кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Dominikanie od Królowej Tatr

158 lat temu 14-letniej dziewczynce w Tatrach ukazała się Matka Boża. I choć sekret zdradziła tylko jednej osobie, dziś miejsce to jest znane wszystkim turystom i mieszkańcom Podhala. 1 lipca ojcowie dominikanie świętują 60. rocznicę swojej obecności na Wiktorówkach.

Ania Drus
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Był rok 1860. Albo 1861. Wynajęta przez bogatszego gospodarza do pasania jego owiec na Polanie Rusinowej 14-letnia dziewczynka, Marysia Murzańska jest przerażona – powierzone jej stado zniknęło, a zaczęło się zmierzchać i w górach nagle zapanowała mgła. Gdy tak chodziła, płakała i szukała, ciągle modliła się na Różańcu. W pewnym momencie przy jednym ze smereków widzi wielką światłość a w niej Matkę Bożą, która zapewnia ją, że owieczki się znajdą, ale prosi, by Marysia szybko opuściła to miejsce, bo grozi jej tu duchowe niebezpieczeństwo. Chce również, by dziewczynka przekazała ludziom by lepiej dbali o swoją modlitwę, pokutowali za grzechy i nawracali się.

Rzeczywiście, po chwili stado się odnajduje, a Marysia posłusznie schodzi z gór.
O swoim niezwykłym spotkaniu nie rozpowiada wszystkim. Pod obowiązkiem dochowania tajemnicy opowieść przekazuje tylko jednemu pasterzowi, który zresztą później umieszcza w miejscu spotkania Marysi z Matką Bożą – Jej obrazek. Wiadomość o prywatnym objawieniu szerzy się dopiero po śmierci Marysi.
To są właśnie początki niezwykłej kaplicy, którą mijają wszyscy turyści wspinający się na Rusinową Polanę, aby podziwiać panoramę Tatr Wysokich.

Na smereku wskazanym jako miejsce objawienia niepozorny obrazek Matki Bożej wisiał dość długo, bowiem początkowo proboszcz, któremu podlegało to miejsce był sceptycznie nastawiony do opowieści małej pasterki. Okoliczna ludność jednak, już po śmierci dziewczynki, regularnie odwiedzała to miejsce, prosząc Matkę Bożą o opiekę, o pomoc. W pewnym momencie proboszcz zmienia zdanie i z przeciwnika staje się gorliwym obrońcą niezwykłego charakteru tego miejsca. Zleca wybudowanie kapliczki i wyrzeźbienie do niej figurki, którą zawieszają na drzewie wskazanym przez pasterza, który rozmawiał z Marysią Murzańską.
W pierwszych latach znali to miejsce i przychodzili na modlitwę tylko okoliczni pasterze i robotnicy leśni. Kult rozszerza się w pierwszych latach XX w. W latach ’30 wielkim zwolennikiem i promotorem tego miejsca stał się proboszcz z Bukowiny Tatrzańskiej, który początkowo był wrogo nastawiony. Za jego staraniem powstała tam najpierw większa nadrzewna kapliczka, a potem już prowizoryczna kapliczka naziemna. Wprawdzie ta wątła konstrukcja była raz za razem niszczona przez wiatr halny lub pożar, jednak wciąż ją odbudowywano, za każdym razem większą, solidniejszą i piękniejszą. W 1932 r. odprawiono tam po raz pierwszy mszę świętą.

Wielki rozkwit następuję jednak w latach 50., gdy Wiktorówki rozbudowują się znacznie: najpierw poszerzana jest szopa, potem dobudowane do niej krużganki, następnie zakrystia. Tak powstaje najwyżej położone w Polsce sanktuarium Maryjne – to aż 1150 m. nad poziomem morza.

Najpierw przez rok duszpasterstwo prowadzą tu ojcowie marianie, ale gdy rezygnują w 1958 r. biskup krakowski Karol Wojtyła powierza opiekę nad tym miejscem krakowskim dominikanom. Tak z Wiktorówkami związuje się historyk Kościoła, o. Paweł Kielar OP, który każdą wolną chwilę poświęca, aby tu przybywać: służyć jako spowiednik, odprawiać Msze św., głosić kazania.

Wiktorówki początkowo działają sezonowo, głównie w okresie letnim. Chodziło o wsparcie opieką duszpasterską wędrujących po Tatrach turystów, ale również służyć miejscowym góralom, którzy opieki Matki Bożej Jaworzyńskiej, jak nazwali Maryję ukazującą się pasterce, przyzywają we wszystkich swoich potrzebach. W 1971 r., gdy umiera o. Kielar opiekę nad Wiktorówkami przejmuje pochodzący z gór o. Leonard Węgrzyniak OP, który – pomimo trudnych warunków bytowych w 1974 r. osiada tu na stałe. Zamieszkuje w piwnicy pod kaplicą, bez bieżącej wody i prądu.
To on wymyśla, aby na Wiktorówkach oprócz wsparcia duchowego turyści otrzymywali też wsparcie ciała – uruchamia funkcjonującą do dziś “instytucję” gorącej herbaty dla każdego wędrowca, który dotrze aż tutaj.

Nieraz korzysta z niej oddany czciciel Królowej Tatr biskup Karol Wojtyła. W 1961 r. oficjalnie wizytuje to miejsce jako biskup, a ostatni raz jest tu prawdopodobnie tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową w 1978 r. Podczas pielgrzymki w 1997 r. miał przybyć do sanktuarium z prywatną wizytą, ale kiedy papieski śmigłowiec przyleciał nad Rusinową Polanę, było tam już tyle ludzi, że nie dało się bezpiecznie wylądować. Pobłogosławił zebranych i poleciał dalej. Natomiast o. Leonard wielokrotnie organizował pielgrzymki do Rzymu i za każdym razem były to niesłychanie serdeczne spotkania Papieża z góralami.

Od 1981 roku o. Węgrzyniak przebywa w sanktuarium cały rok, gdzie oprócz nieustannego rozbudowywania i cywilizowania tego miejsca posługuje także jako ratownik TOPR (wtedy jeszcze GOPR). To z jego inicjatywy przy sanktuarium powstaje dyżurka górskiego Pogotowia.
On też był głównym promotorem koronacji figurki Matki Bożej, do której doszło w 1992 roku.
Ojciec Węgrzyniak posługuje tu aż do 2007 r. Wtedy też dominikanie posyłają do posługi u Matki Bożej Jaworzyńskiej więcej braci. W 2012 r. miejsce staje się oficjalnie domem zakonnym dominikanów i przyjmuje za patrona… św. Jana Pawła II.

Od początku do dnia dzisiejszego Wiktorówki funkcjonują w dwóch wymiarach: jako sanktuarium Maryjne, przyjmujące głównie pielgrzymów-górali oraz jako ośrodek duszpasterstwa tatrzańskiego dla wędrujących po górach turystów. – Nie brakuje świadectw osób, które trafiły tu przypadkowo, przechodząc na Rusinową Polanę, a zatrzymały się na dłużej, poprosiły o rozmowę duchową lub spowiedź – mówi o. Cyprian Klahs, dominikanin, który przez kilka lat pracował na Wiktorówkach. Wspomina świadectwo pewnej kobiety, która znalazła się tu przypadkowo, podczas nabożeństwa usłyszała wezwanie: „Matko szczęśliwych powrotów – módl się za nami”, co odczytała jako boże wezwanie, by powróciła do wiary i do Kościoła.

Ojcowie z Wiktorówek odprawiają nie tylko tutaj Msze św. (codziennie!), ale również chodzą odprawiać niedzielną Eucharystię w schroniskach górskich: na Włosienicy, w Dolinie Roztoki, Dolinie Pięciu Stawów Polskich oraz nad Morskim Okiem. W większość miejsc dojeżdżają samochodem (ze specjalnym wstępem do TPN), ale do Doliny Pięciu Stawów idą piechotą i tam zwykle zostają na noc.
Mieszkanie na Wiktorówkach jest dla ojców wyzwaniem nie tylko duszpasterskim, ale również zwykłym, bytowym. Prąd dostarcza tu jedynie agregat. Za mieszkanie służy niewielki stryszek nad kaplicą oraz piwnica pod nią. Ogrzewają się sami za pomocą opalanego drewnem pieca, lecz w mrozy, z uwagi na brak odpowiedniej izolacji termicznej w ich celach nieraz trzeba zadowolić się ledwie 15 stopniami ciepła.
– Każdy z nas nosi w kieszeni latarkę czołówkę jako jedno z niezbędnych urządzeń – mówi o. Cyprian.
Jedną ze specyfik tego miejsca jest jego jedynie okresowa popularność. Są godziny, gdy tłoczno tu jak w ulu – wystarczy, że zatrzyma się wycieczka 100 dzieciaków. Innym razem za jedyne towarzystwo służą im zaglądające tu czasem dzikie zwierzęta z gór. Najbardziej ciche miesiące w roku to marzec i listopad, gdy zdarza się, że nawet w ciągu 5 dni nikt do nich nie zajrzy.

Istnieje jeszcze jeden wymiar tego miejsca – to symboliczny “cmentarz” ludzi, którzy stracili życie w górach, a których ciał nigdy nie odnaleziono. Swoje tabliczki mają tu zmarli tragicznie ratownicy górscy, taternicy czy zwykli turyści, na zawsze pozostający wśród szczytów. – Często sprawowane są Msze w ich intencji, niemal ciągle palą się tu znicze w miejscu, gdzie są tabliczki z ich imionami – mówi o. Cyprian Klahs.

Z okazji 60. rocznicy obecności Zakonu Kaznodziejskiego na Wiktorówkach w niedzielę 1 lipca odbędzie się tu bardzo uroczysta Msza św. z udziałem m.in. prowincjała polskich dominikanów o. Pawła Kozackiego OP oraz o. Leonarda Węgrzyniaka OP długoletniego duszpasterza tego miejsca. “Będzie można nie tylko spróbować pysznego bigosu, ale i posłuchać kazań o. Krzysztofa Pałysa OP, obejrzeć mini wystawę starych fotografii związanych z dominikanami na Wiktorówkach, ale co chyba najważniejsze: spotkać się ze sobą i powspominać, oraz popatrzeć w przyszłość tego miejsca” – piszą ojcowie w zaproszeniu na uroczystości.

 

 

Ania Drus

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ania Drus
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

“Ja go nie kocham, taka jest prawda”

Czyli przegląd żenujących piosenek weselnych.

Paweł Mazur
Paweł
Mazur
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Już mi niosą suknię z welonem, już cyganie czekają z muzyką…” – jakie to piękne, prawda? Od razu przywołuje piękne obrazy, jak to Panna Młoda idzie w cudownej sukni, konie stukają Marsz Mendelssohna i ogólnie jest jak z bajki. Ludzie tańczą, śpiewają refren i przyjemnie bujają się na parkiecie w rytm tej melodii. Może się wydawać, że ta piosenka to świetny wybór na każde wesele!

Właśnie z tego powodu w swojej pracy (a jestem DJ na weselach) często słyszę – „Pan zagra mi to Windą do nieba, co? Takie ładne to, od wujka dla Państwa Młodych”. Jako odpowiedź zawsze słyszy – „Nie, nie zagram Panu tej piosenki, może być jakaś inna? Np. Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał?” Dlaczego tak robię?

 

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta i zawiera się w… tekście tej piosenki! Zaraz po refrenie następuje zwrotka, a tam… słyszymy z głośników coś takiego:

„Mój piękny Panie, ja go nie kocham – taka jest prawda.
Pan główną rolę gra w każdym śnie…”

I nagle wychodzi na to, że na weselu słuchamy i tańczymy do piosenki, która tak naprawdę jest szalenie smutną historią kobiety,  która została zmuszona do ślubu! Z dedykacją dla Państwa Młodych! Ktoś może powiedzieć, że to przecież nic takiego, najważniejsze żeby ludzie na weselu dobrze się bawili. Ale zastanówmy się przez chwilę – czy naprawdę chcemy na weselu, które jest z natury pozytywnym i bardzo dobrym przeżyciem, słyszeć o historii dziewczyny, która nie może iść przez życie sama więc poślubia po prostu jakiegoś faceta, którego nie kocha? Wydaje mi się, że odpowiedź jest oczywista.

„To może zagraj mi Pan ludową taką piosenkę, Wiła wianki” – kolejny przykład z życia wzięty. Na pozór prosta, ludowa piosenka opowiadająca o radosnej kobiecie plotącej wianki. Czyżby? W drugiej zwrotce do radosnej kobiety przychodzi żołnierz, a w trzeciej… no właśnie w trzeciej słyszymy coś takiego:
„Nie minęło już więcej, niż 9 miesięcy
siedzi ona nad Wisłą – płacze
Miłość ach miłość, zdradziłaś ty mnie”

 

Przykładów można by mnożyć bez końca ponieważ zarówno w polskich jak i zagranicznych piosenkach nie brakuje piosenek, które pod płaszczykiem pięknej melodii skrywają często bardzo dramatyczne, smutne czy po prostu głupie teksty. Ja zawsze wychodzę z założenia, że wesele to czas radosnego świętowania zaślubin dwojga ludzi, przeżywających najprawdopodobniej początek najszczęśliwszych dni swojego życia. My wszyscy jesteśmy zaproszeni do tego, żeby tę radość przeżywać z nimi. Czy naprawdę podczas takiego święta musimy radośnie pląsać podśpiewując przytoczone przeze mnie teksty czy chociażby „niech żyje wolność, wolność i swoboda?”

Uważam, że dużo lepszym pomysłem na świętowanie tak ważnego dnia jest dobra zabawa do piosenek, które pozostawiają i generują w nas dobre wspomnienia. Pamiętajmy o tym przy wyborze orkiestry czy DJa i wodzireja na wesele. W efekcie będziemy mogli myśleć tylko o dobrej zabawie, bo przecież świętujemy to, że ktoś kogoś “pokochał na dobre i na złe!”

 

Paweł Mazur

Paweł Mazur

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Mazur
Paweł
Mazur
zobacz artykuly tego autora >

Zatańcz z Bogiem na rekolekcjach

Rekolekcje połączone z kursem tańca - to pomysł Oblackiego Duszpasterstwa Młodzieży. Spotkanie pod nazwą Niniwa Dance odbędzie się w dniach 23-28 lipca w Kokotku.

Polub nas na Facebooku!

Rekolekcje dedykowane są młodym osobom w wieku od 15 do 35 roku życia i odbędą się już po raz czwarty. Misjonarze Oblaci proponują uczestnikom warsztaty taneczne oraz formację duchową ponieważ – jak podkreślają – zależy im na całościowym rozwoju młodzieży.
– Chcemy, żeby poprzez aktywność fizyczną poznali smak trudu i satysfakcji. Wszystko to utrzymane jest w modlitewnym klimacie w towarzystwie fajnych i ambitnych ludzi – mówi Krzysztof Zieliński, rzecznik OCM Niniwa.

W tegorocznym planie oprócz zajęć sportowych i przewidziano codzienną Eucharystię, modlitwy oraz konferencje dotyczące m.in. pokonywania własnych słabości. Ważnym punktem programu jest również integracja między uczestnikami. – Dzięki niej otwierają się na drugiego człowieka i Boga, a także poznają samych siebie – tłumaczy Krzysztof Zieliński.

Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży skupia ok. 300 młodych ludzi w całej Polsce. Jego misją jest przekazywanie wartości, wiary oraz propagowanie rozwoju osobistego. Istotnym elementem działań Niniwy jest też ewangelizacja, którą młodzież realizuje w swoich środowiskach życia.

mg/Stacja7

Tarnów wprowadza zakaz sprzedaży alkoholu nocą

Od 1 sierpnia zacznie w Tarnowie obowiązywać nocny zakaz sprzedaży alkoholu. Od północy do godziny szóstej rano w tarnowskich sklepach i na stacjach benzynowych nie będzie można kupić alkoholu. Zmniejszy się też liczba zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych.

Polub nas na Facebooku!

Taką propozycję ograniczenia sprzedaży napojów alkoholowych przedstawił radnym prezydent Tarnowa Roman Ciepiela. Projekt został zaopiniowany przez rady osiedli i był poddany konsultacjom. Już w maju Urząd Miasta poinformował o takim pomyśle i argumentował, że proponowane ograniczenia w sprzedaży wynikają ze znowelizowanej ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. W myśl art. art. 12 ust. 4, rada gminy może ustalić, w drodze uchwały, dla terenu gminy lub wskazanych jednostek pomocniczych gminy, ograniczenia w godzinach nocnej sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży.

„Jako samorząd musimy dbać o wszystkich mieszkańców Tarnowa. Wprowadzenie takiego ograniczenia w połączeniu z zakazem spożywania alkoholu w miejscach publicznych z jednej strony wpłynie na poprawę komfortu życia mieszkańców okolic całodobowych sklepów monopolowych oraz ich poczucie bezpieczeństwa, z drugiej natomiast na estetykę i wygląd miasta” – mówi Roman Ciepiela, prezydent Tarnowa.

Podczas konsultacji społecznych służby mundurowe przedstawiły dane wskazujące, że interwencje ws. spożywania i nadużywania alkoholu, jak również zakłócania porządku przeważają w godzinach późnonocnych, tj. po 24.00.
Takie rozwiązanie prawne funkcjonuje między innymi w Tychach, Sandomierzu, Mysłowicach, Piotrkowie Trybunalskim, Chorzowie i w Bytomiu.

Po zmianach w ustawie rada określiła maksymalną liczbę zezwoleń na sprzedaż alkoholu, wcześniej była to liczba punktów sprzedaży. Zgodnie z podjętą uchwałą, na sprzedaż napojów z zawartością alkoholu do 4,5 procent oraz piwa limitu liczby punktów nie było. Teraz wydawanych będzie 320 zezwoleń, 120 dla lokali gastronomicznych, 200 dla sklepów. Średnia z ostatnich lat była wyższa i wynosiła 327.

KAI/ad

Z KRAJU

Potrzebni wolontariusze na festiwal Campo Bosco

Organizatorzy Salezjańskiego Festiwalu Młodych Campo Bosco, który odbędzie się w Czerwińsku nad Wisłą w diecezji płockiej w dniach 23-26 sierpnia, poszukują wolontariuszy. Tegorocznemu festiwalowi, inicjowanemu przez salezjański Ośrodek Młodzieżowo-Powołaniowy „Emaus”, przyświeca hasło „FreeDOM – Wolność jest w nas!”.

Polub nas na Facebooku!

Campo Bosco to cykliczne spotkania młodych ludzi, którzy raz w roku przyjeżdżają do Czerwińska nad Wisłą, aby wspólnie się modlić, bawić i rozwijać – w duchu nauczania św. Jana Bosko, w tym roku pod hasłem „FreeDOM – Wolność jest w nas!”. Jest ono nawiązaniem do 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, a także do ewangelicznego przesłania: „Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli (por. J 8,32)”.

W programie festiwalu każdego roku znajdują się m.in. modlitwy, panele, spotkania z ciekawymi ludźmi, warsztaty i koncerty. Tak będzie i w tym roku, jednak aby impreza się udała, potrzebni są wolontariusze, którzy zadbają o dobrą organizację imprezy. Dlatego organizatorzy apelują o zgłaszanie się młodych, chętnych do pomocy osób, którzy poświęcą swój czas i siły dla Campo Bosco.

Zgłoszenia można wysyłać na adres: [email protected]
Tradycyjnie już uczestnicy Campo Bosco 2018 będą podzieleni na dwie strefy: dla młodszych osób oraz „18+” dla pełnoletnich. Odbędzie się wiele wspólnych nabożeństw i modlitw. Poza tym m.in. zaplanowano spotkanie z 43-letnią s. Anną Nobili, w przeszłości striptizerką i tancerką w nocnych klubach, obecnie w Zgromadzeniu Sióstr Pracownic Domu Świętego w Nazarecie) i wychwala Boga tańcem; dziennikarzem Polskiego Radia Olsztyn Grzegorzem Kasjaniukiem (opowie o duchowych pułapkach w muzyce); dziennikarką i alpinistką Moniką Rogozińską.
Będą też m.in. warsztaty „Jak zarządzać pieniędzmi, aby żyć w wolności finansowej?”, „Jak zarządzać czasem, aby mieć czas na wszystko?”, „Jak jeść, aby być ciągle pięknym i zdrowym?”, „Jak zrozumieć siebie i swoje emocje?”, „Internet – jak być wolnym od pornografii, sieci, hazardu itp.?”.

KAI/ad

Największy płaszcz maryjny w księdze rekordów  Guinnessa

Brazylijscy czciciele Matki Bożej Patronki Żeglarzy trafili do Księgi Rekordów Guinnessa. Z okazji odpustu w sanktuarium Navegantes przygotowali oni rekordowej wielkości płaszcz dla figury Maryi o powierzchni ponad tysiąca metrów kwadratowych. Tak wielką szatą chcieli przypomnieć o "cieple Matki Bożej okrywającym Jej czcicieli".

Polub nas na Facebooku!

Ten największy na świecie płaszcz maryjny został poświęcony podczas uroczystości maryjnych 2 lutego. O oficjalnym wpisaniu go do Księgi Guinnessa poinformował w tych dniach bp Rafael Biernaski, ordynariusz diecezji Blumenau, do której należy sanktuarium Patronki Żeglarzy.

Brazylijczycy w swojej tradycyjnej wierze uzewnętrzniają pobożność przez bezpośredni kontakt – dotykając obrazu czy figury. Przykładowo podczas wielotysięcznych procesji taki osobisty kontakt z przedmiotem kultu ułatwia kilkusetmetrowy sznur.

Okrycie figury Matki Bożej Żeglarskiej wykonało z różnych tkanin i koronek w ciągu dwóch miesięcy kilkadziesiąt osób. Przy oficjalnym mierzeniu szaty byli obecni topografowie, inżynierzy, policjanci, fotografowie i pokaźna liczba ciekawskich.

Płaszcz został pocięty na 16 tysięcy kawałków, które rozdano czcicielom Maryi uczestniczącym w procesji. Tegoroczna inicjatywa wykonania olbrzymiego okrycia będzie odtąd powtarzana każdego roku po to, by podczas procesji wierni w namacalny sposób odczuwali, że okrywa ich płaszcz Matki Bożej.

Strona internetowa sanktuarium informuje, że ta kolosalna szata ma być znakiem ciepła Matki Bożej okrywającego Jej czcicieli.

KAI/ad

MUNDIAL

Chorwaci znów skradli nasze serca!

Drużyna Chorwacka postanowiła przekazać zarobione podczas Mundialu pieniądze na dzieci z Domów Dziecka. Wcześniej Luka Modrić - podczas świętowania sukcesu - zaprosił na scenę chłopca z zespołem Downa

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Drużyna Chorwacji zdobyła nasze serca, złoty medal Mistrzostw Świata w waleczności, harcie ducha i siły oraz srebrny medal Mistrzostw Świata w piłkę nożną. Podczas świętowania wielkiego sukcesu po powrocie do Chorwacji, Luka Modrić na scenę zaprosił chłopca z zespółem Downa, by mógł wspólnie z piłkarzami cieszyć się srebrnym medalem Mistrzostw Świata. Teraz drużyna postanowiła wszystkie zarobki związane z Mundialem przekazać dzieciom z Domów Dziecka (jak podaje na swoim Instagramie sportexpress.sk)

 

 

Pisaliśmy wcześniej, że przygoda tej drużyny na Mundialu to gotowy scenariusz filmowy. Dziś mamy apel do największych reżyserów: ten film koniecznie trzeba zrobić!

To właśnie Luka Modrić i koledzy z jego drużyny, najlepiej wiedzą co to znaczy wziąć drużynę na barki i donieść z honorem pierwszą do mety. A potem jeszcze pokazać, jak być inspiracją dla ludzi na całym świecie.

 

Chorwacjo! Dziękujemy!

 

Stacja7/al 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
KOBIETA

Chiara Petrillo. Gdzie znaleźć taką księżniczkę?

Straciła dwoje dzieci, zanim zaszła w trzecią ciążę. Gdy dziecko okazało się zdrowe, stwierdzono nowotwór u niej. Poznajcie historię nowej kandydatki na świętą - Chiary Corbelli Petrillo.

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziecięce marzenie

Chiara Corbella Petrillo przyszła na świat w Rzymie 9 stycznia 1984 r. Była zwyczajną dziewczyną – miała wielu znajomych, których “zarażała” serdecznością i pogodą ducha. Nie była jednak typem przywódcy. W szkole nigdy nie zgłaszała się na ochotnika. Wychowywała się w rodzinie chrześcijańskiej, chodziła też na spotkania wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Gdy miała 7 lat, napisała na widokówce znad morza: “Maryjo i Jezusie, proszę Was, żebym została świętą”. Wiele wskazuje na to, że jej prośba niebawem się spełni, gdyż właśnie ruszył jej proces beatyfikacyjny.

 

Bądź wola Twoja
18-letnia Chiara poznała przyszłego męża Enrico Petrillo podczas wakacyjnego pobytu w Medżiugorie. Para szybko zaręczyła się, jednak wkrótce pojawiły się między nimi pierwsze kryzysy. Narzeczeni nawet zerwali ze sobą. Bardzo przeżywała rozstanie, zrozumiała wtedy, że Bóg nie chce jej ograniczać, ale pragnie dać to, co uczyni ją naprawdę szczęśliwą. Po 6 latach burzliwego związku Chiara i Enrico wzięli ślub. Mężczyzna wspomina, że znajomi zachwycali się pięknem i elegancją jego żony. – Gdzieś ty znalazł taką księżniczkę? – pytali.

Młoda mężatka szybko zaszła w ciążę. Pierwsze badanie USG wykryło u dziecka bezmózgowie. Jednak małżonkowie bez cienia wątpliwości przyjęli córeczkę Marię Grazię Letizię (grazia – „łaska”, letizia – radość), która zmarła pół godziny po urodzeniu. Na pogrzebie dziecka jednak, Chiara i Enrico w pełnym zawierzeniu, wychwalali i dziękowali Bogu za wszystko, co ich spotkało.

Widziałem mszę żałobną Marii. Rodzice śpiewali i chwalili Boga przez całą mszę. To było jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu – mówił Gianluigi De Palo, przyjaciel Chiary i Enrico.

Kilka miesięcy później okazało się, że znów spodziewają się dziecka, tym razem chłopca. Lekarze wykryli jednak, że mały ma poważne wady genetyczne, m.in. brak nóg. Młodzi rodzice jednak w pełnym zawierzeniu Panu Bogu z utęsknieniem czekali na narodziny synka. Pogrzeb Dawida odbył się w podobnej atmosferze, jak wcześniej pożegnanie małej Marii.

 

 

Słodkie jarzmo, lekkie brzemię

Niedługo później Pan obdarzył ich trzecim dzieckiem. Chiara i Enrico wraz z bliskimi cieszyli się, że tym razem ciąża rozwijała się prawidłowo. Ich radość nie trwała jednak długo. W piątym miesiącu ciąży u Chiary zdiagnozowano nowotwór języka. Lekarze chcąc ją ratować naciskali na chemioterapię, jednak odmówiła, nie chcąc narażać życia i zdrowia synka. Na chemioterapię i radioterapię zdecydowała się zaraz po urodzeniu małego Franciszka, niestety było już za późno na wyleczenie. W wyniku postępów choroby nowotworowej Chiara straciła jedno oko. Nigdy jednak nie żałowała swojej decyzji. Wiedziała, że jej dni na ziemi są policzone, ale pomimo ogromnej tęsknoty za życiem, była pełna pokoju i ufności w Bożą Opatrzność.

 

“To, czego Bóg chce dla nas jest o wiele piękniejsze niż to, o co moglibyśmy prosić, używając własnej wyobraźni” – napisała na tej samej widokówce, na której jako 7-latka wyraziła swoje pragnienie zostania świętą.

 

Według męża właśnie ostatnie miesiące jej życia, wypełnione leczeniem, cierpieniem i modlitwami o uzdrowienie, były pomimo bólu najpiękniejszymi w ich życiu. Chiara często powtarzała zdanie Jezusa z Ewangelii: “jarzmo moje jest słodkie, a brzemię – lekkie”. Przypomniała je również w napisanym do swojego małego synka liście.

Rankiem w dniu, w którym Chiara zmarła, ona i jej mąż wspólnie modlili się jeszcze przed Najświętszym Sakramentem. W pewnym momencie Enrico ze łzami zapytał żony: Czy to jarzmo, który nosisz, jest naprawdę tak słodkie, jak mówił Pan? – Tak, jest słodkie – odpowiedziała z uśmiechem Chiara. “Ta słodycz była jej, nie moja – tłumaczył potem jej mąż. – To ona umierała, nie ja. Pan rzeczywiście daje łaskę w stosownej chwili. I rzeczywiście widziałem, że umierała szczęśliwa. Doskonale wiedziała, dokąd idzie”.

 

Druga Joanna Beretta Molla
Chiara Corbelli Petrillo zmarła 3 czerwca 2012 r., mając zaledwie 28 lat. Na jej pogrzeb przybyły tłumy, a mszę żałobną koncelebrowało ponad 100 kapłanów. Za pośrednictwem internetu oglądały ją tysiące osób na całym świecie. Podczas ceremonii wikariusz papieski dla diecezji rzymskiej, kard. Agostino Vallini, nazwał Chiarę „drugą Joanną Berettą Mollą”.

Podkreślano też jej radość życia i jej bezgraniczne zaufanie Bogu. Grób Chiary mieści się na rzymskim cmentarzu Verano, a wierni modlą się o łaski za jej wstawiennictwem.

 

Miłość zwyciężyła śmierć
18 lipca 2018 r. w Rzymie rozpoczął się proces beatyfikacyjny Chiary Corbelli Petrillo. – Świecka kobieta i matka rodziny, żona i mama o ogromnej wierze w Boga – czytamy w dokumencie ogłaszającym rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego.

 

Duchowni podkreślają, że postawa młodej Włoszki jest “latarnią światła nadziei, świadectwem ogromnej wiary w Boga, który jest dawcą życia, a także przykładem miłości większej od lęku i od śmierci”.

Maria Górczyńska

Maria Górczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Francja: odradza się skauting katolicki

Francja powraca do skautingu. Choć przez wiele lat wydawało się, że ruch ten wyszedł z mody, w ostatnim dziesięcioleciu przeżywa dynamiczny rozkwit – podaje dziennik "La Croix". Liczba członków trzech organizacji katolickich wzrosła o 30 proc., a w najmłodszej grupie wiekowej niemal się potroiła. Dziś skautów katolickich we Francji jest prawie 150 tys.

Polub nas na Facebooku!

Latem tego roku organizują oni 2,5 tys. obozów. Zdaniem Marie Mullet-Abrassart, przewodniczącej jednej z organizacji, od 4 lat zainteresowanie jest tak wielkie, że skauci nie są już w stanie na nie odpowiadać.

Socjolożka Audrey Rouger, która zajmuje się skautingiem we Francji, mówiąc o przyczynach jego nowego rozkwitu, zauważyła, że ruch ten potrafił odnowić swój wizerunek, prezentując się jako szkoła życia, w której można zdobyć umiejętności, niezbędne w życiu zawodowym. Skauting uczy samodzielności i współpracy, realizacji pewnego projektu, a także występowania w przestrzeni publicznej. A rodzice poszukują dla swoich dzieci takich środowisk, w których mogą się one rozwijać.

Z kolei Michel-Henri Faivre, przewodniczący francuskiej gałęzi Skautów Europy, zwrócił uwagę, że ponowne docenienie skautingu jest też reakcją na braki współczesnego modelu społeczeństwa, w którym młodzi traktowani są z przesadną ostrożnością i wszystko robi się za nich. Jako skauci uczą się natomiast autonomii, otrzymują inne wychowanie niż w szkole i rodzinie, a ich wychowawcami są inni młodzi. Oferuje się im przestrzeń wolności, przygodę i powrót do natury. Skauting katolicki sprawdza się dziś także jako miejsce, w którym przekazywana jest wiara. Robi to skuteczniej niż inne instytucje kościelne. Potwierdza to wiele rodzin – dodaje M.-H. Faivre.

Rolę skautingu doceniono też w trakcie przygotowań do tegorocznego Synodu Biskupów. Podczas prezentacji francuskich odpowiedzi na ankietę przedsynodalną, przyznano, że we wszystkich diecezjach tego kraju skauting pozostaje dziś najprężniejszą formą duszpasterstwa młodzieży.


(KAI/vaticannews.va) / Paryż

W Licheniu zakończyły się warsztaty Ars Celebrandi

Wizyta abp. Guido Pozzo z Watykanu zakończyła trwające od 17 lipca warsztaty liturgiczne "Ars Celebrandi" w Licheniu. Tegoroczna edycja cieszyła się rekordową liczbą uczestników.

Polub nas na Facebooku!

Na warsztaty przybyło w tym roku aż 200 osób w wieku od 11 do 70 lat, w tym prawie 50 kapłanów. Dwunastu z nich przeżyło swoje „trydenckie prymicje” – po raz pierwszy w życiu odprawiali Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Oprócz Polaków na warsztaty przyjechali uczestnicy z kilkunastu innych krajów m.in. Łotwy, Estonii, Szwecji, Niemiec, Albanii i Korei Południowej.
Warsztaty „Ars Celebrandi” obejmowały nie tylko naukę celebracji i śpiewu liturgicznego (chorału gregoriańskiego) oraz śpiewane godziny kanoniczne, ale także formację duchową i intelektualną.
Za liczne przybycie uczestników dziękował im gość z Watykanu, abp Guido Pozzo. Sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei odprawił Mszę św. pontyfikalną w bazylice licheńskiej oraz przewodniczył nieszporom pontyfikalnym. Wierni mogli otrzymać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami.

Pragnę podziękować Bogu za tę tak aktywną obecność społeczności Ars Celebrandi, która trudzi się promocją starożytnej rzymskiej liturgii i w ten sposób oddaje chwałę Bogu dla dobra Kościoła i całej ludzkości – mówił w Licheniu abp Guido Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei.

Duchowny wygłosił konferencję dotyczącą starożytnej liturgii rzymskiej oraz kryzysu wiary we współczesnym świecie. Zwrócił uwagę, że obecnie ma on trzy wymiary i oznacza sekularyzację wiary, nadziei i miłości. Łączy je utrata zainteresowania światem nadprzyrodzonym, a skupianie się na tym, co można zobaczyć gołym okiem. Abp Pozzo podkreślił, że w przeszłości kwestionowano poszczególne aspekty wiary, a teraz podważa się ją jako całość.Taką postawę nazwał gnostycyzmem. Rozwiązaniem kryzysu jest ponowne postawienia Boga na pierwszym miejscu. Zdaniem Abp Guido Pozzo jednym ze sposobów przywrócenia właściwego porządku jest praktykowanie Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego.

Za pośrednictwem duchownego pozdrowienia dla uczestników i organizatorów Ars Celebrandi skierował też kardynał Luis Ladaria, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, której część stanowi Komisja Ecclesia Dei.
Organizatorem warsztatów „Ars Celebrandi” jest stowarzyszenie Una Voce Polonia, będące polskim oddziałem Międzynarodowej Federacji „Una Voce”. Organizacja ta jest uznawana przez Stolicę Apostolską za oficjalną reprezentację katolików świeckich przywiązanych do tradycyjnej liturgii łacińskiej.

mg/Stacja7

Wracają w Alpy szukać zaginionego rok temu ks. Grzywocza

Grupa ratowników z Opolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, ta sama, która rok temu poszukiwała zaginionego ks. Krzysztofa Grzywocza, wraca w Alpy na ponowne poszukiwania kapłana. "Wracamy po jednego z nas, Polaka" napisali w wydarzeniu na Facebooku.

Polub nas na Facebooku!

Wyprawa ruszy 20 lipca. Ratownicy podkreślają, że to ich własna inicjatywa, wykonywana w czasie wolnym i na własny koszt. “Jesteśmy wolontariuszami, nasze działania wykonujemy w czasie wolnym, nie pobierając wynagrodzenia, na wyjazd zbieraliśmy pieniądze przez rok czasu, prowadząc szkolenia ludzi oraz psów. To, że tam jedziemy jest naszą decyzją, indywidualną każdego z nas, ciągle nie zamkniętym rozdziałem naszego życia. Nikt nas tam nie wysyła, nie prosi… to drzemie w nas, w środku – w naszych sercach, jedziemy po to aby odnaleźć Polaka” – napisali w wydarzeniu na Facebooku, za pomocą którego będą relacjonować swoją wyprawę.

Tym razem będą szukać zaginionego księdza w innym miejscu, niż rok temu, bo po włoskiej stronie szczytu Bortelhorn, na który kapłan się wyprawił. Poprzednia akcja poszukiwawcza skupiła się na szwajcarskiej stronie, łatwiejszej turystycznie. Strona włoska, jak podkreślają ratownicy, wymagała umiejętności wspinaczkowych. 

Akcja potrwa tydzień. Jeśli nie przyniesie rezultatu, ratownicy już zapowiedzieli, że będą ją ponawiać do skutku.

Ks. Krzysztof Grzywocz zaginął w Alpach Szwajcarskich 17 sierpnia 2017 r. Tego dnia odprawił poranną Mszę św. w miejscowości Betten i po zakończeniu liturgii wyjechał w nieznanym kierunku swoim autem. Później okazało się, że w schronisku, na którego parkingu zaparkował auto zostawił wiadomość, że wróci o 17. Oficjalna akcja poszukiwawcza rozpoczęła się już następnego dnia, zakończyła 23 sierpnia. Kilka tygodni później wznowili ją ratownicy z OGPR. Ks. Krzysztof Grzywocz był cenionym rekolekcjonistą, kierownikiem duchowym, terapeutą i autorem. 

ad/Stacja7

Dlaczego Anglicy mówią „God bless you” gdy ktoś kichnie?

Podczas gdy Polacy, Włosi czy Niemcy życzą kichającemu zdrowia, mieszkańcy USA czy Wielkiej Brytanii - wierzący lub nie - błogosławieństwa Bożego. Geneza tego zwyczaju jest związana z postacią papieża Grzegorza Wielkiego.

Polub nas na Facebooku!

Pierwsza teoria nawiązuje do czasów, gdy w Rzymie panowała epidemia dżumy. Jednym z objawów tej choroby był kaszel i kichanie. Papież Grzegorz Wielki miał ponoć wtedy zasugerować mówienie „niech Cię Bóg błogosławi” po tym jak ktoś kichnął, aby uchronić tę osobę od śmierci.

U początków tego powiedzenia mogły też leżeć dawne przesądy. W starożytności sporo osób wierzyło, że dusza ludzka przyjmuje formę powietrza i znajduje się w głowie. Podczas kichania istniało więc duże niebezpieczeństwo, że „ucieknie” ona przez nos. Uniemożliwić to mogło jedynie Boże błogosławieństwo. Z tego też powodu Hiszpanie przywoływali kiedyś przy kichaniu imienia Jezusa (Jesús y un Credo!), co do dziś zostało w zwyczaju niektórych.

Według innego zabobonu, kichanie wyrzucało z człowieka złe duchy, które mogły wstąpić w ciała innych osób. Błogosławieństwo miało uchronić przed działaniem złego zarówno kichającego jak i osoby wokół.

mr/Stacja7

Już jutro koncert ks. Daniewicza

Już jutro w kawiarni Karowa 20 w Warszawie odbędzie się koncert ks. Andrzeja Daniewicza, lidera chrześcijańskiego zespołu rockowego La Pallotina. Będzie to preludium przed 8. Festiwalem Chrześcijańskie Granie.

Polub nas na Facebooku!

Wszystko ze względu na przypadającą 21 lipca 503 rocznicę urodzin św. Filipa Neri, patrona Fundacji, bliskiego muzyce chrześcijańskiej. 

– Występ w kawiarni Karowa 20 będzie preludium przed 8. Festiwalem Chrześcijańskie Granie. Ksiądz Andrzej Daniewicz będzie jedną z gwiazd festiwalu. Podczas wydarzenia będzie można zakupić bilety na festiwal oraz ostatnią płytę zespołu La Pallotina MIŁOŚĆ NAD WISŁĄ” – mówi Michał Guzek, prezes fundacji Chrześcijańskie Granie.

W czasie Festiwalu zostaną również ogłoszeni zwycięzcy konkursu “Zaśpiewaj PARADISO” na najlepsze wykonanie piosenki z filmu o świętym patronie fundacji. W tym roku są to uczniowie szkoły pod patronatem św. Filipa Neri z Radomia.

Bilety można kupić przez stronę www.eventim.pl lub poprzez wpłaty na konto fundacji “Chrześcijańskie Granie”. Za pomocą Instagrama 3 wejściówki trafiły również do czytelników Stacji7, która jest patronem medialnym wydarzenia.

Święty Filip Neri – (ur. 21 lipca 1515 we Florencji, zm. 26 maja 1595 w Rzymie) – Zaznaczył się w historii muzyki jako twórca i propagator oratorium – organizował on nabożeństwa połączone ze śpiewaniem pochwalnych pieśni religijnych (laudes) w formie dialogowanej. Od nazwy domu (oratorio), w którym wykonywano te nabożeństwa, przyjęła się nazwa tej formy muzycznej. W 1534 udał się do Rzymu, gdzie studiował filozofię i teologię. Przerwał studia i w 1548 założył “Bractwo Świętej Trójcy”, opiekujące się pielgrzymami i chorymi. W 1551 przyjął święcenia kapłańskie. Przy kościele św. Hieronima della Carità w Rzymie założył “Oratorium” – miejsce przeznaczone dla elity intelektualnej miasta, gdzie spotykali się artyści, kupcy, mieszczanie i kapłani. Filip organizował tam koncerty muzyczne, wykłady o najnowszych prądach w sztuce, dysputy o historii i archeologii. Został przez niektórych oskarżony o nowinkarstwo, a papież Paweł IV zakazał mu na pewien czas działalności. Filip Neri dzięki aktywności duszpasterskiej jest nazywany “Apostołem Rzymu”. Filip Neri otrzymał stygmaty Ducha Świętego. W 1551 założył zakon filipinów (oratorianów). Była to pierwsza formacja zakonna katolicka, w której nie było ślubów zakonnych.

ad/Stacja7