Nasze projekty
Tomasz Adamski

Nowy wymiar katofobii

To przerażające, jak systematyczna praca dziennikarzy, usłużnych historyków czy propagandzistów może sprawić, że cywilizowane europejskie państwo zacznie się bać samego siebie. Tego, co za nim i tego, co przed nim

Reklama

Jesteśmy państwem chrześcijańskim. Nie kościelnym, nie wyznaniowym, nie katotalibanem, ale krajem chrześcijańskim, co oznacza ni mniej ni więcej, jak to, że przeważająca część społeczeństwa deklaruje wiarę w Trójjedynego Boga, a polska państwowość – czy tego dziś chcemy, czy akceptujemy czy nie – została ufundowana na chrześcijaństwie, na kościelnym glejcie i błogosławieństwie.

 

Nie ma sensu dowodzić, że historia Polski jest w wielu punktach zbieżna z historią chrześcijaństwa europejskiego, że Kościół – kolokwialnie mówiąc – od zawsze był w Polsce i od zawsze stanowił o jej tożsamości. Od chrztu Polski po koniec ubiegłego wieku nie ulegało wątpliwości, że w Polsce jest miejsce dla Kościoła i że chrześcijaństwo ma światu, Europie, a przede wszystkim nam dużo do zaproponowania. Wśród pojedynczych zwrotów antykościelnych, słów krytyki zasłużonej (Kościuszko et consortes) i niezasłużonej (komuniści et tawarisze) nie było w Polsce prądu, który dolewałby tak agresywnej oliwy do katofobicznego ognia.

Reklama
Reklama

 

To stało się udziałem dopiero ostatnich lat.

 

Reklama
Reklama

Księża i biskupi nigdy nie byli u nas przedmiotem strachu. Szacunku, podziwu, posłuchu, punktem odniesienia, autorytetem, choć również obiektem niechęci, czy pośmiewiskiem – owszem, ale nigdy nie wywoływali swą publiczną obecnością fobii zakreślającej tak absurdalnie groteskowe koła. Dziś w jednym z najbardziej poczytnych tygodników opinii można z marsową miną przestrzegać przed kamienującymi wszelki sprzeciw rządami biskupiej rady gerontów, jakie w najbliższych latach szykują się nad Wisłą.

 

Stanisław Tym, kiedyś niezły aktor i komik, dziś felietonista Polityki, daje upust swojej straszliwej wizji episkopatu u władzy, który zmieni wszystko to, co jeszcze u nas działa w wielką, zdogmatyzowaną usterkę. Wplata w to przy okazji dawno obalony mit o postulacie ministra Szczerskiego dotyczący wpuszczenia biskupów do parlamentu. W tym świecie ateista będzie szykanowany osobnym miejscem w tramwajach i autobusach zaopatrzonych w obwoźne konfesjonały, jego dom będzie oznakowany symbolem NW, co ma oznaczać niewierzącego itd.

Reklama

 

Nowy wymiar katofobii

Nie ma potrzeby przytaczać całości obrazu. Nawet, jeśli jest on podrasowany humorem typowym dla komika, odsłania się między wierszami strach, że choć promil tych wizji może okazać się prawdziwy.

 

Tymczasem, że wszystkie te obawy wyssane są z palca, przesadzone i nie mają poparcia w rzeczywistości, wie każdy średnio rozgarnięty Polak. Polak-katolik dodatkowo ma świadomość, że duchowny nie może piastować publicznych urzędów, bo mu tego zakazuje Kodeks Prawa Kanonicznego. Mimo to mam dla podzielających zdanie felietonisty marne pocieszenie.

 

To całkiem oczywiste, że oburza ich wizja tzw. klechistanu (swoją drogą to ciekawe, jak wiele neologizmów może wygenerować satyr odrazy), czyli państwa, w którym ustawy podpisuje się tylko podczas przeistoczenia poprzedzonego całowaniem biskupiej dłoni. Problem w tym, że w ostatnich miesiącach, właśnie dzięki ich zabobonnemu strachowi przed kościelną hierarchią, polityczne decyzje zdają się również być podejmowane w odniesieniu do biskupów. Z tą różnicą, że im na złość.

 

Ustawa o in vitro, o uzgadnianiu płci, prace nad prawem o mowie nienawiści, będące de facto kagańcem m.in. dla homiletów, wybór nowego Rzecznika Praw Obywatelskich – wszystkie te decyzje miały prosty schemat: projekt, sprzeciw biskupów i finalnie podjęcie decyzji uderzającej w ten sprzeciw.

 

Nawet, jeżeli (a na pewno tak było) kościelne tupanie nogą stanowiło tylko jedną z mniejszych przyczyn tych decyzji, jako antyklerykał czułbym się zaniepokojony i zobowiązany do obrony świeckości państwa, bo oto moja ojczyzna kieruje się zdaniem biskupów.

 

Dlatego uspokajam. Absurdalny świat, w którym opinia kościelnego hierarchy ma polityczne znaczenie to świat, w którym żyjecie już od pewnego czasu. Ale ponieważ nikt nie zamierzał Wam wyjaśnić tego gabinetu krzywych luster, biliście mu brawo.

 

Dziś się boicie? Spokojnie, nie ma czego.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite