Nasze projekty
Dorota Paciorek

Stabat actor dolorosa

Najsłynniejsza egzekucja świata oparta o schemat 14 stacji drogi krzyżowej przez wieki pobudzała, wzruszała i wstrząsała emocjami pątników. Przeniesiona na duży ekran, wciąż wywołuje skrajne odczucia – pytanie, czy pozwala się modlić?

Reklama

Ostatnio TVP1 umieszczając w swym programie relację z drogi krzyżowej przyporządkowała Misterium Męki Pańskiej do kategorii „ROZRYWKA”. Niby szokujące, a jednak, nabożeństwo pasyjne niesie w sobie pewien rys widowiska. Podczas pojmania, biczowania, wyszydzenia czy wreszcie ukrzyżowania Jezusowi towarzyszyła nie tylko straż świątynna czy licząca 800 żołnierzy rzymska kohorta, ale cały tłum gapiów, którzy przybywszy zewsząd na Święto Paschy do Jerozolimy, bezczynnie przypatrywał się egzekucji. „Sycił się Jego widokiem”.

 

W podobnym nurcie przebiega też „Pasja” Mela Gibsona. Odarte z sacrum ciało Chrystusa poddane zostaje sadystycznym torturom, na które spoglądamy, zanurzeni bezpiecznie w ciemnej sali kinowej. Pewnie jeszcze bardziej anonimowi niż w kościelnej kaplicy, obserwujemy kolejną stację, kolejny kadr, który z popularnych obrazów i niemal bezkrwawych ikon ukrzyżowania wiedzie nas w realną stronę rzezi. Bez kontemplacji Drzewa Krzyża, za to z dosłowną sceną happy endu.

Reklama
Reklama

 

Nie tak cierpienie Zbawiciela widział Martin Scorsese, chociaż oglądając Ostatnie kuszenie Chrystusa możemy zastanowić się, czy w ogóle mowa jest o jakimkolwiek zbawieniu. Jeżeli tak, to raczej w indywidualnym wymiarze spełnienia życiowej misji. Męczeństwo Jezusa dotyczy tu zdecydowanie bardziej niż udręk cielesnych, sfery ducha. Nawet w prowadzącym do omdlenia procesie biczowania, zamiast na drastycznie rozszarpywanej skórze Chrystusa, jak ma to miejsce u Gibsona, skupiamy się na upodleniu tego, co boskie w naturze ludzkiej: nagie ciało, bez symbolicznych przepasek, bez teatralnych gestów, bez sterylnej scenografii otoczenia – opada w ciemnej grocie na dno, zniżając się znów do poziomu zwierząt. Jeszcze mocniej degradację człowieka wyraża scena niesienia krzyża będąca kalką obrazu Hieronima Boscha.

Stabat actor dolorosa

Reklama
Reklama

Karykaturalna brzydota przywar ludzkich, lęków i grzechów, które Chrystus zabrał na Siebie sprawia, że rzeczywiście jak czytamy u Izajasza „nie miał On wdzięku ani też blasku, by na Niego patrzeć” – w tej roli doskonały zresztą Willem Dafoe ze swoją okropną szparą między jedynkami. Niezwykły wyraz jego uśmiechniętej, momentami szyderczej twarzy kończy egzekucję i cały obraz tryumfalnym: „Wykonało się”. Prędzej jednak niż do ewangelicznego sensu odkupieńczej ofiary, słowa ukrzyżowanego odnoszą się do bezimiennej dziewczyny z „Siódmej pieczęci” Ingmara Bergmana, która powtarza z chorobliwą fascynacją właśnie te słowa i w przedostatniej scenie filmu z niemniejszą radością wita śmierć. Jej tożsamość – tak jak tożsamość Chrystusa – została zakryta przed nami. Możemy pytać – kim jest, skąd pochodzi? Jednak na łożu śmierci, w obliczu naszego indywidualnego końca świata, wszyscy jesteśmy równi i chęć nazywania po imieniu poszczególnych bohaterów Dance Macabre byłaby śmieszna, małostkowa, równa sztuczce kuglarza. Średniowieczne malowidła, czy to Albertusa Pictora w kościółku w Täby, czy rycin Hansa Holbeina młodszego, którymi inspirował się tworząc swe dzieło Bergman, skąpane są w mroku anonimowości, a każda droga krzyżowa, podobnie jak tanieć śmierci, procesyjnie prowadzi nas w stronę apokaliptycznych wizji – poprzez Słowo otwierając i zamykając „Siódmą Pieczęć”.

http://www.youtube.com/watch?v=3L4-NHoaF3A

W obliczu ostatecznego starcia z wiecznością, każdy z nas, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, raz jeszcze zderza się z pokusą oderwania od Stwórcy. I właśnie wtedy Bóg zdaje się być ukryty. Dlaczego? Bo jak wyraża to Pieter Bruegel w filmie Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż” – Bóg jest najważniejszy. Dlatego właśnie należy Go ukryć, schować bezpiecznie jak na Dawcę Chleba Powszedniego przystało w wielkim młynie na wysokiej górze. Pozwolić na moment, by nawet Umiłowany Syn w swym osamotnieniu nie zawahał się krzyknąć: „Lama sabahtani?” Gdyż nawet ożywiona „Droga krzyżowa” Breugela w niezwykłej krzątaninie blisko pięciuset osobowego tłumu wciąż pozostaje obrazem samotnej śmierci.

Reklama

Kontrowersyjne? Może, ale każdy z tych filmów, bez względu na to jak daleko lub jak blisko przystaje do nauki Kościoła i realiów zbawiennej śmierci Chrystusa, wskazuje na to, czym właściwie jest modlitwa, która zanurza nas w kontemplacji Krzyża – głupstwem dla pogan, zgorszeniem dla Żydów i skandalem dla otoczenia. Czujesz to w kaplicy?

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite