video-jav.net

Niedziela Palmowa – od triumfalnego wjazdu po ból Golgoty

To jest niedziela, która powinna nas przebudzić, otrząsnąć i zszokować. Tu nie ma miejsca na rutynę.

o. Marek Krzyżkowski CSsR
o. Marek
Krzyżkowski CSsR
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Niedziela Palmowa – od triumfalnego wjazdu po ból Golgoty
To jest niedziela, która powinna nas przebudzić, otrząsnąć i zszokować. Tu nie ma miejsca na rutynę.

Każda Niedziela Palmowa, a dokładniej Niedziela Męki Pańskiej niesie ze sobą wiele tajemnic. Osobiście za każdym razem przeżywam ją inaczej. Każdy rok daje nam mnóstwo możliwości, by przeżyć ten czas na różny sposób, a tym samym, by zobaczyć te wydarzenia od innej strony.

 

Zatrzymaj się

Kościół w tym dniu wyjątkowo proponuje nam dwa opisy ewangeliczne. Pierwszy fragment Ewangelii czytany jest na początku liturgii, gdy ma się rozpocząć procesja z palmami – słuchamy wtedy opisu uroczystego wjazdu do Jerozolimy. Lud pełen radości i entuzjazmu wita wjeżdżającego na osiołku Jezusa. Po wysłuchaniu tych słów jesteśmy zaproszeni, by również wziąć udział w procesji na wzór tamtej opisanej przez Ewangelistę – Jezusa reprezentuje tu celebrans. Z radością, która wypełnia nasze serca i euforią, że Jezus jest pośród nas, Kościół nagle, bez większych wstępów i wprowadzeń zaprasza nas w klimat Męki Pańskiej. Wielka radość nagle zostaje zamieniona w powagę i smutek, z wrzawy wchodzimy w zasłuchanie i zapatrzenie się na Jezusa – nie ma już palemek i osiołka, a jest krzyż. Radosny krzyk „hosanna” zamieniony jest w nienawistny ryk „na śmierć z Nim, ukrzyżuj Go!”

Ta niedziela mieści się w tych dwóch wielkich ramach: od uroczystego, triumfalnego wjazdu po przeszywającą od bólu pustkę na Golgocie i samotność przy grobie. To niedziela krzyku dochodzącego do Nieba, by obwieścić triumfalny wjazd i krzyku w tajemnicy Krzyża i ogromnego bólu. To jest niedziela potężnych skrajności i niewiarygodnego rozdarcia. Od euforii po nienawiść, od uwielbienia po odrzucenie, od tłumu po samotność. To jest czas, który powinien nas przebudzić, otrząsnąć i zszokować. Tu nie ma miejsca na rutynę, na kopiowanie wyuczonych już doświadczeń czy cukierkowato-jarmarcznych procesji czy może spacerów z kolorowymi palmami. Tu trzeba otworzyć szeroko swoje serce i zobaczyć potężne pęknięcie jakie uczynił w nim nasz grzech. Tu nie wystarczy pomachać palmą nawet największą, bo zrobioną na konkurs ogłoszony w parafii, ale trzeba się zatrzymać i zawołać z całego serca, z popękanych głębin bezradności – hosanna, czyli zbaw mnie Panie, zbaw mnie Jezu, potrzebuje Ciebie.

 

To także nasza historia

Codzienna liturgia Kościoła, ale chyba najbardziej liturgia Wielkiego Tygodnia pokazuje nam ludziom wierzącym, że to, czego Jezus doświadczył przez całe życie na ziemi, a szczególnie w ostatnim tygodniu, gdy przebywał w Jerozolimie jest wpisane w ludzką codzienność. Jego życie, Jego droga, Jego historia jest moją, twoją, naszą drogą, życiem i historią lub lepiej ująć to tak, że nasza droga jest naznaczona Jego drogą – On już tędy przeszedł i nasza historia dzięki Jezusowi jest historią zbawienia, historią świętą. Doświadczenie liturgii Niedzieli Męki Pańskiej, a potem codziennej liturgii Wielkiego Tygodnia jest doświadczeniem opisującym rozdzierane codziennie ludzie serce.

Ten czas w Kościele, który nazywamy Wielkim Tygodniem ma nam na nowo i z wielką siłą przypomnieć, że nie jesteśmy sami. O tym tak dobitnie słyszymy już w liturgii Słowa w piątym tygodniu Wielkiego Postu, gdy Jezus w ewangelii Janowej kilkakrotnie przypomina, że nie jest sam – w Jezusie nie jesteśmy sami. Dobry, troskliwy Ojciec czuwa nad nami. Każdy dzień Wielkiego Postu nas do tego momentu przypominał, a kulminacją doświadczenia bliskości, troski i opieki nad nami będzie Triduum Paschalne z rozświetlającą ciemności swoim blaskiem Wigilia Paschalna. Wszystko, czyli nie tylko 40 dni postu, ale całe nasze życie zmierza i zwrócone jest w kierunku jednej liturgii i z niej wszystko się rodzi, tu wszystko się zaczyna. Liturgia Wigilii Paschalnej zwraca nasze serca na wieczną liturgię, liturgię Paschalnego Baranka w Królestwie Bożym do którego zdążamy i na którą zaprasza nas sam Jezus.

Tylko świadomość, a może nawet bardziej doświadczenie tego w swoim życiu sprawia, że nie tylko jestem gotów przejść przez Wielki Post, ale przede wszystkim jestem gotów i nie boję się tego, co przynosi mi życie. Gdy widzę, że Jezus krok w krok przeszedł już wcześniej to, co teraz ja przechodzę to nie boję się w to wejść, nie chcę się cofać, nie chcę uciekać, ale wytyczoną drogą przez Jezusa otwieram się na potęgę zwycięstwa Boga. To też pomaga mi przejść przez moje upadki i niedoskonałości. Nawet, gdy coś mi się nie uda to pozwolę podnieść się Temu, którego moc udoskonala się w mojej słabości.

 

Rozpoczyna się coś ważnego

Zanim zapadnie cisza Triduum Paschalnego, nim zanurzymy się w Jego rany i ucałujemy znak naszego odkupienia dokonuje się w nas rozdarcie. Nim dokona się Pascha Chrystusa i nasza pascha musi dokonać się śmierć – Jego i nasza. To musi się dokonać i wydarzyć, by rzeczywiście przeżyć i doświadczyć namacalnie radości Wielkiej Nocy i pustego Grobu.

Za chwilę rozpocznie się Wielki Tydzień. Rozpoczyna się coś bardzo ważnego w liturgii Kościoła i w naszym życiu. Na drodze w centrum stoi Krzyż, a tuż za nim czeka na nas zwycięstwo. Jeżeli chcesz zwyciężyć, nie uciekaj od cierpienia. Im bardziej boli, tym bliżej zwycięstwa jesteś. Ten, kto ucieka od Krzyża – przegrywa. Ten, kto dzieli swoje życie z Ukrzyżowanym –zwycięża. Teraz jest czas, by swoje rany, ból, cierpienie, chorobę, samotność, opuszczenie czy zdradę złożyć z Jezusem. Teraz jest czas, by oddać Mu rozdarte i pęknięte serce. Jego serce też pękło z miłości do mnie. Z Jego pękniętego serca, rozdartego przez włócznię narodził się Kościół, narodziło się nowe życie. Teraz jest czas, by wejść w to nowe życie. Teraz jest czas, by doświadczyć paschy, przejścia ze śmierci do życia. Teraz jest czas zbawienia.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

o. Marek Krzyżkowski CSsR

o. Marek Krzyżkowski CSsR

Redemptorysta od 2006, ksiądz od 2011, od września katecheta w IV LO i ZSM 2 w Krakowie, od lipca duszpasterz młodzieży i akademicki DA Na Górce przy parafii pw. MB Nieustającej Pomocy na Podgórzu. Pasjonat liturgii i kolei - zwiedzający świat pociągami lub na stopa. W wolnym czasie bloguje i vloguje. Jego wierni towarzysze to legwan czerwony i agama błotna.

Zobacz inne artykuły tego autora >
o. Marek Krzyżkowski CSsR
o. Marek
Krzyżkowski CSsR
zobacz artykuly tego autora >

#6: Miłość. Droga Krzyżowa dla młodzieży

Wszędzie tam, gdzie nasza miłość pęka, szarzeje i nie domaga, musimy wpuścić Jezusa – tylko On może wyciągnąć ją z powrotem #wyżej.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

#6: Miłość. Droga Krzyżowa dla młodzieży
Wszędzie tam, gdzie nasza miłość pęka, szarzeje i nie domaga, musimy wpuścić Jezusa – tylko On może wyciągnąć ją z powrotem #wyżej.

„Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 16). To jest Jego imię. Nie da się mówić „kocham”, zamykając jakąś przestrzeń na Niego. Nie da się inaczej. Wszystkie napięcia, które powstają w nas z powodu miłości, rodzą się z różnic między tym co Boże, a tym, co w jej pojęcie chce wcisnąć świat.

Gdy czytamy życiorys św. Stanisława Kostki, można się pogubić w tych różnych pojęciach miłości. Wydaje się, że miłość do Boga stoi w sprzeczności z miłością do rodziców, a powołanie za bardzo komplikuje miłość braterską i niszczy relacje. Ten wyraźny zamęt jest widoczny w życiu wielu z nas. Aby go rozplątać, musimy nazwać to, co naprawdę jest miłością – to niekoniecznie będzie to, z czym najlepiej się czujemy. A ponieważ miłość jest imieniem Boga, a my chcemy od Niego uczyć się kochać, dziś przymierzymy swoje życie do wzoru, który w Pierwszym Liście do Koryntian przedstawił nam św. Paweł (por. Kor 13).

 

Stacja I

Jezus na śmierć skazany

„Miłość jest cierpliwa”. Jezus jest cierpliwy. Jak wielki jest kontrast pomiędzy Nim a podburzonym tłumem! Namiestnik jest targany emocjami i zrzuca z siebie odpowiedzialność, w tłumie jest wielu ludzi, którzy nie myślą o wyrażeniu swojego zdania – przejmują zdanie kogoś innego. Jezus znosi to cierpliwie, bo kocha i umie spojrzeć ponad tymi wszystkimi emocjami. Św. Stanisław Kostka bardzo cierpliwie i wytrwale czekał, aż nadejdzie moment na realizację jego powołania. Wiedział, że Bóg, który go powołuje, powoli doprowadzi Go do siebie mimo przeciwności.

Z wielu stron dociera do ciebie nacisk na to, żeby kierować się emocjami, bo miłość wszystko usprawiedliwi. To nieprawda. Jeżeli decyzja jest podjęta w miłości, to tej miłości nie zniszczy – na pewno masz w sobie już wiele wspomnień złych decyzji podjętych pod wpływem emocji. Nie daj się presji, daj sobie czas. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc umiem poczekać”?

 

Stacja II

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

„Miłość jest łaskawa”. Jezus jest łaskawy. Jezus jest tym, który daje. Przyjmuje na siebie krzyż, który wcale Mu się nie należy, bo nie chce, żebyśmy my musieli dźwigać ciężar ponad nasze siły. Z punktu widzenia świata to jest nielogiczne, bo logiką Boga jest miłość. Kocha, więc daje siebie, nie oczekując reszty i nie wystawiając rachunków. Z tej perspektywy łatwiej zrozumiemy te kroki św. Stanisława Kostki, które wydawały się niedorzeczne dla jego środowiska… Rezygnacja z wygodnego, arystokratycznego życia, tylko po to, żeby służyć?

Nie zrozumiesz miłości, jeśli za punkt odniesienia przyjmiesz wykorzystanie kogoś do zaspokojenia twoich potrzeb. Wiele „miłości” znika, gdy okazuje się, że wymagają wyjścia z siebie, podjęcia wysiłku wbrew sobie. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc umiem się dzielić”?

 

Stacja III

Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

„Miłość nie zazdrości”. Jezus nie zazdrości. Uniżył samego siebie, przyjął postać sługi, do końca był posłuszny (por. Flp 2, 6-9). Wybrał na swoje ludzkie życie prymitywne miejsce urodzenia i skromną rodzinę, a umiera w sposób, którego nikt sam by sobie nie wybrał. Ludzie patrzący z boku na osobę prawdziwe kochającą mogą się dziwić. Mają prawo nie rozumieć. Kto rozumiał św. Stanisława Kostkę, gdy rezygnował z przebywania w towarzystwie szlachty, żeby uczyć dzieci w biednych dzielnicach Wiednia?

Miłość zawsze sięga wyżej niż to, co możesz zobaczyć – trzeba być otwartym na to, że nie raz w życiu zaskoczy. Zastanów się, czy przypadkiem nie chcesz za bardzo zawłaszczyć drugiej osoby, wtłaczając ją w jakąś swoją własną wizję? Gdzie nie ma miejsca na wolność, gdzie działasz tylko po swojemu, tam nigdy nie będzie miłości. Zastanów się, czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc nie zazdroszczę”?

 

Stacja IV

Jezus spotyka swoją Matkę

„Miłość nie szuka poklasku”. Jezus nie szuka poklasku. Spotkanie Jezusa z Maryją jest przedstawiane na wiele różnych sposobów. A może to był tylko ułamek sekundy, chwila spojrzenia? W przypadku kochających się osób takie spojrzenie wystarczy, żeby przekazać wszystko. Św. Stanisław Kostka spotkał się z ogromnym niezrozumieniem, gdy postanowił iść za głosem miłości – głosem powołania.

Jak dziwne jest to, że wielu ludzi próbuje umocnić swoją miłość przez opowiadanie o niej… Statusy, wspólne zdjęcia, opowieści, wszystko w przestrzeni publicznej. Z czasem taka miłość – nawet prawdziwa – może uschnąć tylko dlatego, że jest jak drzewo, które obficie się rozrasta, ale w ogóle nie zapuszcza korzeni. Zadbaj o swoją miłość najpierw po cichu. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc nie szukam poklasku”?

 

Stacja V

Szymon pomaga nieść krzyż

„Miłość nie szuka swego”. Jezus nie szukał dla siebie. Przyszedł odnaleźć i ocalić tych, którzy zginęli. (por. Mt 18, 11). Umiał spojrzeć na człowieka zagubionego w spirali zła w taki sposób, w jaki nikt dawno na niego nie patrzył. Gdy Szymon wziął w ręce Jego krzyż, zaczął uczyć się tego właśnie spojrzenia, które uzdrawiało. To spojrzenie miłości także św. Stanisławowi Kostce pozwalało widzieć w spotykanych ludziach więcej, niż widzieli inni. W rysach wykrzywionych przez grzech starał się odnaleźć to Oblicze, na obraz którego zostali stworzeni.

Nie kochasz, jeżeli odchodzisz, gdy pojawiają się trudności. Miłość nie jest sposobem na idealne życie. Miłość jest lekarstwem na cierpienia życia nieidealnego. Decyzja trwania przy kimś musi liczyć się z tym, że zrezygnujesz z szukania swoich korzyści, gdy będzie potrzebna pomoc. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc jestem gotów nieść twój krzyż”?

 

Stacja VI

Weronika ociera twarz Jezusa

„Miłość nie jest bezwstydna”. Jezus nie jest bezwstydny. Umiał z największą delikatnością dotknąć tego, co w człowieku najbardziej bolesne, chroniąc przed niesprawiedliwym osądem i wyśmianiem. Weronika umiała Go w tym naśladować, gdy zdobyła się na odwagę wsparcia człowieka publicznie upokorzonego i cierpiącego. Miłość wymaga drobnych gestów, czułości, intymności – niewidocznej dla innych, bezcennej dla tego, który jej doświadcza. Św. Stanisław Kostka był uważany za człowieka wyjątkowo wrażliwego – czy to nie właśnie ta jego wrażliwość pozwoliła na uniżenie się w służbie innym w taki sposób, aby czuli się przy nim dobrze?

Może relacja więdnie, a ty za bardzo zastanawiasz się, co jeszcze zrobić dla kochanej osoby? Zastanów się, jak chronisz ją na co dzień, szanując jej intymność. Nie ma miłości tam, gdzie ludzie wzajemnie burzą swoje poczucie bezpieczeństwa. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc otaczam troską”?

 

Stacja VII

Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

„Miłość nie unosi się gniewem”. Jezus nie unosi się gniewem, gdy z każdej strony otaczają go ludzie, którzy życzą mu śmierci. On bierze to na siebie, traci siły i upada, ale nie przestaje kochać. Nie może być miejsca na zło w sercu, które kocha. Z odrzucenia św. Stanisława Kostki przez rodzinę mógł wyniknąć wielki skandal, ale Bóg chciał posłużyć się jednym członkiem rodziny, aby wszystkich przyciągnąć do siebie.

Jeśli w twoje serce wejdzie gniew i będzie podtrzymywany, pielęgnowany, podsycany najmniejszymi pretekstami, to w końcu zajmie całe serce jak wirus. Od zła trzeba się wyraźnie odcinać, każdy przejaw gniewu trzeba od razu demaskować. Przypatrz się dobrze swojej miłości… może ta choroba już gdzieś tam się zakorzeniła? Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc panuję nad sobą”?

 

Stacja VIII

Jezus pociesza niewiasty

„Miłość nie unosi się pychą”. Jezus nie uniósł się pychą. Odpowiedź dana płaczącym niewiastom wymaga od nich określenia się, kto był dla nich w tej rozpaczy ważniejszy – rzeczywiście Jezus czy one same? W rozpaczy i bezradności bardzo łatwo rzucać oskarżeniami w drugą osobę i nie zastanawiać się, czy one nie będą bardziej krzywdzące niż to, co do nich doprowadziło. Miłość patrzy głębiej i zawsze szuka możliwości powrotu do tego, żeby to Bóg był na pierwszym miejscu, jako Ten, który pociesza.

Miłość to nie jest przeciąganie liny, mecz ani żadna inna rozgrywka sportowa. W miłości nigdy nie zadaje się pytania „kto wygrał?”. O prawdziwej miłości możemy powiedzieć tylko wtedy, gdy obie strony są wygrane. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc umiem ustąpić”?

 

Stacja IX

Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

„Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości”. Jezus nie cieszył się z niesprawiedliwości. On wziął ją na siebie – do tego stopnia, że go przygniotła. To był ogromny ciężar dla Tego, którego podczas męki nawet poganie nazywali „sprawiedliwym” (por. Mt 27, 19; Łk 23, 50). Jak często można usłyszeć, że w miłości „dla świętego spokoju” lepiej czasem „nagiąć prawdę”. A prawdziwy święty spokój pokazują nam przecież… święci. Św. Stanisław Kostka w swoim postępowaniu był przejrzysty. Przy takim człowieku można poczuć się bezpiecznie.

Niestety, porządek świata często nie dopuszcza sprawiedliwości. Bycie „w porządku” bywa dużo ważniejsze, niż bycie sprawiedliwym. Ale nigdy nie będzie prawdziwej miłości tam, gdzie nie ma miejsca na 100% zaufania. Trzeba tak dać siebie, aby być kimś, przy kim inni mogą czuć się bezpiecznie. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc jestem przejrzysty”?

 

Stacja X

Jezus odarty z szat

„Miłość współweseli się z prawdą”. Jezus cieszył się z prawdy. Przyciągał ludzi do siebie, bo On sam jest Prawdą. Odarty z szat i wystawiony na widok publiczny może być dla nas obrazem tego, co my sami robimy z prawdą. Ubiczowana, upokorzona i wystawiona na widok publiczny po to, żeby inni mogli się pośmiać. Ale czy możemy sobie wmawiać, że to problem tzw. „dzisiejszego świata”? Tak było w czasach Jezusa, tak było w czasach św. Stanisława Kostki, tak jest i teraz.

W miłości wcale nie jest wygodniej – ciągle trzeba szukać wspólnego punktu odniesienia. Nie da się kochać, zakładając istnienie różnych prawd. Trzeba wspólnie walczyć o jedną, inaczej wszystko prędzej czy później się rozsypie, oparte o półprawdy. Jezus jest tutaj jedynym pewnym fundamentem i trzeba Go zacząć szukać jak najszybciej. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc szukam prawdy”?

 

Stacja XI

Jezus przybity do krzyża

„Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy”. Jezus zniósł to wszystko do końca. Z miłości zgodził się na to, żeby w najbardziej kluczowym momencie pozostać bezradnym. Łatwo nazwać Go naiwnym, gdy patrzy się na Jego ręce, przybite do krzyża. Łatwo nazwać Go łatwowiernym. Ale On wie, że z Jego całkowitego daru będzie rodzić się nasza miłość. Że ta Jego bezradność zrodzi rzesze świętych, niosących światu tę samą miłość – dalej nazywaną naiwną i dalej rodzącą kolejne piękne owoce. Św. Stanisław Kostka w swoim młodzieńczym zapale był jednym z kolejnych owoców zbawczej męki Jezusa.

Prawdziwa miłość powinna uwalniać z poczucia bezradności, nie pozwalając, aby ktokolwiek poczuł się sam ze swoimi problemami. Ale jednocześnie zgadza się na obecność drugiego człowieka w tej bezradności, na wypuszczenie sznurków ze swoich rąk i oddanie swojej potrzeby kontrolowania. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc wspólnie damy radę”?

 

Stacja XII

Jezus umiera na krzyżu

„Miłość nie pamięta złego”. Jezus nie chciał pamiętać złego, wisząc na krzyżu modlił się „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). To jest najtrudniejszy sprawdzian miłości – gdy „mimo wszystko” przestaje być pięknie brzmiącą deklaracją, a zaczyna kosztować cierpienie i łzy. Gdy w miłości przyjmuje się kogoś takim, jaki jest, trzeba się liczyć z ranami. Św. Stanisław Kostka odnalazł miłość, a przez prawie całe swoje krótkie życie z powodu tej miłości cierpiał.

Nie ma prostych słów na rany zadane przez kochającą osobę. Nie da się w łatwych słowach powiedzieć o przebaczeniu. Słowa Jezusa z krzyża to może najbardziej niezrozumiały obraz miłości w historii świata. Jeśli nie radzisz sobie z przebaczeniem, proś Boga choć o to, żeby umieć pomodlić się za tą osobę. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc przebaczam”?

 

Stacja XIII

Jezus zdjęty z krzyża

„Miłość we wszystkim pokłada nadzieję”. Nadzieja, którą Jezus przekazał światu, trwała w tych, którzy odważyli się ją przyjąć. W Maryi, trzymającej w rękach Jego Ciało, w Józefie, który dołożył starań, aby godnie Go pochować. Miłość widzi sens tam, gdzie inni go nie widzą. Miłość widzi wartość w tych, których inni spisali na straty. Św. Stanisław Kostka nie osiągnąłby nic bez zaufania, że Bóg najlepiej poradzi sobie z realizacją jego powołania – zwłaszcza w tych momentach, gdy po ludzku wszystkie jego plany traciły sens.

Czasem miłość niesie człowieka jak na skrzydłach, innym razem te skrzydła podcina. Ale gdy mniej lub bardziej boleśnie lądujesz na ziemi, jesteś bliżej fundamentu. Jeśli pod swoją miłość postawisz odpowiedni fundament, każdy taki upadek na nowo umocni cię w nadziei, bo Jezus chce ci ją dać naprawdę obficie. Czy możesz powiedzieć: „Kocham, więc ufam, że to ma sens”?

 

Stacja XIV

Jezus złożony do grobu

„Miłość nigdy nie ustaje”. Jezus nie przestał kochać – Jego śmierć nie przerwała miłości. Nie doświadczy nigdy miłości ten, kto chce ją ująć w granice. Nie da się miłości przetestować, nie da się kochać na próbę, nie da się w prawdziwej miłości żyć tylko na jakiś czas. Ona przechodząc ponad trudnościami ziemskimi musi prowadzić dalej, tam, gdzie nasze wyobrażenia same nie sięgają. Gdy św. Stanisław Kostka umierał, wzrok jego duszy już był utkwiony w niebie. On wiedział, że ta śmierć ani trochę nie jest końcem.

Cisza jest językiem Boga. W ciszy najbardziej uczymy się miłości, gdy znikną w niej wszystkie nasze warunki, wymówki, rozterki i wątpliwości. To w ciszy grobu Jezusa, gdy już ucichł cały hałas związany z drogą krzyżową, trzeba zadać sobie to najważniejsze pytanie o miłość. Czy możesz powiedzieć: „Kocham” bez żadnego „ale”?

 

Zakończenie

Każdy pragnie miłości i każdy szuka jej na swój sposób. Ale pamiętaj, że to zbyt ważna sprawa, żeby rozmieniać się na drobne i zadowalać byle czym. Hymn o miłości to nie jest po prostu wzruszający, ckliwy tekst. To jest sama istota – najlepsza instrukcja tego, jak kochać. Jezus samym sobą pokazał, jak ta miłość wygląda w praktyce. To nie jest obraz z komedii romantycznych ani ładnych obrazków, wręcz przeciwnie. Ale tylko naśladowanie miłości Jezusa gwarantuje ci, że będziesz w stanie powiedzieć kiedyś z pełnym zaufaniem do Boga, że twoja miłość wszystko przetrzyma.

Nie bój się więc wchodzić coraz #wyżej po tych stopniach, które przez św. Pawła zostały wytyczone w kolejnych wersetach tego świętego tekstu. Razem ze św. Stanisławem Kostką czeka na ciebie na szczycie wielu innych świętych, którzy już tę drogę przeszli.

 


Rozważania Drogi Krzyżowej dla młodzieży ze św. Stanisławem Kostką: #WYŻEJ, są publikowane w każdy piątek Wielkiego Postu. Jeśli chcesz otrzymywać w przeddzień publikacji treść rozważań Drogi Krzyżowej wraz z zestawem motywujących cytatów, zapisz się do newslettera, wpisując swój adres e-mail w pole znajdujące się na końcu tekstu. Drukuj, składaj w Kostkę, wycinaj, a przede wszystkim – rozważaj w każdym czasie i miejscu!


 

Zobacz także:

  • #1: Decyzja: “Pewność w podejmowaniu decyzji – skąd ją wziąć? Droga Krzyżowa to droga naszych decyzji – świadomych i dobrowolnych wyborów.”
  • #2: Pokora: “Prawdziwa pokora jest wtedy, gdy człowiek pozna swoje możliwości i odda je w ręce Boga, chcąc, by zostały wykorzystane jak najlepiej.”
  • #3: Wytrwałość: “Nie udało się raz, nie udało się drugi. Poddajesz się, czy próbujesz od nowa?”
  • #4: Rodzina: “Rodziny się nie wybiera – Bóg już ją dla ciebie wybrał. Może budzi to twoją wdzięczność, a może gdzieś po cichu masz do Niego żal, bo nie jest łatwo.”
  • #5: Świadectwo: “Nie trzeba się zastanawiać, jak dać świadectwo. Trzeba po prostu piąć się #wyżej, żeby całym sobą być świadkiem.”

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >
Share via