Nasze projekty
Reklama
Tomasz Samołyk, o. Leon Knabit, Bartosz Michałowski (pra-siostrzeniec o. Leona) | Fot. Tomasz Samołyk/Facebook

O. Leon Knabit w rozmowie z Tomaszem Samołykiem: „Moje hobby? Człowiek!”

Pamięta śmierć Józefa Piłsudskiego, II wojnę światową, komunę, prześladowanie przez SB, strajki w 80. roku, Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, czas rządów Lecha Wałęsy i jeszcze aktywnie obserwuje i komentuje współczesność! O dzieciństwie, kapłaństwie, przyjaźni z Janem Pawłem II i o tym, jak radzić sobie w czasach zamętu o. Leon Knabit opowiedział w rozmowie z Tomaszem Samołykiem na jego kanale YouTube.

Ojca Leona Knabita bez wątpliwości można określić człowiekiem-historią! Stefan Knabit urodził się 26 grudnia 1929 roku. Pamięta, gdy jako dziecko usłyszał o śmierci Marszałka Piłsudskiego, wspomina także jego pogrzeb.

Żyliśmy wszyscy w Polsce w świetle dziadka, legendy dziadka, dziadek-Piłsudski to był naprawdę ktoś taki, on był w tej chwili ucieleśnieniem Polski Zmartwychwstałej, i tak jak byłem małym chłopakiem to mnie tam specjalnie sprawy polityczne nie interesowały, był taki dosyć ostry dla przeciwników politycznych, ale pamiętam przez radio jak była nadawana transmisja jak o jego Kasztance mówili, Kasztanka Piłsudskiego bo była piosenka o nim „jedzie, jedzie na Kasztance” – opowiada Leon Knabit w rozmowie z Tomaszem Samołykiem.

CZYTAJ: O. Leon Knabit: „Za dużo jest synusiów, kochanków i niedojrzałych obiboków, a za mało ojców, mężów, prawdziwych mężczyzn”

Reklama

„Synu, wojna wybuchła”

Tuż przed wybuchem II wojny światowej, ojciec Leon miał 10 lat. Opowiedział o mobilizacji wojskowej taty i momencie wybuchu wojny. Rano 1 września, jak gdyby nigdy nic – zaczęło się. Wstaliśmy, jeszcze był spokój, mamusia poszła do sklepu i wróciła około godziny po dziewiątej. „Synu, wojna wybuchła, Niemcy bombardują Kraków, Warszawę, Poznań, Częstochowę nawet, Polskę, w stare, wspaniałe miasta, o której żeście się uczyli„. W czwartej klasie było geografia Polski przepojona patriotyzmem i teraz to było mordowane.

Ojciec Leon wspomniał też śmierć swojego ojca, którego rozstrzelano w w Warszawie 31 grudnia 1943 roku. Kiedy wiadomo było, że tatuś nie żyje, policjant przyjechał – Gestapowiec, dorożką, bo nie było taksówek, i przywieźli rzeczy po tatusiu, jakieś tam drobiazgi, jakiś zegarek… i nic nie było, żeśmy żyli normalnie, dużo ludzi pomagało, bo mamusia została z trojgiem dzieci, działaczy niepodległościowych przez Niemców zaaresztowano. Świeccy i księża pomagali jak się dało. Także mamusia była obrotna żeśmy głodu nie cierpieli.

ZOBACZ: Leon Knabit: Tyle się kocha, ile się słucha

Reklama

„Przez dłuższy czas zastanawiałem się nad tym, czy seminarium to jest moja droga”

Ojciec Leon opowiedział także Tomaszowi Samołykowi historię swojego powołania. Przez dłuższy czas zastanawiałem się nad tym, czy seminarium to jest moja droga. Na Mszy świętej w katedrzemnie bardzo się podobała ceremonia, liturgia pontyfikalna i wspaniali ludzie – klerycy, młodzi ludzie, którzy dążyli do kapłaństwa i bardzo fajne to miejsce, życzliwi, dobrzy, uśmiechnięci, nawet się żyje troszkę ich życiem, że święcenia, kazania, no i tak myślałem, może ja…?

Ale potem miałem już przyjaciół, Pawła Molskiego i właśnie 3 marca wpadłem do seminarium, wtedy była przerwa u nich w studium, i wtedy pytam go: „czy ja mam powołanie czy nie mam?” A ten mówi, bez żadnego zastanowienia, „oczywiście że masz! Ty się wymigujesz„. No i ja to poznałem jako głos Boży, i od tej pory wiedziałem, że mam pójść, do dzisiaj wiem, że to Pan mi powiedział, nie mam żadnej wątpliwości do powołania, jak to wypełniać to wiadomo, człowiek nie jest ideałem, prawda? Ale czy, nie było [wątpliwości], także mam bardzo ułatwione życie – półtora roku przed maturą wiedzieć, co się będzie robiło, i trwać w tym do 94. roku życia – tylko dziękować Panu Bogu.

Podsumowując 70 lat swojego kapłaństwa, ojciec Leon zaznaczył, że zawsze w centrum jego życia była Msza święta. To, co na Mszy świętej przeżywam bez emocji raczej tak egzystencjalnie, mam łaskę że Pan Bóg pozwala mi piastować Swoje ciało i krew spożywać, dawać innym, a że to wszystko dawać innym. Kiedyś pytają – Ojca hobby? Moje hobby? Człowiek! I to jest żeby to przekazywać ludziom, tak mi zostało.

Reklama

ZOBACZ: „Tej chwili nie zapomnimy do końca życia”. Świadectwa cudów za wstawiennictwem św. Jana Pawła II

Przyjaźń z Janem Pawłem II i dwa wyjątkowe spotkania

Tomasz Samołyk wspomniał także o znajomości papieża Jana Pawła II z ojcem Leonem. Jakie spotkanie z nim szczególnie zapamiętał? Przede wszystkim pierwsze spotkanie na Watykanie, to było najważniejsze, chociaż może jeszcze wcześniej, pierwsza jego wizyta w Polsce, na Błoniach 6 czerwca, chyba 1999.

Wtedy powiedzieli, że będzie prywatne przywitanie, nie będzie oficjeli i tak dalej, no ale na to prywatne przywitanie przyjechało połowę młodych, i mnie prosili żebym tu ludzi przygotował do tego, prowadził to spotkanie, no więc ja to prowadziłem, mam nagrane na taśmie, tą taśmę nagrał ksiądz Boniecki, on mnie wtedy dał tą taśmę, opisane jest to dokładnie w tej książce „Spotkanie z wujkiem Karolem”, tam wszystkie szczegóły są, samo spotkanie jako całość było najważniejsze, a wtedy to pierwsze spotkanie wujka Karola, jak idzie ksiądz kardynał Wojtyła jako papież, prawda, biała sutanna, czerwony płaszcz, czerwony kapelusz papieski…

W telewizji trzeba komentować delikatnie, natomiast w radiu to trzeba opisać wszystko: Papież idzie, czerwony dywan, ubrany tak i tak, i ten sam uśmiech, co w telewizji, ale z bliska, ale że dla nas. A papież na to: „No! Ojciec Leon, który tu przy drugim mikrofonie wszystkimi kieruje”… Myślę: Boże… [papież dalej]: „…a Leon powiedział, że to ten sam uśmiech co w telewizji, ja myślałem że ten sam uśmiech co w Krakowie” [z książki o JP2: „Ojciec Leon powiedział, że papież uśmiecha się tak samo jak w telewizji. Ja bym chciał powiedzieć, przynajmniej mam taką nadzieję, że uśmiecha się tak samo jak wówczas, kiedy był jeszcze w Krakowie”.] Potem musiałem dogryźć, tak było bardzo po przyjacielsku.

To spotkanie było pierwszym spotkaniem Papieża, a potem było pierwsze na Watykanie. Na śniadaniu siedzimy, a tu Papież naprzeciwko mnie, a ja na Watykanie… albo przy Mszy Świętej, stoję wtedy z boku, tam Matka Boska Częstochowska, w rogu biała piuska, choroba, no naprawdę Watykan…!

Posłuchaj całej rozmowy:

zś/Stacja7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę