Nasze projekty
Szymon Hołownia

Ciemność widzę

Od kilku dni nie daje mi spokoju ten mrok, co w dniu śmierci Jezusa spowił całą ziemię od południa do trzeciej. Odpaliłem wszystkie biblijne słowniki, rzuciłem się do biblioteki, naczytałem teologicznych apokryfów.

Reklama

Niektóre opisy naprawdę zostały w pamięci – Jim Bishop w swojej książce „Dzień w którym umarł Chrystus“ sugestywnie pokazuje tę sytuację jako mniej więcej ściemnianie komputerowego monitora (to moja interpretacja kreślonych przezeń plastycznych wizji, w czasach gdy autor pisał, monitorów jeszcze nie było).

Na niebie nie ma ani jednej chmurki, ale błękit przechodzi w atrament, robi się coraz chłodniej, groźniej, napięcie jak przed burzą, tyle że burzy nie widać.

Mój ulubiony o. Raymond Bruckberger, dominikanin, w „Dziejach Jezusa Chrystusa“ pisze, że to raczej było sirocco, gorący wiatr wiejący od pustyni i wywołujący totalne zaciemnienie podnoszonymi tumanami kurzu.

Reklama
Reklama

Ciemność widzę

Grecki historyk Flegon z Tralles w II wieku pisał, że jego źródła donoszą o występującym tego właśnie dnia i widocznym w całym basenie Morza Śródziemnego zaćmieniu słońca, „tak że w ciemności w południe widać było gwiazdy”.

Egzegeci prześcigają się w interpretacjach – dla jednych ciemność jest znakiem szczególnej obecności Boga, dla innych – szatana, który na krzyżu dokonuje ostatniego kuszenia Jezusa, nakłaniając osłabionego Człowieka do zanegowania miłości Boga, wyrzeczenia się nadziei (czyli, w myśl mojej roboczej definicji – przeciwteizmu).

Reklama
Reklama

Krytycy przypominają, że późniejsi hagiografowie wielkich postaci zawsze dorabiali im w momencie śmierci jakieś atmosferyczne cudeńka, by w ten sposób potwierdzić ich wyjątkowość lub wręcz bóstwo. Przykładów jest rzeczywiście na pęczki.

Ciemność widzę
Lucas Cranach Starszy, „Ukrzyżowanie”

A co, jeśli tych parędziesiąt metrów za murami miasta, przy trzech wbitych w ziemię strasznych drewnianych słupach, na których konało trzech mężczyzn, przy znudzonych żołdakach, którzy czekali, aż skazani wyzioną ducha, przy grupce obserwatorów ze świętym Janem, Matką Bożą i może jeszcze kilkoma osobami, rzeczywiście było wówczas centrum historii wszechświata?

Człowiek zabijał Boga, stworzony świat krzyknął z bólu gasząc słońce. Ludzie, odklejeni na dobre przez grzech od reszty stworzenia, nie zrozumieli ostrzeżenia. Jasne, może trochę mieli pietra, ale później przypomnieli pewnie sobie, że wszystko pod kontrolą, znamy w końcu astronomię. Poza tym z zabijaniem trzeba było się pospieszyć, mieli przecież ważne religijne obowiązki, musieli szykować się na święta.

Reklama

Mam wrażenie, że gdyby nawet Pan Bóg zaczął nagle kręcić ziemią w drugą stronę, ludzie też by jakoś do tego przywykli, jakoś to sobie wytłumaczyli.

To niby szokująca konstatacja, ale wyobrażam sobie chyba, że śmierć Jezusa i dziś może kogoś pozostawić wyznaniowo (choć pewnie nie emocjonalnie) obojętnym. Wstrząsem, wobec którego nie da się już jednak przejść obojętnie jest Jego zmartwychwstanie.

Ciemność widzę
Rafael Santi, „Zmartwychwstanie”

Tu już nie ma wytłumaczeń z fizyki czy chemii, więc musisz zająć stanowisko – wierzysz w to, czy sądzisz, że to wszystko brednie.

Tyle, że tu nie bardzo jest w co wierzyć.

W Napoleona też nie wierzę, choć go nie widziałem – wiem, że był. Zmartwychwstanie też było. Nie wskrzeszenie, sytuacja w której człowiek wraca z podróży znowu na stare śmieci.

Jezus nigdzie nie wraca, On przekracza śmierć i idzie dalej. Lubię Bruckbergera gdy z właściwą sobie swadą wylicza argumenty przekonywujące, że zmartwychwstanie, to nie mit, a historyczna rzeczywistość.

Bo było wielu, którym zależało żeby całą tę historię szybko zakończyć, i gdyby mieli jakiekolwiek dowody, że zmartwychwstania nie było, byłyby już wtedy na stole, a my mielibyśmy po nich jakichś ślad. Niby jakim cudem miały się zachować wybiórczo tylko te papiery, które potwierdzają, że zmartwychwstanie było?

Bo Świątyni i Rzymianom bardzo zależało na skompromitowaniu chrześcijan, mielibyśmy więc przede wszystkim odnalezione dzięki ich nakładom, ciało. Albo tych co wiedzieli, co się z nim stało. A nie mamy.

Bo gdyby zmartwychwstanie było nieprawdą zdementowałby je już wówczas z hukiem właściciel grobu, członek Sanhedrynu, Józef z Arymatei albo ktoś mu bliski i wzmianka o nim nie trafiłaby do pisanych przecież później Ewangelii.

Bo ktoś, komu zależałoby na „uszyciu” na kanwie zmartwychwstania triumfalnego mitu założycielskiego chrześcijaństwa, nie opisywałby przecież z takimi detalami towarzyszącego tym zdarzeniom niemożebnego tchórzostwa i małości Jego apostołów, tej wybranej gwardii, która go najpierw zdradziła, później uciekła, z których żadnego nie było na Jego pogrzebie i którzy Go później patologicznie nie rozpoznawali.

Bo gdyby uczniowie chcieli pokazać, że Jezus wrócił do życia i oprawcy nic mu nie zrobili nadal byłby w ich opowieści znanym wcześniej człowiekiem, a nie Kimś kto pozostawia w bezradności, za kim nie można nadążyć, bo co chwila jest gdzieś indziej, ma ciało o dziwnych własnościach, nikogo nie przekonuje, nad nikim nie triumfuje, zupełnie wymyka się schematom, a uczniowie na przemian to się cieszą, to nadal się wszystkiego boją.

Bo wtedy nie widzielibyśmy kobiet, które – u Marka – nic nikomu nie mówią o pustym grobie, bo się boją (na tym słowie kończy się Ewangelia, reszta to późniejsze dopiski).

Bo nie ma powodu, żeby nie wierzyć Pawłowi, który o zmartwychwstaniu pisze pewnie (w Liście do Koryntian, rozdziale 15.) w 55. roku, a więc dzieli go (i innych świadków) od tych zdarzeń odległość taka jak nas od rewolucji w 1989. I sami pamiętamy, i wciąż są świadkowie.

Itd. Itp. Etc.

Ciemność widzę

Lubię Bruckbergera, gdy znęca się nad racjonalistycznymi krytykami Biblii piszącymi, że uczniowie wymyślili sobie zmartwychwstanie, bo „oczekiwanie stwarza zazwyczaj swój przedmiot“.

Francuski dominikanin pisze, że podczas okupacji siedział w więzieniu, a jego gorące oczekiwanie wyzwolenia nie przyspieszyło go ostatecznie ani o dzień.

„Stanowczo wolę faryzeuszów, którzy nie mając nic do powiedzenia poza takimi banialukami, nie mieli odwagi ich napisać i nic nie powiedzieli. Jeżeli nie macie nic przeciwko historyczności Ewangelii poza tymi bzdurami, nie wypowiadajcie waszych sentencjonalnych uwag”.

Pan zmartwychwstał i żyje. To nie religijny postulat, to fakt. A my teraz musimy się z nim zmierzyć.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite