WIARA

Zamiast muzycznej kariery, wybrał kapłaństwo

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zamiast muzycznej kariery, wybrał kapłaństwo
"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem… decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: – Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu “Co ty robisz człowieku?”

– Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

– Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

– Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

– Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

 

 

Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

– Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

– Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

– Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

– Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

– Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

– Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

 

 

Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

– Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

– To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

– Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

– Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Czym jest dla ciebie Boże Ciało? Sonda Stacji7

Czym jest procesja Bożego Ciała dla młodych? Jak przeżywają ją rodziny z dziećmi? Jak przeżyć to święto, by pomogło nam w medytacji nad tajemnicą Eucharystii? Do naszej sondy zaprosiliśmy kilku zaangażowanych katolików, by podzielili się swoim doświadczeniem.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czym jest dla ciebie Boże Ciało? Sonda Stacji7
Czym jest procesja Bożego Ciała dla młodych? Jak przeżywają ją rodziny z dziećmi? Jak przeżyć to święto, by pomogło nam w medytacji nad tajemnicą Eucharystii? Do naszej sondy zaprosiliśmy kilku zaangażowanych katolików, by podzielili się swoim doświadczeniem.

Po co chodzimy na procesję?

Damian Krawczykowski – pisarz młodego pokolenia. Jest autorem książki “Apostołowie w dresach”, koordynuje projekt ewangelizacyjny “Akademia Apostołów”.

Na procesję Bożego Ciała chodzę, aby uczcić i uwielbić Boga za Jego żywą obecność w sakramentach, ale też aby zamanifestować moją miłość do Niego – publicznie przyznać się do wiary i pokazać innym, może szczególnie tym, którzy dziś śmieją się z Kościoła, że żywa wiara i relacja z Jezusem są dla każdego. Moim zdaniem dzisiaj jak nigdy, musimy wyjść do ludzi, musimy ukazać im wiarę. Publiczne przyznawanie się do żywej wiary i życie nią na co dzień są moim zdaniem tym, co może zmienić nastawienie wielu i właśnie procesja Bożego Ciała jest do tego idealną sposobnością.

 

Jak przeżyć Boże Ciało z dziećmi?

Sylwia Diłanian – psycholog, pedagog, mama 3 dzieci, żona Grzegorza, należy do Domowego Kościoła w diecezji warszawsko-praskiej

Udział w procesji Bożego Ciała ma dla mnie przede wszystkim wymiar poczucia wspólnoty, poczucia przynależności do tych, którzy idą za Jezusem Eucharystycznym. Nie jako przynależności do grupy osób o podobnych poglądach, tylko jako grupy osób idących za tym samym Przewodnikiem i Nauczycielem. Idziemy wspólnie za Chrystusem w monstrancji, świadczymy o tym że w naszym życiu staramy się iść za Nim. To Jezus nas prowadzi, prowadzi przez Eucharystię i prowadzi Słowem, czego mocno doświadczam w rozważaniach Ewangelii przy czterech ołtarzach. Idąc od ołtarza do ołtarza mamy przestrzeń by sobie to przemyśleć i poukładać.

Trochę inaczej przeżywają to moje dzieci. Raczej u starszych, zaangażowanych w służbę liturgiczną, ważnym przeżyciem jest możliwość tworzenia “oprawy” tego wydarzenia, upiększenia tego święta. Starszy sam biegnie wcześniej, wszystko szykuje, zależy mu na tym. W trakcie procesji my tylko dostarczamy mu wodę. Młodszy brat, który niedawno przyjął Pierwszą Komunię Św. też mocno go już naśladuje, widzę, że dla niego też ważnym przeżyciem jest wzięcie udział w procesji jako ministrant.

Zresztą, powiem więcej. Najmocniej przeze mnie przeżytym Bożym Ciałem w życiu było właśnie to, gdy nasz najstarszy syn po raz pierwszy szedł w procesji jako członek służby liturgicznej, dzwoniąc dzwonkami. Pamiętam do dziś dumę z tego jego zaangażowania. Pamiętam też naszą radość że nasz pierworodny syn oznajmia światu: oto idzie Jezus. Przeżyłam to mocno i zapamiętałam.

Wydaje mi się, że dzieci zupełnie inaczej odbierają procesję, gdy idą w niej jako jakby “widzowie”, a zupełnie inaczej, gdy mogą w czymś aktywnie uczestniczyć. Widzę to po naszym najmłodszym dziecku, córce. W odróżnieniu od starszych braci, którzy już należą do służby liturgicznej, jeszcze nie miała okazji być w cokolwiek zaangażowana. Wtedy faktycznie procesja była dla niej niezrozumiała i męcząca, dużo marudziła. Za to gdy w ubiegłym roku zobaczyła sypiące kwiaty dziewczynki i pozwoliłam jej przy nich chwilę iść, zupełnie inaczej już na to patrzyła.

Nie ukrywam również, że dla dobrego rodzinnego przeżywania tej uroczystości potrzebna jest dobra pogoda. Najlepiej umiarkowanie ciepła, bez upału i bez deszczu. To przecież wymagająca forma uroczystości dla rodziny z małymi dziećmi. Do trwającej i tak długo Eucharystii trzeba przecież doliczyć półtorej godziny lub dwie wędrowania wolnym tempem w dużej grupie ludzi. Inaczej to znosimy, gdy jesteśmy dorośli, inaczej znoszą to dzieci. Gdy jest bardzo gorąco to nie ukrywam, nasze dzieci są w stanie pójść maksymalnie do dwóch ołtarzy. Dalej już kończą się siły i chcą wracać do domu. Niestety akurat ten czynnik – pogoda – jest całkowicie niezależny od nas.

 

Boże Ciało we wspólnocie

Agata Burghardt – studentka, zaangażowana w działalność dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego “Beczka”

Kiedy myślę o samej nazwie “Boże Ciało”, zastanawiam się nad ludzkim ciałem Jezusa, nad tym jak wyglądało, jak je traktował, jak się w nim czuł, co przez nie i dzięki niemu odczuwał. Myślę też o tym jak w takim razie dla Boga musi być ważny ten wymiar materialny w obecności z nami. Procesja Bożego Ciała zawsze wzbudzała we mnie dużo emocji, zawsze w jakiś sposób na nią czekałam, gdy byłam młodsza, jeszcze w rodzinnej parafii bardzo cieszyła mnie atmosfera podniosłej radości, bardzo doceniałam całą otoczkę – zdobne ołtarze, kwiaty, dzwonki, pieśni… Teraz będąc na studiach mam szczęście brać udział w procesji organizowanej przez duszpasterstwo, która zachwyca oprawą liturgiczną, przez to bardzo adekwatne decorum, można wręcz cieleśnie, zmysłowo odczuć chwałę Boga.

 

A czym dla Ciebie jest Boże Ciało?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >