FELIETONY

Dekonstruując Franciszka. Papież z Argentyny w trzech odsłonach

Pontyfikat Franciszka jest inny niż wszystkie. Szukając klucza do opisania sześciu lat kardynała Bergoglio na Stolicy Piotrowej, wróćmy pamięcią do trzech wydarzeń, które go opisują.

Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dekonstruując Franciszka. Papież z Argentyny w trzech odsłonach
Pontyfikat Franciszka jest inny niż wszystkie. Szukając klucza do opisania sześciu lat kardynała Bergoglio na Stolicy Piotrowej, wróćmy pamięcią do trzech wydarzeń, które go opisują.

Po pierwsze: dzień dobry

A właściwie „dobry wieczór, bracia i siostry”. Tymi słowami przywitał się ze zgromadzonymi na placu Świętego Piotra w Watykanie papież z Argentyny, tuż po tym jak mogliśmy dostrzec biały dym, unoszący się nad Watykanem 13 marca 2013 roku. To był burzliwy czas dla Kościoła: decyzja Benedykta XVI o ustąpieniu z urzędu, wyciek dokumentów Stolicy Apostolskiej, niejasności związane z Bankiem Watykańskim i obyczajowością w samym Watykanie. Zdawać by się mogło, że Kościół potrzebuje kogoś, kto nim potrząśnie i zrobi porządek. Tymczasem na balkon Bazyliki Św. Piotra wyszedł spokojny, delikatnie uśmiechnięty, grzeczny kardynał z Argentyny i bez wzniosłych słów, jak gdyby nigdy nic, po prostu przywitał się z wiernymi, zgromadzonymi między kolumnadą Berniniego i dalej, na via Conziliacione. Wszystko to w błysku fleszy, bo każdy ze zgromadzonych na miejscu chciał tę chwilę upamiętnić a następnie opublikować w Sieci. I tak świat zobaczył przybysza z Argentyny, który spokojnym wzrokiem przyglądał się wspólnocie, którą miał prowadzić. Wielu komentatorów i reporterów nie wiedziało jak skomentować to zachowanie Papieża, bądź komentowało je z lekkim uśmiechem i dostrzegalnym dystansem. Następnie usłyszeliśmy imię: Franciszek. Jezuita, który bierze imię od biedaczyny z Asyżu? Dopiero potem stało się jasne, skąd ten wybór: idź i napraw mój dom, miał usłyszeć założyciel zakonu żebraczego. Wyczuwając ducha czasów Papież Franciszek wraca do źródeł reformy Kościoła, widząc podobieństwo między XIII wiecznym kryzysem, a sytuacją dzisiaj.

 

Po drugie: wyczynowe buty

Remont Kościoła to wyczerpujące działanie. Nie da się przeprowadzić go w białych rękawiczkach, nie da się przeprowadzić go samemu; nie da się w końcu przeprowadzić go nie zdobywając się na trudne decyzje. Franciszek szuka ludzi, wychodzi do wiernych, jest przy tym wymagający. Stawia jasne cele i prosi, by mu towarzyszyć, także w tym remoncie. Tak było podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, Światowego Spotkania Rodzin w Dublinie, Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Pracując przy organizacji tych wydarzeń, odpowiadając za ich komunikację, widziałem jak wiele fermentu w sercach młodych wywołują słowa Franciszka. Podobnie, jak pewnie wielki ferment wywoływały słowa Jana Pawła II wśród ich rodziców; w końcu wiele tych słów obecnego Ojca Świętego można postrzegać jako kontynuację nauczania Papieża Polaka. Świadczy choćby o tym wspomnienie w jednym z pierwszych punktów, w najważniejszej chyba papieskiej publikacji ostatnich lat, encykliki Laudato Si, słów Jana Pawła II: człowiek zdaje się często nie dostrzegać innych znaczeń swego naturalnego środowiska, jak tylko te, które służą celom doraźnego użycia i zużycia (Redemptor hominis, 4 marca 1979, 15: AAS 71 [1979], 287) i zachęcenie do nawrócenia ekologicznego (Katecheza, 17 stycznia 2001, 4: Insegnamenti 24/1 [2001], 179; L’Osservatore Romano, wyd. polskie, n. 4/2001, s. 44.). Faktycznie, troska o stworzenie, o Boży świat zajmuje wiele miejsca w nauczaniu Kościoła w XXI wieku; to troska o dom, którego nie sprząta się przecież w balowej sukni czy wyjściowej koszuli.

Franciszek nie boi się wyjść na peryferie, te mentalne i te geograficzne. Nie idzie tam jednak sam: zbiera wokół siebie wiernych, zwłaszcza młodych, których się nie boi.

W świecie ginących autorytetów Ojciec Święty pozostaje jednym z nich; co więcej, dzięki wykorzystaniu mediów społecznościowych stał się megainfluencerem, którego przekaz trafia także do tych, którym do wiary daleko; którzy nie wierzą w Jezusa Chrystusa, ale także do tych, którzy geograficznie znajdują się daleko od Rzymu. Franciszek nie boi się wyjść na peryferie, te mentalne i te geograficzne. Nie idzie tam jednak sam: zbiera wokół siebie wiernych, zwłaszcza młodych, których się nie boi. Udowodnił to organizując Synod Biskupów w 2018 roku, którego tematem przewodnim była „Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania”. Kiedy spotkaliśmy się przed aulą synodalną w Watykanie, jeden z jego uczestników, Jonathan Lewis, audytor watykańskiego spotkania z USA powiedział mi: To wielka szansa dla Kościoła, by wsłuchać się w głos młodych. To wielka szansa dla młodych, by pomóc Kościołowi. Jestem za to bardzo wdzięczny Papieżowi. Podobnego zdania jest wielu młodych ludzi, zwłaszcza z Ameryki Południowej czy Afryki, których głos ma szansę zostać usłyszany w samej „centrali”.

 

Po trzecie: miłosierdzie

Myśl Papieża Franciszka wyrasta głęboko z idei Bożego miłosierdzia. Widać to zarówno w słowach, które ustanowił jako motto Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, widać to w sposobie, w jakim zwraca się do wiernych i przeprowadza swoje reformy, widać to nawet w prowadzonej przez Watykan polityce zagranicznej. Autor wywiadu rzeki z Ojcem Świętym, szef Francuskiej Akademii Nauk prof. Dominique Wolton, nazwał nawet sposób prowadzenia przez Franciszka dialogu na arenie międzynarodowej „dyplomacją miłosierdzia”; pojęcie to pojawia się także w słowach sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, kard. Pier Paolo Parolina. „Miłosierdzie”, pojęcie wydobyte przecież na światło dzienne przez Papieża Jana Pawła II, jest jednym z najlepiej opisujących pontyfikat Franciszka.

Myśl Papieża Franciszka wyrasta głęboko z idei Bożego miłosierdzia. Widać to w sposobie, w jakim zwraca się do wiernych i przeprowadza swoje reformy, widać to nawet w prowadzonej przez Watykan polityce zagranicznej.

Mówi się, że to Jan Paweł II „odkrył” Boże miłosierdzie dla świata kanonizując krakowską mistyczkę, św. Siostrę Faustynę Kowalską. Zakonnica, mieszkając w należącym wówczas do Polski Wilnie, usłyszała Chrystusa, który poprosił ją o namalowanie wizerunku, który stał się jednym z najpopularniejszych obrazów na świecie. Podróżując od Panamy po Bliski Wschód, od Skandynawii po Maroko spotykam ten wizerunek we wszystkich parafiach, na całym świecie. Praktycznie zawsze modlą się przed nim wierni; zawsze jest jednym z najbardziej wyeksponowanych obrazów w Kościele.

– Bliskość oznacza miłosierdzie – kiedy usłyszałem te słowa w wileńskim Centrum Prasowym, niedaleko katedry w litewskiej stolicy, rozejrzałem się. Zgromadzeni przy stolikach prasowych watykaniści kiwali głowami. Była to 25-ta podróż apostolska Ojca Świętego Franciszka, który wcześniej też wielokrotnie tłumaczył, jak rozumie „miłosierdzie”. Wszyscy znaliśmy to dobrze, w końcu w styczniu 2016 roku przez Watykan została wydana książka pod tytułem „Miłosierdzie to imię Boga”; rozmowa-rzeka z Ojcem Świętym, w której tłumaczył czym to „miłosierdzie” jest konkretnie, jak się objawia. Pewnie każdy z nas przeczytał ją kilkukrotnie. Jednak w Wilnie, mieście gdzie Siostra Faustyna usłyszała Chrystusa, słowa te zabrzmiały inaczej. Wypowiedziane do kapłanów, w mieście skąd w pewnym sensie wyszło miłosierdzie, miały znaczenie szczególne. Są częścią reformy Kościoła, podstawą jego stawania się bliższym ludziom. Bo miłosierdzie oznacza także głęboko personalistyczne podejście do relacji międzyludzkich.

 

Wygaszone okna Pałacu Apostolskiego

Kiedy rozmawiam z Rzymianami, są oburzeni. – W momentach trudnych dla Kościoła przychodziliśmy na Plac Świętego Piotra i patrzyliśmy w okna Pałacu Apostolskiego, w którego oknach prawie zawsze światło paliło się długo w nocy; wiedzieliśmy wtedy, że Ojciec Święty czuwa, pracuje, modli się za nas i za Kościół. A teraz jest tam ciemno – mówi znajomy Włoch, rzymian od urodzenia.

Faktycznie, okna Pałacu Apostolskiego są ciemne; w środku nie pali się światło. Od kiedy wyprowadził się stamtąd Benedykt XVI, nowy papież po Konklawe zamieszkał w Domu Świętej Marty, watykańskim „hotelu”, który służy kardynałom i biskupom odwiedzającym Watykan. Franciszek uważa, że dzięki temu może być bliżej Kościoła, swojego ludu i diecezji. Między innymi przez to niektórzy nazywają go nawet „proboszczem świata”. Dla części komentatorów, właśnie słowa, które wypowiada tamże na porannych, środowych Mszach Świętych, należą do najważniejszych, bo bardzo osobistych. Franciszek schodzi bardzo nisko, stara się być blisko ludzi, w myśl własnych słów, że „pasterz powinien pachnieć zapachem owiec”.

Franciszek schodzi bardzo nisko, stara się być blisko ludzi, w myśl własnych słów, że „pasterz powinien pachnieć zapachem owiec”.

Pytanie o to, czy ta papieska fraternizacja jest zjawiskiem pozytywnym, dla wielu pozostaje jednak otwarte. Jedną z takich osób jest prof. George Weigel, który krytycznie przygląda się pontyfikatowi Franciszka. Warto jednak zauważyć, że to właśnie styl czy też odmienna – latynosko-jezuicka – kultura Franciszka, nie nauczanie, bywa niezrozumiana przez komentatorów. Jeśli jednak poświęci się czas na trud przeczytania papieskich słów w całości i zrozumienia, dlaczego tak usilnie podnosi on np. kwestie ekologii, czy spróbuje zrozumieć, skąd podniesienie kwestii modlitwy „Ojcze Nasz”, wiele staje się jasne.

 

Papież na nowy wiek

Ojciec Adam Szustak OP podczas rekolekcji „Ogień dla nas i całego świata” w 2016 roku w Krakowie powiedział, że „Franciszek jest prorokiem”. Traktować to pewnie trzeba jako skrótowiec, trafny bon mot. Faktem jest jednak, że w czasach Franciszka globalny Kościół zaczął wychodzić nie tylko na peryferie, ale także w przyszłość: zarówno tę komunikacyjno-medianą jak i problemową, co faktycznie często bywa niezrozumiałe. Nauczanie Franciszka to bowiem nie rewolucja, a powrót do źródeł i kontynuacja reform Soboru Watykańskiego II; to nie rewolucja, to ewangelia. Może czas, by Kościoły lokalne przyjrzały się bliżej kierunkowi nadawanemu przez Franciszka?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Michał Kłosowski

Michał Kłosowski

Dziennikarz, sekretarz redakcji „Wszystko Co Najważniejsze”, twórca programu „Studio Raban” w Telewizji Polskiej, współpracownik „Stacji 7”. Współtworzył strategię komunikacji m.in. Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 i Panama 2019.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Aneta Liberacka: Do rodziców w sprawie deklaracji LGBT+

Naprawdę ciężko sobie wyobrazić rodzica, który świadomie, z pełną odpowiedzialnością, w normalnych, zdrowych warunkach emocjonalnych, popierałby edukację seksualną, która prowadzi do pobudzania w czteroletnim dziecku jego seksualności

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Aneta Liberacka: Do rodziców w sprawie deklaracji LGBT+
Naprawdę ciężko sobie wyobrazić rodzica, który świadomie, z pełną odpowiedzialnością, w normalnych, zdrowych warunkach emocjonalnych, popierałby edukację seksualną, która prowadzi do pobudzania w czteroletnim dziecku jego seksualności

Niestety edukacja seksualna proponowana przez WHO ma polegać właśnie (między innymi) na uświadamianiu dzieci o “radości i przyjemności z dotykania własnego ciała i masturbacji we wczesnym dzieciństwie” (nawet mi źle kiedy to tylko piszę, myśląc o tak małych dzieciach). 

Pełna treść dokumentu “Standardy edukacji seksualnej w Europie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)”

 

Patrząc na te zapisy, jestem przekonana, że osoby przygotowujące takie regulacje lub popierające deklarację, po prostu nigdy nie miały okazji z miłością rodzicielską obserwować dziecka, przebywać z czteroletnim (czy też nieco starszym) dzieckiem, uczestniczyć w zabawie, w jego rozwoju, w przekazywaniu emocji, w rozumieniu świata przez tak małe dziecko. Inaczej nigdy te osoby nie przygotowałyby takich zapisów i nie deklarowały takich działań.

 

Nie ma zgody

Małe dzieci poznając świat mają naturalną potrzebę poznawania dobra i zła. Pamiętam, że ilekroć czytałam moim dzieciom, kiedy były małe, jakąś książkę, czy też oglądaliśmy bajki, zawsze ich pytania na początku były takie, czy dany bohater jest dobry, czy zły. To musiały wiedzieć. To była dla nich podstawa zrozumienia opowiadanej historii. Jeśli same nie mogły z kontekstu tego zrozumieć, natychmiast pytały o to, czy ktoś jest dobry, czy zły. Nie umiały inaczej poukładać sobie tej bajki, jeśli nie zostały poznane przez nie fundamenty dobra i zła.

 

W życiu dzieci są etapy intensywnego poznawania świata, a tym samym poznawania własnego ciała. Choć oczywiście inne aspekty życia i świata są piękne i właśnie ten cały świat trzeba dziecku pokazywać, to piękno w nim rozwijać, nie sprowadzając wszystkiego wyłącznie do poznawania ciała, to tu się na tym skupiamy, ponieważ rzecz dotyczy opisanej wyżej deklaracji. Kiedy małe dziecko poznając swoje ciało, poznaje także sferę “przyjemności z dotyku” każdy rodzic wie, zupełnie naturalnie, tak po prostu, z miłości, że natychmiast trzeba dziecku powiedzieć, żeby tak nie robiło, bo to jest złe. My wiemy, do czego może prowadzić nadmierne pobudzanie ciała, jeśli nie idzie to w parze z rozwiniętymi, dojrzałymi emocjami. Dlatego jednoznacznie trzeba dziecku powiedzieć, że to jest złe i nie powinno tego robić. Nie ma więc zgody rodziców na to, by ktoś inny, pedagog, nauczyciel, “opiekun szkolny”, “latarnik” czy jakakolwiek inna osoba, uświadamiała nasze dzieci, że jest inaczej. NIE MA NA TO ZGODY! 

 

Może edukacja z rodzicielstwa?

Jeśli rodzic uważa, że pobudzanie takich doznań u małych dzieci jest dobre, to mówiąc eufemistycznie sam powinien zgłosić się na jakąś edukację z rodzicielstwa

Jestem przekonana, że nie ma rodziców, którzy uważają inaczej. Jeśli rodzic uważa, że pobudzanie takich doznań u małych dzieci jest dobre, to mówiąc eufemistycznie sam powinien zgłosić się na jakąś edukację z rodzicielstwa. Udać się do specjalisty, ponieważ nie dojrzał widocznie do roli rodzica.

Każdy rodzic oczywiście jest także przeciwko jakiejkolwiek dyskryminacji ludzi, dyskryminacji dzieci. Problem w tym, że pod hasłami walki z dyskryminacją z nienawiścią, dyskryminuje się tych, którzy chcieliby sami (tak jak gwarantuje to konstytucja), według własnych przekonań, wychować swoje dzieci. Mieć szansę wspólnie z przedszkolem i szkołą na wychowanie dziecka według dobrych wartości i jednoznaczności tego, co w świecie jest dobre, a co złe.

 

Każda dyskryminacja jest zła!

Dyskryminacja w każdym wymiarze jest zła. Rozbudzanie i pobudzanie doznań cielesnych u małych dzieci jest złe i zasługuje na całkowite potępienie, a nie zrozumienie i opowiadanie się za czymś takim. Bez względu na to, czy ktoś jest człowiekiem wierzącym, czy nie, bez względu na to jaki ma światopogląd, nie wolno nikomu wykorzystywać bezbronności dzieci do tego, by budować świat skupiony na podziałach ze względu na płeć, czy orientację seksualną.

Świat, który przed nimi się otwiera, piękno miejsc, sztuki, literatury, krajobrazu, życia, miłości, spełniania marzeń, rodziny, dostarcza wystarczająco dużo doznań, właściwych, pięknych doznań i nie ma potrzeby rozbudzać ich wyłącznie w kontekście ciała.

 

Apeluję do wszystkich rodziców: nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej!

 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️



 

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >