Nasze projekty
fot. Grzegorz Kiciński/facebook.com

Przepiękne ikony wykonane przez bezdomnych

Bezdomni, z życiorysami podartymi na strzępy, odarci z nadziei i dobrych wspomnień, pewnego dnia usiedli przed stoliczkami z przyborami do malowania, by spotkać się twarzą w twarz z Chrystusem. To były ich pierwsze ikony w życiu.

Reklama

Zaczęło się od rekolekcji. Dość nietypowych, ponieważ były to rekolekcje z…pisania ikon. Prowadził je Roman Zięba – ikonopisarz, pielgrzym, który sam nie do końca wierzył na co się porywa. Jednak stało się… bezdomni, z życiorysami podartymi na strzępy, odarci z nadziei i dobrych wspomnień, pewnego dnia usiedli przed stoliczkami z przyborami do malowania, by spotkać się twarzą w twarz z Chrystusem. To były ich pierwsze ikony w życiu. Dla wielu z nich (jeśli nie dla wszystkich) to było także pierwsze spotkanie z Chrystusem, który pozwolił się namalować drżącą dłonią mieszkańca wielkomiejskich kanałów – zaznacza Grzegorz Kiciński, dyrektor Fundacji Aniołów Miłosierdzia.

Tak. Uczestnikami rekolekcji byli bezdomni, którzy nigdy wcześniej nie tworzyli ikon. Co więcej prawdopodobnie nigdy wcześniej nie spotkali Chrystusa. Rekolekcje był dla nich czymś zupełnie nowym. Było ich ośmiu. W  klasztorze sióstr “kalkutanek” w Szczecinie, przez tydzień tworzyli swoje niezwykłe dzieła.

Wyzwanie, którego skutków nikt nie mógł przewidzieć

Samo przedsięwzięcie od samego początku budziło sporo wątpliwości – zaproszenie osób z ulicy, które często mają problem alkoholowy do wzięcia udziału w czymś co wymaga ogromnej dyscypliny, skupienia, ale przede wszystkim duchowego zaangażowania było wyzwaniem, którego skutków nikt nie był w stanie przewidzieć.

Reklama
Reklama

Nie chodzi tutaj o talent czy zdolności plastyczne, gdyż w czasie pisania ikon korzysta się z szablonów, ale przede wszystkim o samodyscyplinę, staranność i dokładność. W tym momencie pojawia się pytanie, czy nie jest to ponad siły tych osób?

„Z ikony spojrzały na nich oczy Chrystusa”

Siostry jednak uwierzyły, że takie rekolekcje mają sens i zaprosiły ósemkę podopiecznych, którzy przychodzą do nich na ciepły posiłek. Wyjaśniły im o co chodzi i przygotowały miejsce, gdzie będą mogli nocować. I tak przez osiem dni codziennie uczestniczyli we Mszy św., godzinnej adoracji, a przez sześć godzin tworzyli swoje dzieła w pracowni.

Pokazywałem im na czym ta modlitwa pędzlem polega. Nie wierzyli, że może im się udać, że są w stanie stworzyć tak trudne i skomplikowane obrazy. Jednak zaufali moim zapewnieniom, że to nie kwestia talentu czy zdolności, tylko posłuszeństwa i wiernego podążania za wzorcem. Rozumiecie? Nie rozumieli, ale poszli tą drogą. Trochę jakby mechanicznie, wbrew sobie. Weszli w ciemność. I trzeciego dnia ich czynności na desce zaczęły pokazywać owoce. Z ikony spojrzały na nich oczy Chrystusa. Byli wstrząśnięci – opowiada Roman Zięba, który prowadził zajęcia.

Reklama
Reklama

Odtąd przykładali się jeszcze bardziej. Wręcz dopieszczali swoje ikony. Poczuli że naprawdę są prowadzeni. Okazywali wielką wdzięczność, że ktoś zaprosił ich do tej drogi, że ktoś w nich uwierzył.  W pracy i na posiłkach towarzyszyła nam cisza. Z początku myślałem, że nie wytrzymają. Codzienna msza święta, osiem godzin w pracowni, potem jeszcze godzinna adoracja… Jednak wytrwali. I ta droga ich odmieniła. I jeszcze te ich spowiedzi… jedna po 30 latach, druga po 25… – dodaje Roman Zięba.

Portret Boga, sporządzony dłońmi biedaka

Pan Roman, który prowadził warsztaty zapytał każdego z nich, czy zgodzą się oddać swoje ikony na aukcję, z której dochód zostanie przekazany na jedyne hospicjum dla dzieci na Litwie. Zgodzili się, przepełnieni wzruszeniem, że to co robią ma dla kogoś jakąkolwiek wartość.

Ikony choć nie sporządzone dłońmi malarza, niosą ze sobą wielką wartość. Deska z portretem Boga, sporządzonego dłońmi biedaka. Choć widać, że te dłonie nie są dłońmi malarza, choć widać, że czasem drżą, ta ikona jest cenniejsza niż najdawniejsze egipskie hieroglify na ścianach wszystkich pustynnych grobowców faraonów, choćby dlatego, że… jest prawdą – podsumowuje Grzegorz Kiciński.

Reklama

Większość ikon została jednak przekazana na licytację na rzecz hospicjum dla dzieci w Wilnie a jedna z nich trafiła na Perełki dla Michaeli – bazarek charytatywny – Most do Nieba, gdzie do 19 grudnia można wylicytować jedną z ikon.

pa, Grzegorz Kiciński/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę