Jej troska

Ona uwielbia nie tylko przydrożne kapliczki, ale kobiety zbierające się pod nimi w maju, by odśpiewać Litanię Loretańską. Bo uważa, że są w swej wierze autentyczne, naturalne, a śpiew i modlitwa jest dla nich jak oddychanie.

Piotr Legutko
Piotr
Legutko
zobacz artykuly tego autora >

Lubię z Danutą Skórą rozmawiać o Kościele. Znamy się ponad 20 lat i jak sięgam pamięcią toczymy tę rozmowę cały czas. Czy to w którejś z licznych redakcji (gdzie ona pracowała, albo ja), czy w szkole sióstr Augustianek, do której chodziły nasze dzieci, czy w pociągu do Warszawy. To może dziwne, ale raczej nie przypominam sobie rozmów o polityce, czy losach wspólnych znajomych. Pewnie takie były (któż nie rozmawia o znajomych, zwłaszcza w pociągu do Warszawy), ale ich treść gdzieś uleciała. Na pewno sporo przegadaliśmy o mediach, ale i tu, jakby te ścieżki nie były poplątane, w końcu i tak wszystkie prowadziły do Kościoła.

Jej troska

„Matka nasza”, tak o nim mawia, zawsze z autentyczną troską, która słabo zorientowanych w temacie może lekko dziwić. No bo przecież Danuta to „Znak”, a „Znak” to Kościół otwarty. I to na tyle, by zrobił się solidny przeciąg i wywiał wszystko, co pachnie kruchtą, Wyszyńskim i przydrożnymi kapliczkami. A ona uwielbia nie tylko przydrożne kapliczki, ale kobiety zbierające się pod nimi w maju, by odśpiewać Litanię Loretańską. Bo uważa, że są w swej wierze autentyczne, naturalne, a śpiew i modlitwa jest dla nich jak oddychanie.

Ta fascynacja tradycją nie zmienia faktu, że Kościół w myśleniu Danuty Skóry jest cały czas zwrócony w przyszłość i jak najbardziej otwarty. Tyle, że ona nie ma zamiaru z niego wychodzić, natomiast chętnie by tu przyciągnęła jak najwięcej ludzi, zwłaszcza pięknych i młodych. Stąd jej troska.

Jej troska

Na przykład o dobre media kościelne, czyli budowane nie w opozycji do „Matki naszej”, ale w poczuciu odpowiedzialności za nią. Takie, co przyciągają, a nie odstraszają, albo straszą. To nie jest częsta postawa w czasach pedagogiki wstydu za Kościół lub zamykania go w oblężonej twierdzy.

Ciekawa jest ta nasza rozmowa, choć dość jednostronna, bo zazwyczaj Danuta zadaje trudne pytania, a ja robię uniki. Zresztą oboje nie znamy na większość tych pytań odpowiedzi. Dobrych odpowiedzi. Ale może to nas właśnie łączy. I różni od wielu „znawców od nawozów i od świata” (jak śpiewał Jacek Kleyff), a przede wszystkim od Kościoła, których jakoś ostatnio mamy prawdziwy wysyp.

Piotr Legutko

Piotr Legutko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Piotr Legutko
Piotr
Legutko
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwa za misjonarza

Dla misjonarzy cenne jest każde wsparcie, np. materialne czy ze strony wolontariuszy, ale najbardziej potrzebują modlitwy, dlatego ruszyła akcja Misjonarz na post.

Błażej Mielcarek OMI
Błażej
Mielcarek OMI
zobacz artykuly tego autora >

Inicjatywa powstała po to, by zapewnić duchowe wsparcie dla ponad dwóch tysięcy polskich misjonarzy i misjonarek, pracujących na całym świecie. Uczestnicy deklarują chęć modlitwy w ich intencjach codziennie podczas Wielkiego Postu. Mogą też do modlitwy dołączyć osobisty post. Każdy, kto chce włączyć się do inicjatywy, powinien wejść na stronę www.misjonarznapost.pl, gdzie znajduje się formularz zgłoszeniowy. Wystarczy wpisać imię i nazwisko, mail i wybrać kraj pobytu misjonarza, który zostanie objęty modlitwą. Nie trzeba określać jego danych – system wybierze osobę z listy, a uczestnik otrzyma maila z niezbędnymi informacjami.

Modlitwa za misjonarza

Akcja jest wzorowana na  Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów, czyli inicjatywie propagującej modlitwę za diakonów, prezbiterów i biskupów. Okres jej odmawiania jest dowolny – może trwać kilka tygodni, lat, a nawet do końca życia uczestnika. Wziąć udział może każdy – niezależnie od płci, wieku czy pochodzenia. Kapłan jest powiadamiany o adopcji mailowo, uczestnik pozostaje anonimowy, a jego dane są przechowywane na osobnym serwerze, by nie trafiły do osób trzecich.


Misjonarz na post – wydarzenie na Facebook'u


Codzienna krótka modlitwa może wystarczyć, ale warto wybrać także inne możliwości, np. odmówienie różańca, Koronki do Bożego Miłosierdzia czy uczestnictwo we Mszy św. w intencji misjonarza. Od zaangażowania i chęci uczestnika zależy to, w jaki sposób go wesprze. Akcja nie wymaga wydawania pieniędzy czy dużego wysiłku fizycznego – wymaga poświęcenia czasu i wytrwałości. Misjonarze, którzy przyjeżdżają na jakiś czas do Polski albo przysyłają listy, za każdym razem bardzo dziękują za modlitwy w ich intencjach i podkreślają ich ogromną moc. Pomimo że wyjeżdżają na inne kontynenty, gdzie często brakuje chrześcijan, mogą mieć pewność, że trwają we wspólnocie Kościoła, która o nich nie zapomina. Osoba świadoma duchowego wsparcia ma większy zapał do ewangelizowania i do pokonania codziennych trudności, dlatego modlitwę traktuje się jako fundament misji.


www.misyjnedrogi.pl     /    www.adopcjamisyjna.pl    /    www.misjonarznapost.pl

Błażej Mielcarek OMI

Błażej Mielcarek OMI

Zobacz inne artykuły tego autora >
Błażej Mielcarek OMI
Błażej
Mielcarek OMI
zobacz artykuly tego autora >