubac, kiedy pisał, że Bóg jest zawsze z nami, całkowicie obecny, tylko że my ciągle jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu nieobecni dla Niego i dla samych siebie? Pochowani w swoich miejscach ucieczki; odgrodzeni od tego, co boli i od tych, którzy ranią; zanurzeni w kojącym strumieniu muzyki i obrazów. Nieobecni dla Boga, roztopieni w tym, co Nim nie jest. Nieobecni dla samych siebie, nieobecni dla naszych bliskich (naprawdę bliskich?).

Paruzja to obecność w pełnym tego słowa znaczeniu: doświadczalna, widzialna obecność Chrystusa — i nasza obecność dla siebie nawzajem. Jeśli o Paruzji zaczniemy myśleć od tej strony, to może oprócz strachu przed utratą tego, co znamy i co chcielibyśmy zachować, pojawi się w nas również pragnienie: pragnienie, by wreszcie żyć w świetle dnia, a nie w listopadowym półmroku. Pragnienie, by wszystkie zasłony opadły. Wiara podpowiada nam, że za tymi zasłonami zobaczymy nie kosmiczną pustkę, ale oblicze Tego, który — tak bardzo od nas inny — jest nam w rzeczywistości bliższy niż my sami sobie.

Reklama
Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę