Kardynał – najbliżej papieża

Być kardynałem, to znaczy być doradcą papieża. Być kardynałem, to znaczy być także obywatelem państwa watykańskiego. Kościół katolicki jako jedyny ma w swojej strukturze takich doradców, w żadnym innym, nie istnieje odpowiednik tej funkcji

Jak się zaczęło?   Instytucja kardynalatu w Kościele zachodnim sięga korzeniami początków chrześcijaństwa (co najmniej IV w.), przechodząc w ciągu wieków wiele poważnych zmian. Jako pierwszy terminu tego użył papież Sylwester I (314-35), mówiąc o „presbyteri et diaconi cardinales” – kapłanach i diakonach kardynalnych.

Początkowo słowo to odnosiło się do duchownych „przypisanych” lub włączonych – incardinati, do jednego z 25 kościołów rzymskich oraz 7 (później 14) diakonii regionalnych, 6 – diakonii palatyńskich i 7 biskupstw podmiejskich.

Pod koniec pierwszego tysiąclecia kardynałami nazywano tylko niektórych wyższych duchownych z Rzymu i najbliższych jego okolic, którzy otaczali swego biskupa – papieża.   W pierwszym okresie kardynałami bywali zarówno diakoni, jak i kapłani, a z czasem także biskupi. Ci ostatni pojawili się wtedy, gdy Papieże zaczęli zwoływać do Rzymu biskupów z okolicznych miejscowości – tzw. episcopi cardinales; było ich początkowo 7, a od XII w. – 6. Ten podział utrzymał się do dzisiaj w postaci trzech kategorii kardynałów: biskupów, prezbiterów (kapłanów) i diakonów. Przeważają jednak, i to zdecydowanie, kardynałowie-prezbiterzy.

Najważniejsza funkcja

  Rola kardynałów zaczęła wzrastać od połowy XI wieku. 6 grudnia 1058 r. po raz pierwszy wyłącznie oni wybrali w Sienie kolejnego papieża – Gerharda z Burgundii, który przyjął imię Mikołaj II. Do tego czasu biskupów Rzymu wybierał teoretycznie miejscowy lud, reprezentowany przez swych biskupów i księży, nierzadko pod naciskiem władców świeckich, przede wszystkim cesarzy niemieckich.

  Wybór Mikołaja II nie dokonał się za sprawą wszystkich mianowanych wtedy kardynałów,  gdyż zrobiło to tylko sześciu kardynałów-biskupów. Po raz pierwszy natomiast w wyborze papieża, czyli (według nieco późniejszego określenia) w konklawe, wzięli udział kardynałowie wszystkich trzech kategorii w 1130 r., gdy wybrano Innocentego II. W 1179 r. III Sobór Laterański postanowił, że odtąd tylko kardynałowie mogą wybierać papieża i że dla ważności wyboru potrzeba co najmniej dwóch trzecich głosów. Stopniowo też tylko spośród nich mogli być wybierani kolejni papieże. Ostatnim biskupem Rzymu, nie-kardynałem, był Urban VI (1378-89) – pierwszy papież, wybrany po zakończeniu tzw. niewoli awiniońskiej.  

W 1274 r. papież Grzegorz X zarządził, że kardynałowie muszą się zebrać na konklawe w celu wybrania następcy zmarłego papieża najpóźniej dziesiątego dnia po jego śmierci. Termin ten obowiązywał bez większych zmian przez wiele stuleci, aż Paweł VI w 1970 r. zmienił ten okres na co najmniej 15, ale nie dłużej niż 20 dni.j niż 20 dni.

Jeśli w pierwszych wiekach kardynałami byli w praktyce wyłącznie duchowni rzymscy, potem z innych miast włoskich, to w drugim tysiącleciu skład narodowy tego gremium zaczął się poszerzać i coraz bardziej wzrastał w nim udział duchowieństwa spoza Rzymu i Italii – po raz pierwszy biskupi spoza obszaru dzisiejszych Włoch stali się kardynałami u schyłku XII wieku (po śmierci Aleksandra III w 1181 r.).

Kardynał – najbliżej papieża

Prawa i przywileje kardynałów

Obok udziału w konklawe i możności wyboru papieża, kardynałom przysługuje szereg innych praw i przywilejów w porównaniu z pozostałymi biskupami, a tym bardziej księżmi. Oto niektóre z nich:

– mają prawo spowiadania, udzielania bierzmowania i niższych święceń na całym świecie bez uzyskiwania zgody biskupa miejsca,

– używają pastorału (o ile są biskupami) w czasie mszy św. również bez zgody ordynariusza,

– noszą mitrę w czasie czynności liturgicznych (nawet gdy nie są biskupami),

– w czasie mszy św. sprawowanej przez papieża pełnią funkcje diakonów (zamiast koncelebrowania kardynałowie-diakoni nie zakładają wtedy ornatu, ale dalmatykę, nosząc jednak mitrę)

– idą w procesji, w której niesie się Najświętszy Sakrament, zawsze za baldachimem, chyba że przewodniczy jej papież,

– są obywatelami Państwa Watykańskiego,

– jeśli z jakichś powodów muszą składać zeznania przed sądem, mogą to czynić w miejscu przez siebie wskazanym (np. w swym mieszkaniu lub miejscu pracy),

– tylko papież może ich sądzić i pozbawić urzędu, gdyby zaszła taka potrzeba.

Dla podkreślenia więzi z Ojcem Świętym i Kurią wszyscy kardynałowie, a więc nie tylko kurialni, mają swe kościoły tytularne w Rzymie, a także są członkami kongregacji, papieskich rad i innych centralnych instytucji watykańskich. Przywilejem, ale i obowiązkiem kardynałów, zarówno tych, którzy na stałe mieszkają w Rzymie, jak i tych przebywających w swych diecezjach poza nim, jest przybywanie do Watykanu na każde wezwanie papieża, a zwłaszcza po jego śmierci lub ustąpieniu – na konklawe w celu wybrania jego następcy.

Kardynał – najbliżej papieża

Konsystorze   Kardynałów powołuje Papież na konsystorzu. Jest to – najogólniej mówiąc – zgromadzenie kardynałów, obecnych w Rzymie, zwoływane przez Ojca Świętego i obradujące pod jego przewodnictwem.   Najwcześniejsze jego ślady pochodzą z czasów pontyfikatu Leona IV (847-55), który w ten sposób, tzn. przez zgromadzenie kardynałów, zastąpił dotychczasowe synody duchowieństwa rzymskiego wszystkich szczebli. Początkowo forum to zbierało się dość regularnie kilka razy w tygodniu. Od XI stulecia jest już ustabilizowanym organem doradczym papieża, wspierającym go w rządzeniu Kościołem. Za pontyfikatu Aleksandra III (1159-81) zbierało się raz na miesiąc, a za Innocentego III (1198-1216) – nawet trzy razy w tygodniu. Pełniło ono wówczas w pewnym stopniu tę rolę, jaką później przejęły różne instytucje Kurii Rzymskiej, toteż gdy Sykstus V powołał ją do życia w 1588, rola konsystorza znacznie zmalała i bywał on zwoływany przez papieży znacznie rzadziej.   Konsystorze w zdecydowanej większości przypadków zbierały się w rezydencjach papieskich, a po 1870 r. już tylko w Watykanie. Ale kilka ich odbyło się też poza Rzymem, np. w 1849 Pius IX zwołał go do Gaety, a nawet poza Włochami: w 1782 w Wiedniu i w 1804 – w Paryżu. Były to jednak sytuacje wyjątkowe, spowodowane okolicznościami zewnętrznymi, gdy papieże nie mogli urzędować w swych siedzibach.

 W dawnym (obowiązującym do 25 I 1983) Kodeksie Prawa Kanonicznego (KPK) istniały 3 rodzaje konsystorzy: tajny, półpubliczny i publiczny, ale najnowszy KPK uznaje tylko dwa: zwyczajny i nadzwyczajny. W tym pierwszym biorą udział wszyscy kardynałowie, a przynajmniej ci, którzy w chwili zwołania go przez papieża znajdują się w Rzymie. Podczas niego pod przewodnictwem Ojca Świętego purpuraci omawiają niektóre ważne zagadnienia życia kościelnego, zatwierdzają dekrety beatyfikacyjne i kanonizacyjne itp. Posiedzenia te zwykle są tajne, tzn. uczestniczą w nich tylko papież i kardynałowie. Ale w pewnych sytuacjach, gdy chodzi o jakieś szczególnie doniosłe wydarzenia (np. ważne rocznice czy kanonizacje), mogą być na nie zaproszeni także biskupi, przedstawiciele zakonów czy państw. Również na konsystorzach zwyczajnych papież wręcza nowym kardynałom oznaki ich godności.   Konsystorz nadzwyczajny zwołuje papież także dla przedyskutowania najważniejszych, bieżących spraw Kościoła i winni wziąć w nim udział wszyscy kardynałowie (chyba że z jakichś względów, np. choroby lub prześladowań politycznych jest to niemożliwe), niezależnie od wieku i pełnionych stanowisk. Na przykład św. Jan Paweł II zwołał w latach 1979-2001 do Watykanu 6 takich zgromadzeń, w których uczestniczyło od 92 (1982) do 155 purpuratów (2001) i omawiano na nich takie zagadnienia jak np. struktura i reforma Kurii Rzymskiej, sprawy finansowe czy przygotowania do Wielkiego Jubileuszu 2000. Papież nie musi oczywiście zasięgać rady kardynałów, gdyż jest całkowicie niezależny w swych decyzjach, niemniej jednak jeśli uzna to za celowe, a nawet konieczne, zwołuje takie posiedzenie.   Zapowiadając 4 stycznia nowy, drugi już swój konsystorz i ujawniając nazwiska swych „wybrańców”, Franciszek ogłosił, że 14 lutego włączy ich w skład Kolegium i nazajutrz będzie sprawował z nimi uroczystą koncelebrowaną Mszę św.  

Kardynał – najbliżej papieża

Znaczenie koloru szaty kardynalskiej

Czerwień jest oznaką godności kardynalskiej i symbolizuje życie całkowicie oddane w służbę Kościołowi aż do przelewu krwi, jeśli zajdzie taka potrzeba. A otrzymany tytuł lub diakonia kościelna w Wiecznym Mieście ma podkreślać rzymskie korzenie instytucji kardynalatu i związków kardynałów z tym miejscem. Nie dotyczy to kardynałów-patriarchów katolickich Kościołów wschodnich, którzy nie otrzymują kościołów rzymskich, lecz pozostają przy swych tytułach patriarszych.   Czerwień, oznaczająca męczeństwo, nie zawsze jest tylko symbolem. W XX wieku trzech kardynałów przypłaciło życiem swe posługiwanie dla Kościoła: arcybiskup Saragossy Juan Soldevilla y Romero zginął tamże 4 VI 1923 jako ofiara zamieszek o podłożu społecznym, Émile Biayenda z Brazzaville w Kongu został zamordowany w 23 III 1977 w tym mieście w wyniku walk plemiennych a Juana Posadasa Ocampo z Guadalajary zastrzelili 24 V 1993 r. na lotnisku w stolicy Meksyku członkowie mafii narkotykowej, których ostro potępiał.   Kardynałowie „in pectore”   Papież, podając do publicznej wiadomości nazwiska mianowanych przez siebie kardynałów, może jednocześnie zastrzec, że niektórych nazwisk nie ujawni i zapowiada jedynie, że nosi je „w sercu” – „in pectore”. Najczęściej chodzi tu o duchownych z krajów, w których Kościół jest prześladowany i w których decyzja papieska mogłaby ściągnąć na potencjalnego kardynała różne represje. Gdy tylko sytuacja na to pozwoli, papież ujawnia wtedy owe „tajne” nazwiska. Tak było np. z chińskim kardynałem, zmarłym w 2000 r. emerytowanym arcybiskupem Szanghaju Ignatiusem Gong Ping-meiem. Ojciec Święty mianował go kardynałem już na swym 1. konsystorzu w 1979 r., ale ze względu na twarde stanowisko antykościelne władz chińskich nie mógł ogłosić jego nazwiska. Uczynił to dopiero wtedy, gdy po kilku latach, w wyniku rozmów z rządem w Pekinie, hierarcha opuścił swój kraj i znalazł się na emigracji w USA. Na konsystorzu w 1991 r. prawie 90-letni wówczas kapłan mógł otrzymać biret kardynalski.   Ale nie zawsze tak się dzieje – np. Jan XXIII nie zdążył ogłosić nazwisk trzech kapłanów, których mianował kardynałami „in pectore” 28 marca 1960 r. A Paweł VI na najliczniejszym w XX wieku konsystorzu 28 IV 1969, podczas którego kreował 34 kardynałów, zapowiedział, że dwa nazwiska zachowuje „w sercu”. Ujawnił je na następnym konsystorzu, 5 III 1973, ale tylko jeden z nowych kardynałów – Czech ks. Štěpán Trochta – mógł otrzymać insygnia, drugi bowiem – greckokatolicki władyka rumuński Iuliu Hossu – zmarł w 1970 r.   W 2001 r. Jan Paweł II ujawnił dwa nazwiska noszone „w sercu” 28 stycznia – w tydzień po zapowiedzi konsystorza, a jednocześnie wymienił pięć dodatkowych nazwisk biskupów, których włączył do Kolegium na konsystorzu 21 lutego. Nigdy natomiast nie poznamy nazwiska kardynała „in pectore”, o którym Jan Paweł II wspomniał podczas swego ostatniego konsystorza w 2003 r.   Dodajmy jeszcze, że od 1630 kardynałom przysługuje tytuł „Eminencja”, a w czasach, gdy powszechnie panował ustrój monarchiczny, mieli oni rangę równą książętom i do dzisiaj bywają nazywani „książętami Kościoła”. Jednym ze śladów tamtych praktyk jest zachowany do dzisiaj zwyczaj umieszczania słowa „kardynał” między imieniem a nazwiskiem danego hierarchy, jak to się dzieje z tytulaturą książęcą (Stefan kardynał Wyszyński jak Adam książę Czartoryski).   Trochę liczb   W XX wieku papieże zwołali, począwszy od 1903 roku, a kończąc na 1998 – łącznie 49 konsystorzy, na których powołali do Kolegium Kardynalskiego 572 kapłanów (nie licząc trzech nie ujawnionych nominacji „in pectore” Jana XXIII). Pochodzili oni z 79 krajów, w tym z Włoch – 196 i z Polski – 14. Jednocześnie należy pamiętać, że Leon XIII (1878-1903), którego pontyfikat „zahaczył” o pierwsze lata XX wieku, zwołał w latach 1901 i 1903 dwa konsystorze (ten drugi na pół roku przed śmiercią), na których obdarzył godnością kardynalską łącznie 17 kapłanów. Tak więc rzeczywista liczba księży, mianowanych kardynałami w minionym stuleciu, wynosi 589.   Najwięcej konsystorzy w dwóch ostatnich stuleciach (i prawdopodobnie w ogóle w historii, zważywszy na znacznie mniejszą liczbę kardynałów w przeszłości) zwołał Leon XIII (1878-1903) – 27, a ogłosił na nich 147 kardynałów, na drugim miejscu jest jego bezpośredni poprzednik – bł. Pius IX, który w ciągu najdłuższego pontyfikatu w dziejach Kościoła (nie licząc św. Piotra, który miał kierować Kościołem 34 lata) – 1846-78 – zwołał 23 konsystorze, na których wyniósł do godności kardynalskiej 123 księży. W minionym stuleciu „rekordzistą” był Pius XI (1922-39) – 17 konsystorzy i 76 kardynałów. Ale były to dość osobliwe zgromadzenia: Papież zwoływał je często, nierzadko po dwa razy w roku (np. w latach 1923, 1925, 1926 i 1927) i mianował na nich zwykle po 2 kardynałów, a raz nawet tylko jednego: 15 VII 1929 powołał do Kolegium Kardynalskiego późniejszego błogosławionego arcybiskupa Mediolanu Alfreda Ildefonsa Schustera.   Przeciwieństwem tych „rekordzistów” był Pius XII (1939-58), który w czasie swych długich, prawie 19,5-letnich rządów w Kościele zwołał tylko dwa konsystorze, na których mianował kardynałami 56 księży. Na obu znaleźli się wśród nich Polacy: 18 II 1946 – metropolita krakowski książę arcybiskup Adam Sapieha, a 12 I 1953 – późniejszy Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński (który kapelusz kardynalski odebrał dopiero w 1956 r., gdy wyszedł z więzienia). Inny kreowany wówczas kardynał, Chorwat bł. Alojzije Stepinac w ogóle nie mógł wyjechać do Rzymu po swe insygnia i zmarł 10 II 1960 jako swego rodzaju „kardynał tytularny”. A jeszcze inny nominat – patriarcha Wenecji Carlo Agostini zmarł 28 XII 1952 – na dwa tygodnie przed wręczeniem insygniów kardynalskich.   Podobnie zdarzało się też przy okazji konsystorzy, zwołanych przez Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wielki teolog szwajcarski ks. Urs von Balthasar zmarł na dwa dni przed konsystorzem w 1988 r., a w 10 lat później chorwacki arcybiskup Josip Uhač zmarł jeszcze przed ogłoszeniem przez Papieża decyzji o nowych nominacjach. Również polski biskup-senior koszalińsko-kołobrzeski Ignacy L. Jeż zmarł 16 X 2007, w przededniu ogłoszenia przez Benedykta XVI decyzji o nowym konsystorzu – jego także niektórzy umieszczają w wykazie kardynałów tego pontyfikatu.   Najmłodszym kardynałem w XX wieku był arcybiskup Pragi w latach 1899-1916 (później Ołomuńca) Lev (Leon) Skrbenský z Hříště (1863-1938), który otrzymał kapelusz kardynalski 15 kwietnia 1901, w wieku niespełna 38 lat. Na drugim biegunie są Albańczyk Mikel Koliqi (1902-97), który został pierwszym kardynałem w dziejach swego narodu 26 listopada 1994, gdy miał 92 lata i Domenico.Bartolucci, który w chwili nominacji 20 listopada 2010 liczył 93 lata (7 V 1917-11 XI 2013). Jeszcze starszy – ale to już w XXI w. – był emerytowany arcybiskup Chieti, b. sekretarz osobisty św. Jana XXIII Loris Francesco Capovilla, który w chwili kreowania go kardynałem przez obecnego papieża 22 lutego 2014 miał ponad 98 lat.


Materiał powstał na podstawie referatu Krzysztofa Gołębiowskiego (KAI)


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Modlitwa przed strajkiem

Mieszkam blisko Kompanii Węglowej. Nieraz rozmawiam z ludźmi, obserwuję sytuację i powiem krótko: niech właściciel kopalni zrobi poważny rachunek sumienia

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Abp Damian Zimoń
Abp Damian
Zimoń
zobacz artykuly tego autora >

Z księdzem arcybiskupem Damianem Zimoniem, metropolitą katowickim w latach 1985 do 2011, wieloletnim negocjatorem podczas strajków, fanem kultu Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, człowiekiem, który od lat duszpasterzuje ludziom biednym i odwiedza dzielnice nędzy, rozmawia Judyta Syrek

Księże Arcybiskupie, czy to prawda, że górnicy jeszcze w latach 80-tych każdy strajk zaczynali od modlitwy?

Jak trwoga to do Boga. Jeszcze w czasach przedsolidarnościowych górnicy mieli zwyczaj, że kiedy martwili się o swój byt, to najpierw zaczynali się modlić. Każdy strajk był poprzedzony mszą w kościele. To był ewenement na skalę światową. Zazwyczaj wszędzie tam, gdzie rozwijał się przemysł, ludzie odchodzili od Kościoła. W latach 80-tych, gdy komuniści starali się mocno „wyczyścić” kopalnie z elementów religijnych i zamykali kaplice, skutek był marny. Górnicy i tak mieli swoje zwyczaje. Zjeżdżając pod ziemię pozdrawiali siebie słowami „Szczęść Boże”. Byli oczywiście tacy, którzy próbowali mówić „Cześć pracy, ale nikt im nie odpowiadał. Wiem, że kiedy Edward Gierek zjeżdżał do kopalni, to też mówił „Szczęść Boże”. Tu jest taka tradycja, że pracę łączy się z metafizyką i Kościołem.

 

A jak jest teraz?

Podobnie. Ale chciałbym najpierw podkreślić, że postawa ludzi pracy wynika z religijnej tradycji. Ciężka praca i modlitwa – to się ze sobą łączy. Praca górnika jest naprawdę trudna. Nie znam bardziej niebezpiecznego zawodu, bo tam na dole nie ma okien, nie ma drzwi, nie ma jak uciekać…

Trudności powodują, że na Śląsku istnieje głęboka więź solidarności. Jednak, żeby zrozumieć rzeczywistość tutejszej społeczności, specyfikę ich walki o sprawiedliwość społeczną połączoną z religijnością, trzeba też przypomnieć, że przedwojenne kopalnie były budowane przez Niemców, którzy często dbali by w zabudowę miast górniczych była wpisana świątynia. Takim miejscem jest na przykład Nikiszowiec.

Modlitwa przed strajkiem

Ponadto związek ludzi pracy z Kościołem ma jeszcze tradycje narodowościowe, bo kiedy trzeba było walczyć o wolność w czasie powstań i później, to ona zawsze była kojarzona z Kościołem. Mamy w Śląskiej historii taką postać jak choćby bł. ks. Emil Szramek, który z początkiem XX wieku wiązał narodowość polską z religią, i za to zginął w Dachau.

Po wojnie Kościół stał się tarczą obronną przed państwem, które wykorzystywało górników. W czasach PRL-u wydobywano bardzo dużo węgla i z jednej strony hołubiono klasę robotniczą, ale jednocześnie zniewalano. Mój poprzednik, bp Herbert Bednorz, bardzo mocno walczył z tak zwanym systemem czterobrygadowym, który powodował, że rodzina nie widywała ojca nawet w niedzielę. Mężczyźni pracowali na tak zwany akord. Konieczne było, żeby Kościół zaczął ratować tych ludzi.

Obraz Matki Boskiej Piekarskiej

Zorganizowano więc pielgrzymki mężczyzn i kobiet do Sanktuarium w Piekarach Śląskich – to miejsce kultu Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Przyjeżdżało sto a nawet dwieście tysięcy osób. Byli tam obecni robotnicy, księża i hierarchowie nie tylko z Polski. Biskup Bednorz miał zwyczaj, że wołał do tłumu trzykrotne: „Szczęść Boże”. Proszę wyobrazić sobie tę moc, kiedy ludzie mu odpowiadali. A potem wraz z innymi biskupami wypowiadał głośno na piekarskim wzgórzu hasło: „Niedziela jest Boża i nasza”. To wszystko podbijało serca ludzi do walki o sprawiedliwość. Biskup Bednorz, jako przedstawiciel Kościoła walczył o ludzi pracy i zwyciężył! Partia wycofała się ze swojego planu, a niedziela stała się dniem wolnym.

Sanktuarium Matki Sprawiedliwości było „młotem” na komunistów. Ludzie wyruszając na pielgrzymkę mówili: „Idę do Piekar: Matce Bożej na chwałę, a tym pieronom na złość”. Taka jest śląska rzeczywistość.

Ważna kwestia w historii: zarówno Niemcy jak i komuniści organizowali przemysł tak, że Górnoślązacy byli zatrudniani wyłącznie do ciężkiej pracy.

Zarówno Niemcy jak i komuniści organizowali przemysł tak, że Górnoślązacy byli zatrudniani wyłącznie do ciężkiej pracy. Rzadko dopuszczano kogoś do zarządu. Z tego powodu nie było rozwijane szkolnictwo i nie tworzyła się inteligencja polska wśród ludzi świeckich. Jedynymi przedstawicielami środowisk akademickich byli wtedy księża. I Kościół w takich realiach bardzo zaczął się angażować społecznie, pomagać w edukacji. Mocny wpływ na naszą działalność miała dobra teologia Zachodu oraz encyklika Leona XIII Rerum novarum, która zachęcała do troski o ludzi pracy. Księża całą swoją wiedzę przekładali na duszpasterstwo społeczne.

Społeczne zaangażowanie i sprawiedliwość społeczna to priorytety dla Ślązaków?

Myślę, że tak. Pamiętam, że kiedy w Gdańsku i Szczecinie tworzyła się „Solidarność”, dla nas tak naprawdę tamte postawy nie były niczym nowym. Tutaj na Śląsku było to cum fundamento in re. Natomiast na pierwszym planie w rzeczywistości religijnej Górnego Śląska jest kult Matki Boskiej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej.

A ostatni strajk? Też był w duchu sprawiedliwości i miłości społecznej?

7 grudnia 2014 roku odbywała się w naszej katedrze tradycyjna Barbórka. Tuż przed, abp Wiktor Skworc zapytał, czy w obliczu trudnych zadań, dotyczących restrukturyzacji górnictwa, ludzie przyjdą do kościoła. Wszyscy przyszli: Kompania Węglowa, Holding i środowisko jastrzębskie, w którym są ludzie z całej Polski, a nie tylko Ślązacy. Obecny Metropolita, jako kleryk pracował na kopalni przez dziesięć miesięcy, dzisiaj to miejsce ma być zlikwidowane. Uważam, że jego przemówienie z 7 grudnia nadało ramy planom restrukturyzacji. Dowodem na to jest fakt, że strona solidarnościowa i strona rządowa poprosiły o obecność biskupa przy podpisywaniu porozumienia. Tutaj związek Kościoła z życiem zawodowym, z zakładami pracy, nadal istnieje.

Modlitwa przed strajkiem

Podobno Ksiądz Arcybiskup głosi pogląd, że Śląsk jest liderem w walce o solidarność i sprawiedliwość społeczną?

Z konieczności.

Dlaczego z konieczności?

Tło historyczne, które przedstawiłem, daje odpowiedź. Tematy społeczne są tutaj najbardziej obecne. Śląsk jest najbardziej uprzemysłowionym regionem Polski. Mamy największą gęstość zaludnienia, a teraz jeszcze dochodzi bezrobocie, które jest dramatem dla ludzi pracy. Nic oczywiście nie stało się bez powodu.

Wiele się dzisiaj mówi o górnictwie, bardzo wiele o roszczeniach, ale ja widzę także postawę zadaniową wobec nas wszystkich. Jeżeli 90% procent bezpieczeństwa energetycznego zapewnia nam górnictwo, to nie można strajku traktować wyłącznie jako gorącego tematu w mediach. Bardzo potrzebna jest także roztropność strony walczącej o sprawiedliwość, ale i tych, którzy podejmują decyzje w górnictwie.

Jakie zadania widzi Ksiądz Arcybiskup?

Przede wszystkim ratowanie miejsc pracy, a nie tylko zarobków i dodatkowych świadczeń. Ta praca jest niebezpieczna, wiele rodzin cierpi z powodu utraty osób bliskich, dlatego trzeba zadbać o ich bezpieczeństwo. Kościół katowicki na pewno będzie w tym pomagał, by zwaśnione strony doszły do porozumienia. Mamy wykwalifikowanych ludzi na Wydziale Teologicznym, którzy są specjalistami od nauk społecznych, i którzy pomagają formułować te zadania. Jesteśmy bardzo zaangażowani w troskę o ludzi pracy i sprawiedliwość społeczną, bo problemy zwykłych robotników to również zadania dla Kościoła.

Modlitwa przed strajkiem

W latach 90-tych angażowaliśmy się nie tylko w strajki na terenie kopalń. Pamiętam, jak strajkowali pracownicy Fiata w Tychach. Przyjechali do mnie, kiedy akurat przebywałem w Sanktuarium Matki Bożej Uśmiechniętej w Pszowie i poprosili o pomoc w negacjach. Jak mogłem odmówić? Musieliśmy się zaangażować.

I co im Ksiądz Arcybiskup powiedział?

Najpierw poprosiłem, żeby przestali głodować. A potem zaczęliśmy rozmawiać. Prosiłem też pielgrzymów w Pszowie, żeby się modlili. Zadzwoniliśmy również do właściciela Fiata i zapytaliśmy, czy jest otwarty na mediację. Odpowiedział, że tak. Dwa dni rozmawialiśmy. W naszym imieniu mediacje prowadził ks. prałat Mirosław Piesiur z dziekanami tyskimi. I doprowadził do porozumienia. Mówię o tym, bo chcę pokazać, że Kościół nie raz był mediatorem, również w mniejszych konfliktach. I Kościół w myśl nauczania nie tylko Leona XIII musi troszczyć się o tych, którzy ciężko pracują.

Uważa Ksiądz Arcybiskup, że Kościół powinien dzisiaj być ambasadorem „sprawiedliwości społecznej”?

To dla nas nic nowego. W Gdańsku robotników wspierali księża, którzy studiowali naukę społeczną Kościoła. Znali Dokumenty, tradycje. Oczywiście, wielu z nas też pochodzi z rodzin robotniczych, więc problemy tej warstwy społeczeństwa są nam bliskie.

W katowickim Kościele ludzie pracy nigdy nie byli na drugim planie. W latach 90-tych rozmawiałem z górnikami kopalni Piast w Bieruniu. Okres przejściowy był dla nich bardzo trudny. Zwolnienia z pracy prowadziły do samobójstw. Pojechałem zorientować się w sytuacji. Pamiętam rozmowę z takim starszym inżynierem, którego zapytałem, co jest dla nich najtrudniejsze. Odpowiedział: „Kiedyś nie mogliśmy nic zrobić sami, wszystko nam ustalano, nakazywano, a teraz nam mówią, że mamy sobie radzić sami”. Nie byliśmy przygotowani do gospodarki wolnorynkowej. Mniejsze zakłady może sobie poradziły, ale duże nie. Zakład pracy, który przez wiele lat zatrudniał po sześć lub siedem tysięcy osób i został poddany masowym zwolnieniom, nie może od razu zacząć dobrze działać. Nowa dynamika wymaga czasu. Ci górnicy, sprowadzani tutaj z całej Polski, przeżywali bardzo dramatyczne chwile.

Modlitwa przed strajkiem

A jak jest teraz? Z czego wynikają najnowsze dramaty? Mieszkam blisko Kompanii Węglowej. Nieraz rozmawiam z ludźmi, obserwuję sytuację i powiem krótko: niech właściciel kopalni zrobi poważny rachunek sumienia. Dlaczego? Co pewien czas następują szybkie zmiany zarządów, zmieniają się członkowie rad nadzorczych, gdybym ja, jako biskup, tak często i szybko zmieniał proboszczów, ludzie mogliby o mnie powiedzieć, że jestem szalony. Nic dobrego bym nie zdziałał.

Widzi w tym Ksiądz Arcybiskup brak wrażliwości i poczucia sprawiedliwości?

Brak kompetencji i brak ludzi, którzy naprawdę potrafią zrozumieć górnictwo. To jest brak odpowiedzialności, która zaowocowała brakiem sprawiedliwości społecznej. Temat szeroki, bo dotyczy także odległej przeszłości. We wcześniejszych latach fachowcy nie dochodzili do głosu. Ofiarą sytuacji był górnik. Podam przykład, żeby dokładniej można było zrozumieć, o co chodzi. Kiedy przychodziła hossa na wydobycie węgla, brak fachowców w zarządach owocował podejmowaniem nieodpowiedzialnych decyzji. Konsekwencje ponosił zawsze najbiedniejszy. Sytuacja stale się powtarza. Brakuje koncepcji na Górny Śląsk. A ludzi żyjących w nędzy jest tutaj coraz więcej.

Ale nie brakuje na Śląsku ludzi zamożnych?

Owszem, stopa życiowa się podnosi, ale jednocześnie następuje zubożenie społeczeństwa. Tych bogatych rzadko widzę. Widzę za to miasta takie jak Ruda Śląska, Świętochłowice, Chorzów, czy część Katowic zwana Pekinem – to obszary rosnącej biedy. Owszem, w dużych aglomeracjach na świecie też istnieją strefy nędzy, ale tutaj pod ziemią są bogactwa. Nędza natomiast jest obecna nawet w centrum Katowic. Skąd to się bierze? To pochodne niesprawiedliwych struktur społecznych. Przemysł wyniszcza ludzi.

Dlaczego przemysł wyniszcza?

Ponieważ brakuje szerokiej wizji rozwoju człowieka. Liczy się skutek finansowy, a nie człowiek. I nie jest to tylko nasz problem, ale całego świata. Zmagał się z nim święty Jan Paweł II i zmaga się z nim dzisiaj papież Franciszek. Bardziej dba się o zabezpieczenie tylko podstawowych potrzeb człowieka, a nie o jego integralny rozwój. Godność człowieka to coś więcej!

Modlitwa przed strajkiem

Indywidualistyczna teoria życia pociąga za sobą brak zaangażowania społecznego. W kościele zaś zaangażowanie społeczne wynika z nauczania. Dodatkowo mobilizuje nas Ewangelia i bez niej – jak powtarzał Jan Paweł II – nie da się rozwiązać kwestii społecznych. W Ewangelii jest przestrzeń prawdy i fundament moralny. Bez szerokiej koncepcji człowieka i godności ludzkiej, świat nie będzie w stanie zabezpieczyć pracownikom bytu. Fałszywa antropologia to źródło niesprawiedliwości społecznej.

Ciekawą analizę czasów przeszłych zrobił Benedykt XVI w encyklice o nadziei, gdzie pisał, że owszem, Marks pokazał XIX-wieczny obraz ludzi pracy, opisał struktury, ale nie powiedział co robić dalej. Kiedy zmieniono struktury, wydawało się, że będzie lepiej. Tymczasem powstała nowa klasa ludzi bogatych. A ogół żyje stale w niepewności. Dobrze opisuje to prof. Leszek Kołakowski w książce „Niepewność epoki demokracji”.

Co jest dla Ślązaka najważniejsze w etosie pracy?

Uczciwość, prawdomówność i pracowitość. Górnictwo wymaga tych trzech postaw. Ludzie są stale wystawiani na niebezpieczeństwo pracy, dlatego muszą się organizować w grupy. Solidarność, to jest to! I odpowiedzialność.

Odpowiedzialność to jedna z cech sprawiedliwości?

Tak, pod warunkiem, że mówimy o odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za rodzinę i drugich.

Modlitwa przed strajkiem

Ślązacy wracają jeszcze do słów świętego Jana Pawła II wypowiedzianych w czasie słynnego przemówienia na lotnisku w Muchowcu? Tam został sformułowany chyba dobry program dla Śląska?

Tak. Papież wtedy mocno odwoływał się do Matki Sprawiedliwości Społecznej i do pobożności ludzi pracy. W encyklice Laborem exercens podkreślał też, że praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy. On bardzo dobrze znał rzeczywistość, o której mówił. Jego przemówienia to wielka nauka społeczna dla Kościoła, mówiąca o sprawiedliwości oraz odpowiedzialności. I on zawsze myślał w kategoriach całości. Kiedyś powiedział, że w Piekarach Śląskich uczył się mówić do tłumów. Ale jego wystąpienia publiczne były krytykowane, nawet w Kościele. Pamiętam, jak tłumaczył, że nie możemy placów zostawić komunistom. To się nie wszystkim podobało. Natomiast Jan Paweł II przyciągał tłumy na stadionach i widział problemy w skali globalnej.

Niedawna pielgrzymka papieża Franciszka do Sri Lanki to również wychodzenie Kościoła do ludzi ubogich. Tam są liczne problemy związane z biedą. Zadaniem Kościoła dzisiaj jest rozpowszechnianie idei sprawiedliwości i miłości społecznej. Podstawowa rzecz, która wynika z pierwszych kart Starego Testamentu, nie może być dzisiaj marginalizowana. Pan Bóg dał świat dla całej rodziny ludzkiej. Przy stole życia ma prawo być każdy człowiek.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Abp Damian Zimoń

Abp Damian Zimoń

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Abp Damian Zimoń
Abp Damian
Zimoń
zobacz artykuly tego autora >