Nasze projekty
Fot. Karolina Grabowska/Pexels

Żałoba czyli czas układania świata na nowo

Dwa lata temu żegnałam Tatę, a potem rozpoczął się najtrudniejszy czas w moim życiu. Dziś wiem, że chociaż smutek pozostaje w sercu na zawsze, danie sobie czasu na przeżycie żałoby i pogodzenie się z nią, pozwala uporać się z bólem - pisze Anna Czytowska w bardzo osobistym świadectwie.

Reklama

Przeżywania żałoby nie da się przyspieszyć, nie da się przykryć pracą, nadaktywnością, zagłuszyć udawaniem, że nic się nie stało. W końcu i tak trzeba będzie się zatrzymać, cofnąć, wrócić do straty, bólu i smutku. Dobrze przeżyta żałoba pozwala pożegnać się ze zmarłym i ruszyć dalej.

Chociaż cały rok pamiętamy o bliskich zmarłych, koniec października i początek listopada szczególnie skłaniają do myśli o tych, którzy odeszli. Ostatnie kilkanaście miesięcy naznaczone są stratą zmarłych w czasie epidemii, często niemożnością towarzyszenia w odchodzeniu, dramatycznym doświadczeniem ostatnich rozmów przez ekrany telefonów. Dwa lata temu żegnałam Tatę, a potem rozpoczął się najtrudniejszy czas w moim życiu. Dziś wiem, że chociaż smutek pozostaje w sercu na zawsze, danie sobie czasu na przeżycie żałoby i pogodzenie się z nią, pozwala uporać się z bólem, uporządkować emocje i żyć dalej w nowej rzeczywistości.

Dziś wiem, że chociaż smutek pozostaje w sercu na zawsze, danie sobie czasu na przeżycie żałoby i pogodzenie się z nią, pozwala uporać się z bólem, uporządkować emocje i żyć dalej w nowej rzeczywistości.

Reklama
Reklama

Stratę trzeba opłakać

Na początku jest szok. Znam ludzi, którzy po otrzymaniu informacji o śmierci bliskiej osoby dokończyli zadania w pracy, wyłączyli komputer i dojechali do domu, wykonując wszystkie czynności automatycznie, nie potrafiąc sobie przypomnieć co się wtedy z nimi działo. Inni wpadają w rozpacz, głośno płaczą i krzyczą lub zamierają, milkną. Wydaje się, że są pozbawieni emocji. Każdą z tych reakcji opisano w psychologii, jednocześnie jako nowa dla nas jest bardzo trudna, sprawia, że nie poznajemy samych siebie. Kiedy śmierć poprzedza długa choroba,  jej czas pozwala (w pewnym stopniu) przygotować się bliskim na odejście.

O. Marek Donaj, od 25 lat kapelan w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w książce „Nad życie. Czego uczą nas umierający” (Znak) w rozmowie z Marią Mazurek i Wojcichem Harpulą mówi:

Jestem po to, by pomagać tym, którzy niosą woje cierpienie. Oni muszą go dotknąć, pozwolić, by poparzyło ich żywym ogniem. Nie bronić się przed nim murami takich czy innych racjonalizacji. Muszą wyzwolić emocje, pozwolić sobie na bunt, złość, łzy. Trzeba opłakać stratę i zaakceptować ją. Dopiero wtedy przychodzi czas na próbę jej zrozumienia i zadanie sobie pytań. Co ta strata zrobiła w moim życiu? Jak będzie dalej wyglądało moje życie?„.

Reklama
Reklama

Nagła i niespodziewana śmierć może być połączona jest z wyrzutami sumienia. Codzienne relacje z gorszymi momentami, za rzadko mówione „przepraszam” i „kocham cię” sprawiają, że zostajemy z tym, co niezałatwione. I pytaniami: Czy czuł, że go kochałam? Czy umierał czując się samotny i opuszczony? Człowiek wierzący może być pewny, że Bóg nie zostawia człowieka w chwili śmierci, myśl o dobrych oczach Miłosiernego Jezusa wpatrzonych w odchodzącego była dla mnie (i ciągle jest) pocieszeniem.

Czasu trwania żałoby nie da się wyliczyć

Ważne, żeby nie przyspieszać przeżywania żałoby. Ile trwa żałoba po dziadku? Ile po ojcu? Ile po mężu? Nie ma reguły. Trwa tyle, ile potrzebujemy. Nie mam na myśli żałoby „powikłanej”. Jeśli po kilku miesiącach intensywne cierpienie nie maleje, zakończenie żałoby wydaje się zdradą zmarłego i nie widać oznak godzenia się z rzeczywistością, trzeba szukać pomocy specjalisty. Wszystkie potocznie funkcjonujące klasyfikacje nie mają sensu, a mogą wpędzać w poczucie winy, kiedy nie wpasujemy się w społeczne oczekiwania. Nie da się tu niczego wyliczyć, zaplanować. Żałoba jest czasem intensywnego przeżywania emocji, często skrajnych, od głębokiego smutku i przygnębienia, które odbierają wszystkie siły, do złości i frustracji połączonych z krzykiem, niezgodą na śmierć, głośnym płaczem. I trzeba sobie na nie pozwolić. Pamiętam jedną z odpowiedzi na mojego tweeta dotyczącego żałoby: „próbowałam wrócić do świata żywych i stłamsić ból. Nie wyszło. Musiałam zrobić krok w tył, przeżyć to, przerobić w głowie i sercu”.

Powrót do równowagi wymaga czasu

Smutek z czasem staje się mniejszy, przestajemy myśleć o zmarłym w każdej godzinie dnia. Najtrudniejsze będą pierwsze urodziny, pierwsze święta, pierwsza rodzinna uroczystość z pustym ulubionym krzesłem mamy, taty, męża, brata, córki. Wciąż zdarza się, że wspomnienia uderzają we mnie z całą swoją mocą, w najmniej oczekiwanych momentach. Krzyżówki przypominają o wspólnych letnich popołudniach i dumie w oczach Taty, kiedy podpowiedziałam mu nazwę stolicy Nigerii. Fragmenty meczów z 1998 r. przywołują naukę zasad piłki nożnej i pokątne oglądanie reprezentacji podczas imienin Mamy. Dla wielu osób kolejne śluby, chrzty, wakacje są momentami, które wiążą się z dużym ładunkiem emocji. Trudne może być chociażby wykasowanie numeru telefonu zmarłego. Pozornie czynność bez znaczenia, w czasie żałoby urasta do rangi potwierdzenia śmierci, stanięcia z nowym stanem twarzą w twarz. 

Reklama

Wraz z odejściem bliskich tracimy ich nie tylko w sensie fizycznym, ale też poczucie bezpieczeństwa, nawyki, przyzwyczajenia, rytuały związane ze zmarłymi. I musimy to wszystko poukładać.

Nie unikajmy osób pozostających w żałobie

Wiele osób zastanawia się jak reagować na wiadomość o śmierci i jak pocieszać osoby w żałobie. Najważniejsze: nie unikać kontaktu. Czasem, kiedy nie wiemy co napisać, nie piszemy nic. Boimy się, że spotęgujemy smutek, że brakuje nam słów, a to, co napiszemy może się wydać trywialne. Jeśli nie wiemy co napisać, napiszmy, że jesteśmy i można na nas liczyć. Dla mnie było to ważne. Zapamiętałam smsa od bliskiej znajomej, która napisała, że myśli o mnie i jeśli nie mam co jeść, przyniesie zupę. Pierwsze dni po śmierci bliskiej osoby wiążą się z dezorganizacją codziennego życia. Jeśli chcemy pomóc, zaproponujmy zadbanie o zakupy, obiad czy opiekę nad dzieckiem. Powrót do pracy, szkoły, kręgu znajomych też jest trudny. Obie strony mogą mieć problem z tym, jak reagować. Nie mówić nic i przejść do obowiązków? A może zacząć od kondolencji? Nie udawajmy, że nic się nie stało. Ale też nie wikłajmy się w słowa pseudopociechy. „Teraz jest mu lepiej”, „już nie cierpi”, „ja nie mam obojga rodziców”, „musisz być silna”- to na pewno nie przyniesie ukojenia.

Cieszenie się życiem nie jest zdradą zmarłego

Nie oceniajmy przeżywania żałoby. Nie dorzucajmy mierzącym się ze stratą najbliższych ciężaru w postaci presji mówiącej na co jest za wcześnie, czego nie powinni jeszcze robić. Powrót do pracy dzień po pogrzebie, wyjście na koncert czy ślub przyjaciół po kilku lub kilkunastu tygodniach – to może być pierwszy krok pomagający zaadaptować się do nowej rzeczywistości. I nie oznacza sprzeniewierzenia się pamięci zmarłego.

Donata Liberacka, psychoterapeutka pracująca na oddziale intensywnej terapii, w przywoływanej książce „Nad życie. Czego uczą nas umierający” zwraca uwagę, że ktoś po pół roku może być pogodzony ze stratą, a są ludzie, którzy po dwóch latach mają poczucie, że nie potrafią żyć.

Żałoba ma prowadzić do znalezienia nowej równowagi, readaptacji do świata bez zmarłego. To, że człowiek znów potrafi cieszyć się życiem, nie znaczy jednak, że smutek, żal, tęsknota za bliską osobą nie będą już wracać„.

Mniej widzialni, ale bardzo ważni

Wy, wspierający swoich najbliższych przeżywających żałobę, jesteście wielcy. To na was spada ciężar obowiązków domowych, to wy przytulacie kiedy słyszycie płacz w drugim pokoju, to wy milczycie kiedy obok płynie potok pytań: dlaczego? To wy widzicie, że siostra, która straciła męża nie daje sobie rady i zabieracie ją na jakiś czas do siebie. Jesteście mniej widzialni, ale bardzo ważni w pierwszych chwilach żałoby.

Śmierć nie jest końcem

Na koniec coś, od czego powinnam zacząć: Boże Miłosierdzie i wiara w zbawienie. Początkowo moje modlitwy były urywane, pełne żalu, niespokojne. Jednocześnie myśl, że śmierć nie jest końcem życia, dodawała mi otuchy w najtrudniejszych momentach. Bóg miłosierny dostrzega każdego człowieka, każdego grzesznika, daje szansę „najbrudniejszej” duszy – z czasem ludzkie poczucie niesprawiedliwości ustąpiło we mnie i dało miejsce nadziei na zbawienie.

Św. s. Faustyna napisała w Dzienniczku: „I choćby po ludzku nie było wskrzeszenia i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni”. Niech to będzie pocieszeniem dla wszystkich pozostających w smutku po utracie bliskich. Miłość jest silniejsza niż śmierć.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę