Fot. Kenny Eliason/Unsplash

Małżeństwo: rodzinne „high priority”

Wszyscy doradzają rodzicom częste chodzenie na randki. Ale co zrobić, kiedy przez dom przetacza się sajgon chorobowy albo mamy na pokładzie naprzemiennie kogoś przy piersi i kogoś z daleko rozwiniętą "nianiowstrętozą"?

Reklama

Trudno wtedy gdziekolwiek wyjść bez bólu głowy i duszy. Nawet kiedy towarzystwo trochę nam podrośnie, to znów codzienna logistyka wykańcza nas tak bardzo, że na samą myśl o kolejnej ustawce z nianią najzwyczajniej w świecie odechciewa nam się wszystkiego.

Śmiem twierdzić, że należy trochę zrewidować poradnictwo małżeńskie w aspekcie tych częstych randek poza domem. Bo tak naprawdę chodzi tu o coś innego – o dobrze ustawioną busolę! Jeśli na pierwszym miejscu w rodzinie będzie nasza więź małżeńska, to znajdziemy sposób na kultywowanie wzajemnej miłości nawet na dnie przypalonego po owsiance garnka. Serio! Myślę, że pomysłowość i elastyczność to nasze najmocniejsze atuty w wytrwałym poszukiwaniu przestrzeni dla siebie.

U nas przez kilka lat była to po prostu wieczorna kanapa, wino i Netflix. Przy małych dzieciakach ambitniejsze wieczorne czynności typu książki, puzzle czy scrabble nie za bardzo mają sens. Po całym dniu człowiek zwany rodzicem desperacko potrzebuje niewymagającej, lekko odmóżdżającej rozrywki. W końcu lepiej już zobaczyć wszystkie sezony The Crown niż zajadać lody… Dlatego z czystym sumieniem przyznajemy się do obejrzenia niejednego serialu i filmu. To taki nasz całkiem zwyczajny, normalny sposób na bycie przy sobie. Czasem, co prawda, hollywoodzka produkcja (bo przecież nie ambitne kino europejskie!) zamienia się w długą rozmowę, kiedy nas coś martwi i musimy to wspólnie rozkminić albo nagle przypomni mi się, że nie zdążyłam Wojtkowi opowiedzieć, jak któryś z maluchów witał mnie saltem w przedszkolu… Ta kanapa jest czymś bardzo, bardzo naszym i bardzo ważnym. Jeśli przez dzień albo dwa nie wylądujemy na niej razem po zmroku, robi się nam jakoś dziwnie…

Reklama
Reklama

Wysoce niepoprawna kolacja we dwoje

Dla jasności – kanapa to nie jedyne nasze rozwiązanie. Dzieciaki są już w wieku, w którym same wykopują nas na randki, bo uwielbiają swoje nianie. I tu taka mała historia.

Jakiś czas temu ustaliliśmy, że nad naszymi „zewnętrznymi” randkami pieczę sprawuje Wojtek. To on ma wybrać czas, znaleźć miejsce i skołować do domu kogoś do opieki. Zdarzyło się całkiem niedawno, że dwa przygotowane i wyczekiwane wyjścia zostały storpedowane przez nagłe gorączki dzieciaków, które uniemożliwiły nam wystawienie nawet nosa za próg. Wobec powyższego Wojtek zdecydował się na wariant ekstremalny. Uprosił jedną z naszych niań o przyjście w środku tygodnia, dosłownie na jedną godzinę. Potem uśmiechnął się do mnie zawadiacko i powiedział: „Maleńka, idziemy na rowery”.

Też się uśmiechnęłam, bo wiadomo, Asia Kołaczkowska (Kabaret Hrabi, Kwiaty dla kobiet) pokazała wszystkim kobietom aż za dobrze, jak należy reagować, kiedy facet w związku wychodzi z inicjatywą. No więc „szczerzę” się szeroko, ale w duchu myślę: „Chłopie, przecież już jest prawie ciemno…” i jednocześnie lecę ubrać rowerowe wdzianko. Kiedy ruszyliśmy spod domu, okazało się, że jedziemy do jedynego spożywczaka na naszym osiedlu po prowiant, a potem zaopatrzeni w colę i chipsy (oł jeee!) mieliśmy spędzić romantyczne chwile nad stawem, który co więksi osiedlowi marzyciele nazywają jeziorem.

Reklama
Reklama

Po dojechaniu na miejsce (było już zupełnie ciemno) okazało się, że pomost, na którym miała się odbyć nasza wysoce niepoprawna kolacja, został rozebrany. Już, już miałam coś powiedzieć, gdy nagle odkryliśmy, że ktoś zostawił jeszcze tlące się ognisko. Najwspanialszy z mężów pobiegł czym prędzej po drewienko do lasku i za chwilę wszystkie pomosty świata mogły się schować. Dwójka weteranów walki o siebie grzała się przy ognisku w środku jesieni, zajadając chipsy. Mała godzina dla nas, wielka godzina dla ludzkości! A już na pewno dla tych małych pędraków, które w tym czasie w domu wycinały z nianią motywy łowickie na serwetkach.

Napisałam o zrewidowaniu poglądu, jakoby częste randki poza domem miały stanowić o jakości małżeństwa z jeszcze jednego powodu. Spotykam czasem rodziców, którzy żyją tak, jakby nie mieli dzieci. Co więcej, szczycą się tym, jak bardzo dbają o własną relację… A dla mnie – i tu uczynię wyjątek i wydam dość drastyczny osąd – zachowują się jak skończeni egoiści, którzy korzystają z życia, zatrudniając nianie także na weekendy i wysyłając dzieciaki latem z kolonii na kolonię. Dają swoim dzieciom najstraszniejszy, najbardziej przerażający komunikat: „Przeszkadzacie nam w życiu”.

Więź małżeńska nie stawia nas ponad prawem Bożym, a jedna z jego naczelnych prawd brzmi: „Nie szukaj siebie”.

Reklama

Więź małżeńska nie stawia nas ponad prawem Bożym, a jedna z jego naczelnych prawd brzmi: „Nie szukaj siebie”. Jeśli mamy dobrze ustawioną busolę w naszej rodzinie i wiemy, że to nasza małżeńska więź jest najważniejsza, znajdziemy tysiące sposobów, żeby się nią ucieszyć, nie czyniąc tego kosztem naszych dzieci. Koniec końców to, czego najbardziej wszyscy w życiu szukamy, za czym tęsknimy i czego najbardziej pragniemy, to szczęście, a ono daje się znaleźć na randce w romantycznej kafejce nad rzeką, ale i pośród domowych pląsów z dziećmi, na rodzinnym wypadzie w góry, a nawet podczas sobotnich porządków, kiedy podążając za głosem niezawodnej w tym temacie Amy Adams (Piosenka Happy Working Song z filmu Enchanted (Zaczarowana), Walt Disney Pictures), biegamy po domu z mopami, odkurzaczami i koszami na pranie.

Fragment książki “Druga. Najbardziej niezwykła podróż ku sobie” Anny Hazuki

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę