video-jav.net

Niezwykła historia Świecy Niepodległości

– Zapalcie ją w wolnej Warszawie – powiedział 151 lat temu Pius IX, wskazując świecę. Zapalono ją w 1920 roku. Teraz znów zapłonie, zapalona przez prezydenta RP w Świątyni Opatrzności Bożej w Święto Niepodległości 11 listopada.

Polub nas na Facebooku!

Liczy sobie ponad 150 lat. O jej istnieniu nie pamiętał już prawie nikt, o wyjątkowej historii tym bardziej. Zdobiona, smukła świeca, była przechowywana w drewnianym stelażu po prawej stronie kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu. To tzw. Świeca Piusowa.

Był 29 czerwca 1867. W Rzymie, w Bazylice św. Piotra, trwała uroczysta kanonizacja św. Jozafata Kuncewicza.  – Polski nie było na mapie świata – opowiada ks. prałat Wiesław Kądziela. – A ta kanonizacja była kanonizacją znaczącą, bo wyniesiono na ołtarze świętego, który działał na terenach dawnej Rzeczpospolitej. Na zakończenie uroczystości papież Pius IX zwrócił się do Polaków i wskazując świecę, powiedział: “Zapalcie ją w wolnej Warszawie”.

Długo czekała na tę chwilę. Była przechowywana najpierw w Kolegium Polskim w Rzymie przy Piazza Remuria. Ale gdy 51 lat później stało się jasne, że Polska odzyskała niepodległość, świeca została wkrótce przewieziona do Warszawy, do Archikatedry św. Jana Chrzciciela i tu zapalona. Zapalił ją uroczyście jeden z senatorów, Wojciech Trąbczyński.

Wkrótce Świeca Piusowa została zapomniana. W 1939 r. została przeniesiona do w kaplicy seminaryjnej przy Krakowskim Przedmieściu. Dzięki temu dotrwała do naszych czasów, gdyż Archikatedra Warszawska legła w gruzach. Od lat 80. Świeca Piusowa była wystawiona w kościele seminaryjnym.

O jej istnieniu przypomniał ks. Wiesław Kądziela. To on zaproponował, by świeca została zapalona po raz kolejny, w setną rocznicę odzyskania Niepodległości. Świeca liczy już przynajmniej 151 lat, dlatego musiała być poddana starannym zabiegom konserwatorskim.

W tym roku płonęła już 3 czerwca w Święto Dziękczynienia za Niepodległość w Świątyni Opatrzności Bożej, ale ponownie zapali ją prezydent Andrzej Duda w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości podczas uroczystej Mszy św. z udziałem władz państwowych i warszawiaków. W wolnej Warszawie.

 

O historii świecy opowiada ks. Wiesław Kądziela

archwwa

 

Kapłani niepodległej

Dobrze jeżeli 11 listopada myśląc o ludziach, którzy tworzyli Niepodległą, tak o politykach jak i wojskowych, będziemy pamiętać o polskich kapłanach, którzy po prostu służyli sprawie Polski, bardzo po cichu, bez splendoru, ale jakże skutecznie i z godnością.

Bartosz Sałaj
Bartosz
Sałaj
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Stulecie polskiej niepodległości skłania wielu do refleksji nad splotem wydarzeń, które w 1918 roku pozwoliły na odrodzenie Polski po okresie narodowej niewoli. Historycy, słusznie z resztą, będą przypominali o sytuacji międzynarodowej, słabości państw zaborczych walczących na frontach I Wojny Światowej, ciągle przypominanej sprawie polski, której należała się obecność na mapie świata czy to w ujęciu Romana Dmowskiego czy Józefa Piłsudskiego.

Na szczęście rocznica, taka jak ta przed nami, pozwala użyć nawet patosu w stwierdzeniu: Polska nie zapomina!

Nie będzie to tekst typowo faktograficzny, z przypomnieniem ciągu przyczynowo-skutkowego, wyciągnięciem wniosków i radości, że wreszcie Polska powstała. Raczej motywatorem autora jest przypomnienie, wydobycie, ze skarbca historii kilku ludzi, o których nie mówi się na lekcjach historii, a pamięć o nich została lekko przykurzona. Na szczęście rocznica, taka jak ta przed nami, pozwala użyć nawet patosu w stwierdzeniu: Polska nie zapomina!

 

Po pierwsze wszyscy przywołani są kapłanami, bo nie pomylę się jeżeli na piśmie wyrażę, że księża na przestrzeni historii Polski współtworzyli jej państwowość, organizację, ustrój, moralność. Prof. Jan Żaryn mówi, że na początku XX wieku wykształciło się na terenach etnicznie polskich pokolenie „niepokornych”, do którego należało wielu kapłanów-społeczników. Gdy w 1905 roku Liga Narodów zorganizowała w Warszawie zjazd, wzięło w nim udział ok. 400 kapłanów, których wizją była budowa nowoczesnego, polskiego narodu w oparciu o społeczną solidarność, której spoiwem była wiara. Ważny był czynnik wchodzenia kapłanów w życie społeczne odradzającego się narodu.

W tym miejscu należy wspomnieć hierarchów Kościoła: prymasa Królestwa Polskiego abpa Aleksandra Kakowskiego i prymasa Polski Edmunda Dalbora na których spoczęła odpowiedzialność formułowanie opinii o niepodległości Polski. Nie sposób pominąć ówczesnego bpa Adama Sapiehy z Krakowa czy abpa Józefa Teodorowicza ze Lwowa, którzy na szczeblach dyplomatycznych angażowali się w rozmowy z episkopatami zagranicznymi, zwłaszcza niemieckim. Jednak mówienie tylko o biskupach było by co najmniej niedopełnieniem pięknej karty, którą zapisali „zwykli” księża walcząc o polską niepodległość.

Warto przypomnieć ks. Ferdynanda Machaja i Józefa Londzina, którzy jako lokalne autorytety reprezentowali polskie interesy Orawy, Spiszu i Śląska Cieszyńskiego, nawet jako delegaci do prezydenta USA Woodrowa Wilsona. Ciekawą postacią jest ks. Karol Woźniak, który w 1914 roku, aby uniknąć służby w wojsku niemieckim udał się na emigrację do Stanów Zjednoczonych, tam wstąpił do wojska, a na wieść o formowaniu polskich oddziałów we Francji pod dowództwem gen. Józefa Hallera, przyjechał do Europy i wstąpił w szeregi Błękitnej Armii, z którą jako kapelan brał udział w wyprawie kijowskiej, a następnie walczył w III powstaniu śląskim.

 

Kolejnym kapłanem jest Antoni Stychel, który już jako młody chłopak angażował się w sprawy polskie będąc członkiem Towarzystwa Tomasza Zana, organizacji niepodległościowej w Wielkopolsce, która nawiązywała do tradycji Towarzystwa Filomatów. Ksiądz Stychel był również jednym z pionierów katolickiego ruchu społecznego w Polsce zakładające Katolickie Towarzystwo Robotników Polskich, a także zaangażowany w sprawę polskiego Śląska. Po odzyskaniu Niepodległości zasiadał w Sejmie Ustawodawczym jako wicemarszałek, będąc jednym z wyróżniających się w pracach nad konstytucją marcową.

Warto wspomnieć ks. Kazimierza Lutosławskiego, brata znanego filozofa Wincentego. Na początku XX wieku był jednym z założycieli elitarnej szkoły „Czteroletnie Ognisko Wychowawcze Wiejskie”. Jednym z jego wychowanków był późniejszy bł. Michał Czartoryski OP, męczennik powstania warszawskiego. Ks. Lutosławski przyjaźnił się także z ks. Władysławem Korniłowiczem, wychowawcą prymasa Wyszyńskiego i twórcą ośrodka dla niewidomych w Laskach. Pasją, ale i szczególnym polem pracy duszpasterskiej ks. Lutosławskiego było harcerstwa. To właśnie ten kapłan jest autorem symbolu polskiego harcerstwa czyli Krzyża Harcerskiego. Do tych kilku postaci można by dopisać jeszcze św. abpa Józefa Bilczewskiego, ks. Ignacego Skorupkę czy ks. Achille Rattiego późniejszego papieża Piusa XI.

 

Wspólnym mianownikiem posługi kapłanów czasów odzyskania niepodległości przez Polskę jest słowo „służba”. Może banalne i oczywiste, ale jakże potrzebne by patrzeć na postacie kapłanów właśnie jako ludzi będących w służbie, czy to na polu działalności duszpasterskiej czy to jako dzielących się swoją wiedzą nabytą podczas studiów specjalistycznych za granicą czy to w życiu politycznym. Z pewnością niezwykłe z historii naszego państwa jest to, że tak bardzo upragniona wolność, która przyszła do 123 latach, została wywalczona na tak wielu płaszczyznach. Dobrze więc jeżeli 11 listopada myśląc o ludziach, którzy tworzyli Niepodległą, tak o politykach jak i wojskowych, będziemy pamiętać o polskich kapłanach, którzy po prostu służyli sprawie Polski, tak bardzo po cichu, bez splendoru, ale jakże skutecznie i z godnością.

 

Bartosz Sałaj

Bartosz Sałaj

Historyk, nauczyciel, czynny uczestnik Ruchu Światło-Życie oraz członek Rady Młodzieżowej Diecezji Radomskiej. Pasjonuje go historia Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bartosz Sałaj
Bartosz
Sałaj
zobacz artykuly tego autora >