Nasze projekty

Czujesz niepokój, lęk, smutek, rozpacz? Zadbaj o ducha

Nie pozwólmy, aby przetrwanie epidemii w zdrowiu fizycznym, zakończyło się obudzeniem się w nowym świecie… z całym szeregiem chorób duszy.

Reklama

Test sprawnościowy

W czasie epidemii nie możemy przespać zadbania o higienę ducha – zagrażające mu wirusy także zaczęły się niepokojąco rozwijać. Higiena ducha wymaga w pierwszej kolejności zadbania o świadomość naszej duchowej kondycji. Teraz, gdy „wyjście do kościoła” nie załatwia poczucia „bycia w porządku” względem Pana Boga, każdy powinien zmierzyć się z tym, jak właściwie wygląda jego modlitwa – która jest tak naprawdę nieodłącznym elementem życia chrześcijanina.

Trzeba znaleźć miejsce, czas i sposób na modlitwę – stworzyć przestrzeń, w której On będzie mówił, a my staniemy się aktywnymi słuchaczami. Stałe miejsce modlitwy stwarza poczucie bezpieczeństwa. Choćby myśli były rozbiegane, a w ciągu dnia nic nie układało się według ustalonego porządku – uklęknięcie tam ma sprawić, że czujesz się jak u siebie. Podobnie z czasem. Zaplanowanie konkretnej, niezmiennej pory modlitwy i czasu na nią przeznaczonego jest konieczne, aby ta modlitwa prowadziła do pokoju serca. Wylanie tego pokoju odbywa się przez wierność, regularność. Gdy Pan Bóg może na Ciebie liczyć, Ty też możesz na siebie. Te stałe punkty są ważne w treningu, w diecie, w higienie… i w życiu duchowym również, o ile mamy nadzieję na jakiekolwiek postępy.

Teraz, gdy „wyjście do kościoła” nie załatwia poczucia „bycia w porządku” względem Pana Boga, każdy powinien zmierzyć się z tym, jak właściwie wygląda jego modlitwa

Pozostaje jeszcze kwestia sposobu. Przyglądając się swojej modlitwie trzeba stwierdzić, czy samych siebie poznajemy – czy ten człowiek, który się modli, to ja? Z moim temperamentem, z tym, czym żyję na co dzień, z moimi smutkami i słabościami? Bo jeśli patrząc z boku nie poznaję tego człowieka, który się modli, coś jest do zmiany. Może ta modlitwa została gdzieś z tyłu, utknęła w punkcie mojego życia odległym o kilka lat wstecz? Może to, w jaki sposób się modlę, zupełnie już nie jest… moje? Trzeba spojrzeć z dystansu i zastanowić się, czy rzeczywiście przed Bogiem stajemy z tym wszystkim, co się w nas dzieje w ciągu dnia. Dlatego zawsze w modlitwie musi znaleźć się przestrzeń ciszy, która pozwala stwierdzić, kim ja tu jestem… to właśnie w tej ciszy On najmocniej przemawia. Trzeba dopuścić Go do głosu. Dzięki temu każdego dnia na modlitwie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego, a to pozwala później na nawiązanie jakiejkolwiek współpracy z Bożą łaską.

Reklama
Reklama

Właściwa dieta

Gdy już wiem, w jakiej jestem kondycji duchowej, konieczne jest podjęcie środków, które pozwolą na jej utrzymanie lub poprawę. To najczęściej jakimi warunkowane jest treściami, którymi na co dzień się karmimy. Jeśli jest w kimś dużo niepokoju i strachu, konieczne jest, aby poszukał tego, co da mu choć trochę pokoju serca i wytchnienia. Logiczne, prawda? Niestety, codzienność wcale nie wychodzi tym poszukiwaniom naprzeciw.

Dla niektórych codziennością stał się niepokój, lęk, smutek, może i rozpacz. Musimy szukać w pierwszej kolejności tego, co tych uczuć nie będzie potęgować. Przede wszystkim przez zastosowanie odpowiedniej „diety informacyjnej”

Wybuch epidemii zaskoczył wszystkich i każdy – w mniejszym lub większym stopniu – znalazł się w sytuacji nieprzygotowany. Dla niektórych codziennością stał się niepokój, lęk, smutek, może i rozpacz. Musimy szukać w pierwszej kolejności tego, co tych uczuć nie będzie potęgować. Nie chodzi o ubranie twarzy w sztuczny uśmiech i udawanie, że nic się nie dzieje. Trzeba wpłynąć na stan swojego ducha tak, jak to możliwe. Przede wszystkim przez zastosowanie odpowiedniej „diety informacyjnej”.

Swoistym bożkiem tych dni jest wiedza o epidemii. Odświeżane co 15 minut strony ze statystykami, żeby sprawdzić, czy może ktoś na drugim końcu Polski właśnie się zaraził. Czytanie wypowiedzi specjalistów, którzy mówią, że to niegroźne, i innych specjalistów, którzy prognozują koniec świata. Śledzenie wiadomości w telewizji przez cały dzień, żeby przypadkiem nie stracić ani jednej. Jaki jest efekt? Karmimy się na okrągło tymi samymi informacjami. Powtórzona dwadzieścia razy zła wiadomość wcale nie sprawi, że będziemy wiedzieć więcej lub lepiej, ale gwarantuje dużo większy wzrost stresu, niepokoju i lęku. Ograniczenie dostępu do tych wiadomości do np. jednego momentu dnia, a w pozostałe dostarczenie innych – przede wszystkim modlitwy, rozważania Słowa Bożego, lektury – zaowocuje złagodzeniem objawów paniki, która obecnie nie pomoże  zupełnie w niczym.

Reklama
Reklama

Jesteśmy odpowiedzialni za to, co dzieje się ze stanem ducha ludzi w naszym otoczeniu. Szczególnie teraz, gdy mamy wiele niepowtarzalnych okazji do budowania relacji rodzinnych i z przyjaciółmi, musimy zadać sobie pytanie, czy w te relacje wnosimy pokój

Wspólny trening

Higiena ma nas chronić przed rozprzestrzenianiem się wirusa, ale żeby działała, muszą się do niej stosować wszyscy – jedna osoba może być zagrożeniem dla całego otoczenia. Tak samo jesteśmy odpowiedzialni za to, co dzieje się ze stanem ducha ludzi w naszym otoczeniu. Szczególnie teraz, gdy mamy wiele niepowtarzalnych okazji do budowania relacji rodzinnych (siedząc w domu) i z przyjaciółmi (za pośrednictwem przeróżnych komunikatorów), musimy zadać sobie pytanie, czy w te relacje wnosimy pokój, czy wręcz przeciwnie. Wystarczy – jak zwykle – poczytać komentarze w sieci, żeby stworzyć długą listę sposobów wprowadzania niepokoju i rozłamów. Narzekanie, nakręcanie się, powielanie niesprawdzonych informacji, obrażanie innych – to tylko wierzchołek góry lodowej. I wiele, wiele osądów – na co wolno dać pieniądze, a na co nie. Kto bardziej teraz zasługuje na docenienie, a kto mniej. Komu wolno prosić o pomoc, a kto powinien radzić sobie sam. Słowa, które sieją pogardę i niepokój, w żaden sposób nie pomagają w przeżyciu epidemii z zachowaniem zdrowia duchowego. Do nich proponuję zastosować nie tyle dietę informacyjną, co konsekwentny post ścisły.

Każdy z nas zda sprawę ze słów, które pisze i wypowiada – każdy z nas jest też odpowiedzialny za treści, które dostarcza swojej duszy. W obliczu zagrożenia dotyczącego nas wszystkich weźmy sobie mocno do serca te Jezusowe słowa: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Nie pozwólmy, aby przetrwanie epidemii w zdrowiu fizycznym zakończyło się obudzeniem się w nowym świecie… z całym szeregiem chorób duszy.

Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę