fot. Salve Net/YouTube.com

S. Michaela Rak: nigdy nie mówię pacjentom „żegnaj”, mówię „do zobaczenia kochany!”

"W wolnej chwili jadę na cmentarz, klękam przed Najświętszym Sakramentem i przywołuję wszystkich pacjentów, którzy odeszli i mówię: "no... i jak wam tam?" - mówi s. Michaela Rak - założycielka i dyrektor hospicjum w Wilnie.

Reklama

Siostra Michaela Rak od zawsze chciała być cała dla Pana Boga, interesowała się tematyką misyjną. W młodości miała także pragnienie, by założyć rodzinę – mieć męża i dzieci. Zawodowo planowała zostać lekarzem, jednak Pan Bóg miał dla niej inne plany.

Mimo bycia w zakonie, to co chciałam, otrzymałam. Chciałam być misjonarką, czyli iść w przestrzeń ludzi, którym trzeba pomóc. Nie jestem jednak w Afryce, jestem tu – w Europie, jednak pełnię misję misyjną. Chciałam być lekarzem. Nie jestem lekarzem, ale na co dzień jestem z ludźmi chorymi. W mojej tożsamości zakonnej jestem lekarzem – leczę dusze ludzkie, gdy jestem z nimi. Jestem nieustannie w tej przestrzeni, w której chciałam być – mówi s. Michaela.

„Spełniam wszystko zgodnie z Jego wolą”

Siostry zakonne ślubują Bogu czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Jak podkreśla s. Michalea, oznacza to, że siostry do siebie nie należą, są Pana Jezusa. Poddają się Jego woli. Misja hospicyjna nie była w planach zakonnicy, ten pomysł wynikał właśnie z posłuszeństwa wobec siostry generalnej, która skierowała Michaelę do Hospicjum w Gorzowie Wielkopolskim, a następnie do Hospicjum na Litwie.

Reklama
Reklama

Ja mówię „tak” w posłuszeństwie i w misji miłosierdzia idę do człowieka, gdzie się miłosierdziem wzajemnie wymieniamy, obdarowujemy, a przez miłosierdzie człowiek znajduje szczęście, a świat pokój. (…) Spełniam wszystko, co jest zgodne z Jego wolą – mówiła.

„Mam z nimi nieustanny dialog”

Hospicjum niewątpliwie jest połączony z przemijaniem, odchodzeniem z tego świata. Siostra Michaela pracująca z osobami śmiertelnie chorymi nie raz doświadczyła momentu, gdy pacjenci odchodzili z tego świata.

Ja nigdy do pacjentów nie mówię „żegnaj”. Zawsze mówię: „do zobaczenia kochana/kochany”. W wolnej chwili jadę na cmentarz, uklęknę przed Najświętszym Sakramentem i przywołuję wszystkich tych, którzy odeszli i mówię: „no… i jak wam tam?”. Mam z nim nieustanny dialog. Kiedy się rozstawaliśmy, mówili: „będę ci pomagał”, „pamiętaj, że jak tam będę i ty do mnie przyjdziesz, to zrobię dla ciebie tort z białą czekoladą”. My rozstajemy się na jakiś czas w hospicjum, by potem znów się zobaczyć.

Reklama
Reklama

Zobacz pełną rozmowę:

kw/Stacja7

Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę