Kodeń. Królowa i Matka Podlasia

Historia Matki Bożej Kodeńskiej zaczyna się od złodziejstwa. Jest to prawdziwa opowieść o upadku i naprawie win, arcysarmacka, barwna, stapiająca w jedno magnacką butę z chrześcijańską pokorą.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każde sanktuarium szczyci się piękną opowieścią o swoich początkach. Kronikarze pieczołowicie odnotowują historie pobożnych ludzi, którzy spotkali Maryję, aniołów lub świętych. Rolnik orze pole i natrafia na maleńką figurkę Matki Bożej, nurty rzeki wyrzucają na brzeg Jej niewielki obrazek lub statuetkę Dzieciątka Jezus. Pobożni ludzie gorliwie wykonują polecenia, dane z nieba, później przychodzą wierni na modlitwę, powstaje kaplica, drewniany kościół, murowane sanktuarium… Tłumy, odpusty, bazyliki, złocenia.

Początek Kodnia, sanktuarium, w którym znajduje się Matka Boża Królowa i Matka Podlasia, jest inny, bo zaczyna się, nie bójmy się tego słowa, od złodziejstwa. Co prawda nie pospolitego, a motywowanego wielkim pragnieniem otrzymania na własność łaskami słynącego obrazu Madonny, ale jednak złodziejstwa.

 

Rzecz miała wyglądać następująco. Czwarty właściciel Kodnia nad Bugiem, książę Mikołaj Sapieha, zwany Pobożnym, wielki magnat, wojewoda brzesko-litewski i miński, chorąży litewski, ciężko zachorował i aby odzyskać zdrowie, udał się z pielgrzymką do Rzymu, a był rok Pański 1631. W Wiecznym Mieście, w czasie Mszy św., na którą zaprosił go papież Urban VIII, zdrowie odzyskał i uznał, że zawdzięcza to cudownemu obrazowi Matki Bożej, zwanej Gregoriańską, który był w papieskiej kaplicy. Magnat z dalekiego kraju błagał więc Ojca Świętego o podarowanie obrazu, a gdy ten stanowczo odmówił, przekupił ogromną sumą zakrystiana, skradł malowidło i czmychnął z nim do kraju, sprytnie gubiąc papieski pościg.

Kara za ten czyn była surowa – ekskomunika, zakaz wchodzenia do kościoła, przystępowania do sakramentów, pochówku w poświęconej ziemi. Skradziony obraz umieścił Sapieha w budowanej przez siebie w Kodniu świątyni, hojnie ją przyozdabiając, nie szczędząc złoceń, bocznych ołtarzy wokół centralnego wizerunku i ornamentów. Po kilku latach pobożny złodziej udał się do Rzymu, uzyskał przebaczenie, odbył pokutę, wrócił na łono Kościoła. A co najważniejsze – papież pogodził się ze stratą i obraz pozostał na miejscu. Mamy więc opowieść o upadku i naprawie win, arcysarmacką, barwną, stapiającą w jedno magnacką butę z chrześcijańską pokorą.

 

Tę barwną i frapującą opowieść opisał sto lat później prawnuk Mikołaja i od tego czasu zachwyca nie tylko licznych pielgrzymów, którzy przybywają do sanktuarium nad Bugiem, ale także urzekła pisarkę Zofię Kossak Szczucką, która napisała na jej kanwie powieść „Błogosławiona wina”. Inaczej zareagowali historycy, którzy uznali ją za piękne zmyślenie, bo nie ma w archiwach żadnych wzmianek o zniknięciu i wywiezieniu obrazu z Rzymu, a taki skandal musiałby się odbić szerokim echem i pozostawić po sobie liczne świadectwa. Tak więc nie wiemy, jak było naprawdę i jak wizerunek Maryi, wyprostowanej, stojącej jakby na baczność w sztywnych, ozdobnych szatach, znalazł się w Polsce.

Obraz nazywany jest Matką Boską Gregoriańską lub z Guadalupe, bo według tradycji miał być wzorowany na figurze Matki Pana, wyrzeźbionej przez samego św. Łukasza. Rzeźba trafiła do Konstantynopola, a przywieziona przez papieża Grzegorza Wielkiego do Rzymu, była jego własnością. Potem statua Matki Bożej powędrowała jeszcze dalej na Zachód, do Guadalupe w Hiszpanii, bo papież Grzegorz zdecydował się z nią rozstać, a obraz miał być po niej pamiątką, którą na pocieszenie wymalowano dla wspaniałomyślnego darczyńcy.

Niezależnie od tego, jak do Polski dotarła, niepodważalne fakty są takie, że po przybyciu do Kodnia Maryja sypnęła na lud Boży licznymi cudami, zwłaszcza uzdrowieniami, dała wyraźny znak, że to nowe miejsce bardzo Jej odpowiada. Może dobrze Jej było bliżej chrześcijan wschodniego Kościoła, bo do sanktuarium zaczęli przybywać nie tylko katolicy obu obrządków, ale też prawosławni.

A jeśli historia z kradzieżą była prawdziwa, niewykluczone, że Ojciec Święty te znaki aprobaty właściwie odczytał, przebaczył, cofnął ekskomunikę i puścił w zapomnienie samowolę polskiego magnata.

 

W nowym miejscu cudowny obraz nie zaznał idealnego spokoju, bo Kodeń za karę włączenia się w Powstanie Styczniowe został przez cara ukarany odebraniem praw miejskich, a przebogatą barokową świątynię zamieniono w cerkiew, zaś obraz Matki Bożej zesłano na Jasną Górę, skąd w 1927 tryumfalnie wróciła po dziesięcioleciach wygnania.

Pół wieku po powrocie do podlaskiego sanktuarium przybył kard. Karol Wojtyła, który przypomniał historię jego powstania, odkrywając przed pielgrzymami duchową podszewkę wydarzeń.

Owszem, dziedzic Kodnia, zwany jak na ironię Pobożnym, dopuścił się bardzo niepobożnego czynu, bo zabrał obraz z kaplicy papieża Urbana VIII, można powiedzieć, że ukradł. Ale – mówił późniejszy papież Jan Paweł II – była to wina błogosławiona, bo ten obraz, zanim został zabrany, został w jakiś sposób darowany magnatowi, choć nie przez papieża, a samą Bogurodzicę.

„Mikołaj Sapieha czuł ten szczególny duchowy proces, któremu koniecznie potrzebna była Matka – obecność matki, Matki, która jednoczy: Matki, która zna wszystkie swoje dzieci, bez względu na to czy mówią po polsku, czy mówią po rusku, czy mówią po litewsku. Zna je jako dzieci i jest im wspólną, jedną Matką. I oni przy Niej, przez Nią, stają się także jednym Kościołem, jedną owczarnią”.

I choć początki powstania obrazu sięgają zachodnich krańców Europy – wyjaśniał kard. Wojtyła – „jest w nim coś, co przemawia do ludzi tej ziemi, co mogło łączyć i faktycznie łączyło wszystkie dzieci Boże: te mówiące po polsku, te mówiące po rusku i te mówiące po litewsku – w jednym Kościele, w jednej owczarni”.

 

Niewiele lat później rozpoczęły się tu Kodeńskie Dni Ekumeniczne, na które przyjeżdżają katolicy i chrześcijanie z wielu wspólnot i to jest kolejny niepowtarzalny rys tego miejsca. Wybrała je przecież Matka, Która jednoczy.

Kodeń, jego położenie i okolice zachwycają. Sanktuarium urzeka, bo powstało z tęsknoty, a jego prawdziwy blask dostrzegł i odsłonił późniejszy papież Jan Paweł II, który zapewniał, że Bóg wynagradza prawdziwy głód, choć głodni nieraz podążają do Niego krętymi ścieżkami.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Ks. Bartczak: Ludzie są dla mnie odpoczynkiem

– Nawet zagraniczne wyjazdy nie są dla mnie tak atrakcyjne, jak miejsca w Polsce gdzie wiem, że spotkam wspaniałych ludzi. Przy nowo poznanych ludziach, którzy są zachwycający pod różnymi względami, najlepiej wypoczywam – mówi ks. Jakub Bartczak.

Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Człowiek musi mieć odskocznię psychiczną

Człowiek tak po ludzku musi po prostu odpoczywać, mieć jakąś odskocznie psychiczną.

Odpoczynek to różnego rodzaju formy odreagowania. Można spędzać go aktywnie, ja np. nieraz nawet piekłem ciasta. Tak właśnie zacząłem kiedyś z rapem, przez duże zmęczenie psychiczne miejscem i różnymi sytuacjami. Była to dla mnie odskocznia, relaks. Człowiek tak po ludzku musi po prostu odpoczywać, mieć jakąś odskocznie psychiczną. W momencie, gdy coś się staje dla nas pracą, choćby zewnętrznie wyglądało, jak odpoczynek, to musimy poszukać innej odskoczni. Dla mnie był nią kiedyś hip hop. Teraz też czasami jest. Poprawia mi nastrój i samopoczucie.

 

Nie ważne gdzie, ważne z kim

Jeśli chodzi o wakacyjny wypoczynek, zauważyłem, że lubię i dużo wędruję, choć nie tyle w miejsca, co dla ludzi. Ludzie dla mnie, wbrew pozorom, też są odpoczynkiem. Lubię jeździć tam, gdzie mogę spotkać jakichś świetnych ludzi. Nawet zagraniczne wyjazdy nie są dla mnie tak atrakcyjne, jak miejsca w Polsce gdzie wiem, że spotkam wspaniałych ludzi. Przy nowo poznanych ludziach, którzy są zachwycający pod różnymi względami, najlepiej wypoczywam.

 

Cisza – relaks dla duszy

Ważne są takie momenty, żeby w ciągu dnia znaleźć samotne miejsce chociaż na chwilę.

Próbowałem innych form relaksu. Poczynając od sportu – kiedyś grałem bardzo dużo w piłkę nożną – poprzez muzykę, o której już wspominałem, ale jednak najskuteczniejszym odpoczynkiem duchowym jest dla mnie modlitwa. Gdy byłem u Sióstr Zawierzanek w Częstochowie na rekolekcjach w ciszy, było mi trudno wytrzymać, ale jednak czułem się zupełnie zresetowany duchowo i natchniony Bogiem na nowo. Polecam takie rekolekcje w ciszy. Szczególnie jeżeli ktoś jest tak bardzo zabiegany i  cały czas coś robi, to przyda mu się tak po prostu zatrzymać, usiąść. Pamiętam, że jak tam przyjechałem to pierwszego dnia cały czas spałem. Tak na mnie to zwolnienie tempa zadziałało, że po prostu ciągle spałem. Uczestniczyłem w punktach dnia, ale między nimi tylko spałem. Siostra prowadząca nawet jakoś na to agresywnie nie zareagowała, chyba wiedziała, że musiało nastąpić przejście od takiego zwariowanego trybu do takiego, żeby zwolnić i później wprowadzić w to jeszcze mocniej Pana Boga. Dlatego też na co dzień są ważne takie momenty, żeby na końcu czy początku dnia znaleźć samotne miejsce chociaż na chwilę. Zawsze się staram, żeby chociaż na sekundkę gdzieś się urwać.

 

Twój wybór

Wypoczynek to czasem aktywność fizyczna, sportowa. Ważne, żeby zmieniać rodzaju wysiłku. Przede wszystkim jednak ważny jest wypoczynek psychiczny i duchowy, żebyśmy umieli żyć czymś innym. Relaksem duchowym, a nie tymi problemami dnia codziennego czy stresami. To jest dla mnie wypoczynek. Nowo poznani ludzie cieszą mnie bardziej niż miejsca. Jeśli chodzi o ducha, to cisza i modlitwa. Dla mnie też formą odpoczynku, która wprawia mnie w dobry nastrój jest hip hop.

Kiedyś jako ksiądz miałem pokusę, żeby z ministrantami kupić Playstation. Zaczęliśmy grać i mogłem pójść w dwie strony. Albo grać w Playstation i być mistrzem FIFY albo robić hip hop. Jednak postanowiłem, że będę robił coś bardziej kreatywnego i wybrałem hip hop. To jest dla mnie relaks i odskocznia.

Ks. Jakub Bartczak

Ks. Jakub Bartczak

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap