video-jav.net

Stabat actor dolorosa

Najsłynniejsza egzekucja świata oparta o schemat 14 stacji drogi krzyżowej przez wieki pobudzała, wzruszała i wstrząsała emocjami pątników. Przeniesiona na duży ekran, wciąż wywołuje skrajne odczucia – pytanie, czy pozwala się modlić?

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ostatnio TVP1 umieszczając w swym programie relację z drogi krzyżowej przyporządkowała Misterium Męki Pańskiej do kategorii „ROZRYWKA”. Niby szokujące, a jednak, nabożeństwo pasyjne niesie w sobie pewien rys widowiska. Podczas pojmania, biczowania, wyszydzenia czy wreszcie ukrzyżowania Jezusowi towarzyszyła nie tylko straż świątynna czy licząca 800 żołnierzy rzymska kohorta, ale cały tłum gapiów, którzy przybywszy zewsząd na Święto Paschy do Jerozolimy, bezczynnie przypatrywał się egzekucji. „Sycił się Jego widokiem”.

W podobnym nurcie przebiega też „Pasja” Mela Gibsona. Odarte z sacrum ciało Chrystusa poddane zostaje sadystycznym torturom, na które spoglądamy, zanurzeni bezpiecznie w ciemnej sali kinowej. Pewnie jeszcze bardziej anonimowi niż w kościelnej kaplicy, obserwujemy kolejną stację, kolejny kadr, który z popularnych obrazów i niemal bezkrwawych ikon ukrzyżowania wiedzie nas w realną stronę rzezi. Bez kontemplacji Drzewa Krzyża, za to z dosłowną sceną happy endu.

Nie tak cierpienie Zbawiciela widział Martin Scorsese, chociaż oglądając Ostatnie kuszenie Chrystusa możemy zastanowić się, czy w ogóle mowa jest o jakimkolwiek zbawieniu. Jeżeli tak, to raczej w indywidualnym wymiarze spełnienia życiowej misji. Męczeństwo Jezusa dotyczy tu zdecydowanie bardziej niż udręk cielesnych, sfery ducha. Nawet w prowadzącym do omdlenia procesie biczowania, zamiast na drastycznie rozszarpywanej skórze Chrystusa, jak ma to miejsce u Gibsona, skupiamy się na upodleniu tego, co boskie w naturze ludzkiej: nagie ciało, bez symbolicznych przepasek, bez teatralnych gestów, bez sterylnej scenografii otoczenia – opada w ciemnej grocie na dno, zniżając się znów do poziomu zwierząt. Jeszcze mocniej degradację człowieka wyraża scena niesienia krzyża będąca kalką obrazu Hieronima Boscha.

Stabat actor dolorosa

Karykaturalna brzydota przywar ludzkich, lęków i grzechów, które Chrystus zabrał na Siebie sprawia, że rzeczywiście jak czytamy u Izajasza „nie miał On wdzięku ani też blasku, by na Niego patrzeć” – w tej roli doskonały zresztą Willem Dafoe ze swoją okropną szparą między jedynkami. Niezwykły wyraz jego uśmiechniętej, momentami szyderczej twarzy kończy egzekucję i cały obraz tryumfalnym: „Wykonało się”. Prędzej jednak niż do ewangelicznego sensu odkupieńczej ofiary, słowa ukrzyżowanego odnoszą się do bezimiennej dziewczyny z „Siódmej pieczęci” Ingmara Bergmana, która powtarza z chorobliwą fascynacją właśnie te słowa i w przedostatniej scenie filmu z niemniejszą radością wita śmierć. Jej tożsamość – tak jak tożsamość Chrystusa – została zakryta przed nami. Możemy pytać – kim jest, skąd pochodzi? Jednak na łożu śmierci, w obliczu naszego indywidualnego końca świata, wszyscy jesteśmy równi i chęć nazywania po imieniu poszczególnych bohaterów Dance Macabre byłaby śmieszna, małostkowa, równa sztuczce kuglarza. Średniowieczne malowidła, czy to Albertusa Pictora w kościółku w Täby, czy rycin Hansa Holbeina młodszego, którymi inspirował się tworząc swe dzieło Bergman, skąpane są w mroku anonimowości, a każda droga krzyżowa, podobnie jak tanieć śmierci, procesyjnie prowadzi nas w stronę apokaliptycznych wizji – poprzez Słowo otwierając i zamykając „Siódmą Pieczęć”.

W obliczu ostatecznego starcia z wiecznością, każdy z nas, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, raz jeszcze zderza się z pokusą oderwania od Stwórcy. I właśnie wtedy Bóg zdaje się być ukryty. Dlaczego? Bo jak wyraża to Pieter Bruegel w filmie Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż” – Bóg jest najważniejszy. Dlatego właśnie należy Go ukryć, schować bezpiecznie jak na Dawcę Chleba Powszedniego przystało w wielkim młynie na wysokiej górze. Pozwolić na moment, by nawet Umiłowany Syn w swym osamotnieniu nie zawahał się krzyknąć: „Lama sabahtani?” Gdyż nawet ożywiona „Droga krzyżowa” Breugela w niezwykłej krzątaninie blisko pięciuset osobowego tłumu wciąż pozostaje obrazem samotnej śmierci.

Kontrowersyjne? Może, ale każdy z tych filmów, bez względu na to jak daleko lub jak blisko przystaje do nauki Kościoła i realiów zbawiennej śmierci Chrystusa, wskazuje na to, czym właściwie jest modlitwa, która zanurza nas w kontemplacji Krzyża – głupstwem dla pogan, zgorszeniem dla Żydów i skandalem dla otoczenia. Czujesz to w kaplicy?

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

Niedawno zaczął się Wielki Post, ale nowości na półkach księgarskich sprawiają, że ciężko wyrzec się przyjemności czytania. A że wieczory jeszcze przez kilka tygodni będą długie i zimne, nie ma lepszego sposobu na ich przetrwanie, jak tylko czas z książką: inteligentną, mądrą, rozrywkową, czytaną z kotem leżącym na kolanach lub z dzieciakami próbującymi wejść na głowę!

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Książkowe must have

Jeffrey Eugenides to jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich pisarzy, mimo że wydał dotychczas tylko trzy powieści. „Przekleństwa niewinności” (1993) uczyniły z Sofii Coppoli doświadczoną reżyserkę, za „Middlesex” (2002) został nagrodzony Pulitzerem, a „Intrygę małżeńską” okrzyknięto w Stanach Książką Roku 2011. Oto klasyczny trójkąt miłosny rodem z powieści Jane Austen. Mitchell wyjeżdża do Indii, aby znaleźć swoją duchową drogę i uciec od nieszczęśliwego uczucia do Madeleine. Ona ucieka od mieszczańskich rodziców, pochłania książki i wikła się z szalony związek z Leonardem. Leo jest rzeczywiście szalony: cierpi na schizofrenię i nie potrafi normalnie funkcjonować bez leków. Każde z nich żyje w wyimaginowanym świecie, o krok od dorosłości. Wciąż na granicy beztroski i depresji podejmują decyzje, które wpłyną na ich dalsze życie. Eugenides pewnym głosem znakomitego pisarza opowiada o miłości, literaturze, duchowości i dojrzewaniu. Nie tylko dla hipsterów!

Książkowe must have

Poruszające reportaże Beaty Zajączkowskiej prezentowane na portalu pozwalają nam zbliżyć się do pięknego, fascynującego, ale również wstrząsającego i czasem odpychającego miejsca, jakim są Indie. Wszystkim zainteresowanym tym tematem mogę gorąco polecić książkę Katherine Boo „Zawsze piękne. Życie, śmierć i nadzieja w slumsach Bombaju”. Laureatka Pulitzera i National Book Award, zakochana w Hindusie Amerykanka, postanowiła spędzić trzy lata w slumsach. Wybrała Annawadi, dzielnicę zbudowaną na bagnach, wyrosłą między lotniskiem a pięcioma luksusowymi hotelami, oświetloną reklamowymi neonami zapraszającymi do lepszego świata. Boo napisała reportaż, który czyta się jak powieść. Pokazuje trudne życie nastoletnich śmieciarzy, młodych dziewczyn, które nie mają prawa do własnego zdania, ludzi, którzy każdego dnia walczą o jeszcze jeden dzień życia. Zadaje pytanie o ich szanse. O konfrontację tych ciężko pracujących czy uczących się z prawem, władzą czy gospodarczą (nie)sprawiedliwością. Dla ciekawych świata społeczników.

Książkowe must have

Lutowe wieczory to znakomity czas na kubek gorącej poziomkowej herbaty i wizytę u dobrych znajomych. Katarzyna Michalak ma to do siebie, że nie pozwala swoim czytelniczkom zbyt długo tęsknić za ulubionymi bohaterami. Bogusia, Adela, a teraz również Lidka doczekały się już swoich części „Sklepiku z niespodzianką”. Życie przyjaciółek w nadmorskim miasteczku o uroczej nazwie Pogodna codziennie przynosi jakieś… niespodzianki. Wszystko zaczyna się od aresztowania Lidki, a potem jest już totalny rollercoaster rodem z serialu „Barwy szczęścia”. Tym razem przyjaciółki żyją obsesją tytułowej bohaterki na punkcie posiadania dziecka, depresją poporodową Konstancji i wielką miłością Bogusi. Ważne tematy Michalak ubiera w prostą, lekką i sympatyczną formę. Dla kobiet, które przegapiły ulubiony serial.

Książkowe must have

Wydawnictwo Zakamarki jest znane z pięknie wydanych i mądrych książeczek dla dzieci. Specjalizuje się w literaturze szwedzkiej, niedawno poszerzyło krąg zainteresowań o pisarzy francuskich. „Moje szczęśliwe życie” to ujmująca historia Duni, która przed snem zamiast liczyć owce, liczy ile razy była szczęśliwa. Dziewczynka ma dopiero siedem lat, ale trochę szczęśliwych chwil się w jej życiu nazbierało. Bardzo prostym, konkretnym językiem Rose Lagercrantz opowiada o emocjach przed pierwszym dniem w szkole, o przyjaźni i rozstaniach. Z wyczuciem pokazuje uczucia i myśli małego dziecka.

Książkowe must have

„Moje serce skacze z radości” czyli druga część opowieści o Duni jest nieco trudniejsza, bo opowiada o smutnych doświadczeniach. Frida, najlepsza przyjaciółka bohaterki, musiała się przeprowadzić. Do tego koleżanki ze szkoły są dla Duni niemiłe. Dziewczynka wciąż trzyma miejsce w ławce z nadzieją, że Frida wróci. Wspomina chwile spędzone z przyjaciółką. Mądra książeczka pokazuje dzieciom świat uczuć i emocji.  Tych trudnych, bolesnych, ale też takich, o których zawsze można porozmawiać z rodzicami. Czasem można coś na nie zaradzić, ale często trzeba po prostu przeczekać. Duże litery pozwalają dzieciom na samodzielne czytanie, ale książka jest idealna również do wspólnej lektury dzieci i rodziców przed snem.

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >