“Arcybiskup to stary góral i z podskokami problemu nie ma”

Abp Grzegorz Ryś w pielgrzymkowym uniesieniu. Takie zdjęcie pojawiło się przed kilkoma dniami w mediach społecznościowych. Jak przyznaje jego autor, to sam arcybiskup rzucił fotografowi wyzwanie zdjęcia z podskokiem.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Abp Grzegorz Ryś pielgrzymował w tym roku tradycyjnie na Jasną Górę z wiernymi archidiecezji łódzkiej. Pielgrzymka odbywała się w formie sztafetowej i z ograniczoną liczbą osób, zgodnie z zaleceniami sanitarnymi. Do Częstochowy pątnicy dotarli 26 sierpnia.

Wśród pielgrzymkowych pamiątek ukazało się także nietypowe zdjęcie z udziałem abpa Grzegorza Rysia. Wraz z Natalią i Anią z grupy porządkowej zdaje się unosić nad ziemią. Autorem tego zdjęcia jest Łukasz Głowacki.

 

 

Jak relacjonuje fotograf, zdjęcie było wykonane planowo i w ramach nowej tradycji pielgrzymki łódzkiej. Tego typu zdjęcia robił już po raz drugi wszystkim służbom pielgrzymkowym. Kiedy chciał zrobić zdjęcie dwóm dziewczynom idącym na końcu kolumny, abp Grzegorz powiedział zaczepnie “ale mnie to takiego zdjęcia nie zrobisz”. – Odpowiedziałem mu “a zrobię” i tak powstało to zdjęcie – mówi Łukasz Głowacki. Fotograf wyjaśnił także, że minę, którą widać na zdjęciu, abp Grzegorz zrobił sam z siebie, spontanicznie. – Jest to człowiek z ogromnym dystansem do siebie, a jednocześnie w czasie pielgrzymki zależało mu, by nie było dystansu między nim a pielgrzymującymi – powiedział Łukasz Głowacki. Również sam abp Ryś zwrócił na to uwagę w homilii podczas Mszy na rozpoczęcie pielgrzymki.

Po co ja idę na pielgrzymkę? Idę po to, żebyście mogli podejść, niekoniecznie przebijając się przez drzwi kurii. Po co idą księża? Idą po to, żeby przestali wreszcie mieszkać za kratą, na której jest napisane “uwaga zły pies!”. Możecie podjeść do każdego księdza w każdej chwili – dystans jest zupełnie inny, okazuje się, że nie tracimy autorytetu przez to że dystans jest skrócony. Pielgrzymka pokazuje jakie mogą być relacje, każdy zostaje sobą, każdy zostaje w swojej funkcji, ale nie jesteśmy już porozdzielani w jakiś sposób. A to, co jest najpiękniejsze w pielgrzymce, to liczba ludzi zaangażowanych, właściwie nie ma ludzi zaangażowanych.

 

Jak zauważa autor zdjęcia, jest ono wyrazem radości i nadziei mimo pielgrzymkowego zmęczenia oraz trochę na przekór trudności, jaką niesie za sobą taka forma pielgrzymki. Przyznał też, że abp Ryś “to góral i z podskokami problemów nie ma”. Podobne zdjęcie zrobione zostało na koniec pielgrzymki, kiedy cała grupa dotarła pod szczyt Jasnej Góry. Metropolita łódzki wziął udział we wspólnym zdjęciu wszystkich pielgrzymów służby porządkowej.

 

Łódzka służba ruchu nie zrobiła sobie w tym roku standardowego grupowego zdjęcia. Zrobiła sobie nietypowe z latającym drapieżnikiem.

Opublikowany przez Łukasza Głowackiego Wtorek, 25 sierpnia 2020

 

Zdjęcia zostały ciepło odebrane przez użytkowników Facebooka. Oto kilka komentarzy, które można przeczytać pod zdjęciami ze skaczącym arcybiskupem:

Nie przypuszczałam że biskup taki skoczny!

“Gdy Boży Duch wypełnia mnie, jak Dawid skakać chcę” Świetne zdjęcie!!!

Zdjęcie super, jestem pełna podziwu dla autora zdjęcia… a biskup jak biskup, też tylko człowiek, od czasu do czasu musi sobie “pobrykać”

To jest ilustracja do papieskiego “Zejdź z kanapy

Napuszenia, tytuły straciły na ważności. Teraz Człowiek szuka człowieka. Ludzkich odruchów. Sekret sukcesu tkwi w autentyczności.

 

95. Piesza Pielgrzymka Łódzka wędrowała w tym roku w formie sztafety w dwóch grupach 50-osobowych, zachowując dotychczasową trasę i czas pielgrzymki, 4 dni. Obowiązywały jednak ograniczenia wiekowe, w trasę ruszały tylko osoby między 14 a 65 rokiem życia. Jak zauważa Łukasz Głowacki sztafetowa forma pielgrzymki była także lekcją z poczucia wspólnoty, bo tylko nieliczni fizycznie dotarli na Jasną Górę. – Wiele osób szło tylko pierwszego dnia pielgrzymki, nie docierali do celu, to było duże wyzwanie dla wspólnotowego rozumienia wędrowania – mówi fotograf. Wyjaśnił także, że liczebność grup była ograniczona, więc każdy chciał się zapisać jak najszybciej, ale nie można było wybrać sobie dnia pielgrzymowania i znaleźć się w grupie, która dociera na Jasną Górę. – Zapisy były prowadzone po kolei, więc wiele osób musiało z pokorą przyjąć ten etap, który przypadł im w udziale – relacjonuje Łukasz Głowacki.

Abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki, który pielgrzymuje pieszo od 30 lat, uważa, że „pielgrzymka jest bardzo ważnym znakiem, dlatego nie byłoby dobrze, gdyby nie udało się wyruszyć”. – To jest znak wielowymiarowy. Najpierw dla tego, kto przeżywa pielgrzymkę, by popatrzeć na swoje życie przez pryzmat tego, czym pielgrzymowanie jest. Po drugie jest to znak dla parafii, bo ona pokazuje, jaka może być parafia, jakie mogą być relacje między ludźmi, jak możemy być zaangażowani w parafii. To jest też znak dla innych, którzy odpowiadają sobie na pytanie: co ludziom każe podejmować taki wysiłek? – podkreślał abp Ryś.

Jak przyznał na Jasnej Górze, tegoroczna pielgrzymka “wymagała ogromnej odpowiedzialności, choćby dlatego, że każdy dzień rozpoczynał się od mierzenia temperatury, a i jakąś trudnością dla wielu było także to, że nie można było zabrać ze sobą dzieci” – Każdy, kto chodzi na pielgrzymki to pamięta, że taki wianek dzieci otacza każdą grupę, a w tym roku nie ma ani dzieci, ani osób starszych, bo takie były wymogi sanitarne. Ale jak nie można robić tego, co jest niemożliwe, to robi się to, co jest możliwe – podkreślił arcybiskup. 

 

os/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Noworodek w Oknie Życia w Bielsku-Białej

Nazaretanki posługujące w Domu Matki i Dziecka Caritas w Bielsku-Białej Lipniku znalazły dziś w Oknie Życia noworodka. Jak informuje ks. Robert Kurpios Dyrektor Caritas Diecezji Bielsko-Żywieckiej, znaleziony chłopiec jest zdrowy, choć wyziębiony.

Polub nas na Facebooku!

O godz. 23:10 w środę, 26 sierpnia, rozległ się alarm informujący o otwarciu “Okna Życia”. Chwilę później siostry znalazły w nim chłopca, zawiniętego w poszewkę i z karteczką informującą, że urodził się o 16:45. Nie zapisano imienia dziecka. Siostry zgodnie z obowiązującą procedurą zadzwoniły po pogotowie i chłopiec trafił do szpitala wojewódzkiego w Bielsku-Białej.

Jest to już drugi noworodek pozostawiony w bielskim Oknie Życia. Pierwsze dziecko, również chłopczyka, przyniesiono 2 września 2016 r. Wtedy posługiwały tu siostry ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości. – Czujemy wielką radość, że udało się ocalić kolejne życie. Stało się to wczoraj, kiedy w kościele obchodziliśmy święto Matki Bożej Częstochowskiej. Ufamy, że chłopczyk będzie się dobrze rozwijał i szybko znajdzie rodziców i dom – mówi ks. Robert Kurpios, Dyrektor Caritas Diecezji Bielsko-Żywieckiej.

Okno życia w Domu Matki i Dziecka Caritas w Bielsku Białej utworzono 11 lat temu. 14 kwietnia 2009 poświęcił je bp Tadeusz Rakoczy. To miejsce, gdzie matka może zostawić anonimowo nowo narodzone dziecko, nie narażając go na niebezpieczeństwo.

 

os, diecezja.bielsko.pl, Caritas Diecezji Bielsko-Żywieckiej/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap