Rekolekcje ostatniej szansy – część 3: Modlitwa – zaufanie sobie czy zaufanie Bogu?

Biskup Ryś w trzech krokach na ratunek tym, którzy nie zdążyli jeszcze przygotować się do świąt

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Całkiem niedawno była czytana Ewangelia o tym, jak Chrystus spotyka trędowatego. Pamiętam, jak kardynał Lustiger tłumaczył, że trędowaty to jest chodząca śmierć. To jest człowiek, który jest trupem i rozsiewa śmierć dookoła. Spotyka Jezusa, a Jezus go dotyka. I mówi mu: „Idź, na świadectwo”. Okazuje się, że człowiek, który dopiero co rozsiewał śmierć dookoła siebie, teraz może być świadkiem. Świadectwo chrześcijańskie jest świadectwem miłości aż do końca. Świadkiem par excellence jest męczennik. Jak to jest, że z kogoś, kto przed chwilą był trupem duchowo i fizycznie, nagle wyłania się świadek, ktoś, kto jest zdolny do radykalnej miłości w wymiarze krzyża? To jest dar. Takie spotkanie z Jezusem, które dokonuje w nas, aż do takiej przemiany. Mamy to za sobą?

A modlitwa jest – mówiąc w skrócie – wiarą w akcie. Jest spotkaniem i dopiero wtedy jest modlitwą, kiedy jest spotkaniem, takim, które dokonuje w nas przemiany.

Karl Rahner kiedyś powiedział: „Ksiądz, który się nie modli, nie wierzy”.

Rekolekcje ostatniej szansy – część 3: Modlitwa - zaufanie sobie czy zaufanie Bogu?

Druga rzecz, równie podstawowa jak ta pierwsza: jeśli modlitwa jest spotkaniem, to najpierw sobie uświadamiam, że klęczę, stoję, siedzę (każda postawa ma swój sens) w obecności Boga. To jest to, co najstarsi słyszeli milion razy, a najmłodsi usłyszą milion razy od waszych ojców duchownych, a mianowicie, że:

podczas modlitwy, przede wszystkim, trzeba się postawić w obecności Boga. Jeśli tego nie wykonam, to chociaż myślę, że rozmawiam z Bogiem, tak naprawdę cały czas rozmawiam sam ze sobą.

Modlitwa taka nie jest spotkaniem. Jest serią roztargnień.  Wszystkie roztargnienia ostatecznie sprowadzają się do tego, że człowiek zajmuje się sobą, koncentruje się na własnej świadomości.

Ksiądz Blachnicki pisał tak: „Modlitwa musi być przekroczeniem więzienia”. Jest to niesamowicie mocne stwierdzenie. Oznacza, że człowiek jest więzieniem dla siebie samego. Wciąż obraca się wokół swoich uczuć, wokół swoich myśli, swoich problemów, swoich pomysłów. Taka „modlitwa” może być jednym wielkim udręczeniem, męczeniem się ze sobą samym, nie dochodzi w niej do spotkania. Modlitwa musi być przekroczeniem więzienia.

Od napotykanych trudności, roztargnień mogę się uwalniać jedynie poprzez uwalnianie się od siebie.

To nie jest takie proste, bo tych chwil roztargnienia podczas modlitwy przeżywamy dużo.

Lubię opowiadać, zwłaszcza dzieciom, historię o świętym Bernardzie z Clairvaux. Święty Bernard spotkał raz chłopa, który zapytał go, czym się zajmuje. Kiedy Bernard odparł, że się modli, chłop prychnął: „Iii, też mi praca”. I dodał, że on także umie się modlić. Wtedy święty zaproponował zakład o konia, że chłop nie zmówi „Ojcze nasz” bez roztargnienia. Chłop, skuszony łatwym – jak mu się wydawało – sposobem pozyskania konia, bardzo chętnie na zakład przystał. I zaczął się modlić: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, a siodło też dostanę?”.

Czy zastanawiało was, zwłaszcza tych, którzy próbują mówić brewiarz, że każdą modlitwę zaczynamy od wezwania Boga na pomoc? Każda modlitwa, godzina brewiarzowa zaczyna się od wezwania: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie, pospiesz ku ratunkowi memu”. Jest to pierwsza modlitwa, którą Kościół każe nam recytować, zanim pójdziemy dalej w modlitewnej godzinie brewiarzowej. Uświadamiamy sobie naszą absolutną słabość, to, że nie potrafimy się modlić. I jeśli Bóg nas nie poprowadzi przez czas modlitwy, to spędzimy go na roztargnieniach. Będziemy uganiać się po swoim wnętrzu, nie będziemy stać przed Bogiem, nie będzie w nas świadomości spotkania.

Potrzebujemy ratunku od Boga na progu modlitwy.

Rekolekcje ostatniej szansy – część 3: Modlitwa - zaufanie sobie czy zaufanie Bogu?

Pierwszym stwierdzeniem dotyczącym modlitwy jest to, że Bóg jest obecny. A stwierdzenie następne dopowiada, że Bóg jest obecny dla mnie.

Bóg trzy razy mówi do Mojżesza: „Jestem ci łaskawy, a znam cię po imieniu”. Jest to pierwsze zdanie, które możesz usłyszeć od Boga, gdy klękasz do modlitwy. Jeśli przychodzisz do świątyni, Bóg zna cię po imieniu. Niesamowicie ważne jest to, że jest ci łaskawy. To znaczy, że jesteś wezwany do absolutnego zaufania wobec Boga. Bo jeśli On mówi: „Jestem ci łaskawy”, to nie zostaje nic innego, jak powiedzieć: „Ufam Ci”.

Jest istotne, by na początku modlitwy odkryć, że spotkanie, które nastąpi, jest naszym szczęściem. Naszym szczęściem jest możliwość popatrzenia na siebie oczami Pana Boga. Jest szczęściem dla nas usłyszeć od Boga Słowo, które nas dotyczy. Jest szczęściem samo postawienie się w Jego obecności. Stoimy w obecności Kogoś, kto nas absolutnie akceptuje i absolutnie kocha i komu możemy naprawdę zaufać.

Fragment książki "Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna" autorstwa Biskupa Grzegorza Rysia, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Więcej szczegółów można znaleźć tutaj.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Spowiedź w stylu PKP

Spowiedź powinna być w stylu PKP. To znaczy, że wyznanie grzechów powinno być pełne, krótkie i proste.

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Wyznanie grzechów powinno być pełne, czyli zawierać wszystkie grzechy, które sobie przypomniałem w rachunku sumienia. Powinno być krótkie, by nie opowiadać wszystkich okoliczności każdego grzechu, ale krótko i konkretnie nazywać to, co się stało.

Wreszcie spowiedź powinna być prosta, to znaczy wyznanie grzechów powinno być jasnym oskarżeniem siebie, nazwaniem swojego zła. Nie wymyślaniem  usprawiedliwień, nie szukaniem okoliczności łagodzących, tylko prostym nazwaniem co jest moją winą i moim błędem.


Zobacz także:


Wstęp do dobrej spowiedzi

Spowiedź nigdy nie będzie sakramentem łatwym. Ma ona swój ciężar, ponieważ zderzamy się ze swoim złem. Może być też sakramentem pięknym i owocnym. Tym, który rzeczywiście zmienia nasze życie.



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Paweł Kozacki OP

Paweł Kozacki OP

Dominikanin, publicysta, blogger, były przeor Konwentu Świętej Trójcy w Krakowie oraz wieloletni redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Od 1 lutego 2014 r. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >