video-jav.net
WIARA

Oszukać post

Kilka dni temu grupa francuskich intelektualistów zaapelowała o ustanowienie jednego dnia w tygodniu bez… mięsa. Społeczeństwo przyjęło to z drwiną: "Nie widzicie, że mięsa codziennie już dawno nie jemy, bo nas nie stać?”

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Oszukać post
Kilka dni temu grupa francuskich intelektualistów zaapelowała o ustanowienie jednego dnia w tygodniu bez… mięsa. Społeczeństwo przyjęło to z drwiną: "Nie widzicie, że mięsa codziennie już dawno nie jemy, bo nas nie stać?”

Dlaczego post dotyczy akurat mięsa? Historycy wskazują, że post – obecny przecież w wielu religiach – w pierwszej kolejności zawsze dotyczył mięsa i alkoholu. Wynika to z faktu, że w dziejach ludzkości mięso – podobnie jak wina – było zawsze pojmowane jako towar bardziej luksusowy, rzadszy, wymagający dłuższego czasu przyrządzenia potrawy, związany z czasem święta niż z dniem powszednim. Inaczej niż dziś, kiedy bardzo łatwo oszukać post i bez użycia grama mięsa przygotować najwyborniejszą ucztę.

 

Pytanie, które mówi o pytającym

Dziś mięso tak bardzo nam spowszedniało, że wiele osób ma całkiem słuszne w swej istocie pytania, czy jest jeszcze sens wystrzegać się właśnie mięsa w piątki, skoro o wiele bardziej wysmakowane potrawy można przyrządzić z ryb czy w ogóle składników, wśród których w ogóle nie będzie mięsa.

 

Kilka dni temu grupa intelektualistów francuskich wystosowała do władz apel, by… ustanowić w jeden dzień w tygodniu zakaz spożywania mięsa. Propozycja poniedziałku jako dnia bez mięsa, a nie piątku, pokazuje, że powody oczywiście nie są religijne. Chodzi o ochronę środowiska, a dokładnie – o lasy wycinane pod hodowlę zwierząt rzeźnych. Nawet jeden dzień w tygodniu z zakazem jedzenia mięsa w konsekwencji chroni nasze lasy.

 

W tej dość dziwnej historii znacząca jest reakcja francuskiego społeczeństwa, która ów apel przyjęła z drwiną. Posądzili oni autorów apelu o brak kontaktu z codziennym życiem zwykłych ludzi, coś w rodzaju: “W jakim wy świecie żyjecie, Panowie Intelektualiści”? A wszystko dlatego, że roczne spożycie mięsa spada we Francji z roku na rok z powodu… zubożenia.

 

Innymi słowy, biednych na mięso naprawdę nie stać. Ta naturalna prawda jest widoczna zawsze w dziejach ludzkości poza tymi enklawami luksusu, w których tej “dziwnej” zależności nie widać i tkwiący w nich pytają: “dlaczego post akurat od mięsa…” A to oznacza, że samo pytanie o post od mięsa to swoisty miernik pokazujący życiową sytuację pytającego.

 

Efekt motyla

Ta uwaga otwiera przed nami inny, zupełnie niespodziewany, wymiar postu, który znacznie wychodzi poza egoizm i miłość własną ukryte w “postach-dietach”. Przecież nawet ów apel intelektualistów francuskich pokazuje, że każdy nasz konkretny gest, niczym efekt trzepotu motyla, ma konkretne znaczenie w życiu innych, chociażby przyrody, lasów, stworzeń, całego środowiska.

 

Religijny wymiar jest jeszcze ważniejszy: nawet jeśli mamy to szczęście, że mięso jest dla nas towarem powszednim, kierujemy się w życiu optyką o wiele szerszą: są tacy, którzy tego mięsa na co dzień naprawdę nie mają. Aspekt solidarności, łączności w wierze z tymi, którzy tego wszystkiego, co my, nie mają, apel o dzielenie się, o sprawiedliwość, staje się również znaczącym wymiarem postu.

Prawo kanoniczne bardzo wyraźnie mówi o jeszcze jednym wymiarze postu oraz wszystkich innych form pokuty. Po pierwsze, są formy nakazane i nie nakazane. O tych drugich krótko: “Wszyscy wierni, każdy na swój sposób, obowiązani są na podstawie prawa Bożego czynić pokutę”. Otwiera się pytanie, czy zdarzyło nam się kiedykolwiek pościć w dniu przez Kościół nie nakazanym…

 

O nakazanych dniach pokutnych kodeks pisze tak: “Żeby jednak wszyscy przez jakieś wspólne zachowanie pokuty złączyli się między sobą, zostają nakazane dni pokuty, w które wierni powinni modlić się w sposób szczególny, wykonywać uczynki pobożności i miłości, podejmować akty umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków, zwłaszcza zaś zachowywać post i wstrzemięźliwość…”.

 

Niech łączy nas post

Przypatrzmy się temu fragmentowi. Piątkowy post, nakazany nam przez Kościół, służy przede wszystkim temu, byśmy podjęli praktykę pokutną WSPÓLNIE, razem, jako cały Kościół. Ktoś z naszych pasterzy tak postanowił i my się temu podporządkowujemy, i razem pościmy. Tak jak razem, jednego dnia, solidaryzujemy się, by wesprzeć określoną akcję charytatywną albo wspomóc ofiary katastrofy. Jeden wspólny dzień, by pokazać, że jesteśmy Kościołem i wszyscy w nim jesteśmy wspólnotą. Wspólne zachowanie pokuty ma nas ŁĄCZYĆ MIĘDZY SOBĄ. Ma łączyć bogatych z biednymi, znanych z nieznanymi, mieszkańców miast z tymi, którzy żyją na peryferiach. Tych, dla których mięso to luksus z tymi, którzy pytają o sens mięsnego postu…

Piątkowy post – wbrew różnym medialnym mitom – nie został zniesiony. Prawo kanoniczne jasno mówi: “W Kościele powszechnym dniami i okresami pokutnymi są poszczególne piątki całego roku i czas wielkiego postu”, i dalej “Wstrzemięźliwość od spożywania mięsa lub innych pokarmów, zgodnie z zarządzeniem Konferencji Episkopatu, należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość”.

 

W wielu krajach post piątkowy rzeczywiście nie obowiązuje. Konferencje Episkopatu skorzystały z kanonu 1253 Kodeksu Prawa Kanonicznego: “Konferencja Episkopatu może dokładniej określić sposób zachowania postu i wstrzemięźliwości, jak również w całości lub części zastąpić post i wstrzemięźliwość innymi formami pokuty, zwłaszcza uczynkami miłości i pobożności”. Innymi słowy, piątek nigdy nie przestaje być dniem pokutnym, w którym jako katolicy jesteśmy zobowiązani podjąć pewną konkretną formę pokuty. Zwykłą taką formą, zakodowaną w naszej zbiorowej pamięci i wciąż obowiązującą w Kościele w Polsce jest wstrzemięźliwość od mięsa.

Pościć oznacza nie tylko: jeść mniej, nie jeść mięsa, ale i: mniej czasu przeznaczyć na przygotowanie potraw. Post to nie tylko mój indywidualny wybór, ale nasza wspólna praktyka, całego Kościoła, która łączy nas między sobą.

Czas odpowiedzieć na najpopularniejsze postne pytanie: czy z niezachowania postu trzeba się spowiadać? Z pewnością, jest to zaniedbanie, które wiąże się z zaciągnięciem grzechu powszedniego (przynależność grzechu do tych ciężkich określa Dekalog, tymczasem żadne przykazania Dekalogu nie mówi wprost o poście). Co innego trwanie w postawie ignorowania postu. A to, czemu często towarzyszy przeświadczenie: “nikt nie będzie za mnie decydował, co mam w życiu robić”, jest już wykroczeniem poza przykazanie: “Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”…

Tak czy inaczej, spowiadajmy się z tych dni, kiedy o poście zapomnieliśmy. Konsekwencje tego są konkretne. Dużo więcej mówią o “enklawie”, w jakiej żyję, i ślepocie duszy, w jakiej tkwię. I naprawdę nie chodzi tylko o hektary lasów wyciętych pod hodowlę zwierząt…

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Opowieść o Epifanii

Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi.

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Opowieść o Epifanii
Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi.

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi. Szybkie zwroty akcji. Pytanie nie znajdujące wyczerpujących odpowiedzi. Błędne tropy, niewłaściwe kierunki. Drobne błędy w kluczowych obliczeniach zmieniające całą historię. „Śmierć” w otchłani Jordanu, a chwilę później weselna uczta w Kanie. Wielcy ludzie przybywający ze Wschodu, prowadzeni przez niewyjaśnione zjawiska kosmiczne. Wszystko w otoczce pogańskich festiwali, wina lejącego się strumieniami czy rozpustnych rzymskich Saturnaliów. Nie można również zapomnieć o przemożnych wpływach – Wschodu na Zachód, Zachodu na Wschód. A gdzieś między tym wszystkim leży prawda o Objawieniu. I kiedy wydaje się, że doszliśmy w naszych poszukiwaniach do początków tego święta, że znaleźliśmy rozwiązanie, trafiamy na mur niewiedzy, wątpliwości i pytań, który każe poszukiwania rozpocząć od początku, a w najlepszym wypadku, spojrzeć na problem z nieco innej strony. Do dzisiaj – choć zbadanych zostało „wiele” (wiele z bardzo niewielu, jakie mamy z tamtych wieków) źródeł – raczej stawiamy pytania, niż podajemy ostateczne odpowiedzi. Kiedy jedni tłumaczą powstanie tego święta argumentami o przezwyciężeniu świąt pogańskich, zaraz inni przedstawiają solidne argumenty pozwalające nam uniknąć „chrystianizacji” misteriów pogańskich.

Skąd „pomysł” na święto?

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Mówiąc o święcie Epifanii, nie sposób oddzielić go od Bożego Narodzenia, a przynajmniej w kontekście pierwszych wieków należy omawiać je wspólnie. Wiemy doskonale, że świętowanie Bożego Narodzenia jest wtórne chociażby do Wielkanocy, która jest najważniejszym świętem chrześcijańskim. Na rozwój i potrzebę świętowania tajemnicy Wcielenia wpłynęło wiele czynników wśród których zdecydowanie do najważniejszych należy wzrost zainteresowania tematem dzieciństwa Chrystusa, walka z gnostykami czy obrona realności Jego człowieczeństwa (także istnienia Jego ciała). Przypomnijmy, że tylko dwie Ewangelie opisują narodzenie Chrystusa (Mt i Łk) i poświęcają dzieciństwu Jezusa relatywnie niewiele miejsca. Można nawet – trochę mylnie – odnieść wrażenie, że narodzenie Chrystusa pierwszych chrześcijan nie interesowało. A jednak bardzo szybko zaczyna się pojawiać literatura apokryficzna, próbująca uzupełnić brakujące wiadomości i rozwinąć naszą wiedzę o dzieciństwie i narodzinach Syna Bożego z Maryi Dziewicy. Pod koniec II w. Orygenes podkreślał, że chrześcijanie nie powinni obchodzić Bożego Narodzenia, gdyż tylko poganie i grzesznicy (np. faraon albo Herod) obchodzą uroczyście dzień swoich narodzin. Cóż, to była „teologia” Orygenesa, znacznie większy problemem stanowiła po prostu nieznajomość faktycznej daty narodzin Chrystusa. Chyba nie trudno uwierzyć, że nie zachował się akt urodzenia (dla pewności – po prostu go nie było), który bez wątpienia rozwiązałby sprawę na wieki. A skoro go nie było, chrześcijanie w inny sposób próbowali odkryć tę datę. W miarę precyzyjny sposób możemy stwierdzić, że Chrystus narodził się… przed Chrystusem, tzn. pomiędzy 6 a 4 rokiem przed naszą erą (niejaki Dionizy Exiguus pomylił się „zerując” licznik kalendarza na źle przyjętym roku narodzin Chrystusa). Mniej więcej mamy rok narodzin, a co z datą dniową?

6 stycznia, czyli skąd się wzięło święto Trzech Króli?

Pewne jest to, że już pod koniec II w. i na początku III w Egipcie dzień 6 stycznia stał się świętem zarówno chrztu Jezusa w Jordanie, jak i dniem Jego narodzenia. Święto zaczyna oddziaływać i przechodzić do innych wschodnich kościołów. I tak w Jerozolimie w IV/V w. spotykamy 6 stycznia liturgię Bożego Narodzenia (z procesją z Betlejem do Jerozolimy), o czym informuje nas w swoim dzienniku pątniczka Egeria. Wtedy już święto posiada oktawę. Pod koniec V w. świętuje się tam również chrzest w Jordanie, który to temat powoli staje się centralnym dla całej tradycji wschodniej.

Za sprawą syryjskiego diakona Efrema, w IV w. Epifania zyskała nowy, bardzo ważny element – przybycie mędrców (magów, królów –  ich historia stanowi oddzielny temat) ze Wschodu i złożenie Jezusowi darów. Efrem opisuje Epifanię jako pokłon Magów, symbolizujących cały pogański świat, który w Chrystusie rozpoznał Boga. Bardzo szybko ten temat rozniósł się po całym chrześcijańskim świecie – zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, gdzie do dziś zdominował całe rozumienie święta Epifanii (kto w Polsce mówi na to święto inaczej niż „święto Trzech Króli”?).

W IV w. w Rzymie dzień 25 grudnia staje się oficjalnym dniem święta Bożego Narodzenia. Potwierdzeniem tego jest dokument z 336 r. noszący nazwę Chronograf roku 354 (dla niewtajemniczonych chronograf to po prostu „księga, która mierzy czas”. Za Rzymem datę tę szybko przyjęły inne Kościoły języka łacińskiego, np. w Afryce Północnej. Kościoły wschodnie, które obchodziły Boże Narodzenie 6 stycznia, nie od razu przyjęły rzymską datację. Jednak dzięki autorytetowi Rzymu oraz obecności rzymskich chrześcijan na terenach wschodnich, proces ten zaczął przebiegać dość szybko.

Skoro w IV w. 25 grudnia stało się w Rzymie świętem Bożego Narodzenia i z Rzymu zawędrowało na Wschód, podobny proces dotyczył dnia 6 stycznia, kiedy to święto Epifanii ze Wschodu przybyło do Rzymu. Na Zachodzie znajdujemy potwierdzenie Epifanii już w II poł. IV w. Potwierdza je Ambroży z Mediolanu i Optat z Mileve, a nade wszystko św. Ambroży. Wiążą oni Epifanię z objawieniem Pana, oraz z przybyciem do Jezusa mędrców ze Wschodu. W liturgii rzymskiej najdonioślejszym świadectwem jest 8 mów na Epifanię papieża Leona Wielkiego. Koncentruje się on przede wszystkim na pokłonie Trzech Mędrców.

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Trochę inaczej rzecz się miała na terenie Galii, gdzie święto Objawienia wprowadzono wcześniej niż Boże Narodzenie. Na tych terenach przemożny wpływ na liturgię miały kościoły wschodnie, a tam Epifanię wiązano z chrztem Jezusa oraz weselem w Kanie. Na przełomie VII i VIII w. liturgia galijska zaczyna oddziaływać na rzymską i stąd motywy chrztu i zaślubin w Kanie zostają włączone do liturgii rzymskiej. Później, w czasach karolińskich, pojawia się oktawa Epifanii, analogiczna do oktawy Bożego Narodzenia, a 8 dzień oktawy staje się świętem chrztu Pańskiego. Obecnie obchodzimy to święto – kończące okres Bożego Narodzenia – w niedzielę po święcie Objawienia Pańskiego.

Dziś podkreśla się, że liturgia rzymska, obchodząc te dwie uroczystości, celebruje tę samą tajemnicę Wcielenia i Bożego Narodzenia – akcentuje jednak inny temat: 25 grudnia podkreśla się uniżenie Chrystusa, a 6 stycznia Jego Bóstwo, które staje się widoczne w całym świecie (pokłon Mędrców). W Liturgii Godzin do dzisiaj pozostał jednak ślad jedności tego niezwykłego misterium Epifanii – antyfona Benedictus z Jutrzni i Magnificat z Nieszporów z 6 stycznia poruszają temat tria miracula (trzech cudów): chrztu Jezusa w Jordanie, wesela w Kanie Galilejskiej oraz pokłonu Mędrców.

Tak w olbrzymim skrócie rysuje się niezwykła historia rozwoju święta Epifanii. Teraz należałoby zająć się nieco więcej jej treścią, teologią tego wspomnienia. Nie sposób jednak to zrobić w jednym opowiadaniu, dlatego proszę pozwolić, że podejmę jedynie mały, dziś już mocno zapomniany wątek święta Epifanii: temat chrztu Jezusa w Jordanie.

Epifania – objawienie w wodach Jordanu – chrzest

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Chrzest Chrystusa, Pierro della Francesca, 1420-1492

W dniu Bożego Narodzenia bardzo szybko zaczęto odprawiać trzy Msze, w których ukazywano temat narodzin Syna Bożego w trzech różnych wymiarach: Jego odwiecznych narodzin z Ojca, Jego historycznych narodzin z Maryi Dziewicy w betlejemskiej grocie, Jego narodzin w życiu człowieka. Ten ostatni temat celebrowano w drugiej Mszy Bożego Narodzenia, którą papież odprawiał w Kościele św. Anastazji – był to zatem obchód zmartwychwstania (anastasis = powstanie; zmartwychwstanie). Chrystus rodzi się w naszych sercach przez zmartwychwstanie. W sposób niezwykły zmartwychwstał w nas w czasie chrztu, w którym zanurzyliśmy się w Jego śmierci i zmartwychwstaniu, jak w 6 rozdziale Listu do Rzymian pisze Apostoł Paweł. Epifania zatem odnosi nas do tajemnicy chrztu, a tym samym do tajemnicy chrztu Jezusa w Jordanie. Chrystus – jak komentują Ojcowie Kościoła – nie wszedł do Jordanu po to, aby wyznać grzechy i uzyskać przebaczenie – wszakże żadnego grzechu nie popełnił. Wszedł On jednak do mętnych od grzechu wód Jordanu, w których Jan Chrzciciel obmywał ludzi z ich grzechu. Jednak wtedy Jordan jeszcze nie miał mocy ostatecznego pokonania grzechu – ten pozostawał w otchłani jordańskich wód. Chrystus wszedł do rzeki, zanurzył się w wodzie i wynurzając się wziął cały grzech świata na swoje barki, aby zanieść go na Kalwarię i ostatecznie pokonać w śmierci, zstąpieniu do otchłani i Zmartwychwstaniu. Dlatego właśnie św. Jan Chrzciciel nazywa Chrystusa „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”, co równie dobrze można by przetłumaczyć „Oto Baranek Boży, który niesie grzechy świata”. W chrzcie Jezusa w Jordanie, w Jego męce i zmartwychwstaniu, objawiła się prawda o Nim – Epifania Boga, a równocześnie w tych wydarzeniach, i tym samym w święcie Epifanii, objawia się prawda o nas: jesteśmy zanurzeni w czystych wodach chrztu, nasz grzech jest ostatecznie pokonany przez śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa; Chrystus jest z nami w pełni zjednoczony przez chrzest – to w nas i naszym życiu ma się w pełni objawiać Jego Boska chwała. Epifania to święto każdego chrześcijanina, w którym jednocześnie objawia się prawda o naszym grzechu i prawda o zwycięstwie Chrystusa i Jego chwale w nas. Warto ten dzień przeżyć w tajemnicy naszego własnego chrztu.

I co dalej…

Oczywiście temat Epifanii nie został wyczerpany i wypadałoby pociągnąć ten wątek jeszcze dalej –  zapytać o zwyczaje i tradycje, te ludowe i te liturgiczne: wizytę duszpasterską, błogosławienie kredy i domów, znaczenie drzwi napisem C+M+B 2012, czy ogłoszenie daty Wielkanocy. Warto zapytać o to, kiedy magowie (gr. magoi) stali się królami i dlaczego było ich trzech albo dwunastu (tradycja syryjska), skoro Ewangelie milczą o ich liczbie i dlaczego ich imiona tradycyjnie brzmią Kacper, Melchior i Baltazar (zresztą to nie jedyne imiona pojawiające się w tradycji), skoro w Piśmie Świętym ich nie ma. Wypadałoby, ale to nowa, długa i równie fascynująca opowieść, na którą może przyjdzie czas w wigilijny wieczór Epifanii w przyszłym roku…


Opracowano na podstawie:

P.F. BRADSHAW, M. E. JOHNSON, The Origins of Feasts, Fasts and Seasons in Early Christianity, Minnesota 2011, s. 121–157.

J.F. KELLY, Narodziny Bożego Narodzenia, tłum. J. POCIEJ, Kraków 2011, s. 79–102.

Objawienie Pańskie, [w:] Leksykon liturgii, B. NADOLSKI [red.], Poznań 2006, s. 1058–1061.

J.A. JUNGMANN, The Early Liturgy. To the Time of Gregory the Great, London 1976, s. 266–277.

P.F. BRADSHAW, Early Christian Worship. A Basic Introduction to Ideas and Practice, wyd. 2, Minnesota 2010, s. 94–97.

Skrót artykułu opublikowananego pierwotnie w portalu liturgia.pl

Liturgia.pl

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >
Share via