Wolna jak Maryja!

To dzięki Jej "Tak" cały świat w grudniu zatrzymuje się, by świętować Boże Narodzenie. Każdego ogarnia radość, nazywana też "magią", tylko nie każdy pamięta z czego ona wynika.

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Podobnie nie wiedzą, z czego wynika wolność Maryi wszyscy, którzy biorą Tę Najlepszą na swoje sztandary, doklejając Jej różne atrybuty, będące zaprzeczeniem Jej wolności. Dziś nawet zagorzałe, nowoczesne “feministki” przedstawiają Maryję jako wzór wolności, tylko muszą przejść jeszcze długą drogę, by tę wolność Maryi zrozumieć i nie mylić z walką o prawo do zabijania.

Jaką bowiem drogę intelektualnych wygibasów trzeba pokonać lub raczej jaką intelektualną pustkę odczuwać, by Maryję z Jej najważniejszym na świecie “Tak” dla życia rysować z symbolami walki o prawo do zabijania? To nie jest kwestia gustu, poczucia estetyki, czy też rachitycznej wiary – jak była uprzejma wyrazić to jedna pani profesor – wiara ludzi wierzących w żaden sposób nie ucierpi, to jest kwestia jedynie znajomości spraw, w których zabiera się głos. Każdy, kto zadałby sobie trud przeczytania (nie mówię całej Biblii) chociaż jednej Ewangelii, miałby pojęcie, że przyklejenie do Maryi symboli dzisiejszej walki o tzw. wolność ma się nijak do przekazanych przez Ewangelistów informacji o Niej. A skoro chce się Ją brać na swoje sztandary, to wypadałoby jakąś minimalną wiedzę o tym, kim była, jednak posiadać.

Jeśli ktoś deklaruje, że jest daleko od Kościoła, to niech przynajmniej nie będzie daleko od wiedzy, to zawsze ułatwia zrozumienie. Jeśli ktoś chce brać Matkę Bożą na swoje sztandary to wspaniale, tylko niech wcześniej czegokolwiek się o Niej dowie. A dowie się wtedy o takich cnotach jak: pokora, posłuszeństwo, rozwaga, miłość, szacunek dla innego człowieka, szacunek dla życia poczętego…

Dobra nowina, którą w tej świątecznej “magii” przynosi nam Narodzony Jezus (tak, bo cały świat świętuje Jego Narodziny, a nie magiczny, biały czas) jest taka, że jest szansa dla nas wszystkich. Jest tylko jeden warunek: mamy kochać Boga i bliźniego. To jest prawdziwa nowina i to jest prawdziwa wolność. Wszyscy dzięki “Tak” Maryi i dzięki Narodzeniu Jezusa, mamy szansę zostać zbawieni. Ci z piorunami na choinkach, ci poszukujący swojej drogi, ci z rachityczną wiarą i ci z wiarą zbudowaną na skale. Wszyscy możemy być zbawieni i to właśnie zrozumiała Maryja w spotkaniu z Aniołem i z tego właśnie powodu stała się najbardziej inspirującą kobietą świata.

Wspaniały pierwszy krok dla osób, które dziś zachwyciły się Maryją do tego stopnia, że jest dla nich inspiracją w poszukiwaniu wolności, to przeczytanie np. pierwszych rozdziałów Ewangelii Łukasza. Dowiemy się wtedy, że Ta, która jest wzorem wolności, nazywa siebie służebnicą, której uniżenie dostrzeżono i właśnie dlatego błogosławią Ją wszystkie pokolenia i dlatego wielkie rzeczy uczynił Jej Wszechmocny. Niezła to nowina, prawda?

Traktując Maryję jako wzór i inspirację mamy szansę na odkrycie prawdziwej wolności.

Matka Zbawiciela swoją siłę i wolność czerpie wyłącznie z miłości i służby drugiemu człowiekowi. Jeśli taką wolność chcemy wziąć na swoje sztandary, to już dziś możemy sobie wszyscy powiedzieć, że zwyciężyliśmy.

 

Najbliższe święta i zakończenie tego trudnego dla nas wszystkich roku niech będą okazją do tego, by zrozumieć i zachwycić się prawdziwą wolnością. 

Niech Dobry Bóg ześle nam mądrość i rozwagę Maryi, abyśmy w każdym wyborze, w każdym momencie naszego życia, kierowali się wyłącznie przesłaniem Dobrej Nowiny.

 

W tym numerze:

Kard. Nycz: W tym roku pusty talerz przy stole nie powinien być tylko symbolem

Modlitewnik świąteczny nie tylko na Wigilię [POBIERZ]

Zabierz samotne serca do Betlejem

W te święta zmniejsz z Nim dystans

Wymuszona samotność?

Jak będzie wyglądać Boże Narodzenie w polskich parafiach?

Świąteczne kartki do pobrania

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl “Rozmowy z Janem Pawłem II” oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Przyjdę niebawem

Skoro wiemy, że Pan Jezus przyjdzie do nas na końcu świata, to dlaczego tego końca tak się boimy?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Znam takie osoby, które mają przypadłość podobną do mojej, że kiedy czytają książkę, lubią po przeczytaniu pierwszych rozdziałów przeskoczyć do końca i przeczytać ostatnie zdanie… Nie wiem czy to dziwna przypadłość, może nikt z czytelników tak nie ma, ale chyba chodzi w niej o to, że poziom ekscytacji książką jest tak duży, że człowiek nie może się doczekać, by dowiedzieć się, jak się to wszystko skończy. Taki kontrolowany spoiler.

Myślę, że taka przypadłość znakomicie sprawdza się jednak podczas czytania najważniejszej na świecie książki, czyli Pisma Świętego. Biblię kończy jak wiemy Apokalipsa św. Jana, a jej ostatni rozdział kończy się słowami: “«Zaiste, przyjdę niebawem». Amen. Przyjdź, Panie Jezu! Łaska Pana Jezusa ze wszystkimi!”

Próżno szukać bardziej radosnego, optymistycznego zakończenia, niż ta obietnica zostawiona nam przez Jezusa w Piśmie Świętym. Skoro jednak wiemy, że Pan Jezus przyjdzie do nas na końcu świata, to dlaczego tego końca tak się boimy? 

Ewangelie podają, że powtórne przyjście Syna Bożego ma być nagłe, jak pojawienie się błyskawicy na niebie – od wschodu do zachodu. Może więc boimy się tego, że Pan Jezus przyjdzie z zaskoczenia, a my nie będziemy na to przygotowani? Może koniec świata tak nas przeraża, bo wiemy, że nie tęgo będzie z tymi, którzy nie stosują się do przykazań. A może mamy dylemat młodzieńca, który zapytał Jezusa co ma zrobić, by osiągnąć życie wieczne i cały czas nie wiemy, jak on, czy to co robimy jest tym, czego Pan Jezus od nas oczekuje? Czy to jak żyjemy przypadkiem nie kwalifikuje się do tego, byśmy jak on odeszli smutni? Czy może raczej nasze życie jest pozostawieniem wszystkiego, by naśladować Jezusa? Czy w ogóle taka pewność jest możliwa? Ksiądz Piotr Pawlukiewicz zażartował kiedyś opowieścią o tym czym jest niezręczna sytuacja, i opisał, że jest ona wtedy, gdy stojąc w kolejce do bram nieba za Matką Teresą usłyszymy jak św. Piotr mówi do niej: “mogłaś się bardziej postarać”. A co jeśli wszystkie nasze starania to za mało, by zasłużyć sobie na niebo? Może w tym ostatecznym rozrachunku będziemy jak ci ludzie namalowani przez Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej, którzy wyciągają ręce do innych, by ich wyciągnęli z otchłani?

Wizja końca świata przeraża nas, ponieważ nigdy nie mamy pewności, że jesteśmy na ten moment przygotowani.

Wizja końca świata przeraża nas, ponieważ nigdy nie mamy pewności, że jesteśmy na ten moment przygotowani. Wiemy, że Jezus przyjdzie, ale nie wiemy kiedy. Czy jednak coś by to zmieniło, gdybyśmy znali tę datę? Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy znali ten dzień? Ojciec Joachim Badeni mówił: na szczęście nie mam pokus, by wyznaczać Panu Bogu daty i podsuwać kalendarz. Zakładał, że właśnie dlatego nie znamy tej daty, by nasze życie – dla naszego własnego dobra – było stanem gotowości na ten dzień:

Właśnie przez to, że nie znamy daty paruzji, ale wierzymy, że nadejdzie, powstaje stan gotowości, nadziei. Ja mam w sobie pewność końca świata, tu i teraz. W tej wierze jest ogromna siła. Przynajmniej w moim przekonaniu jest to siła nadziei.

Czy jest dla nas nadzieja? Skąd brać tę siłę nadziei? Odpowiedź przekazuje nam prorok naszych czasów, człowiek, który umarł w opinii świętości i który zostawił nam po sobie właśnie to przesłanie – proroctwo nadziei.

Jeśli człowiek będzie grzeszył, to nie pójdzie do nieba. Jeśli umrze w stanie grzechu śmiertelnego, też nie. Ale co się stanie w ostatniej chwili jego życia, tego nikt nie wie… W chwili, kiedy jest tylko konający i Pan Bóg, to nikt nie wie, co się między nimi dzieje…

Niech zatem w tym Adwencie, towarzyszy nam siła nadziei. Niech to ona popycha nas, by każdego dnia umieć zostawić wszystko i naśladować Jezusa.

Życzę wszystkim naszym Czytelnikom pięknie przeżytego Adwentu. Życzę wszystkim siły nadziei. 

 

W tym numerze:

Potrzeba nadziei! Proroctwo o. Badeniego wciąż aktualne

Paruzja czyli obecność

Siła nadziei. Uwierzcie w koniec świata

Odzyskaj duchową siłę! Adwentowe propozycje Stacji7

Naucz się spotykać z Bogiem! Rekolekcje adwentowe Stacji7 z o. Adamem Szustakiem

Zanim zaskoczy cię Adwent

Małe zadania, które oczyszczą Twoje serce i przygotują na Boże Narodzenie

Jak nie zepsuć Adwentu? 7 wskazówek

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl “Rozmowy z Janem Pawłem II” oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap