Nasze projekty
Marcin Makowski

Kardynał, który nic nie pamięta

Wywiad z kard. Stanisławem Dziwiszem, który we wtorek wyemitowała stacja TVN24, był być może jedną z najskuteczniejszych antyreklam Kościoła w ostatnich miesiącach. Sekretarz Jana Pawła II pytany o grzechy pedofilii wśród duchownych, nieustannie powtarzał: "nie pamiętam", "nie wiem", "nie było mnie tam". Zabrakło zwykłej ludzkiej empatii.

Reklama

Trudno oglądało się rozmowę Piotra Kraśki z byłym sekretarzem papieża Jana Pawła II, kard. Stanisławem Dziwiszem. Trudno nie tylko dlatego, że zostały poruszone tematy bolesne, związane z systemowym tuszowaniem pedofilii w Kościele, bezkarnością duchownych za nią odpowiedzialnych oraz biskupów, którzy ich kryli. Bardziej bolesna była momentami postawa samego rozmówcy, który nie potrafił wypaść wiarygodnie, ani – co najważniejsze – pokazać, że po ludzku rozumie skalę problemu.

Jeśli ktoś wahający się odnośnie swojej przynależności do Kościoła obejrzał ten długi przecież wywiad, otrzymał nie tyle krzepiący przykład podnoszenia się po błędach, odwagi w walce z grzechem, świadomości punktu widzenia ofiary, ale urzędniczą i typową dla niektórych kurialistów mowę-trawę. Kard. Dziwisz nie jawił się jako świadek historii i wielkości św. Jana Pawła II, ale – co sam podkreślał – jako osoba starsza, która wielu rzeczy już nie pamięta i w istocie, za nic nie odpowiada.

Kard. Dziwisz nie jawił się jako świadek historii i wielkości św. Jana Pawła II, ale – co sam podkreślał – jako osoba starsza, która wielu rzeczy już nie pamięta i w istocie, za nic nie odpowiada.

A przecież oskarżenia, które padają pod adresem byłego metropolity krakowskiego są zbyt poważne, aby uznać, że niepamięć cokolwiek załatwia. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ujawnił niedawno, że własnoręcznie w 2012 r. wręczył kardynałowi list, w którym zawarto świadectwo molestowanego przez innego księdza w latach 80. mężczyzny, które zbagatelizował ordynariusz bielsko-żywiecki, bp Tadeusz Rakoczy. Interwencja pozostała bez odpowiedzi, sam kardynał tłumaczy się natomiast, że żadnego pisma nie otrzymał. – Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność, ale ja tej odpowiedzialności nie miałem. Nie wiedziałem o tym, że Janusz Szymik (pokrzywdzony – przyp. red.) chodził do biskupa. Jak sprawy wyglądały, gdzie się udawał. To jest inna diecezja i trudno się mieszać w jej sprawy – mówił kard. Stanisław Dziwisz w wywiadzie.

Reklama
Reklama

SPRAWDŹ: Ks. Isakowicz-Zaleski opublikował list, który skierował do Watykanu

Właściwie w tym samym duchu odnosił się do wszystkich poruszanych kwestii. Pytany o sprawę założyciela Legionu Chrystusa księdza Marciala Maciela Degollado, który najprawdopodobniej wykorzystał seksualnie kilkudziesięciu chłopców, stwierdził, że śledztwo toczyło się poza jego wiedzą, a nawet, że „pierwszy raz o tym słyszy”. – Jak te sprawy zaczęły wychodzić, pytam jednego współpracownika pana Maciela, czy on wiedział o tych sprawach. On mi powiedział szczerze: wierz mi, że myśmy w zakonie o tym nie wiedzieli. Potrafił się po prostu ukryć – dodał. Sekretarz głowy Kościoła nie miał również żadnej świadomości o transferach pieniężnych do Watykanu, które mogły zapewniać ks. Degollado bezkarność.

CZYTAJ: Kard. Dziwisz chce powołania niezależnej komisji ws. Międzybrodzia

Reklama
Reklama

Z całej rozmowy można było odnieść wrażenie, że spędził te kilkadziesiąt lat na samym szczycie hierarchii Stolicy Piotrowej w roli statysty, któremu dzisiaj dziennikarze każą się za wszystko tłumaczyć. Były podczas tego wywiadu również momenty bardziej niż niezręczne. Pauzy, gesty, mowa ciała, która ze wszystkich stron wskazywała na to, że były metropolita krakowski czuje się po prostu niekomfortowo w roli tego, który bije się w piersi i pokazuje wiernym, że rozumie ich punkt widzenia. – Co tak po ludzku chciałby kardynał powiedzieć wiernym – dopytywał Piotr Kraśko, raz po raz rzucając podobne koła ratunkowe, oczekując jakiegoś błysku naturalności od swojego rozmówcy. Niestety, konwencja pozostała taka, do jakiej od dawna kardynał przywykł – do niego przychodzi się na audiencję.

ZOBACZ: Kard. Dziwisz o sprawie Janusza Szymika: Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność

Męczy mnie ta rozmowa, bo mam wrażenie, że z wielu sytuacji, w których Kościół mógłby odważnie wyjść do przodu, potępić grzech, ukarać winnych i wewnętrznie się oczyścić, sam podstawia sobie jeszcze nogę poprzez kompletne oderwanie od rzeczywistości. Przecież kard. Dziwisz pytany, dlaczego zdarzały i zdarzają się takie wypadki, że przełożony jakiegoś księdza ukrywa prawdę o molestowaniu, odpowiedział, że „to są przykre wypadki, dlatego konsekwencje są przykre i trudne, jak chociażby odejście z urzędu księdza biskupa” Janiaka.

Reklama

Czy ktokolwiek ze świeckich uważa, że odejście pod wpływem nacisku mediów jakiegoś hierarchy ze swojego urzędu, przy dalszym życiu w komfortowych warunkach, jest jakąkolwiek karą? Chyba lepiej by było i dla samego sekretarza Jana Pawła II i dla Kościoła, aby ten pierwszy się już więcej publicznie nie wypowiadał.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite