video-jav.net

Franciszek szeroko otwiera drzwi Kościoła

Dzisiejszy list Franciszka w kontekście Jubileuszu Miłosierdzia po raz kolejny potwierdza, że papież chce przede wszystkim otworzyć drzwi Kościoła tym, którzy są z niego wykluczeni

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie zmienia on w niczym nauczania w sprawie grzechu aborcji, lecz ułatwia dotarcie do spowiedników, którzy od grudnia otrzymają specjalne kompetencje.

Rewolucji nie będzie, mimo że wielu ją już dziś ogłaszało. Aborcja jest grzechem ciężkim i pociąga za sobą karę ekskomuniki. Franciszek w żaden sposób nie umniejsza jej wagi i nie banalizuje problemu. Papież nazywa ją dramatem i wielkim złem.

Aborcja pociąga za sobą wieloletnie cierpienie wielu kobiet. Franciszek to cierpienie dostrzega i wyciąga pomocną dłoń do tych kobiet, które z żalem i skruchą chcą pojednać się z Bogiem, wspólnotą i często samymi sobą.

To sztuka przebaczyć, nie umniejszając tym samym moralnej wagi popełnionego grzechu, nie przestając nazywać zło złem.

Franciszek potępia dziś wyraźnie ten straszny grzech, jednocześnie – jak dobry lekarz – podaje lekarstwo: oferuje przebaczenie.

Obecnie praktyka duszpasterska wygląda tak, że przebaczenia grzechu aborcji może udzielić lokalny biskup lub wskazany przez niego kapłan. Takie uprawnienia otrzymały od Stolicy Apostolskiej zakony żebracze, np: franciszkanie i dominikanie. Biskupi na terenie swojej diecezji delegują do tych zadań grupę doświadczonych spowiedników, lub wszystkich którzy mają za sobą odpowiedni staż kapłański (w archidiecezji warszawskiej to kapłani mający za sobą trzy lata kapłaństwa). W Polsce od wielu już lat są delegowani do tego min: księża dziekani, proboszczowie, spowiednicy w katedrach, szpitalach, czy spowiednicy podczas parafialnych misji i rekolekcji. Dostępność takich kapłanów jest więc u nas powszechna i nie powinna poza trwaniem Jubileuszu przysparzać kłopotów.

W związku z Jubileuszem Miłosierdzia papież postanowił dziś udzielić wszystkim kapłanom tego uprawnienia do udzielania rozgrzeszenia osobom, „które ze skruszonym sercem proszą o przebaczenie”. Rozgrzeszenie wiązać się będzie także z unieważnieniem kary ekskomuniki.

Zbliżający się Jubileusz Miłosierdzia jest opowieścią Kościoła o jego skarbie jakim jest przebaczenie. W swoim dzisiejszym liście i bulli „Misericordiae Vultus” ustanawiającej Jubileusz papież Franciszek podkreśla że nadchodzi dla Kościoła rok pełen łaski, ma on sprawić aby świadectwo wierzących stało się jeszcze mocniejsze i skuteczniejsze. To jeden – obok Eucharystii – z największych darów Kościoła. Przebaczenie nie jest jedynie naszym dziełem, lecz misją jaką Jezus zostawił Kościołowi. Papież jest tego świadom i chce by jak najwięcej osób mogło z tego daru skorzystać.

Sprawa rozgrzeszania z aborcji nie stoi w centrum Jubileuszu. Papieskie dokumenty opisują ten czas jako okazję nawrócenia dla wszystkich wierzących, powrotu do sakramentu spowiedzi, tak by każdy wierzący mógł doświadczyć Bożego Miłosierdzia działającego w historii swojego życia – bez względu na to jak ta historia jest bolesna i skomplikowana.

Stolica Apostolska przygotowała na ten czas odpusty które można ofiarować za żyjących i zmarłych. Na całym świecie mają pojawić się misjonarze miłosierdzia, mają oni być przygotowani do rekolekcji i misji ludowych. W we wszystkich diecezjach na wzór Drzwi Świętych mają pojawić się symboliczne bramy miłosierdzia, a w więzieniach o czym pisze dziś Franciszek, takimi bramami mogą być drzwi w więziennych celach.

O tym jak bardzo papież chce pokonywać bariery mogące utrudniać sakrament pojednania, niech świadczy fakt, że katolicy ważną spowiedź będą mogli odbyć u członków Bractwa św. Piusa X, tzw.”lefebrystów”, którzy pozostają poza jednością z Kościołem katolickim.

Drzwi, które chce szeroko otworzyć papież Franciszek, mają być zaproszeniem dla wszystkich tych, którzy z różnych przyczyn są poza wspólnotą Kościoła. Gesty Ojca Świętego to wprost naśladowanie Jezusa Dobrego Pasterza, który pójdzie szukać choćby jednej owcy która zaginęła i jet poza stadem. Znaki, symbole i gesty najbliższego roku, to jedno pełne tęsknoty wołanie Franciszka i całej wspólnoty Kościoła: Wróćcie, czekamy na was!  

o. Jacek Szymczak OP (KAI)


js / Warszawa

Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Kościół hamulcowym nauki? Bzdura!

Są w świecie rzeczy nierozłączne. Muzyka techno i hałas, krakowskie powietrze i smog, polskie pociągi i opóźnienia, krytyka Kościoła i zarzut antypostępowości lub wstecznictwa. Dziś zajmiemy się tym ostatnim

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W moim rodzinnym mieście, w jego bodaj najstarszej dzielnicy stoi bardzo ładna, ceglana świątynia. Kilkanaście lat temu po drugiej stronie ruchliwej ulicy, naprzeciw kościoła, postawiono jedno z największych w Polsce centrów handlowych, a dziś na samej granicy z parafią, nie więcej niż sto metrów od świątyni dobiega końca budowa hipernowoczesnego, przeszklonego biurowca. Na tle tych obiektów świątynia – choć bardzo ładna, zadbana przez wiernych i duchownych – wygląda jak stara łata doszyta do nowej marynarki. Aż kłuje w oczy.

Kościół przez duże K wśród Biurowców przez duże B wygląda oczywiście analogicznie nieprzystająco, po wczorajszemu. I chwała mu za to.

Bo Kościół z zasady się nie zmienia – taki stereotyp się do niego przykleił i choć wystarczy poświęcić minutę i prześledzić zdjęcia kolejnych papieży z ostatniego stulecia, żeby wiedzieć, że w tym zarzucie coś nie gra, wciąż ciężko go odlepić. Kościół zmienia się w swoim tempie i w swoim, głęboko przemyślanym kierunku. Dyktatura postępu, zmiany prowadzące donikąd, bezcelowe ganianie za własnym rewolucyjnym ogonem dla samego podtrzymania fermentu nigdy nie były i – co daj Boże! – nie będą głównymi wyznacznikami działalności Kościoła. Kościół ma inny, ważniejszy cel. I wie jak go osiągnąć. Zresztą pisałem już o tym tutaj.

I o ile wewnętrzna hermetyczność Kościoła, hamowanie własnego rozwoju i programowa niechęć do jakichkolwiek zmian przeciętnego, niezaangażowanego obserwatora debaty o Kościele nie angażuje w ogóle, o tyle Kościół hamujący rozwój nauki, czy zmiany w świecie zapala mu czerwoną lampkę. Kościół może sobie być wstecznikiem, ale we własnym sosie. Od nauki wara!

Kościół hamulcowym nauki? Bzdura!

Gdyby ten zakaz potraktować poważnie już w czasach średniowiecznych, gdy duchowni byli najbardziej wykształconymi ludźmi wszystkich europejskich społeczeństw, Roger Bacon nie zgłębiałby teorii szkieł wypukłych (stąd później okulary, teleskopy, mikroskopy), Mikołaj z Kuzy nie stworzyłby jednego z pierwszych – przyznajmy: prymitywnych – barometrów, dominikanin Jordanus Nemoriarus nie podarowałby nauce prawa dźwigni, a także dziesiątki innych księży-naukowców zatrzasnęłoby się w konfesjonałach i zakonnych celach zostawiając rozwój świata obmodlonemu przypadkowi. Gdyby ten zakaz potraktować poważnie w czasach współczesnych, nie mielibyśmy również teorii Wielkiego Wybuchu (autor: ks. Georges-Henri Lemaître), którą dziś grupa domorosłych antykreacjonistów przeciwstawia Księdze Rodzaju. Zabrakłoby też polskiej szkoły bioelektroniki (twórca: ks. Włodzimierz Sedlak) i paru innych ciekawostek.

Bo Kościół od wieków wierzył w słowa – dziś już trochę oklepane, ale ważne i niezwykle aktualne – otwierające encyklikę Fides et Ratio: Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.

Kopernik i Galileusz – te dwie postaci są tutaj jokerami w talii kontrargumentów i przykładów na antynaukowość Kościoła. Joker ma jednak to do siebie, że bywa zdradliwy.

Kopernik był kanonikiem, duchownym. Jeśli traktować tę postać w charakterze wymownego symbolu, warto zwrócić uwagę również na ten wymiar – obowiązki astronoma przeplatane obowiązkami katolickiego duchownego.

Zresztą sporo o stosunku Kościoła hierarchicznego do Kopernika-astronoma mówi nam pewna ciekawa historia. Otóż dzieło życia Kopernika O obrotach sfer niebieskich zostało wydane w roku 1543, na długo po zakończeniu prac. Jak tłumaczy Tadeusz Sierotowicz w swojej książce pt. Mikołaj Kopernik, astronom zwlekał z publikacją, ponieważ bał się niezrozumienia i wyśmiania. Zwierzał się z tych wątpliwości w liście do… papieża Pawła III, który sam go do tej publikacji zachęcił.

Równie dużo kontekstu rozjaśnia nam postać wspomnianego wyżej, starszego o ponad 70 lat od Kopernika Mikołaja z Kuzy, który jest autorem twierdzenia, że to nie Ziemia jest centrum wszechświata. Mimo tego odważnego stwierdzenia Kuzańczyk nie popadł w spór z inkwizycją, co wykazuje w swojej książce Kościół i nauka – konflikt czy współpraca? Jose Maria Riaza Morales SJ. Dlaczego więc Kościół miał ukarać tylko Kopernika?

Kościół hamulcowym nauki? Bzdura!

Co ciekawe i – w kontraście do stereotypowej wiedzy – paradoksalne, Kościół nigdy kategorycznie nie zakazał dzieła kopernikańskiego. Owszem, prawdą jest, że dzieło astronoma pojawiło się na Indeksie Ksiąg Zakazanych (po 73 latach od publikacji, ponad półwieczu swobodnej dystrybucji i dysput!), ale – jak zauważa bp Jacek Jezierski w artykule Trudności w kościelnej akceptacji myśli Kopernika – tylko z zarządzeniem drobnych korekt. Dzieło nigdy nie zostało potępione lub całkowicie zakazane.

Co do Galileusza, to gdyby przeprowadzić ankietę ze znajomości historii i wśród pytań umieścić prośbę o jeden fakt z jego życia i nauki, spora grupa badanych – idę o zakład – opowiedziałaby o śmierci naukowca spalonego przez inkwizycję na stosie. Jest to oczywiście okrutne kłamstwo, bo astronom w ostatnich latach swojego życia żył za pensję przyznaną przez papieża w willi pod Florencją. Karą było odmawianie psalmów pokutnych co tydzień przez 3 lata. Obie jego córki (nieślubne) w międzyczasie zostały zakonnicami. Podobne fakty szerzej omawiałem tutaj.

Warto pamiętać, że Kościół, nawet mając ogromne wątpliwości co do odkrycia astronoma, zachowywał cywilizowane zasady tak wobec teorii, jak i jej autora. W 1624 r. paryski parlament podarł tezy zwolenników Galileusza, wygnał ich i zakazał głoszenia teorii pod karą śmierci. W Rzymie nic podobnego nie miało miejsca.

To wszystko historia. A dziś?

Dziś również Kościół patronuje rozwojowi nauki i to nie tylko – jak można by przypuszczać – teologicznej. W zeszłym miesiącu w Watykanie zorganizowano konferencję naukową, pt. Ludzie i planeta, dotycząca poszanowania środowiska, ściśle związana z encykliką Laudato Si. Na wydarzenie zaproszono wielu niekoniecznie katolickich naukowców. Regularne organizowanie spotkań ludzi nauki pod auspicjami Kościoła to nie nowa jakość, a od wieków żelazna tradycja.

Oprócz tego w Watykanie funkcjonuje sieć specjalistycznych Rad, zajmujących się zadaną problematyką i przedstawianiem wyników swoich prac Kongregacjom oraz papieżowi, ale oczywiście klejnotem w koronie tej działalności jest Papieska Akademia Nauk zrzeszająca najwybitniejsze umysły świata nauki. Dość powiedzieć, że aktualnie w jej szeregach pracuje kilkunastu noblistów, a w 1986 roku jej członkiem został Stephen Hawking. Nie ma drugiej takiej organizacji na świecie.

Kościół wbrew obiegowym półprawdom ma zaskakująco dużo naukowych zasług do wpisania w życiorys. Szkoda, że na co dzień piszą go niespecjalnie życzliwi biografowie, bo nauka nigdy nie dorobiła się mecenasa takiej skali innego niż on.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >