Pielgrzymki – od pogaństwa do chrześcijaństwa

Nie ma chyba kultury czy religii, w której ludzie, kierowani duchowymi potrzebami, nie wyruszaliby w pielgrzymkę. Aborygeni udawali się na górę Uluru, Indianie amerykańskich równin na górę Harney, Wikingowie wyruszali do świątyni boga Freja w Uppsali, a nasi przodkowie na Łysą Górę. Hinduiści wędrują do Waranasi i świętych rzek (Gangesu i Hindusu), buddyści do klasztorów, w których żyli wielcy mnisi. Żydzi pielgrzymowali niegdyś do Świątyni w Jerozolimie, dziś zaś udają się do grobów cadyków - świętych mężów, a muzułmanie idą na hadżdż do Mekki.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa
Nie ma chyba kultury czy religii, w której ludzie, kierowani duchowymi potrzebami, nie wyruszaliby w pielgrzymkę. Aborygeni udawali się na górę Uluru, Indianie amerykańskich równin na górę Harney, Wikingowie wyruszali do świątyni boga Freja w Uppsali, a nasi przodkowie na Łysą Górę. Hinduiści wędrują do Waranasi i świętych rzek (Gangesu i Hindusu), buddyści do klasztorów, w których żyli wielcy mnisi. Żydzi pielgrzymowali niegdyś do Świątyni w Jerozolimie, dziś zaś udają się do grobów cadyków - świętych mężów, a muzułmanie idą na hadżdż do Mekki.

Chrześcijanie zaś od wieków, za główny cel pielgrzymek wybierali Jerozolimę, miejsce działalności, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

 

Najstarsze wzmianki o chrześcijańskich pielgrzymkach pochodzą z IV w. Ustały wówczas w cesarstwie prześladowania wyznawców Chrystusa i można było wznosić na miejscach związanych z życiem i śmiercią Jezusa pierwsze świątynie, co następujący ochrzczeni już cesarze z chęcią czynili.

 

Wtedy też to do Palestyny wyruszyła teściowa cesarza Konstantyna Wielkiego, Eutropia. Odwiedziła ona m.in. Hebron, gdzie – jak czytamy w „Historii Kościoła” autorstwa Hermiasza Sozomenosa – świętowali razem Palestyńczycy, Żydzi i Arabowie, chrześcijanie i poganie. Skąd taka wielość? Hebron był bowiem związany z Abrahamem, do którego, jako ojca wiary i pochodzenia, odwoływały się i wciąż odwołują różne narody oraz religie.

 

Prawdziwy jednak impuls do rozwoju pielgrzymek dała matka Konstantyna, św. Helena (ciekawe, jak zniosła to Eutropia?). Znalazła ona bowiem, kierowana mistycznymi snami, Krzyż, na którym zmarł Jezus. Relikwie znajdowały się pod – wystawioną przez cesarza Hadriana – świątynią ku czci Afrodyty.

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

Krzyż podzielono na trzy części; jedna pozostała w Jerozolimie, drugą umieszczono w posągu Chrystusa w Konstantynopolu, a trzecia powędrowała do Rzymu.

 

Najważniejszym świadectwem, mówiącym o pielgrzymowaniu do Jerozolimy w starożytności, jest pamiętnik Egerii, kobiety dobrze urodzonej i majętnej, a przy tym bardzo pobożnej. W Ziemi Świętej przebywała trzy lata, a za przewodnik służyła jej Biblia. Odwiedziła w tym czasie Ur chaldejskie, z którego wyszedł Abraham, Ojców pustyni w Egipcie, no i oczywiście Jerozolimę i jej okolice. W jej pamiętniku zachował się niezwykły opis liturgii Wielkiego Tygodnia.

 

W średniowieczu również pielgrzymowano. Choć to chyba za mało powiedziane. Dla nas pielgrzymka jest czymś wyjątkowym, dla ludzi żyjących kilka wieków temu była czymś zupełnie normalnym. Pielgrzymowali wszyscy, począwszy od mnichów (niektórzy z nich wybierali „wieczne pielgrzymowanie”, czyli dobrowolne wygnanie), przez chłopów i mieszczan (ci czynili to rzadziej ze względu na brak pieniędzy i różne zobowiązania), po ludzi dobrze urodzonych i majętnych.

 

Pielgrzymowali, bo człowiek średniowieczny był człowiekiem konkretu, chciał poczuć, zobaczyć, dotknąć. No i zabrać pamiątkę z pielgrzymki. A te funkcjonowały już tysiąc lat temu.

Pielgrzymi do Compostelli zabierali muszlę, a np. ci, którzy udawali się do grobu św. Stanisława – metalową blaszkę z jego podobizną w otoczeniu czterech orłów.

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

Dokąd pielgrzymowano?

 

Do Santiago de Compostela, czyli do grobu św. Jakuba Starszego w Hiszpanii, do Vezelay, gdzie znajdowały się relikwie Marii Magdaleny (to tam św. Bernard z Clairvaux wzywał do krucjaty).

Do Rzymu, który był siedzibą papieża a zarazem prawdziwym skarbcem relikwii, sprowadzanych tam z całego świata.

Do miejsc związanych z męczeństwem za wiarę: na Wawel i na Skałkę w Krakowie (św. Stanisław), do Gniezna (św. Wojciech), do Canterbury (św. Tomasz Becket).

A jak z Ziemią Świętą? Tam także, choć była to nieco inna pielgrzymka i dziś trudno nam do końca zrozumieć jej ideę.

 

Pielgrzymkami, w jakimś sensie, były też bowiem wyprawy krzyżowe (przynajmniej w założeniu, w realizacji już nie bardzo).

A gdy podróże do Ziemi Świętej stały się niemożliwe do zrealizowania lub zbyt niebezpieczne, zaczęto w Europie odwzorowywać w różnych miejscach biblijną Jerozolimę – tak narodziły się Kalwarie (choćby polskie: Zebrzydowska, Pacławska i inne), by choć w ten sposób być bliżej Chrystusa.

 

Średniowieczne pielgrzymki były tak istotne dla kształtowania się religijnej i kulturowej świadomości ludzi, że Goethe odważył się powiedzieć, iż „Europa zrodziła się w pielgrzymce”. I miał rację.

 

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

Wędrując miesiącami, a nawet latami – bo pieszo lub konno – ludzie wymieniali się ideami, informacjami, opowieściami o świętych i bohaterach, budowali swoją tożsamość, a wracając do domów przekazywali ten bagaż doświadczeń bliskim, czy sąsiadom.

Zaskakujące jest, jak wiele procesów w średniowiecznej Europie przebiegało równolegle, mimo dużej odległości i braku nowoczesnej komunikacji: podobne nauczanie w szkołach katedralnych, odrodzenie życia mniszego w różnych miejscach, powszechny rozwój kultu – wydawałoby się lokalnych – świętych, podobne prądy w sztuce.

 

Dziś pielgrzymujemy głównie do miejsc związanych z Maryją, z jej cudownymi przedstawieniami, miejscami objawień, prawdziwych i niepotwierdzonych. No i do Ziemi Świętej – ona nigdy nie przestała być aktualna.

 

Można chyba powiedzieć, że tak naprawdę chrześcijański pielgrzym zawsze udaje się do Ziemi Świętej, do Jerozolimy. Pielgrzymka bowiem to nie tylko dotykanie miejsc związanych z Jezusem i świętymi, ale przede wszystkim naśladowanie Chrystusa, bycie z Nim jak najbliżej, porzucenie tego, co zbędne, różnych udogodnień, bez których, wydaje się nam, że na co dzień nie potrafimy funkcjonować i skupienie się na tym, co najważniejsze.

 

Pielgrzymka w jakimś sensie jest odwzorowaniem naszego życia – dobrze przejść je śladami Mistrza i dotrzeć do Jerozolimy, tej Niebiańskiej Jerozolimy.

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

 

 
 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Powołana do służby pielgrzymom na Camino. Historia Kasi

Zmęczona pracą w korporacji, zamiast jechać w Bieszczady pojechała do Hiszpanii, aby służyć pielgrzymom wędrującym piechotą do Santiago de Compostela. Poznajcie niezwykłą historię Kasi - jedynej Polki prowadzącej schronisko dla pielgrzymów na Camino.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Powołana do służby pielgrzymom na Camino. Historia Kasi
Zmęczona pracą w korporacji, zamiast jechać w Bieszczady pojechała do Hiszpanii, aby służyć pielgrzymom wędrującym piechotą do Santiago de Compostela. Poznajcie niezwykłą historię Kasi - jedynej Polki prowadzącej schronisko dla pielgrzymów na Camino.

Czym są schroniska na Camino?
Na pewno nie “hostelami”. To miejsca, gdzie idący przez cały dzień pielgrzym, nierzadko już u kresu sił może nie tylko znaleźć wytchnienie, ale przede wszystkim wyprać ubrania, umyć, zjeść porządny posiłek, wygadać się z trudów dnia, znaleźć wsparcie w kryzysie. Zamiast indywidualnego pokoju z łazienką dostanie tu łóżko lub materac na wieloosobowej sali, ale właśnie ta możliwość spotkania i rozmowy z innymi wędrowcami jest przez pielgrzymów najbardziej ceniona.
– Moje własne Camino przeszłam szczęśliwie właśnie dzięki wsparciu innych pielgrzymów, których spotkałam w kolejnych alberghach. Gdy chciałam rezygnować i zawracać, oni przekonywali, że dam radę – zaczyna swoją opowieść Kasia Gmyrek, pochodząca z Piekar Śląskich pierwsza Polka, która prowadzi schronisko dla pielgrzymów zmierzających do Santiago.

 

 

Jej opowieść zaczyna się całkiem niedawno, bo w 2016 r. 33-letnia Kasia pracowała wówczas w banku w Katowicach. Nie przepadała za tą pracą; czuła, że to nie jej miejsce. Podczas warsztatów rozwoju osobistego, na które się zgłosiła wpadła na pomysł, żeby wziąć długi urlop i udać się w pieszą pielgrzymkę do Santiago de Compostela. – Czułam się dobrze przygotowana, nie miałam wątpliwości, że dam radę iść 25 km dziennie. Kupiłam bilety, poleciałam. Ale bardzo szybko się okazało, że to większe wyzwanie, niż myślałam. Był marzec, zimno, trasy ciężkie, bo w górach. Po 3 dniach chciałam rezygnować – wspomina Polka. I właśnie wtedy przydali się idący tą samą drogą inni pielgrzymi, których spotykała właśnie w schroniskach znajdujących się na Camino. Najlepiej wspominała zwłaszcza wspólne rozmowy przy dużym stole zastawionym kolacją. – Po powrocie do Polski wiedziałam jedno: chcę tam wrócić i poprowadzić takie schronisko, chcę służyć innym pielgrzymom – opowiada Kasia.

Szybko przeszła do realizacji tego szalonego pomysłu. Szalonego, bo przecież nie mówiła nawet słowa po hiszpańsku, nie wspominając nawet o posiadaniu nieruchomości niezbędnej do założenia schroniska. Na początek więc zapisała się na kurs hiszpańskiego. Gdy po półtora roku nauki, zadzwonił do niej znajomy z informacją, że ktoś szuka osoby do prowadzenia alberghe na Camino – podjęła wyzwanie.
Pojechała w ciemno, był styczeń 2018 r. Dom liczący ok. 300 mkw powierzchni był wówczas mocno zapuszczony, nieogrzewany, choć jako schronisko dla pielgrzymów działał od 2014 r. Znajdował się jednak w świetnym miejscu, bo w maleńkiej wiosce La Espinana na tzw. Camino Primitivo – najstarszej, najpiękniejszej lecz najtrudniejszej do przejścia trasie wiodącej do Santiago.

Kasia wróciła do Polski, niemal się poddając. Myślała że nie udźwignie prac remontowych, że to przekroczy jej siły. Ale po miesiącu, gdy złożyła już wypowiedzenie w firmie, w której tymczasowo pracowała, ponownie dostała ofertę od właściciela tamtego domu na Camino. Po krótkim przemyśleniu zdecydowała: jedzie.

Do swojej Toyoty Yaris zapakowała wszystkie niezbędne rzeczy oraz Anię i Janka – dwójkę przyjaciół. Gdy dojechali rozpoczęli remont domu pod schronisko. Pracowali po 10 godzin dziennie, ale na drugą połowę marca 2018 r. odświeżone alberghe El Texu (czyt. El Teksiu) było gotowe. 

 

 

– Nie wiedziałam, na co się piszę, bo to przecież praca przez kilkanaście godzin dziennie, codziennie, bez dni wolnych czy urlopów. Ale nie żałuję. Ludzi, których spotykam dzięki prowadzeniu tego domu są niezwykli. Gotując im, piorąc, słuchając ich opowieści czuję, że jestem wreszcie na swoim miejscu! – mówi Kasia Gmyrek.

Wstaje codziennie o 5:30 rano, aby pielgrzymi przed wyjściem o 6-7 rano na szlak zdążyli jeszcze zjeść porządne śniadanie. W ciągu dnia sprząta, zaś najwięcej pracy jest po południu, kiedy ze szlaku schodzą następni pielgrzymi. Wtedy trzeba podać im kolację, przyjąć rzeczy do prania, wysłuchać opowieści, podnieść na duchu. I tak od marca do końca października, codziennie. W ubiegłym roku, pierwszym roku prowadzenia schroniska robiła to wszystko sama. Przyznaje, że było bardzo ciężko. Dziś jest łatwiej, bo ma do pomocy wolontariuszki, którym też może się wygadać z bieżących kłopotów.

– Nadal nie żałuję. Czuję, że to moje powołanie. Mimo zmęczenia budzę się codziennie rano z nową energią. Skrzydeł dodają też wszystkie dobre słowa zasłyszane od pielgrzymów, wszystkie wyrazy wdzięczności, często przysyłane po miesiącach na kartkach pocztowych – mówi Kasia.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >