fot. Nivenn Lanos/Unsplash (pożar katedry Notre Dame)

„Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”

„Francja przez stulecia wnosiła szczególny wkład do Kościoła katolickiego poprzez oświecone i heroiczne świadectwa swoich świętych, doktrynalną siłę swych mistrzów i apostolską odwagę misjonarzy” – tak o Francji wypowiedział się Jan Paweł II przed swoją pierwszą pielgrzymką do tego kraju w 1980 roku.

Reklama

Choć papież doceniał spuściznę religijną niemal wszystkich państw, do których podróżował, to zdaje się, że według naszego Świętego Francja faktycznie zajmuje szczególne miejsce w historii chrześcijaństwa. W końcu odwiedzał ten kraj aż 7 razy, częściej był tylko w Polsce.

Dlaczego o Francji mówi się, że jest najstarszą córką Kościoła?

Termin najstarsza córka Kościoła wziął się stąd, że państwo Franków, które później przerodziło się we współczesną Francję przyjęło chrzest jako pierwsze w średniowieczu. W tej istotnej dziejowej zwrotnicy swój udział miała interwencja boska, która później miała miejsce jeszcze kilka razy we francuskiej historii. Pod koniec V wieku władcą państwa Franków był Chlodwig I. Choć sam rzekomo był wyznawcą rzymskich bogów, o Jezusie dużo słyszał od swojej żony Klotyldy, później kanonizowanej. W roku 496, podczas beznadziejnej sytuacji w bitwie pod Tulbiac z sąsiadującymi Alemanami Chlodwig zwrócił się do niebios z prośbą o wygraną, obiecując w zamian przyjęcie chrztu. Frankowie bitwę wygrali, a Chlodwig słowa dotrzymał i przyjął chrzest z rąk świętego Remigiusza. Od tego czasu państwo leżące na terenie współczesnej Francji stało się swego rodzaju rdzeniem, bazą wypadową dla krzewienia chrześcijaństwa na całą Europę.

Święty Dionizy

W momencie chrztu wielu mieszkańców państwa Franków było już jednak nawróconych na chrześcijaństwo i nie da się przecenić wkładu w ten proces dwóch patronów Francji, św. Dionizego i św. Marcina z Tours. Święty Dionizy był wysłannikiem papieża na teren ówczesnej rzymskiej prowincji, Galii i miał za zadanie stworzyć struktury kościelne na jej terenie. Około roku 258, w czasie prześladowań chrześcijan za panowania cesarza Waleriana Dionizy wraz z innymi ewangelizatorami został ścięty na wzgórzu Montmartre w Paryżu, na którym obecnie wznosi się bazylika Sacre-Coeur (Święte Serce). W miejscu pochówku świętego Dionizego zbudowano opactwo benedyktynów Saint-Denis, w którym przez wszystkie lata istnienia monarchii we Francji chowani byli królowie.

Reklama
Reklama

Święty Marcin

100 lat później działał święty Marcin z Tours, którego świętość jako wzór na dzisiejsze czasy przedstawiał Benedykt XVI. W encyklice „Bóg jest miłością” napisał „pokazuje niezastąpioną wartość osobistego świadectwa miłości”. Papież senior odwołuje się do znanej historii z życia świętego Marcina, kiedy to jako rzymski legionista spotkał na ulicy współcześnie francuskiego Amiens półnagiego żebraka, błagającego o pomoc. Marcin, który nie był nawet wtedy chrześcijaninem przeciął swój kosztowny żołnierski płaszcz na pół i oddał jedną część żebrakowi. W nocy miał ujrzeć Jezusa wołającego do aniołów: „patrzcie, jak mnie Marcin przyodział”. Nie sposób nie znaleźć tu dosłownego odniesienia do słów z ewangelii św. Mateusza: „Byłem nagi, a przyodzialiście mnie… Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Rok później Marcin przyjął chrzest, postarał się o zwolnienie z rzymskiego wojska i wrócił do domu rodzinnego w Savarii, dziś najprawdopodobniej węgierskie Szombathely. Choć jego ojciec był trybunem, sprawował ceniony rzymski urząd, świętemu udało się jeszcze przed śmiercią nawrócić rodziców. Działalność świętego Marcina we Francji zaczęła się w roku 371, kiedy to został on wyświęcony na biskupa Tours i sprawował tą godność przez ostatnie 25 lat życia. Dał się poznać jako biskup mobilny, a nie okopany w katedrze, tak jak było to ówcześnie normą, bardzo mocno starał się również o wyplenienie swojej diecezji z jakichkolwiek symboli pogańskich, wycinając święte gaje i burząc pogańskie symbole. W momencie chrztu Chlodwiga Francja posiadała już swojego męczennika, patrona panującej dynastii i dzięki świętemu Marcinowi i jego wspólnocie mnichów, miała również prawdziwych wiernych.

Religia chrześcijańska kulturowym rdzeniem

Państwo Franków miało też ogromny wpływ na uchronienie przed śmiercią kultury antycznej w długiej, niekoniecznie słynącej z rozwoju cywilizacyjnego epoce „wieków ciemnych”, jak czasem nazywa się średniowiecze. Wszystko za sprawą tzw. renesansu karolińskiego, przypadającego na panowanie króla Karola Wielkiego na przełomie VIII i IX wieku. Niewątpliwie uporządkowanie ogromnego jak na ówczesne standardy państwa było przede wszystkim celem politycznym, ale nikt nie kazał tego Karolowi Wielkiemu czynić w duchu prawa i tradycji chrześcijańskiej.

W czasie renesansu, kiedy większość obecnych państw europejskich nadal była pogańska, wzniesiono 27 nowych katedr, ponad 400 klasztorów, Karol zadbał też o ściągnięcie wykwalifikowanych nauczycieli do przykościelnych szkół. Typowe cechy renesansu karolińskiego były obecne na Wyspach Brytyjskich, skąd zresztą król sprowadzał uczonych, ale na zdecydowanie mniejszą skalę, co więcej anglosaskim władcom brakowało takiej woli „ukulturalnienia” społeczeństwa. Brytyjscy mnisi właśnie przyczynili się do przetrwania łaciny, przynajmniej jako języka naukowego, doceniając jej doniosłość jeżeli chodzi o egzegezę biblijną, ale i pożyteczność łacińskiej literatury antycznej dla właściwego zrozumienia Pisma Świętego. Dzięki kopiom, czy nawet kopiom kopii dzieł antycznych sporządzonym na pergaminie w tamtym czasie znaczna część wybitnych dzieł doby antyku przetrwała chociaż do XV wieku, czyli do właściwego renesansu i wynalazku druku. Warto choćby wspomnieć o dziele Tacyta „Germania”, gdzie historyk opisuje ziemie między Renem, a Wisłą. Gdyby nie renesans karoliński w państwie Franków, o ziemiach polskich w czasach przedpaństwowych nie wiedzielibyśmy prawie nic. Renesans karoliński doprowadził więc do tego, że niejako rdzeniem kulturowym Europy stała się religia chrześcijańska połączona z dziedzictwem kulturowym antyku.

Reklama
Reklama

Upadek moralny duchownych i reforma Kościoła

Przełom tysiącleci był fatalnym czasem dla Kościoła, zwłaszcza pod względem moralnym. Duchowieństwu nie udało się odciąć od drabiny feudalnej, przez co Kościół mający za zadanie przede wszystkim świecić przykładem dla niewykształconych wciąż pamiętających o bożkach pogańskich ludziach, stał się instytucją niezwykle skorumpowaną. Duchowni nieraz byli zależni od świeckich fundatorów, sprzedawanie urzędów było na porządku dziennym, nie przestrzegano też celibatu. Reformy kościoła jako instytucji podjął się papież Sylwester II, a za wzór postawił sobie działający od początku IX wieku klasztor we francuskim Cluny. Klasztor powstał z nadania lokalnego księcia, który jednocześnie zwolnił benedyktyńskich mnichów z jakichkolwiek zobowiązań wobec siebie i dał im całkowitą autonomię. Surowa reguła, zwana później kluniacką nakazywała „wieczną modlitwę”, tamtejsi mnisi zgodnie potępiali wszystkie grzechy ówczesnego Kościoła.

Opactwo w Cluny szybko stworzyło dużą kongregację klasztorów praktykujących wspomnianą regułę, która to kongregacja w szczytowym okresie liczyła ponad 1000 opactw. Surowe, niemal ascetyczne podejście było czymś, czego sytuacja wymagała. Dzięki reformie, również zwanej później kluniacką, udało się ocalić Kościół, czy duchowieństwo jako stan przed całkowitym upadkiem.

Problemy moralne (i nie tylko) francuskiego dworu

Na początku XV wieku Francuzi znajdowali się w ogniu wojny stuletniej. Ówczesny francuski dwór nie był, mówiąc eufemistycznie, wzorem moralności. Król Karol VI był chory psychicznie, przez co faktyczną władzę w państwie sprawowała jego żona Izabela Bawarska, mająca opinię kobiety rozwiązłej, tkwiącej w pozamałżeńskim romansie z bratem króla Ludwikiem. Prawowity następca tronu, późniejszy Karol VII był marginalizowany przez Izabelę, swoją matkę. W 1420 roku królowa powierzyła sukcesję królowi angielskiemu Henrykowi V, co groziło już całkowitą utratą niezależności przez Francję jako państwo. Na początku roku 1429 znaczna część ziem francuskich była już pod kontrolą Anglików.

Reklama

Zupełnie niespodziewanie, pojawiła się wtedy w historii wiejska dziewczyna Joanna d’Arc. Natchniona boskimi objawieniami zdołała dostać się przed oblicze króla i przekonać go do zaangażowania jej w wojnę z Anglikami, mimo że była wówczas 17-letnią, niepiśmienną i nie mającą bladego pojęcia o wojnie i polityce dziewczynką. Sukcesy Joanny d’Arc na polu wojskowym, zwłaszcza jej wkład w wyzwolenie Orleanu nie tylko pozwoliły poprawić nieco rozkład sił w wojnie, ale przerodziły też konflikt polityczny w walkę dobra ze złem, jasności z ciemnością, d’Arc stała się natchnieniem dla francuskich żołnierzy. Swoje poświęcenie okupiła śmiercią w wieku 19 lat. Po schwytaniu przez Anglików i niesprawiedliwym niemal pod każdym względem procesie inkwizycyjnym została spalona na stosie pod zarzutem herezji, mimo że jak wykazano ledwie 24 lata później wina nie została jej w istocie udowodniona. Francuzom udało się jednak wygrać wojnę stuletnią, a w 1922 roku Joanna d’Arc została ustanowiona patronką Francji (drugą po Najświętszej Marii Panie Wniebowziętej).

Odejście od chrześcijańskich wartości

O ile przez całe niemal średniowiecze Francja jawi się jako państwo ulubione przez Boga, od bycia „najstarszą córą kościoła” do ratowania z opresji poprzez objawienia Joanny d’Arc, o tyle okres nowożytny to powracający niestety problem odsuwania się władców, a później i ludzi od chrześcijańskich ideałów.

Niemal jednocześnie z początkiem ery nowożytnej rozszalała się w Europie reformacja. Potyczki, czy wręcz wojny o charakterze religijnym nie ominęły nawet „błogosławionej” Francji, w której bardzo popularny stał się kalwinizm. Po długich, bo trzydziestoletnich, krwawych wojnach religijnych król Henryk IV Burbon wydał w 1598 tzw. edykt nantejski, wprowadzający wolność wyznania. Pozwoliło to zaprowadzić względny pokój w burzliwych, szczególnie pod względem religijnym, czasach. Wiek XVII to jednak narodzenie absolutyzmu, którego kolebką, a jakże została Francja. Potężna pozycja króla w państwie, budowana przez dziesiątki lat przez kardynałów Richelieu i Mazarina osiągnęła szczyt za panowania Ludwika XIV, „Króla Słońce”, wokół którego kręciła się cała Francja, a „państwem był on”. Wpływy króla pochwyciły również Kościół, Ludwik XIV mógł sam mianować biskupów i opatów, a w 1682 r. uchwalono niezależność królów francuskich od papieża. Chcąc przejąć majątki francuskich kalwinów, czyli hugenotów, Ludwik odwołał edykt nantejski, co spowodowało emigrację ponad 200 tys. ludzi, nierzadko wykształconych za granicę.

Bliskie stosunki duchowieństwa z monarchą doprowadziły do bardzo nieoczekiwanych konsekwencji w czasie rewolucji francuskiej. W latach tuż przed rewolucją Kościół miał we Francji silną pozycję, posiadał 10% ziem uprawnych na terenie państwa. Nie można też mówić o jakimś odsunięciu się ludzi od Kościoła, społeczeństwo francuskie było praktycznie jednorodne pod względem wyznania, a duchowni mieli na nie duży wpływ. Jednak w czasie rewolucji francuskiej sytuacja została wywrócona do góry nogami.

Rewolucja francuska

Rewolucja francuska była smutnym czasem w historii Kościoła, co można zobrazować dwoma przykładami. Lewicowi rewolucjoniści łączyli duchowieństwo z osobą znienawidzonego króla i monarchii w całości, niechęć do której była przecież powodem rewolucji. W 1790 r. przyjęta została konstytucja cywilna kleru, proklamująca całkowite podporządkowanie Kościoła państwu rewolucyjnemu. Jednym z postanowień tego aktu była kasata wszystkich zgromadzeń zakonnych i zakaz składania ślubów zakonnych. W praktyce oznaczało to przejęcie wszystkich majątków kościelnych przez państwo. Symbolicznym miejscem dla tego, co stało się z Kościołem przez rewolucję francuską jest opactwo Fontevraud, mające w momencie ponad 600 lat historii. Fontevraud posiadało piękną, gotycką siedzibę, zresztą wielokrotnie rozbudowywaną, 5 przeorysz opactwa pochodziło z rodziny królewskiej Burbonów, pochowano w nim kilka koronowanych głów średniowiecznej Europy. Po konstytucji cywilnej opactwo stało zupełnie puste przez 10 lat, a w 1804 Napoleon podjął decyzję o przekształceniu budynków klasztoru w więzienie dla wrogów politycznych. Przebudowę zakończono już po czasach napoleońskich i więzienie zasłynęło jako najcięższe we Francji, według szacunków historyków co tydzień umierały tam dwie osoby.

Naturalną reakcją większości duchowieństwa na konstytucję cywilną był sprzeciw i odmowa zaprzysiężenia dokumentu. W 1792 roku sytuacja rewolucyjna doprowadziła do jednej z najczarniejszych kart w historii Kościoła. 2 września do paryskich więzień wkroczyły spontanicznie zorganizowane grupy lewicowych rewolucjonistów przemieszane ze zwykłymi opryszkami, nie działającymi dla pobudek ideowych i za wiedzą władz stolicy zamordowali ponad 200 osadzonych w więzieniach księży. Wszyscy zostali beatyfikowani w 1926 roku przez papieża Piusa XI. Dwa miesiące później rewolucjoniści zaprowadzili na szafot króla Ludwika XVI, a Francja pogrążyła się w chaosie de facto aż do czasów napoleońskich.

Upadek najstarszej córy Kościoła

Podział polityczny na lewicę i prawicę skupioną w parlamencie w dwóch blokach, ukształtowany po rewolucji francuskiej utrzymywał się we Francji aż do połowy ubiegłego stulecia. W latach 60. Od tego czasu obserwuje się duży trend odchodzenia Francuzów od kościoła. W 1972 r. 87% Francuzów deklarowało się jako katolicy, obecnie jest to około 50%. Między 1980 a 2018 r. liczba chrztów spadła o 61%. Współcześnie jest we Francji 10 razy mniej księży niż w latach 60., z czego połowa ma ponad 75 lat.

Jak doszło do tak gwałtownego upadku najstarszej, bo tysiącletniej córy Kościoła? Często wskazuje się na protesty francuskich studentów przeciwko rządom Charlesa de Gaulle’a, konserwatywnego generała, który stwierdził, że Francja to „naród europejski, rasy białej, kultury grecko-łacińskiej i religii chrześcijańskiej”. Nowe pokolenie postawiło na indywidualizm, przez co nastąpił pewien zwrot w kierunku konsumpcjonizmu i odcięcie się od więzów rodzinnych czy religijnych.

Co jednak interesujące, po gwałtownym upadku znaczenia Kościoła wśród Francuzów poparcie zaczęły tracić partie komunistyczne, które straciły pożywkę do nieustannej kontestacji tradycyjnych wartości. W wyborach parlamentarnych z 2017 r. uzyskała ona nieco ponad 2 procent głosów. Indywidualizacja doszła do tego stopnia, że Francuzi przestali wierzyć nie tyle w Boga, co nawet w związki zawodowe.

Jeden z korespondentów, komentujący aktualne wybory we Francji, stwierdził, że Francuzi nie wierzą dziś w nic, poza republiką. Czym okaże się dla Francji odejście od Boga i czy trend się utrzyma? Co Francja, najstarsza córa Kościoła, zrobi dalej ze swoim chrztem? Czas pokaże.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę