Dorosłe Dzieci Alkoholików. Jak zawalczyć o szczęście?

Część dorosłych trwa w wyparciu, czyli mechanizmie, który blokuje złe wspomnienia, ale i uniemożliwia doświadczenie ozdrowienia i uleczenia ran z dzieciństwa. To tak, jakby na ropiejącą ranę przyklejać kolejne plastry. W którymś momencie już nie wiadomo, co się zalepia, a plastry (mechanizmy obronne) pozostają.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

(Nie)bezpieczny dom

Alkoholizm nie jest to przecież problem nowy. W debacie publicznej coraz częściej powraca problem rosnącego spożycia alkoholu wśród dorosłych, a także młodzieży. Pijane nastolatki, wypadki pod wpływem alkoholu czy rodzinne tragedie – trudno nie zauważyć w polskim społeczeństwie konsekwencji nadużywania alkoholu. Cieszy, że rośnie świadomość i odpowiedzialność za trzeźwość kobiet w ciąży. Podobnie krok po kroku, mozolnie są wypracowywane reguły interwencji w przypadku przemocy rodzinnej, która często powiązana jest z kontekstem alkoholu.

Sytuacje te, dramatyczne i niedopuszczalne, są zauważane często gołym okiem i tylko od poczucia odpowiedzialności otoczenia zależy szybkość reakcji. Ale z drugiej strony nie zauważamy, że około 40 proc. populacji dorosłych Polaków (jeśli nie więcej!) wychowywało się w domu z problemem alkoholowym i doświadcza konkretnych trudności w życiu na własny rachunek. Nie zauważamy tego, bo problem wydaje się niewidoczny. Paradoksalnie, najczęściej daje znać o sobie wtedy, gdy nie przejęło się uzależnienia rodziców i chce się żyć zupełnie inaczej. Ale czasem nie wiadomo, jak to „inaczej” powinno wyglądać.

 

Mechanizmy nie znikają nawet wtedy, kiedy uzależniony rodzic znika z najbliższego otoczenia. Dlatego określenie tego rodzaju trudności zawiera zwrot „dorosłe dzieci”. To, co kiedyś było ochronnym pancerzem, zaczyna uwierać, drażnić, uniemożliwia normalne życie.

Kim jestem?

Terminem DDA określa się stosunkowo niedawno wyodrębnioną dziedzinę zaburzeń wynikających z dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym. Dzieci wychowujące się w takim domu wypracowują sobie podświadomie mechanizmy obronne, aby przetrwać. Instynktownie przyjmują różne role w systemie rodzinnym. Wyróżnia się cztery postawy dzieci alkoholików: bohater, błazen, kozioł ofiarny i cień.

Bohater zajmuje się innymi, ale nie sobą, często wychowuje młodsze rodzeństwo. Zwykle dobrze się uczy, jest aż za bardzo odpowiedzialny. Błazen stara się rozładować kwaśną atmosferę w domu, także z myślą o innych, np. rodzicu niepijącym czy młodszym rodzeństwie. Z kolei kozioł ofiarny wzrasta w poczuciu, że jest wszystkiemu winien.  Natomiast dziecko – cień, ze strachu ucieka w głąb siebie. 

Mechanizmy te nie znikają nawet wtedy, kiedy uzależniony rodzic znika z najbliższego otoczenia. Dlatego określenie tego rodzaju trudności zawiera zwrot „dorosłe dzieci”. To, co kiedyś było ochronnym pancerzem, zaczyna uwierać, drażnić, uniemożliwia normalne życie.

 

Normalnie, czyli jak?

Dorastając w rodzinie, uczymy się wszystkiego. Jak ze sobą rozmawiać, jak odpoczywać, jak pracować, jak świętować, ale także jak rozwiązywać konflikty, podejmować życiowe wyzwania i kochać. Podglądamy rodziców i naśladujemy nieco bezwiednie. Podczas etapu świadomej socjalizacji porównujemy nasz dom rodzinny z domem i systemem panującym u znajomych ze szkoły czy podwórka. W czasie nastoletnim jesteśmy z zasady bardziej krytyczni, wtedy być może też zauważamy najmniejsze trudności w naszej rodzinie pochodzenia, ale nie mamy jeszcze narzędzi i możliwości, aby cokolwiek zmienić. Kiedy wyfruwamy z gniazda, do własnego domu zabieramy zwyczaje i zachowania, które uznajemy za warte pielęgnowania w swojej rodzinie.

Trudność dorosłych wychowywanych w otoczeniu osoby uzależnionej polega na tym, że często pojawia się odruch zrywający – „Ja chcę inaczej” – ale nie wiadomo dokładnie, jak miałoby to „inaczej” wyglądać. Bo dom rodzinny mający przygotować do samodzielnego życia nie spełnił swojej roli z powodu choroby alkoholowej. (Tu warto wspomnieć o DDD – Dorosłych Dzieciach z rodziny Dysfunkcyjnej – syndromie, którego mogą doświadczać osoby, które z różnych powodów wychowywały się w sytuacji ciągłego stresu wynikającego, np. z nieobecności jednego z rodziców, rozwodu, chorobie czy innych dysfunkcji. W efekcie rodzina taka nie spełniła swojej roli w wychowaniu i kochaniu dziecka).

Trudności w dorosłym życiu najczęściej dotyczą zaburzeń poznawczych w stosunku do siebie, bliskich relacji i otaczającego świata. Dorośli noszą w sobie ogromne poczucie wstydu i złości z powodu tego, w jakiej rodzinie się wychowywali. W zależności od przyjętych ról w dzieciństwie, mogą pojawić się trudności już w dorosłości. Na pierwszy rzut oka nie są one powiązane z doświadczeniem domu rodzinnego. Część dorosłych trwa w wyparciu, czyli mechanizmie, który blokuje złe wspomnienia, ale i uniemożliwia doświadczenie ozdrowienia i uleczenia ran z dzieciństwa. To tak, jakby na ropiejącą ranę przyklejać kolejne plastry. W którymś momencie już nie wiadomo, co się zalepia, a plastry (mechanizmy obronne) pozostają. Mogą skutecznie zafałszować obraz siebie, uniemożliwić wejście w zdrową i satysfakcjonującą relację małżeńską, czy wprost wpłynąć na fatalny w skutkach dobór (najczęściej) męża, bo skopiowany wręcz z domu pochodzenia.

 

Najlepszym rozwiązaniem jest terapia psychologiczna. Skorzystanie z fachowej pomocy, której celem będzie zobaczenie siebie w kontekście domu rodzinnego i doświadczenie uwolnienia.

Blizna – źródło łaski

Najlepszym rozwiązaniem jest terapia psychologiczna. Skorzystanie z fachowej pomocy, której celem będzie zobaczenie siebie w kontekście domu rodzinnego i doświadczenie uwolnienia. Czasem zdarza się tak, że osoby zgłaszają się z innym problemem, próbując rozwiązać go, a psychoterapeuta odkrywa ten węzeł gordyjski, który wymaga cierpliwego rozplątania i oczyszczenia ran z dzieciństwa.

Niedostatek miłości każdy odreagowuje we sobie właściwy sposób – zachowaniami ryzykownymi, nieumiejętnością budowania relacji osobistych, trudnościach w społecznych i zawodowych kontaktach czy skłonnościami depresyjnymi. Osoby, które doświadczają takich trudności szukają rozwiązań, coraz częściej korzystając z długofalowej terapii, podczas której mają możliwość w obecności psychologa zdiagnozować źródło trudności i wypracować nowe modele myślenia i postępowania w tych obszarach, które tego wymagają. Dla osób wierzących taka blizna – doświadczenie trudności w dzieciństwie – może stać się paradoksalnie źródłem namacalnej Bożej łaski. Świadomość takich osobistych trudności to pierwszy krok do zmiany i zawalczenia o swoje prawdziwe, głębokie szczęście.

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Najlepszy trener osobisty. Sumienie

Sumienie. Wielcy tego świata pochylają się nad nim od zarania dziejów. Jak je usłyszeć? Jak o nie zadbać?

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pokolenie smartfonu, Internetu i Facebooka; pokolenie wyzwolone z PRL, pokolenie wojny polsko-polskiej; pokolenie przed i po smoleńskie; pokolenie JPII i Franciszka, jakkolwiek zbiorczo by nazwać nasze społeczeństwo – to pokolenie nadal jest po prostu wspólnotą ludzi. A zatem niezależnie od technologicznych zmian, niezależnie od historycznych przełomów, politycznych sporów czy cywilizacyjnych chorób, niezależnie od czasu ani miejsca, to wciąż krąg ludzi, utkanych na obraz i podobieństwo Boże. I w każdej z osób tworzących to społeczeństwo znajduje się miejsce, o którym piszę.

 

Czynne 24h

Filozofowie od zarania dziejów pochylają się nad tym miejscem. Teolodzy mniej lub bardziej zgrabnie je opisują i uczą, jak o nie dbać. Napisano o nim wiele naukowych książek. Wygłoszono referaty i homilie. Nie wiem, czy przez to stało się ono nam bliższe, czy może mamy do niego respekt i wydaje nam się takie tajemnicze, nieodgadnione, niepojęte. Ma różne nazwy. Sanktuarium. Głos Boga w człowieku. Świadek. Sędzia. Stróż. A chodzi tylko i aż o sumienie. Definicja naukowa nie powie, że to miejsce, uzna raczej, że sumienie jest sądem (oceną) rozumu, dzięki któremu człowiek rozpoznaje, jaka jest moralna wartość czynu, który zamierza wykonać, którego dokonuje i którego już dokonał. A zatem, że jest to potrójna weryfikacja tego, co się robi. Zarówno przed, w trakcie, jak i po. To dzięki sumieniu człowiek wie, czy to co chce zrobić, to co robi i to co zrobił było dobre, czy też ma ocenić to jako coś złego. Twoje sumienie jest czynne całą dobę.

 

DNA sumienia

Ciało dziecka w łonie matki od chwili poczęcia aż do porodu powiększa się około jedenaście milionów razy. W ciągu roku ludzkie serce bije nawet czterdzieści milionów razy. A każdego dnia ciało dorosłego człowieka produkuje trzysta miliardów nowych komórek. Takich i podobnych ciekawostek o naszym ciele nauka zna wiele. A jak jest z sumieniem? Czy ono się zmienia?

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że sumienie ma nierozerwalny związek z obiektywną prawdą o dobru moralnym (np. Osoba i czyn czy Veritatis splendor). Innymi słowy – sumienie nie tworzy swojej prawdy, swoich norm, ale je odczytuje i rozpoznaje, będąc związane z prawdą niezależną od własnych poglądów, wiedzy czy wykształcenia. Z kolei Sobór Watykański II wypowiedział się o sumieniu w ten sposób: W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nadaje, lecz któremu winien być posłuszny, i którego głos, nawołując go zawsze do miłowania i czynienia dobra oraz unikania zła tam, gdzie należy, rozbrzmiewa we wnętrzu człowieka: Czyń to, tamtego unikaj. Człowiek bowiem ma w sercu wpisane przez Boga prawo. To bardzo pozytywna koncepcja, która ukazuje, że Bóg ukierunkował człowieka na dobro i obdarował go narzędziami, pozwalającymi do tego dążyć i to dobro zdobyć. Można by powiedzieć, że sumienie jest skonstruowane w bezbłędny sposób i jest jak doskonały system antywirusowy, który wyłapuje niebezpieczeństwo i rozprawia się z nim, zanim infekcja przedostanie się do systemu. Skąd zatem kłopoty z sumieniem? I czemu tak często wybieramy zło?

 

 

Defekty sumienia

Człowiek uczy się chodzić, mówić, jeździć na rowerze, gotować i niezliczonej liczby innych rzeczy. Właściwie nie jest truizmem stwierdzenie, że uczymy się przez całe życie. Każde doświadczenie w jakiś sposób nas formuje, kształtuje. Podobnie sumienie rozwija się wraz z naszym osobistym rozwojem. I niestety na drodze dojrzewania i wzrastania mogą wystąpić usterki, jednak na szczęście da się je naprawić. Kiedy mamy płaskostopie, chodzimy na ćwiczenia, kupujemy odpowiednie wkładki i robimy wszystko, by zniwelować problem. Kiedy mamy krzywy kręgosłup, chodzimy na basen, na rehabilitację i w ten sposób ćwiczymy postawę. Kiedy więc mamy zbyt wąskie, zbyt szerokie, błędne i niewłaściwie uformowane sumienie możemy robić to samo, tylko na gruncie duchowym. Możemy włożyć tyle samo pracy, energii i wysiłku, by zadbać o sumienie.

Pomocą w tym jest pogłębione życie sakramentalne, osobista lektura Pisma Świętego, adoracja Najświętszego Sakramentu, relacja ze stałym kierownikiem duchowym czy spowiednikiem, częsta modlitwa. Inaczej grozi nam to, o czym piszą ojcowie soborowi: Nierzadko zdarza się jednak, że sumienie błądzi z powodu nieprzezwyciężonej niewiedzy, nie tracąc przy tym swojej godności. Nie można zaś tego powiedzieć, gdy człowiek niewiele troszczy się o dochodzenie do prawdy i dobra, a sumienie na skutek przyzwyczajenia do grzechu stopniowo ulega niemal zupełnemu zaciemnieniu. Czym innym jest nieprzezwyciężona niewiedza – czyli sytuacja, gdy popełniliśmy błąd, ale nie mieliśmy możliwości wiedzieć, że tak się dzieje. A czym innym, gdy z ospałości, z lenistwa, z ignorancji, czy z obojętności „odpuściliśmy” sobie kształtowanie sumienia i wybieramy źle, choć moglibyśmy podejmować inne decyzje. Każda chwila, gdy „łamiemy” swoje sumienie, próbując je zagłuszyć, sprawia, że zasypujemy jego wrażliwość. Bóg jednak nawet z bardzo krzywego sumienia może zrobić proste, jeśli tylko zechcemy Mu na to pozwolić, jeśli podejmiemy decyzję, że tak samo jak o ciało, będziemy dbać o ducha.

 

Codzienny trening

Żeby osiągnąć sukces, trzeba włożyć wiele wysiłku i pracy, przezwyciężać trudności, pokonywać swoje własne słabości i ograniczenia. Żeby mieć prawe sumienie, trzeba robić to samo. Istnieją pokusy, by usprawiedliwiać własne niepowodzenia, by wybielać grzechy albo by wszystko traktować jako przekroczenie bożego prawa. Obie skrajności nie są dobre i stanowią zagrożenie duchowe. Dlatego ważny jest codzienny trening sumienia, najlepiej w obecności Osobistego Trenera – samego Boga. To Jego głos słychać w sumieniu, to z Nim można się tam spotkać, w najintymniejszej z możliwych relacji.

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap