video-jav.net

Prezentacja książki o cudzie Jana Pawła II

Cud jest dotknięciem innej rzeczywistości, ale nie po to, by działy się fajerwerki, tylko by budzić nadzieję i zmieniać życie na lepsze. Tak stało się w przypadku Floribeth Mory Diaz – mówiła Elżbieta Ruman, autorka książki „Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II”. Prezentacja książki odbyła się w środę 2 kwietnia w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

Polub nas na Facebooku!

Prezentacja książki o cudzie Jana Pawła II

Autorka opisuje, jak docierała do informacji o cudzie (komórka postulatora procesu, ks. Sławomira Odera, milczała), jak kontaktowała się z przyjaciółmi z Ameryki Łacińskiej. Wraz z operatorem TVP przybyli do Kostaryki, by wysłuchać opowieści Floribeth Mory Diaz. Matka i babka licznej rodziny zachorowała w kwietniu 2011 na tętniaka mózgu, została też częściowo sparaliżowana. Lekarze zdiagnozowali wyjątkowo rzadkiego tętniaka, a lekarze nie dawali żadnej nadziei – polecili mężowi zabrać żonę do domu, gdzie miała czekać na śmierć.

Bohaterzy wydarzeń konkretnie i bez egzaltacji opowiadają polskiej dziennikarce o chwili, gdy w ich życie wkroczył cud. Floribeth wróciła do domu w Wielką Sobotę 2011 r. i od tego dnia rodzina codziennie odmawiała różaniec przed dużym zdjęciem Jana Pawła II prosząc o jej uzdrowienie. Kobieta obejrzała też telewizyjną transmisję beatyfikacji papieża Wojtyły i nagle poczuła się na tyle lepiej, że o własnych siłach mogła wstać z łóżka. Ostatecznie po siedmiu miesiącach wróciła do zdrowia i umieściła swoje świadectwo na internetowych stronach, na której wpisywali się ludzie z całego świata.

„Cud dodaje nadziei, świadczy o tym, że nigdy nie można jej tracić. W dzisiejszym świecie, który często budzi lęk, ludzie tracąc nadzieję, gubią swoją duchowość” – mówiła podczas prezentacji Elżbieta Ruman.

Jak dodawała, cud jest „dotknięciem innej rzeczywistości, ale nie po to, by działy się fajerwerki, tylko by budzić nadzieję i zmieniać życie na lepsze”. Tak było w przypadku Floribeth – zupełnie przez nią nieoczekiwany znak, jakim było uzdrowienie, zmienił życie całej jej rodziny. Mimo, iż uznała, że wszystko będzie tak jak dawniej, obecnie nie ustaje w wysiłkach, by dawać świadectwo tego, co się stało. Odwiedza nawet najmniejsze wioski i opowiada o cudzie. W jej aktywność angażują się także mąż i dwaj dorośli synowie.

Zdaniem Elżbiety Ruman, cud uzdrowienia wniósł w życie Floribeth przede wszystkim spokój, którego wcześniej nie zaznawała. Autorka uświadomiła to sobie od pierwszych chwil spotkania z Kostarykanką. – Chce się przy niej być, ten wewnętrzny spokój w niej jest. Cud to było uzdrowienie jej duszy, a dopiero później – ciała – wyjaśniła.

Dziennikarka opisała też kolejne etapy żmudnego badania cudu, przeprowadzonego w listopadzie i grudniu 2012 r. Papież Franciszek podpisał dekret potwierdzający cud za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II 5 lipca 2013 r., po czym kuria w stolicy kraju San José mogła poinformować o szczegółach opinię publiczną na konferencji prasowej.

„Cuda się zdarzają, i myślę, że mało jest takich ludzi, którzy by całkiem w to nie wierzyli. Nie zdarzają się natomiast w takich sposób, w jaki ludzie tego by chcieli” – mówił podczas prezentacji kard. Kazimierz Nycz.

Metropolita warszawski przypomniał, że beatyfikacja kandydata na ołtarze pozwala na czcić go potem w Kościele lokalnym, kanonizacja natomiast poszerza kult na Kościół powszechny, czego wyrazem jest m.in. umieszczenie wspomnienia świętego w kalendarzu liturgicznym. – Przy Janie Pawle II ta reguła się nie sprawdza, dlatego że jest tak znany, że poza formalną zmianą prawno-liturgiczną po kanonizacji będzie czczony w Kościele tak samo, jak jest czczony jako beatyfikowany – zauważył hierarcha.

„Ufajmy, że kanonizacja przyczyni się do tego, że świat jeszcze lepiej pozna pontyfikat i nauczanie papieża, a przede wszystkim – że my wszyscy zabierzemy się do naśladowania Jana Pawła II w jego drodze do świętości” – dodał kard. Nycz.

Przypomniał, że stwierdzony cud w procesie beatyfikacyjnym lub kanonizacyjnym ma świadczyć o rzeczywistym kulcie kandydata na błogosławionego czy świętego. Przestrzegł jednak, by nie skupiać się wyłącznie na osobie osoby uzdrowionej za wstawiennictwem przyszłego świętego, a tak się często dzieje w przekazach medialnych. – Dziś panuje swoista moda na wydobywanie z cienia tego, kto został uzdrowiony. Świadectwo chrześcijańskie uzdrowionego świadczy jednak nie o tym, kto je daje, ale o cichym, nieustannym działaniu Boga w sercu człowieka. Być przedmiotem cudu w przypadku uzdrowienia za sprawą Jana Pawła II, czy kogokolwiek innego – to nie jest beatyfikacja tego człowieka. Mówmy przede wszystkim o Panu Bogu – podkreślił.

Książka ma także dodatkowy walor – autorka opowiada o swojej egzotycznej podróży, zapoznaje czytelników z historią Kostaryki, opisuje pejzaże i miejscową kuchnię. Opisuje też losy swoich bohaterów, których łączy jedno – wielka cześć do Jana Pawła II i wspomnienia o jego jedynej pielgrzymce w tym kraju w 1983 r. To właśnie dlatego cud za jego wstawiennictwem wydarzył się właśnie tutaj, żeby to jakoś mieszkańcom Kostaryki wynagrodzić – tłumaczył Elżbiecie Ruman jeden z księży.

Zdaniem recenzentki, red. Barbary Sułek-Kowalskiej (z tygodnika „Idziemy”) książka Elżbiety Ruman to reportaż niezwykły ze względu na wieloraką rolę, jaką spełnia: jest bowiem właśnie zarówno dokumentem podróżniczym, jak i reportażem „w 100 procentach ewangelizacyjnym” oraz w pewnym stopniu – śledczym. – Autorka nie tylko poszukuje początków cudu na Kostaryce, ale też buszuje w Watykanie, spotykając się m.in. z postulatorem ks. Sławomirem Oderem. Do każdej sytuacji podchodzi z niezawodnym instynktem reporterskim, ale przede wszystkim z wielką wiarą – podkreśliła Sułek-Kowalska.

Podczas spotkania werbista o. Andrzej Danilewicz poinformował też o planach pobytu Floribeth Mory Diaz w Polsce. Wizyta bohaterki książki potrwa półtora miesiąca, a będzie możliwa m.in. dzięki zawiązaniu z nią kontaktu poprzez polskich werbistów, którzy pracują w Kostaryce. Floribeth weźmie udział m.in. w czuwaniu dla rodzin polskich misjonarzy na Jasnej Górze w nocy z 10 na 11 maja. Odwiedzi także wiele miejsc związanych z osobą Jana Pawła II, będzie gościem parafii zarówno w dużych miastach, jak i mniejszych miejscowościach.

Floribeth Mora Diaz przyjedzie do Polski z mężem i dwoma synami. – Przyjazd do Polski, kraju jej ukochanego papieża, było jej marzeniem. Razem będą przede wszystkim dawać świadectwo o tym, co się wydarzyło oraz ich wiary, która dzięki cudowi jeszcze bardziej w rodzinie się pogłębiła – dodał o. Danilewicz.


lk, aw / Warszawa


Polecamy również wywiad z uzdrowioną Floribeth Mora Diaz:

Usłyszałam „Wstań, nie bój się”


oraz książkę:


Elżbieta Ruman

“Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II”

Wydawnictwo Znak


Ks. Oder o filmie “Jan Paweł II – Santo subito. Świadectwa Świętości”

Realizowany na kilku kontynentach film dokumentalny o papieżu Wojtyle trafi 2 maja do polskich kin. Dokument z udziałem ks. Sławomira Odera, postulatora procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, gromadzi świadectwa różnych osób, w których życiu papież z Polski odegrał szczególną rolę.

Polub nas na Facebooku!

KAI: Zamysł filmu “Santo subito” jest dość specyficzny i unikalny, choćby przez fakt, że jest realizowany w bardzo krótkim czasie na kilku kontynentach.

Ks. Sławomir Oder: – To jest film, którego idea zrodziła się z lektury tego wszystkiego, co towarzyszy procesowi Jana Pawła II. Wiele z tych świadectw, dokumentów, dotyczyło łask, których różne osoby doświadczyły przez wstawiennictwo Jana Pawła II.

Bardzo często o tych łaskach mówimy w kategoriach uzdrowienia. Natomiast nasz film opowiada o łaskach innego rodzaju – o spotkaniu z Janem Pawłem II, które odbyło się albo przypadkowo albo w sposób zamierzony, a później w jakiś szczególny sposób wpłynęło na życie takiej osoby. Mogła to być chwila nawrócenia, gruntownej refleksji; moment, który zadecydował o odmianie życia.

To są historie obecności Jana Pawła II w życiu, obecności konkretnej, namacalnej, takiej, która przynosi konkretne owoce – i to teraz, już po śmierci papieża. Pokażemy historie ludzi, którzy doświadczyli spotkania z papieżem, przy czym często było to dla nich zaskoczenie, Boże zaskoczenie, a które jednak zaowocowało zmianą życia.

KAI: Spotyka się Ksiądz z osobami, które w dla procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego miały znaczenie kluczowe, ale także z wieloma innymi, na różnych kontynentach.

– Ze zwyczajnymi ludźmi, którzy chcą opowiedzieć o “swoim” Janie Pawle II, o przygodzie, jaką jest Jego obecność w ich życiu.

KAI: Jak widać, także Ksiądz nie chce zakończyć swojej przygody z Janem Pawłem II i wciąż zbiera o nim świadectwa…

– Mam bardzo sympatyczne wspomnienie z okresu gromadzenia listów, które przychodziły do biura postulacji. Jeden z nich, pisany ręką polskiego dziecka, na kopercie zawierał taki adres: “Jan Paweł II, niebo”.

Gdziekolwiek na świecie, w jakimkolwiek języku ktoś napisze na kopercie imię tego papieża, to taki list trafia, po krótszej lub dłuższej wędrówce, do biura postulatora. Muszę powiedzieć, że po pewnym czasie poczuliśmy się jak osobisty sekretariat świętego Jana Pawła II.

KAI: Przedtem gromadził Ksiądz świadectwa nadchodzące do Rzymu z całego świata, a teraz sam wyrusza do różnych zakątków globu, by spotykać się ludźmi, dla których papież Wojtyła był – i jest – szczególnie ważny.

– Często jest to odpowiedź na list, w którym ktoś chce opowiedzieć o swoim spotkaniu z papieżem. W tym sensie jest to więc pójście jego śladami. Film realizujemy nie w Rzymie, lecz w miejscach zamieszkania tych osób. To najróżniejsze zakątki, które, tak po franciszkańsku, moglibyśmy nazwać peryferiami świata. Tam gdzie nic nie dociera, dotarł Jan Paweł II ze swoim przesłaniem, ze swoją miłością.

Miejscami, przez które chcemy opowiedzieć te historie są Rwanda, Francja, Kostaryka, Meksyk, Stany Zjednoczone, Meksyk Liban, Islandia, Japonia, Myanmar (dawniej Birma)… Na podstawie podróży na ekstremalną północ Kanady, gdzie żyją Eskimosi, opowiemy bardzo ciekawą historię związaną z obecnością relikwii Jana Pawła II. Podobnie w przypadku Meksyku – będzie to bardzo mocna opowieść o odzyskanej godności i odwadze pewnego miejsca, które zostało zmasakrowane i spacyfikowane poprzez wojnę gangów narkotykowych. Mieszkańcy tego regionu odzyskali poczucie własnej wartości i odwagę bycia tym, kim naprawdę są z chwilą, gdy przybyły do nich relikwie Jana Pawła II.

KAI: Jak by nie patrzeć, wychodzi Ksiądz z roli postulatora, oficjalnego przedstawiciela Watykanu, a wciela w rolę reportera.

– Reportera, albo może bardziej człowieka wsłuchującego się w historie ludzi, którzy opowiadają o Janie Pawle II. Czasami spotykam się z pytaniami: proces skończony i co dalej. Wydaje mi się, że papież Wojtyła wszedł w moje życie w szczególny sposób i to pewnie już pozostanie. Jako postulator stałem się niejako powiernikiem ludzkich historii, w które wpisuje się obecność Jana Pawła II.

KAI: Mówił Ksiądz niedawno, że kontakt z ludźmi mediów był twórczym, ale jednak trudnym doświadczeniem podczas pełnienia funkcji postulatora i oto, paradoksalnie, stał się Ksiądz jednym z nich…

– (śmiech) No cóż, moje relacje z dziennikarzami były rzeczywiście trudnym kawałkiem chleba, chociaż mam świadomość wielkiej wagi i odpowiedzialności, które spoczywają na barkach dziennikarzy.

Moje doświadczenie, pomimo całej trudności, jest doświadczeniem, które muszę spuentować podziękowaniem za obsługę medialną procesu.

Natomiast nawet w tym filmie nie czuję się dziennikarzem, nie czuję tego powołania, natomiast powiernikiem ludzkich historii, choćby przez sam bycia księdzem – tak.

***

Ks. Sławomir Oder (ur. 1960) jest księdzem diecezji toruńskiej, ukończył Papieski Seminarium Rzymskie. W 2000 r. został powołany na stanowisko prezesa Trybunału Apelacyjnego przy Wikariacie Rzymu. Po śmierci Jana Pawła II otrzymał mandat postulatora w jego procesach beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym. Od czerwca 2013 r. jest przewodniczącym Trybunału Zwyczajnego diecezji rzymskiej.


rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)