Kard. Nycz deklaruje, że zaszczepi się przeciw COVID-19

W rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz przyznał, że przyjmie szczepionkę na koronawirusa. "Szanuję dowolność szczepień, ale ostatecznie liczą się dla mnie wyniki badań, głos ekspertów oraz dobro całego społeczeństwa" – stwierdził metropolita warszawski.

Polub nas na Facebooku!

W niedzielę rozpoczęły się w Polsce szczepienia przeciw COVID-19. Swoją gotowość do przyjęcia szczepienia wyraził już abp Wojciech Polak, Prymas Polski oraz kard. Kazimierz Nycz. Jak zapowiedział Prymas, wkrótce swoje stanowisko na temat szczepień przedstawi także Komisja Bioetyczna KEP.

CZYTAJ: Prymas Polski o szczepionkach: Każdy ma prawo zdecydować sam, ja się zaszczepię

W niedzielę rozpoczęły się w Polsce szczepienia przeciw COVID-19. Rano zaszczepieni zostali pierwsi Polacy – pracownicy szpitala MSWiA w Warszawie. Pierwszą zaszczepioną osobą była Alicja Jakubowska, naczelna pielęgniarka tej placówki.

Szczepienia w Polsce zostaną podzielone na 3 etapy:
– Etap „zero” – szczepienie pracowników medycznych (500 szpitali węzłowych)
– Etap pierwszy – szczepienie seniorów, pensjonariuszy domów pomocy społecznej itp., nauczycieli, służb mundurowych
– Etap drugi – szczepienie seniorów z chorobami przewlekłymi, zwiększającymi ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19
– Etap trzeci – szczepienie przedsiębiorców i pracowników sektorów zamkniętych, powszechne szczepienie osób dorosłych

Etap „zero” Narodowego Programu Szczepień zakłada, że przed akcją szczepienia populacyjnego Polaków, zaszczepieni zostaną m.in. pracownicy szpitala węzłowego, pracownicy pozostałych podmiotów wykonujących działalność leczniczą, w tym stacji sanitarno-epidemiologicznych, pracownicy domów pomocy społecznej i pracownicy miejskich ośrodków pomocy społecznej, pracownicy aptek, punktów aptecznych, punktów zaopatrzenia w wyroby medyczne, hurtowni farmaceutycznych, w tym firm transportujących leki, a także pracownicy uczelni medycznych i studenci kierunków medycznych.

ZOBACZ WIĘCEJ: Po świętach w Polsce ruszają szczepienia przeciwko COVID-19

 

os, KAI/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

102. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego

27 grudnia 1918 r. w Poznaniu wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Było to jedno z nielicznych zwycięskich powstań w dziejach Polski. Swoim zasięgiem objęło całą Wielkopolskę. Było ono wyrazem dążeń ludności polskiej do własnego państwa i sprzeciwem wobec nasilającej się presji germanizacyjnej. Pół roku po wybuchu Powstania Niemcy dzięki uzgodnieniom traktatu wersalskiego prawie cała Wielkopolska powróciła w granice Polski. Był to sukces czynu zbrojnego Wielkopolan.

Polub nas na Facebooku!

Być może po części dlatego Powstanie Wielkopolskie pozostaje nieco na marginesie historycznej świadomości Polaków, a szkoda, bo było nie tylko zwycięskie, ale i najmniej martyrologiczne. No i bez niego status większości rdzennie polskich, piastowskich ziem byłby dziś zupełnie inny. Był to zryw oddolny, mający wiele ognisk, animowany w wielu miejscach przez lokalne organizacje patriotyczne i społeczne, który z czasem przyjął formę mniej lub bardziej zorganizowanych akcji zbrojnych, dowodzonych przez byłych wojskowych. Szacuje się, że poległo w nim około 2,5 tysiąca walczących, a 6 tysięcy zostało rannych. Wynik dotychczasowych badań naukowych nad imienną listą strat Powstania Wielkopolskiego to 2261 ofiar śmiertelnych, w tym 136 określanych jako „NN”. Dla ponad 400 powstańców poległych w walkach nie ustalono nigdy miejsca pochówku, a o prawie 700 mogiłach brak jest jakichkolwiek danych (za IPN 2017).

 

Naszych biją

Powstanie wybuchło z narastającego niepokoju o przyszły los Wielkopolski. Panowało przeświadczenie, że jest ona pomijana w geopolitycznych planach dotyczących przyszłej, powojennej Polski. Działacze polityczni i społeczni obawiali się, że region ten znajdzie się w granicach nowych Niemiec. Iskrą – jak powszechnie wiadomo – był przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania wieczorem 26 grudnia 1918 r. Dzień później przez miasto przeszły dwie manifestacje – polska i niemiecka. Lotem błyskawicy rozeszła się wieść, że Niemcy zrywają z balkonów polskie i koalicyjne flagi, demolują polskie kawiarnie. Przed 17.00 padły pierwsze strzały. Zaczęło się. Nie był to jednak całkowicie spontaniczny i niezaplanowany zryw. Organizacje patriotyczne i konspiracyjne przygotowywały się do niego od wielu miesięcy. Tyle, że zaczęło się wcześniej niż planowano. Do Gniezna wieść o powstaniu dotarła jeszcze 27 grudnia wieczorem. Nazajutrz powstańcy zajęli koszary, pocztę, dworzec i inne kluczowe miejsca. Miasto było wolne, choć wciąż zagrożone przez siły niemieckie sprowadzone pod Zdziechowę z Bydgoszczy i Koszalina. Doszło do walki, która ostatecznie zakończyła się zwycięstwem sił powstańczych. Gniezno pozostało w rękach Polaków.

 

Dwa tygodnie

Do 15 stycznia 1919 roku, czyli w ciągu nieco więcej niż dwóch tygodni polskie oddziały wyzwoliły prawie całą Wielkopolskę, z wyjątkiem części obrzeży na północnym zachodzie i południu. W tym samym czasie co Gniezno, wyzwoliło się Witkowo, a później ruszył powstańczy marsz na Kujawy. Jeszcze 28 grudnia 24-letni Paweł Cyms, były podporucznik pruskiej armii, ruszył ze swoim oddziałem w kierunku Inowrocławia. 1 stycznia wolne było Trzemeszno. W Mogilnie stacjonujący tam Grenzschutz rozbrojono bez jednego wystrzału. 2 stycznia wolne było Strzelno, dalej Kruszwica i wreszcie 6 stycznia wolny był Inowrocław. Tak samo wyzwalały się inne wsie i miasta: Wągrowiec, Budzyń, Chodzież, Rogoźno, Września, Żnin, Szubin. Walczyli weterani wracający z frontów I wojny światowej, walczyli rzemieślnicy, robotnicy, kupcy i chłopi. Walczyła młodzież. Wiele miejscowości ma swoich lokalnych bohaterów. Niektórzy powstańcy po wyzwoleniu swojego miasta czy wsi odkładali broń i wracali do pracy. Inni szli dalej. Wielu prawdziwą cenę za udział w powstaniu zapłaciło dopiero po latach, w czasie II wojny światowej i Polski stalinowskiej.

 

Wsparcie prymasa

Ówczesny arcybiskup gnieźnieński i poznański kard. Edmund Dalbor, choć unikał politycznego zaangażowania i tego samego oczekiwał od księży, działania powstańcze poparł. Uczestniczył w pamiętnym powitaniu Ignacego Paderewskiego na poznańskim dworcu, a później poświęcił powstańcze sztandary i odebrał przysięgę wierności od gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, naczelnego wodza wojsk powstańczych. Mało kto wie, że ich patronem, w porozumieniu z Kurią Biskupią WP, obrano św. Wojciecha. Prymas kierował też akcją niesienia pomocy kapłanom represjonowanym i pozbawionym w wyniku walk swoich parafii. Zalecał duchownym, by szli z posługą kapłańską do powstańców, angażowali się w działania Czerwonego Krzyża, organizowali akcje pomocowe. Wydał szereg odezw w sprawie organizowania zbiórek pieniężnych dla potrzebujących i sam śpieszył z pomocą, przeznaczając znaczne kwoty na wsparcie jeńców wojennych, sierot i inwalidów. Szczególną troską obejmował prześladowanych i represjonowanych kapłanów, interweniując wielokrotnie u marszałka Francji Ferdynanda Focha i na arenie międzynarodowej.

 

Laubitz i inni

Swoje powstańcze karty zapisali też inni duchowni. W Inowrocławiu czynnie powstańców wspierał późniejszy biskup pomocniczy gnieźnieński ks. Antoni Laubitz, zaangażowany w wielu organizacjach społecznych i w niepodległościowej konspiracji. Ks. Mateusz Zabłocki, późniejszy proboszcz parafii pw. św. Wawrzyńca i parafii farnej w Gnieźnie był kapelanem gnieźnieńskiego oddziału Polskiej Organizacji Wojskowej zaboru pruskiego i uczestnikiem walk pod Zdziechową, Szubinem i Łabiszynem. Wojciech Jacobson-Jedlina napisał o nim we wspomnieniach: „Szczególnie wbiła mi się w pamięć postać ks. Zabłockiego, naszego kapelana sztabowego, osobistość na całym froncie bardzo lubiana, a to dla wielkiego poświęcenia się i ogromnej osobistej odwagi”. Z ks. Zabłockim współdziałał ks. Zygmunt Wierzbicki z Kłecka.

Bohatersko zapisali się także: proboszcz witkowski ks. Tadeusz Skarbek-Malczewski, ks. Ludwik Sołtysiński i ks. Antoni Ludwiczak z Szubina, ks. Ignacy Czechowski z Chodzieży i ks. Kazimierz Stachowiak, proboszcz parafii w Budzyniu. Ten ostatni powstrzymał wycofujące się oddziały powstańcze i zorganizował obronę zagrożonych miejscowości. Wszyscy oni i wielu innych, których nazwiska zatarł czas, wraz z powstańcami, działaczami społecznymi, zastępami sióstr zakonnych opiekujących się rannymi, kalekami i sierotami, a także zwykłymi ludzi, którzy walczyli nie bronią, ale modlitwą i trwaniem – wszyscy oni mają swój udział w naszej wolności.

 

Bernadeta Kruszyk, KAI/Stacja7

 

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap