Jak wypełnić pustkę po stracie ukochanej osoby?

Poniekąd zdajemy sobie z tego sprawę, że śmierć jest wpisana w życie, ale zawsze przychodzi za wcześnie.

Katarzyna Linard
Katarzyna
Linard
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Większość zgodzi się z postawieniem tezy, że śmierć i idąca z nią w parze żałoba należą do jednych z trudniejszych przeżyć, z którymi przychodzi się w ciągu życia nam mierzyć. Poniekąd zdajemy sobie z tego sprawę, że śmierć jest wpisana w życie, ale zawsze przychodzi za wcześnie. Bez względu na wiek, na czas, ona zawsze pojawia się nie w porę. Ludzki rozum nie jest tego w stanie pojąć. Po śmierci bliskiej osoby pojawia się ogromna i bolesna pustka, która z każdym uderzeniem serca o sobie przypomina, sprawiając ból. 

 

Odnaleźć się na nowo

Sposób przeżywania żałoby jest bardzo indywidualny. Ma na niego wpływ wiele czynników: zaczynając od stopnia zażyłości z osobą, która odeszła z ziemskiego świata, poprzez okoliczności śmierci, kończąc na cechach osobowości. Wszystkich trwających w żałobie łączy smutek, z którym na miarę własnych możliwości trzeba sobie poradzić. Żałoba jest czasem, który uczy odnalezienia się na nowo w świecie po stracie bliskiej osoby. Naturalnym jest, że w krótkim czasie po stracie obserwujemy u siebie skrajne emocje, spadek nastroju, brak apetytu, bezsenność. Pojawiają się pytania, na które tak trudno po ludzku znaleźć odpowiedź, które jeszcze bardziej uświadamiają jak bolesna jest ta strata. Czas trwania żałoby również jest kwestią indywidualną.

 

Czy istnieje sposób na ukojenie bólu?

Nie istnieje żaden złoty środek na to by dać ukojenie osobie przeżywającej żałobę, lecz można pomóc jej przez nią przejść. Pojawia się pytanie w jaki sposób tego dokonać? Na pewno dać czas na pogodzenie się z utratą bliskiej osoby i nie przyśpieszać na siłę tego procesu. Odnalezienie się w świecie na nowo nie jest łatwe, wymaga zrobienia wielu czasem niezauważalnych kroków. Trwanie przy tej osobie, pozwolenie jej na te wszystkie emocje, które się w niej znajdują bez oceniania, bez ponaglania, bez krytykowania. Niekiedy zdarza się, że osoba pogrążona w żałobie szuka „ukojenia” w różnego rodzaju używkach, by chociaż na chwilę zapomnieć o sytuacji, która ją przeraża. Bardzo istotnym jest by być czujnym, bo to może stanowić otwartą furtkę do wpadnięcia w nałóg. Otoczenie zrozumieniem pomaga nie wpaść w tarapaty. Jednak pamiętajmy, że musi się to odbyć w atmosferze zrozumienia. To, że nam wydaje się, że w danej sytuacji zachowalibyśmy się zupełnie inaczej nie oznacza, że drugi człowiek też miałby tyle sił. Istnieje wiele organizacji, stowarzyszeń, które niosą pomoc osobom znajdującym się w żałobie. Pomoc psychologa bądź grupa wsparcia są jednymi z wielu form pomocy, z których można skorzystać po stracie bliskich.

 

Przejść przez proces

Żałobę należy przeżyć, nie da się jej pominąć i nagle przejść do porządku dziennego. Często dzieje się tak, że w rozpaczy po stracie wpaść można w wir pracy, spychając na dalszy plan własne emocje, relacje co niestety doprowadzić może do rozpadu związków czy problemów zdrowotnych. Żałoba jest procesem, podczas którego uczymy się na nowo życia. Nie jest to proces łatwy, zostawia ona już na zawsze w sercu blizny, które z upływającym czasem bolą coraz mniej. Po etapie buntu, zaprzeczenia przychodzi czas akceptacji, czas pogodzenia się ze stratą. Pamiętajmy, że pogodzenie nie jest równoznaczne z zapomnieniem, lecz jest próbą powrotu do rzeczywistości, próbą cieszenia się z życia, wspominania zmarłego oraz docenienia, że dane było go poznać, być z nim, przeżywać wspólne przygody, które, teraz gdy jest na ziemskim padole nieobecny pozwalają wrócić do tych momentów. Z czasem ból stanie się mnie uporczywy, codzienność nie będzie już tak dotkliwa, a metodą małych kroków uda się powoli dostrzegać w świecie piękno.

 

Katarzyna Linard

Katarzyna Linard

Katarzyna Linard, żona Sebastiana, razem z chorobą onkologiczną otrzymała drugie życie, po brzegi wypełnione wdzięcznością i radością. Organizatorka warsztatów dla osób w trakcie oraz po leczeniu, Autorka e-booka “Jak stałam się RAKietą. Onkomisja” www.rakietakasia.pl/sklep/onkomisja

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Katarzyna Linard
Katarzyna
Linard
zobacz artykuly tego autora >
STYL ŻYCIA

Miłosz Pałaszewski. 7-latek, który pokazuje, że niemożliwe nie istnieje

Od urodzenia zmaga się z mózgowym porażeniem dziecięcym, dysfunkcją ruchu, wzroku i niepełnosprawnością intelektualną. Dzięki olbrzymiej determinacji swojej i rodziców przełamuje jednak kolejne bariery, z radością wędrując po górach. W sierpniu Miłosz Pałaszewski wraz z rodzicami, Justyną i Mariuszem, pokonał 100-kilometrowy szlak granią Tatr Niżnych na Słowacji. Ten niezwykły 7-latek pokazuje, że "pokonując własne słabości, zaczynasz wierzyć, że wszystko jest możliwe."

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

“Udało się! Przeszliśmy 100 km szlak prowadzący granią Tatr Niżnych. To, co przeżyłam, co widziałam i czułam, zostanie ze mną na całe życie”. Tak zaczyna swój wpis na blogu z 16 sierpnia mama Miłosza, Justyna. W dniach 10-15 sierpnia rodzina Pałaszewskich przeszła granią trasę liczącą 100 km, pokonując 5660 metrów przewyższenia i niemal tyle samo metrów w dół, niosąc na plecach wszystko, co było potrzebne na 6 dni wędrówki, łącznie ok 40 kg bagażu. Niezwykłości tego wydarzenia dodaje fakt, że Miłosz zmaga się z mózgowym porażeniem dziecięcym, dysfunkcją ruchu, wzroku i niepełnosprawnością intelektualną.

Urodził się przedwcześnie, w 27. tygodniu ciąży, obarczony niewydolnością oddechową, krążeniową, zapaleniem opon mózgowych, wodogłowiem, mózgowym porażeniem dziecięcym. Jego rodzice włożyli wiele wysiłku, by zapewnić mu jak najlepsze warunki rozwoju. Przeszedł kilkanaście operacji i zabiegów, wymaga ciągłej rehabilitacji. Nie zrezygnowali mimo to ze swojej pasji chodzenia po górach i wciągnęli w nią swojego syna, od małego zabierając go na górskie wyprawy. Dzięki wielkiej ich determinacji dziś Miłosz zaskakuje i budzi podziw swoimi kolejnymi sukcesami.

W tym roku Justyna i Mariusz Pałaszewscy wraz z Miłoszem podjęli się ambitnego planu wędrówki. Zorganizowali charytatywne przejście granią Tatr Niżnych. Jak napisali na blogu, była to wyprawa, która miała pokazać, że “niemożliwe nie istnieje”.

 

To ogromny wysiłek i wyzwanie, ale też spełnienie naszych marzeń. Pokonując własne słabości, zaczynasz wierzyć, że wszystko jest możliwe. Przejście granią Tatr Niżnych to doskonała okazja do opowiedzenia o problemach i zmaganiach naszego syna, o jego ciągłych potrzebach, niezbędnej terapii i rehabilitacji, ale też o jego osiągnięciach jako dziecka z mózgowym porażeniem dziecięcym.

 

Aby wesprzeć Miłosza w wyprawie, internauci mogli włączyć się w charytatywną zbiórkę “Góry dla Miłosza”, dołączyło do niej wiele osób. Pałaszewscy przeszli trasę w dniach 10-15 sierpnia. Jak napisali na blogu, codziennie pokonywali ostre podejścia i zejścia. – Jak to na grani skały, kamienie, korzenie, a do tego czasem wiatr, burza na zmianę z palącym słońcem no i ciężar naszych plecaków. A było co dźwigać. Na szlaku nie ma możliwości zaopatrzenia się w żywność dlatego wszystko co potrzebne na całą wędrówkę trzeba mieć ze sobą. Całą swoją wędrówkę rodzina Pałaszewskich relacjonowała na fanpage’u. Dzień po dniu zdobywali kolejne punkty: Telgart – Andrejcova – Ramza – Stefanika – Durkova – Hiadelske Sedlo – Donovaly. Jak zauważyli rodzice chłopca “Miłosz po każdym dniu zamiast być coraz słabszy radził sobie coraz lepiej. Kondycyjnie i jakościowo najlepiej poradził sobie w dwóch ostatnich dniach wędrówki”. Zdjęcia z wyprawy granią Tatr Niżnych można zobaczyć na blogu. – O takim wyjeździe będziemy opowiadać przez całe życie. Bo to była wyprawa życia! – napisali na blogu rodzice Miłosza.

 

 

 

Dodatkowo, niespełna dwa tygodnie później Miłosz wraz z rodzicami dokonał kolejnego niesamowitego osiągnięcia, zdobył pierwszy szczyt Tatr Wysokich, Kościelec (2155 m n.p.m.).

 

To był trudny, wymagający i bardzo długi dzień. Na szlaku byliśmy punktualnie o 6:00 i spędziliśmy na nim aż 12,5h. Nasz cel to Kościelec. To bardzo ambitny plan ale… udało się! Miłosz stanął na Kościelcu po 5,5h wędrówce.

 

Sukces Miłosza został ciepło odebrany przez pasjonatów chodzenia po górach. Napisał o nim m. in. Krzysztof Baraniak, fotograf tatrzański, na portalu Tatromaniak.

 

Nie uwierzycie, ale..Miłosz wszedł na KOŚCIELEC! :OWiększość z Was tego dzielnego zucha zapewne już dobrze zna. Dla…

Opublikowany przez Tatromaniak Czwartek, 27 sierpnia 2020

 

Rodzice Miłosza wciąż prowadzą zbiórkę na rehabilitację i leczenie syna. – Walka o zdrowie Miłosza cały czas trwa. Aby w przyszłości mógł być samodzielny, konieczna jest ciągła, kosztowna rehabilitacja. Jest ona niezbędna. Postawienie samodzielnych kroków naszego dziecka nie jest równoznaczne z zakończeniem terapii. Ona była, jest i będzie nierozłącznym elementem walki o lepsze jutro Miłosza – piszą na blogu.

Więcej informacji o Miłoszu, o jego wyprawach i sukcesach można przeczytać na blogu jemu poświęconemu: palaszewski.com.
Rodzice Miłosza dzielą się na blogu także wskazówkami, dotyczącymi wędrowania po górach z małym dzieckiem.

 

os, palaszewski.com, Tatromaniak/Stacja7

 

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i “Przyjaciół” oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap