W całym kraju uczczono rocznicę śmierci Jana Pawła II

Czuwaniami modlitewnymi w plenerze, zapaleniem płomieni pamięci, konferencjami i uroczystymi Eucharystiami uczcili wierni w całej Polsce 9. rocznicę śmierci Jana Pawła II. Modlono się jednocześnie o godne przygotowanie do zbliżającej się kanonizacji Papieża.

Dobrze przygotować się do kanonizacji

– Przygotujmy się dobrze do kanonizacji obu papieży: Jana Pawła II i Jana XXIII – zaapelował na zakończenie wieczornego czuwania modlitewnego w Warszawie kard. Kazimierz Nycz. Na Placu Piłsudskiego warszawiacy modlili się przy relikwiach papieża Polaka. Refleksje i modlitwy koncentrowały się wokół tematu powołania do świętości.

Metropolita warszawski spod papieskiego krzyża na Placu Piłsudskiego pobłogosławił zebranych relikwiami Papieża-Polaka. Wcześniej jednak zwrócił uwagę, by polscy katolicy „dopisali” na biało-czerwonych flagach z imieniem Jana Pawła II również imię Jana XIII, gdyż 27 kwietnia w Rzymie odbędzie się kanonizacja dwóch papieży, o czym przypomniał kardynał. Zachęcał do dobrego przygotowania do tego wydarzenia, gdyż – jak podkreślał – „jesteśmy członkami jednego Kościoła”. – Kościoła Jana Pawła II i Jana XXIII, papieża Franciszka i Benedykta seniora – wyliczał kard. Nycz, wskazując na powszechny charakter Kościoła.

Czuwanie modlitewne na Placu Piłsudskiego nt. powołania do świętości poprowadzili przedstawiciele warszawskich parafii. W ich zamyśle była to okazja, by odkrywać to powołanie i razem z Janem Pawłem II szukać drogi do źródła, w myśl motta obchodów kanonizacyjnych zaczerpniętego z „Tryptyku Rzymskiego”: „Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd”.

Dlatego o swojej wierze opowiedzieli zebranym na placu 21-letnia dziewczyna z Ruchu Światło-Życie w diecezji warszawsko-praskiej i 60-letni mężczyzna z Drogi Neokatechumenalnej. Ona wspomniała m.in. o tym, że 9 lat temu, gdy zmarł Jan Pawła II uświadomiła sobie „jak bardzo mało go znała”. W następnych latach zaczęła poznawać nauczanie papieskie. Najbardziej wpłynęły na jej życie słowa „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Mężczyzna natomiast wyrażał swoją wdzięczność Bogu za „lekcję od Jana Pawła II”, dzięki której mógł wytrwać w małżeństwie, wychować dziesięcioro dzieci i posługiwać w ewangelizacji.

Uczestnicy czuwania mieli też okazję posłuchać wybranych fragmentów homilii Jana Pawła II, a wszystko to w oprawie muzycznej Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Potem w modlitwie wiernych zebrani modlili się m.in. o odwagę dążenia do świętości. O godz. 21.37 zabrzmiał sygnał na trąbce, a po błogosławieństwie relikwiami bł. Jana Pawła II warszawiacy zaśpiewali „Barkę”, która była jego ulubioną pieśnią.

Mimo, że czuwanie zorganizowano w rocznicę śmierci papieża, to miało ono pogodny klimat – warszawiacy przynieśli balony, które wypuścili w niebo, wielu miało ze sobą biało-czerwone chorągiewki z faksymile podpisu Jana Pawła II, choć też wielu kontynuowało zwyczaj zapalania zniczy przy wizerunku błogosławionego.

Zapłonęły watry pamięci

Na Podhalu w kilku miejscach o godz. 21.37 zapłonęły watry pamięci, a krzyż na Giewoncie został podświetlony agregatem prądotwórczym przez kilku zakopiańczyków.

Uroczystości w plenerze odbyły się również w Kluszkowcach, na szczycie Góry Wdżar. Mszy św. przewodniczył o. Jacek Pawlikowski, karmelita bosy i proboszcz parafii w Kluszkowcach. – Janie Pawle II, daj nam wyjść na tą najważniejszą górę, jaką jest niebo i spotkać się tam z Tobą. Wołamy o pomoc we wszystkich sprawach rodzinnych, zawodowych, wspieraj cały Kościół – mówił duchowny. Przywołał też wiele fragmentów przemówień papieskich dotyczących gór. Liturgię uświetniła kapela góralska, młodzież oazowa, poczty sztandarowe.

Wieczorne czuwania modlitewne odbyły się również w sanktuarium Matki Boskiej Ludźmierskiej w Ludźmierzu i zakopiańskim sanktuarium Matki Boski Fatimskiej na Krzeptówkach.

Szczególny przebieg wieczorne czuwanie miało w parafii góralskiej Ciche – Miętustwo. Tam na zakończenie rekolekcji ks. Jarosław Cielecki z Watykanu, które je prowadził, poprosił górali, aby przynieśli świece. Zostały zapalone o godz. 21.37. – Zanieście je w okresie świątecznym na groby bliskich zmarłych – zachęcał ks. Cielecki. Przekazał góralom wiele wzruszających opowieści o bł. Janie Pawle II i pracy u jego boku. Kapłan obsługiwał od strony medialnej wizyty apostolskie z polskim papieżem.

Góralska watra zapłonęła także na szczycie Matyski w Radziechowach w Beskidzie Żywieckim. W ten sposób rocznicę śmierci Jana Pawła II uczcili mieszkańcy okolicznych wiosek na Żywiecczyźnie, ale także przedstawiciele Bielska-Białej, Mazańcowic, Wilamowic oraz karmelitanki misjonarki z Trzebini koło Żywca. Pod gigantycznym krzyżem milenijnym odprawiona została Msza św. dziękczynna za beatyfikację papieża, odśpiewano Apel Jasnogórski, a o 21.37 zapłonęło specjalne ognisko pamięci.

Mszę św. przy bardzo dobrej, niemal bezwietrznej pogodzie odprawił w środę radziechowski proboszcz ks. kan. Ryszard Kubasiak. W homilii kapłan podkreślił, że ważne jest, by nie ograniczać się do zewnętrznych elementów czci oddawanej błogosławionemu papieżowi z Polski, ale „trzeba rozpocząć życie w zgodzie z przesłaniem, jakie pozostawił”.

Czuwania na stadionie, konferencje naukowe, marsze

Wałbrzychu mieszkańcy modlili się o godne przygotowanie do kanonizacji Jana Pawła II na stadionie. Mszy św. przewodniczył biskup świdnicki Ignacy Dec. – To już po raz dziesiąty katolicki Wałbrzych staje do apelu modlitewnego w rocznicę odejścia do wieczności największego rodaka, wielkiego papieża naszych czasów, bł. Jana Pawła II – przypominał w homilii bp Dec. – Ten wałbrzyski stadion na czas Eucharystii staje się naszą wielką świątynią, gdzie się uobecni zbawcza ofiara Jezusa Chrystusa. Na horyzoncie, od strony zachodniej, widnieje Góra Chełmiec a na niej ogromny krzyż, z którego Chrystus spogląda na to miasto – wskazał biskup świdnicki.

Szczecin wspominał odejście Jana Pawła II na modlitewnym czuwaniu na Jasnych Błoniach. Przed pomnikiem błogosławionego odśpiewano pieśni, w tym ulubioną przez papieża "Barkę", zebrani odmówili dziesiątkę różańca, a aktor i reżyser Sylwester Woroniecki przeczytał fragmenty kazań Ojca Świętego do młodych. O 21.37 na basenie olimpijskim rozpoczęła się Szczecińska Sztafeta Olimpiad Specjalnych. Uczestnicy mieli do pokonania 9665 długości basenu, czyli tyle, ile dni trwał pontyfikat Jana Pawła II. Ostatecznie o północy skończyli z wynikiem blisko 8,5 tys.

Gorzowie Wielkopolskim odbył się natomiast rocznicowy "Biały Marsz", który wyruszył z katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie Wielkopolskim do parafii Pięciu Męczenników Polski, gdzie w 1997 r. Jan Paweł II modlił się z Lubuszanami. Setki mieszkańców miasta z transparentami i żółto-białymi opaskami maszerowało, pokonując ponad pięciokilometrową trasę, aby o godz. 20 wziąć udział we Mszy św. pod przewodnictwem biskupa zielonogórsko–gorzowskiego Stefana Regmunta, w kościele przy wzgórzu papieskim, na którym ustawiony jest pomnik Jana Pawła II. Po nabożeństwie wierni przeszli pod monument, tam przedstawiciele władz wojewódzkich, miejskich i parlamentarzyści złożyli wiązanki kwiatów.

Modlitwa w 9. rocznicę śmierci Jana Pawła II odbyła się także na skoczowskiej Kaplicówce. Dziękowano za dar beatyfikacji i rychłej kanonizacji papieża Polaka.

Papieską rocznicę uczczono także w Lublinie międzynarodową konferencją o kulcie Jana Pawła II, który rozwija się na całym świecie. Przypominano, że mimo przynależności Jana Pawła II do Kościoła powszechnego, Polacy często posługują się pojęciem "nasz papież". Był to natomiast "pierwszy papież ery medialnej" oraz "papież pielgrzym", który zaskarbił sobie serca wiernych na całym świecie. Mówiono m.in. o tym, jakie znaczenie będzie miała kanonizacja Jana Pawła II dla katolików w tak różnych krajach, jak Uzbekistan, Meksyk czy Ukraina. Przypomniano, że papież umocnił w wierze także mieszkańców Afryki, odgrywając ogromną rolę w odnowie moralnej całego kontynentu.


oprac. lk / Warszawa (KAI)

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Prezentacja książki o cudzie Jana Pawła II

Cud jest dotknięciem innej rzeczywistości, ale nie po to, by działy się fajerwerki, tylko by budzić nadzieję i zmieniać życie na lepsze. Tak stało się w przypadku Floribeth Mory Diaz – mówiła Elżbieta Ruman, autorka książki „Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II”. Prezentacja książki odbyła się w środę 2 kwietnia w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

Prezentacja książki o cudzie Jana Pawła II

Autorka opisuje, jak docierała do informacji o cudzie (komórka postulatora procesu, ks. Sławomira Odera, milczała), jak kontaktowała się z przyjaciółmi z Ameryki Łacińskiej. Wraz z operatorem TVP przybyli do Kostaryki, by wysłuchać opowieści Floribeth Mory Diaz. Matka i babka licznej rodziny zachorowała w kwietniu 2011 na tętniaka mózgu, została też częściowo sparaliżowana. Lekarze zdiagnozowali wyjątkowo rzadkiego tętniaka, a lekarze nie dawali żadnej nadziei – polecili mężowi zabrać żonę do domu, gdzie miała czekać na śmierć.

Bohaterzy wydarzeń konkretnie i bez egzaltacji opowiadają polskiej dziennikarce o chwili, gdy w ich życie wkroczył cud. Floribeth wróciła do domu w Wielką Sobotę 2011 r. i od tego dnia rodzina codziennie odmawiała różaniec przed dużym zdjęciem Jana Pawła II prosząc o jej uzdrowienie. Kobieta obejrzała też telewizyjną transmisję beatyfikacji papieża Wojtyły i nagle poczuła się na tyle lepiej, że o własnych siłach mogła wstać z łóżka. Ostatecznie po siedmiu miesiącach wróciła do zdrowia i umieściła swoje świadectwo na internetowych stronach, na której wpisywali się ludzie z całego świata.

„Cud dodaje nadziei, świadczy o tym, że nigdy nie można jej tracić. W dzisiejszym świecie, który często budzi lęk, ludzie tracąc nadzieję, gubią swoją duchowość” – mówiła podczas prezentacji Elżbieta Ruman.

Jak dodawała, cud jest „dotknięciem innej rzeczywistości, ale nie po to, by działy się fajerwerki, tylko by budzić nadzieję i zmieniać życie na lepsze”. Tak było w przypadku Floribeth – zupełnie przez nią nieoczekiwany znak, jakim było uzdrowienie, zmienił życie całej jej rodziny. Mimo, iż uznała, że wszystko będzie tak jak dawniej, obecnie nie ustaje w wysiłkach, by dawać świadectwo tego, co się stało. Odwiedza nawet najmniejsze wioski i opowiada o cudzie. W jej aktywność angażują się także mąż i dwaj dorośli synowie.

Zdaniem Elżbiety Ruman, cud uzdrowienia wniósł w życie Floribeth przede wszystkim spokój, którego wcześniej nie zaznawała. Autorka uświadomiła to sobie od pierwszych chwil spotkania z Kostarykanką. – Chce się przy niej być, ten wewnętrzny spokój w niej jest. Cud to było uzdrowienie jej duszy, a dopiero później – ciała – wyjaśniła.

Dziennikarka opisała też kolejne etapy żmudnego badania cudu, przeprowadzonego w listopadzie i grudniu 2012 r. Papież Franciszek podpisał dekret potwierdzający cud za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II 5 lipca 2013 r., po czym kuria w stolicy kraju San José mogła poinformować o szczegółach opinię publiczną na konferencji prasowej.

„Cuda się zdarzają, i myślę, że mało jest takich ludzi, którzy by całkiem w to nie wierzyli. Nie zdarzają się natomiast w takich sposób, w jaki ludzie tego by chcieli” – mówił podczas prezentacji kard. Kazimierz Nycz.

Metropolita warszawski przypomniał, że beatyfikacja kandydata na ołtarze pozwala na czcić go potem w Kościele lokalnym, kanonizacja natomiast poszerza kult na Kościół powszechny, czego wyrazem jest m.in. umieszczenie wspomnienia świętego w kalendarzu liturgicznym. – Przy Janie Pawle II ta reguła się nie sprawdza, dlatego że jest tak znany, że poza formalną zmianą prawno-liturgiczną po kanonizacji będzie czczony w Kościele tak samo, jak jest czczony jako beatyfikowany – zauważył hierarcha.

„Ufajmy, że kanonizacja przyczyni się do tego, że świat jeszcze lepiej pozna pontyfikat i nauczanie papieża, a przede wszystkim – że my wszyscy zabierzemy się do naśladowania Jana Pawła II w jego drodze do świętości” – dodał kard. Nycz.

Przypomniał, że stwierdzony cud w procesie beatyfikacyjnym lub kanonizacyjnym ma świadczyć o rzeczywistym kulcie kandydata na błogosławionego czy świętego. Przestrzegł jednak, by nie skupiać się wyłącznie na osobie osoby uzdrowionej za wstawiennictwem przyszłego świętego, a tak się często dzieje w przekazach medialnych. – Dziś panuje swoista moda na wydobywanie z cienia tego, kto został uzdrowiony. Świadectwo chrześcijańskie uzdrowionego świadczy jednak nie o tym, kto je daje, ale o cichym, nieustannym działaniu Boga w sercu człowieka. Być przedmiotem cudu w przypadku uzdrowienia za sprawą Jana Pawła II, czy kogokolwiek innego – to nie jest beatyfikacja tego człowieka. Mówmy przede wszystkim o Panu Bogu – podkreślił.

Książka ma także dodatkowy walor – autorka opowiada o swojej egzotycznej podróży, zapoznaje czytelników z historią Kostaryki, opisuje pejzaże i miejscową kuchnię. Opisuje też losy swoich bohaterów, których łączy jedno – wielka cześć do Jana Pawła II i wspomnienia o jego jedynej pielgrzymce w tym kraju w 1983 r. To właśnie dlatego cud za jego wstawiennictwem wydarzył się właśnie tutaj, żeby to jakoś mieszkańcom Kostaryki wynagrodzić – tłumaczył Elżbiecie Ruman jeden z księży.

Zdaniem recenzentki, red. Barbary Sułek-Kowalskiej (z tygodnika „Idziemy”) książka Elżbiety Ruman to reportaż niezwykły ze względu na wieloraką rolę, jaką spełnia: jest bowiem właśnie zarówno dokumentem podróżniczym, jak i reportażem „w 100 procentach ewangelizacyjnym” oraz w pewnym stopniu – śledczym. – Autorka nie tylko poszukuje początków cudu na Kostaryce, ale też buszuje w Watykanie, spotykając się m.in. z postulatorem ks. Sławomirem Oderem. Do każdej sytuacji podchodzi z niezawodnym instynktem reporterskim, ale przede wszystkim z wielką wiarą – podkreśliła Sułek-Kowalska.

Podczas spotkania werbista o. Andrzej Danilewicz poinformował też o planach pobytu Floribeth Mory Diaz w Polsce. Wizyta bohaterki książki potrwa półtora miesiąca, a będzie możliwa m.in. dzięki zawiązaniu z nią kontaktu poprzez polskich werbistów, którzy pracują w Kostaryce. Floribeth weźmie udział m.in. w czuwaniu dla rodzin polskich misjonarzy na Jasnej Górze w nocy z 10 na 11 maja. Odwiedzi także wiele miejsc związanych z osobą Jana Pawła II, będzie gościem parafii zarówno w dużych miastach, jak i mniejszych miejscowościach.

Floribeth Mora Diaz przyjedzie do Polski z mężem i dwoma synami. – Przyjazd do Polski, kraju jej ukochanego papieża, było jej marzeniem. Razem będą przede wszystkim dawać świadectwo o tym, co się wydarzyło oraz ich wiary, która dzięki cudowi jeszcze bardziej w rodzinie się pogłębiła – dodał o. Danilewicz.


lk, aw / Warszawa


Polecamy również wywiad z uzdrowioną Floribeth Mora Diaz:

Usłyszałam „Wstań, nie bój się”


oraz książkę:


Elżbieta Ruman

"Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II"

Wydawnictwo Znak


Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba