Dziecko w kościele – 7 wskazówek dla rodzica

Dzieci nie przychodzą do kościoła, by przeszkadzać innym. Nie mają złych intencji. A jednak często widzimy sceny płaczu, tupania nogami, biegania przed ołtarzem.

Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziecko w kościele - 7 wskazówek dla rodzica
Dzieci nie przychodzą do kościoła, by przeszkadzać innym. Nie mają złych intencji. A jednak często widzimy sceny płaczu, tupania nogami, biegania przed ołtarzem.

Takie zachowania rozpraszają wiernych, a rodziców wprawiają w najlepszym wypadku w zakłopotanie – w najgorszym w furię. Wierni w takiej sytuacji zaczynają bardziej skupiać się na dziecku niż na modlitwie. Księża różnie podchodzą do brykających po kościele dzieci. Część z nich nie reaguje, pomijając sytuację taktownym milczeniem. Są też tacy, którzy proszą, by uspokoić dziecko lub wyjść z kościoła.

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy dziecko nie jest przygotowane na to, by iść do kościoła. I wcale nie chodzi o gotowość związaną z wiekiem, albo rozwojem psychicznym.

Pozwolę sobie na małą dygresję. Większość dorosłych boi się dentysty. Pamiętają bowiem swoje wizyty, kiedy dentysta na siłę pchał im ręce do buzi. Dziecko nie rozumiało, że to dla jego dobra. Że czasem musi boleć, żeby zęby były zdrowe. Ale jak ma rozumieć, kiedy nikt nie daje mu na to szansy? Dziś jest inaczej. Rodzice przychodzą z dzieckiem do dentysty “na próbę”. Dziecko siada na fotelu, bawi się przyrządami, ogląda w lusterku swój uśmiech. Oswaja się z otoczeniem. Co to ma wspólnego z dziećmi w kościele? Wszystko.

Dziecko przychodzi do miejsca, którego nie zna i nie rozumie. Dlaczego mama go ucisza? Dlaczego tata nie pozwala mu biegać? Dlaczego tam na ołtarzu pali się światełko? Po co świece i kwiaty?

Dziecko przychodzi do miejsca, które jest mu obce. Naturalne jest, że chce je badać. U dzieci nazywamy to przejawem ciekawości poznawczej.

Jak więc sprawić, by dziecko w kościele zachowywało powagę miejsca – pozostając dzieckiem? Chyba nie ma na to jednej recepty. Ale siedem prostych rad może nam pomóc.

Dziecko w kościele - 7 wskazówek dla rodzica

Pierwsza rada: wszystko zaczyna się od wieczornej modlitwy.

Dziecko musi słyszeć o Bogu, wiedzieć, że kościół to Jego Dom.  Weź do ręki Biblię dla dzieci i przed snem poczytaj dziecku o Bogu. Powiedz mu, że już w niedzielę z całą rodziną pójdziecie Go odwiedzić.

Po drugie: wybierz się z dzieckiem do kościoła wtedy, kiedy nikogo w nim nie będzie.

Poproś księdza, aby pozwolił Ci wejść na chór, a może nawet zajrzeć do konfesjonału. Nie chodzi o to, by dziecko wszystkiego dotknęło, ale by lepiej poznało najważniejsze miejsca w kościele. Opowiedz, dlaczego ołtarz jest miejscem tak niezwykłym, kto mieszka w tabernakulum. Zachowuj się przy tym z należytą powagą – klęknijcie przed ołtarzem, spacerujcie spokojnie, przeżegnajcie się wychodząc z kościoła. Dziecko powinno dzięki Tobie poczuć świętość tego miejsca.

Po trzecie: Msza Święta w telewizji lub internecie – obejrzyj ją z dzieckiem.

To doskonały sposób na to, żeby omówić z dzieckiem, co dzieje się w poszczególnych częściach nabożeństwa. Opowiedz, co ksiądz czyta podczas mszy, dlaczego ludzie klękają, jakie znaczenie ma uniesienie kielicha i chleba. Naucz go modlitw i odpowiedzi na słowa kapłana. Dzięki temu dziecko będzie wiedziało, co się dziele w czasie mszy niedzielnej i potrafiło w niej aktywnie uczestniczyć.

Rada numer cztery: spraw, by dziecko traktowało niedzielną mszę, jak nagrodę.

Niedzielna msza to święto, wyjątkowe spotkanie z Bogiem. Już dzień wcześniej przypomnij dziecku o mszy: “Pan Bóg cię kocha – jutro go odwiedzimy”. Nigdy nie szantażuj dziecka: musisz iść do kościoła, bo jak nie pójdziesz, to będziesz mieć grzech, albo jak się będziesz źle zachowywał – zero telewizji przez tydzień! Wtedy dziecko wytworzy sobie negatywne skojarzenie. Nigdy też nie obiecuj dziecku nagrody, jak będzie grzeczne w kościele. Działa to dokładnie tak samo: mszę traktuje jak przykry obowiązek, po którym dostanie nagrodę.

Po piąte: jak odwiedziny – to na galowo.

Zwróć uwagę, w co ubieracie się do kościoła. Jeśli dziecko zobaczy, że zakłada odświętny strój – będzie czuło się wyjątkowo. A przecież idzie na wyjątkowe spotkanie – z samym Bogiem.

Dziecko w kościele - 7 wskazówek dla rodzica

Szóste: zabierz dziecko na mszę świętą dla dzieci.

Bardzo ważne jest, by mogło aktywnie uczestniczyć w nabożeństwie. Podczas mszy dla dzieci w większości kościołów jest kazanie skierowane do dzieci właśnie. W niektórych kościołach dzieci biorą udział w ofiarowaniu lub śpiewają razem znane im piosenki kościelne.

Siódme i nie mniej ważne: kontrakt.

W drodze do kościoła rozmawiaj z dzieckiem o tym gdzie i po co idziecie. Przypomnij mu Wasze modlitwy, przypomnij jak chodziliście po kościele. Zawiąż kontrakt, czyli umów się na konkretne zasady dotyczące zachowania. Pamiętaj, że kontrakt polega na tym, aby obie strony podały swoje “warunki”. Powiedz, że chcesz, by dziecko stało przy Tobie, było cichutko, robiło to, co Ty. Ale jednocześnie zapytaj dziecko czego ono potrzebuje?

Na koniec jeszcze bardzo operacyjnie: nie zabieraj do kościoła zabawek albo jedzenia. Nie pozwalaj się dziecku oddalać, ale też nie trzymaj go kurczowo za rękę. Niech będzie przy Tobie i bierze przykład z tego, jak przeżywasz spotkanie z Bogiem. Chcemy czy nie – to my jesteśmy przykładami dla naszych dzieci. Naśladują nas. Jest to więc nasza szansa, by przekazać im prawidłową postawę.

A jeśli mimo wszystko coś poszło nie tak? Jesteś na mszy i Twoje dziecko zaczyna płakać lub biegać po kościele? Po pierwsze: reaguj od razu, jeśli dziecko łamie Wasz kontrakt. Jeśli nic nie zrobisz – dziecko nie będzie wiedziało, że jego zachowanie nie jest właściwe, albo że złamało zasady. Przypomnij dziecku na co się umawialiście w kontrakcie. Jeśli przegrałeś bitwę – nie trać nadziei. Wyjdź z dzieckiem na zewnątrz. Zapytaj, co się dzieje, że zignorowało Twoją stanowczą prośbę. Wyjaśnij mu jeszcze raz gdzie jesteście, przypomnij jakiego zachowania oczekujesz. Mów spokojnie, bez podnoszenia głosu. Powiedz, że jest już na tyle duże, aby zachowywać się jak dorośli. I jeśli tylko się postara – na pewno mu się uda być grzecznym do końca mszy. Dzieci potrzebują wiedzieć, że rodzice w nie wierzą! Łatwiej im wtedy uwierzyć w samych siebie.

Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie powstrzymujcie ich, do takich bowiem należy Królestwo Boże (Mk 10,14).

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Wilczyńska

Anna Wilczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Naucz swoje dzieci widzieć niewidzialne

Tak naprawdę nie pytamy jak nauczyć nasze dzieci modlitwy, ale jak sprawić, żeby ją pokochały, żeby zrozumiały jej sens. Jednym słowem – szukamy odpowiedzi jak nauczyć nasze dzieci widzieć niewidzialne.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Naucz swoje dzieci widzieć niewidzialne
Tak naprawdę nie pytamy jak nauczyć nasze dzieci modlitwy, ale jak sprawić, żeby ją pokochały, żeby zrozumiały jej sens. Jednym słowem – szukamy odpowiedzi jak nauczyć nasze dzieci widzieć niewidzialne.

To oczywiście nie jest prosta sprawa. Jedno przy piersi, drugie chce myć jeszcze raz zęby, trzecie marudne, czwarte ze zmęczenia pogrąża się w kryzysie, a piąte – najstarsze chciałoby w spokoju czytać już Narnię. I w tym wszystkim my – chrześcijańscy rodzice – usiłujący zlepić z tych rozpadających się na miliony kawałeczków elementów, jedną modlitewną całość. Padamy więc sami na kolana w pokoju najmłodszego i spokojnie czekamy. Zwykle towarzystwo schodzi się dość żwawo. Lubimy ten moment. Lubimy być razem przed Panem Jezusem z naszymi dziećmi, lubimy opowiadać Mu wspólnie o naszym dniu, lubimy prosić Go w ich małych – wielkich sprawach, ale przede wszystkim lubimy słuchać modlitw naszych dzieci. Czujemy się wtedy jak nauczyciele pływania, którzy stoją na brzegu i patrzą jak podopieczni coraz śmielej i coraz lepiej radzą sobie w wodzie. Ale coraz częściej czujemy też, że Ktoś inny uczy już je pływać. I wtedy przeszywa nas prawdziwy dreszcz szczęścia.

Temat dziecięcej modlitwy można potraktować bardzo dosłownie. Pisać o zapalaniu świeczki, o piosenkach (koniecznie z pokazywaniem), o modlitwie spontanicznej. Pisać o nauce skupienia, o wyciszaniu, o tym jak skutecznie stworzyć wieczorny rytuał „Siusiu, paciorek, spać”, ale przecież tak naprawdę nie o to nam chodzi. Na dobrą sprawę prostej modlitwy moglibyśmy chyba nauczyć jakąś zdolną papugę, a nabożnie składać łapki potrafiłby pewnie – przy odrobinie wprawy – każdy szympans. Tak naprawdę nie pytamy jak nauczyć nasze dzieci modlitwy, ale jak sprawić, żeby ją pokochały, żeby zrozumiały jej sens. Jednym słowem – szukamy odpowiedzi jak nauczyć nasze dzieci widzieć niewidzialne.

Jeżeli w porę zrozumiemy, że naszym najważniejszym obowiązkiem jako rodziców jest przyjęcie naszych pociech z całym ich bogactwem, ale i z całą ułomnością, wtedy przekaz wiary wydarzy się niespodziewanie.

Na początku naszej rodzicielskiej podróży wpadła nam w rękę dobrze znana książka Moniki i Marcina Gajdów „Rodzice w akcji”. Ma ona podtytuł „Jak przekazywać dzieciom wartości”. Jednak – wbrew pozorom – konkretnie temu zagadnieniu poświęcony jest jeden, ostatni rozdział książki. Cała reszta traktuje m.in. o umiejętnym stawianiu granic dzieciom, o nieprzyklejaniu im definiujących łatek, o obowiązkach i uczeniu samodzielności. Co chcieli nam przez to powiedzieć Gajdowie? Że w temacie przekazywania wiary, zagadnienia „techniczne” są dużo mniej ważne od całokształtu naszej więzi z dziećmi. Jeżeli uda się nam stworzyć z dziećmi relację opartą na zaufaniu i wzajemnym szacunku, jeżeli w porę zrozumiemy, że naszym najważniejszym obowiązkiem jako rodziców jest przyjęcie naszych pociech z całym ich bogactwem, ale i z całą ułomnością, wtedy przekaz wiary wydarzy się niespodziewanie. Nasze dzieci zobaczą w nas miłość Boga i wiara zjawi się w ich życiu jak ewangeliczny złodziej w nocy, będzie jak ziarnko gorczycy, rosnące bez naszego udziału.

Ale mądre wychowanie to nie wszystko. Aby udało się zaszczepić w naszych dzieciach głód Boga konieczna jest też piękna relacja między nami – rodzicami. Ilekroć czytam w Ewangelii św. Jana mowę pożegnalną Pana Jezusa, przeszywa mnie dreszcz przy słowach: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie” (J 13,35). To najskuteczniejsza rada ewangelizacyjna świata. Każde małżeństwo wie też jednak jaka trudna. Ale nie ma odwrotu! Chcemy, aby nasze maluchy miały w Bogu przyjaciela i obrońcę? Chcemy, żeby wiara dodawała im odwagi, a w chwilach rozpaczy nie pozwalała zwątpić do końca? To pracujmy do utraty tchu nad naszą jednością! Jeżeli ochronimy w sobie wyjątkowość naszej małżeńskiej miłości, wtedy nasze dzieci zobaczą w nas uczniów Chrystusa.

Aby udało się zaszczepić w naszych dzieciach głód Boga konieczna jest też piękna relacja między nami – rodzicami.

I wreszcie trzeci warunek: to nasze autentyczne życie wiarą. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki ujmowała to śp. Mariola Wołochowicz. Odpowiadając na pytania rodziców jak sprawić, aby dzieci uwierzyły w Pana Jezusa mówiła m.in.: prowadźcie atrakcyjny tryb życia. Pokażmy dzieciom do czego jest zdolny człowiek niesiony mocą Ducha św.! Pokażmy, że mamy w sobie Jego wolność. Pokażmy, że można zdobywać świat służbą! A nade wszystko współpracujmy z łaską w sklejaniu naszego połamanego serca. Stawiajmy mężnie czoła naszym lękom i zranieniom po to, aby nie przekazać ich naszym dzieciom. Jeżeli nasze dzieciaki zobaczą w nas odwagę, siłę i wolność nie pójdą, ale pobiegną w nasze ślady.

Czyli trzy warunki: piękna miłość rodziców, mądre wychowanie i autentyczne życie wiarą. A już samo uczenie dzieci modlitwy jest wielką przygodą. Dzieci mają w sobie naturalną głębię; warto pomóc im ją odkrywać. Jak? Każdy dom jest z pewnością inny, ale uniwersalnym narzędziem jest prosta modlitwa biblijna. Czytajmy dzieciakom Biblię od początku. Dostosowujmy wydania pod wiek dziecka i czyńmy z opowiadań biblijnych kanwę naszej modlitwy. Pomóżmy dzieciom odnajdywać się w konkretnych scenach z życia Pana Jezusa i pokażmy im jak można z takiej modlitwy czerpać siłę. Pomocne może okazać się “Pismo Święte dla młodych“, które zawiera grafiki, komentarze, objaśnienia, ciekawostki, didaskalia, przygodową stylizację, kolorowe mapy i wiele innych elementów, które pozwolą dzieciom w pełni i ze zrozumieniem poznawać Słowo Boże. Kiedy nasza najstarsza córeczka zmagała się z lękiem przed snem, bardzo często czytaliśmy w jej osobistej Biblii fragment o burzy na jeziorze. Zachęcaliśmy też ją do stworzenia własnej ikony przedstawiającej tę scenę. Pokazywaliśmy, że obok Pana Jezusa na łodzi jest miejsce gdzie może koło Niego spokojnie zasnąć, nawet jeśli na około szaleje sztorm. Potem ta ikona towarzyszyła nam na rodzinnej modlitwie, aż wreszcie Marysia sama zaczęła przez ten obrazek rozmawiać z Panem Jezusem o swoim lęku. Takich obrazów – ikon w Ewangelii jest bardzo dużo. Warto ich szukać razem z dziećmi.

Czytajmy dzieciakom Biblię od początku. Dostosowujmy wydania pod wiek dziecka i czyńmy z opowiadań biblijnych kanwę naszej modlitwy.

Młodsze dzieciaki, poza uczestniczeniem w rodzinnej modlitwie, lubimy zachęcać do modlitwy gestem. Wiosną zbieramy kwiatki dla Maryi, kiedy zapalamy świeczkę mówimy, że robimy to dla Pana Jezusa, żeby widział jak gorące są nasze serduszka, w czasie Boże Narodzenia okrywamy w żłóbku Dzieciątko, machamy naszemu Aniołowi Stróżowi przed wyjściem z domu i uśmiechamy się do św. Tereski, której fotografia stoi w salonie. A w czasie smutku dajemy dzieciom do przytulenia nasz wielki rodzinny skarb – podarowaną przez przyjaciół figurkę Dzieciątka ze zgromadzenia Małych Sióstr Jezusa. Nie ma takiego smutku, którego by nie utulił ten uśmiechnięty, malutki Król.

To, co jako rodzice możemy – zrobimy. Reszta będzie należała do naszych dzieci. Nadejdzie dzień, kiedy same zdecydują czy pójdą za Mistrzem z Nazaretu. Mamy nadzieję, że tak się stanie. Ale nawet jeśli wybiorą inaczej, jeżeli pogubią drogę, a nam rodzicom pozostanie uczyć się od ojca syna marnotrawnego czekania, nawet wtedy jednego będziemy pewni – On – ich mały Król na pewno pójdzie za nimi.

 

ZAMÓW PERSONALIZOWANĄ BIBLIĘ JUŻ TERAZ!

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >