Jezus Chrystus – kapłan nowego przymierza

Można by rzec, że nie istnieje nic starszego od kapłaństwa, tak jak nie ma nic nowszego od kapłaństwa Chrystusa

ALBERT
VANHOYE SJ
zobacz artykuly tego autora >

Kapłaństwo samo w sobie jest bardzo dawną instytucją. Troska o więź z Bogiem jawi się od początków rodzaju ludzkiego jako istotny rys duchowego życia człowieka i bardzo szybko znalazła w życiu społecznym swój wyraz w postaci ustanowienia funkcji kapłanów, czyli „specjalistów” od kultu Bożego.

Kapłaństwo nie było wynalazkiem Biblii, jest bowiem od niej znacznie starsze. Nie było ono również przywilejem ludu wybranego. Biblia mówi przecież o kapłanach pogańskich. Kapłaństwo lewickie pojawiło się później i nie wniosło już nic szczególnie nowego. Kapłani żydowscy mieli do wypełnienia podobne zadania co pogańscy. Jedni i drudzy sprawowali kult w świątyni, przekazywali treść wyroczni tym, którzy przybywali, aby szukać pomocy bóstwa; składali ofiary; na nich także spoczywała odpowiedzialność za przestrzeganie określonych zasad postępowania.

Tymczasem kapłaństwo Chrystusa jawi się w Nowym Testamencie jako zadziwiająca nowość. Nie pojawia się w tekście jako coś oczywistego, jako coś, co jest po prostu kontynuacją dawnej instytucji. Ewangelie nawet nie wspominają o kapłaństwie w odniesieniu do Jezusa ani też Apostołów. Samemu Jezusowi nadawano wiele tytułów: Mistrz, Prorok, Syn Dawidowy, Syn Człowieczy, Mesjasz, Pan, Syn Boży, ale wśród wszystkich tych określeń w przekazach ewangelicznych nie odnajdujemy ani razu słowa „kapłan” lub „najwyższy kapłan”.

Nieobecność tych terminów wskazuje całkiem jasno, że Kościół pierwotny był w pełni świadom pojawienia się czegoś całkiem nowego i dlatego początkowo nie mógł tego wyrazić za pomocą istniejących dotychczas określeń. Konieczne stało się więc opracowanie na nowo zasadniczych pojęć dotyczących kapłaństwa, tak aby było możliwe zastosowanie ich w odniesieniu do tajemnicy Chrystusa.

Jezus Chrystus - kapłan nowego przymierza

Chrystus pośrednikiem w Nowym Przymierzu  

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus objawia się w całej swojej prostocie „jak ten, kto służy” (Łk 22,27) swoim uczniom. W ustanowieniu Eucharystii wyraża i umacnia podwójną więź: po pierwsze z Bogiem, swym Ojcem, poprzez modlitwę oddania i dziękczynienia, a zaraz potem z uczniami, którym oddaje siebie samego, swoje ciało i swoją krew. Ta druga więź została uwypuklona bardziej od pierwszej.  

Podobnie List do Hebrajczyków zastąpił jednostronną starotestamentową wizję kapłaństwa ujęciem dwuaspektowym. Autor kładzie nacisk na pośrednictwo: „Każdy bowiem arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga” (Hbr 5,1). Zamiast potwierdzić, że kapłan jest ustanawiany „dla” Boga, jak to nakazywał Stary Testament (por. Wj 28,1; 29,1), autor używa sformułowania „ustanawiany dla ludzi” i dopiero później określa drugi aspekt pośrednictwa, mówiąc o relacjach z Bogiem. Chrystusowi trzy razy przypisuje się tytuł „Pośrednika”, którego to terminu nigdzie wcześniej nie napotykamy w Pięcioksięgu, a tylko raz w całym Starym Testamencie, mianowicie w życzeniu z góry uznanym za niemożliwe do spełnienia, kiedy to Hiob, zwracając się do Boga, woła: „Czy jest między nami rozjemca” (Hi 9,33), dając do zrozumienia, że nie ma nikogo takiego.  

Tymczasem w Liście do Hebrajczyków czytamy, że Chrystus jest pośrednikiem i nie samym tylko „pośrednikiem”, ale „pośrednikiem przymierza” (por. Hbr 8,6; 9,15; 12,24), gdyż bardzo ściśle łączy ze sobą kapłaństwo i przymierze. Ze wszystkich tekstów nowotestamentowych właśnie ten List wspomina o przymierzu najczęściej.

Nowy sens ofiary  

Ta zasadnicza zmiana perspektywy wiąże się z nadaniem nowego sensu ofierze. Podejmując tę kwestię, List do Hebrajczyków bardzo ostro krytykuje starotestamentowe obrzędy ofiarnicze. Ich zasadniczy brak polegał na tym, że miały wymiar wyłącznie zewnętrzny. W darze składano rzeczy materialne, a więc wypełniano obrzędy zewnętrzne (por. Hbr 9,10). Arcykapłan wchodził do świątyni „z krwią cudzą” (Hbr 9,25), to znaczy z „krwią kozłów i cielców” (Hbr 9,12.13.19). Osobiste ofiarowanie nie było możliwe, ponieważ kapłan nie był zdolny ani godny, by ofiarować samego siebie. Nie był tego godny, ponieważ był grzesznikiem tak jak wszyscy inni ludzie, a dar przedłożony Bogu musiał być „bez skazy”. Osoba kapłana nie stanowiła więc ofiary możliwej do zaakceptowania. Prawo nakazywało mu złożenie ofiary najpierw za swoje grzechy, a później za grzechy ludu (por. Kpł 9,7; 16,6.15). Z drugiej strony kapłan, będąc grzesznikiem, nie miał w sobie mocy miłości pozwalającej na wzniesienie się aż do Boga. Jego działanie ograniczało się do sprawowania obrzędów zewnętrznych. W takiej liturgii w istocie nie było kontaktu z Bogiem ani, co za tym idzie, skutecznej pomocy dla ludzi.

Tymczasem ofiara Chrystusa miała całkowicie osobowy charakter. Widać to było zwłaszcza podczas Ostatniej Wieczerzy. Chrystus wziął w dłonie swoje Ciało i swoją Krew. W postawie wdzięcznego miłowania oddał je do dyspozycji tej miłości, która pochodzi od Boga, a potem ofiarował je uczniom. List do Hebrajczyków stwierdza, że Chrystus „złożył Bogu samego siebie” (Hbr 9,14). Wszedł do świątyni „nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew” (Hbr 9,12). Złożył „raz jeden (…) ofiarę z samego siebie” (Hbr 9,26), „ofiarę swojego ciała” (Hbr 10,10). Mógł dokonać tego osobowego ofiarowania, bo był w pełni godzien tego, by stanąć wobec Boga, jako że był „bez skazy” (Hbr 9,14), święty, niewinny (por. Hbr 7,26), pozbawiony jakiegokolwiek uczestnictwa w grzechu (por. Hbr 4,15). „Kto z was – mówił Jezus do Żydów – udowodni Mi grzech?” (J 8,46). Święty Piotr nazywa Go „barankiem niepokalanym i bez zmazy” (1 P 1,19), a św. Paweł tym, „który nie znał grzechu” (2 Kor 5,21). Z drugiej strony był On nie tylko ofiarą miłą Bogu, ale również kapłanem zdolnym do tego, by złożyć ofiarę, ponieważ w swoim sercu skupiał całą siłę miłości Bożej.

Jezus Chrystus - kapłan nowego przymierza

Początek nowej dynamiki  

Rozważania te prowadzą nas do odkrycia jeszcze jednej nowości, polegającej na tym, że w kapłańskim ofiarowaniu Chrystusa urzeczywistniła się zdumiewająca jedność pomiędzy posłuszeństwem wobec Boga a solidarnością z grzesznikami. Właśnie ta jedność stała się źródłem nowej dynamiki przymierza. W perspektywie starotestamentowej nie widać było żadnej możliwości połączenia tych dwóch orientacji: wydawało się, że aby być blisko Boga, należało walczyć z Jego wrogami. Właśnie z tego powodu, po bałwochwalczym kulcie złotego cielca, lewici nie tylko odsunęli się od swoich braci grzeszników, ale pozabijali ich i w ten sposób stali się kapłanami (por. Wj 32,26-29). Tak samo było z Pinchasem, który powstał przeciw sprzymierzeńcom Baal-Peora (por. Lb 25,5-13). Jezus natomiast zyskał swoje kapłaństwo na drodze odwrotnej: poprzez całkowitą solidarność z grzesznikami. Wiedział bowiem, że Jego misją, zleconą Mu przez Ojca niebieskiego, było „szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10), i że Bóg nie chciał ofiary rytualnej, ale miłosierdzia (por. Mt 9,13; 12,7; Oz 6,6). Tak więc Jego posłuszeństwo synowskie, nie wykluczające w żadnym stopniu solidarności z grzesznikami, popchnęło Go wręcz do tego, aby okazać ją aż do końca. Te dwie postawy, zamiast się wykluczać, uzupełniały się nawzajem. Jezus, chcąc w pełni odpowiedzieć na miłość Ojca, oddał swoje życie za swych braci grzeszników. Aby odkupić braci, był posłuszny Ojcu aż do śmierci (por. Flp 2,8).

W kapłańskim ofiarowaniu Chrystusa połączyły się dwa wymiary miłości – do Boga i do bliźniego – którym odpowiadają dwa wymiary krzyża, poziomy i pionowy. Kapłaństwo Chrystusa charakteryzuje się więc nierozłączną jednością tych dwóch wymiarów i dlatego właśnie uruchamia nową potężną dynamikę pojednania i komunii. Chodzi tu zatem o siłę nowego przymierza prowadzącego do przezwyciężenia wszystkich podziałów i zjednoczenia wszystkich ludzi w miłości, która przychodzi od Boga. Ta siła jest nam udzielana przez Eucharystię, sakrament komunii.

Po tym jak Chrystus dokonał kapłańskiego ofiarowania, staje się dla nas Pośrednikiem doskonałym, obdarzonym niezrównaną zdolnością do tworzenia więzi. W Liście do Hebrajczyków tę zdolność określają dwa przymiotniki: Chrystus stał się arcykapłanem „wiernym” i „miłosiernym” (Hbr 2,17). Pierwszy przymiotnik, „wierny”, wyraża istotę relacji wobec Boga: „wierny w sprawach dotyczących Boga”, podczas gdy następny przymiotnik, „miłosierny”, wyraża umiejętność zrozumienia, współczucia i pomocy nam, ludziom. Podczas wydarzeń męki i chwalebnego zmartwychwstania Chrystusa ta dwojako wyrażana zdolność osiągnęła swój szczyt.

Jezus za „cierpienia śmierci” został ukoronowany „chwałą i czcią” (Hbr 2,9), przez Boga nazwany „kapłanem” (Hbr 5,10), „zaś jako Syn, był nad swoim domem” (Hbr 3,6). Relacja Chrystusa z Bogiem jest najściślejszą z możliwych, ponieważ Chrystus jest Synem w pełni tego słowa: jest „Synem Bożym” (por. Hbr 4,14), „odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1,3). Poprzez Mękę natura ludzka Chrystusa osiągnęła pełnię chwały synowskiej (por. Hbr 5,5; Rz 1,4; Flp 2,8-9). Wynika z tego, że synostwo Boże nadało Jego kapłaństwu wartość jedyną w swoim rodzaju ze względu na Jego relację z Bogiem, wartość do tej pory nieosiągalną. Z drugiej strony Chrystus, poprzez swoje cierpienia i śmierć, zyskał niezwykłą zdolność okazywania nam współczucia i miłosierdzia: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15). „W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom” (Hbr 2,18).

W tajemnicy paschalnej Chrystusa, uobecnionego w Eucharystii, relacja z ludźmi i relacja z Bogiem zostały doprowadzone równocześnie, jedna wspierana przez drugą, do doskonałości. Wszystkie dawne podziały zostały zniesione. Pojawiła się „droga nowa i żywa” (por. Hbr 10,20), łącząca ludzi z Bogiem. Tą drogą jest sam Chrystus, kapłan doskonały, który w Eucharystii oddaje nam do dyspozycji swoją wspaniałą zdolność tworzenia więzi, nabytą bardzo wielkim kosztem po to, byśmy mogli nieść całemu światu komunię miłości.


Z włoskiego tłumaczyła Magdalena Litwiniuk.

Artykuł pochodzi z Kwartalnika Pastores.pl.


W nowym numerze 67(2)2015 kwartalnika, ciekawe artykuły na temat:

Męskiej strony kapłaństwa

Być synem, aby stać się ojcem

Getsemani księdza

Trzy słowa o męskich przyjaźniach

Wokół homoseksualizmu.

Ekstremalna Droga Krzyżowa.

Józef – mężczyzna święcie spełniony

Być synem, aby stać się ojcem



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

ALBERT VANHOYE SJ

Zobacz inne artykuły tego autora >
ALBERT
VANHOYE SJ
zobacz artykuly tego autora >

Moc z wysoka

Jeżeli Bóg kocha, to nie może kochać w sposób mniej doskonały niż ojciec, matka, mąż, żona, chłopak, dziewczyna. On jest doskonalszy. I tej Jego Miłości doświadczamy w sposób namacalny, bo inaczej byłaby to fikcja, jakieś tam opium dla ludu, czarowanie ludzi czymś, czego naprawdę nie ma

Sylwester
Szefer
zobacz artykuly tego autora >

Spotkać się wokół płomienia

Słowo Boże to jest słowo, które rozbrzmiewa w ciele mistycznym Kościoła. Żeby to Słowo było słyszalne, trzeba się tym Słowem dzielić. Ważne jest, aby człowiek mógł usłyszeć, co Bóg powiedział w moim sąsiedzie, w mojej sąsiadce. Jak to echo zostało w nich odebrane, usłyszane? Czy echo tych slow, które usłyszałem, pozostało we mnie?

Dobrze jest się spotkać w malej grupie, abyśmy pomogli sobie w bezpośrednim kontakcie ożywić Słowo Boże, które w nas drzemie. Aby ten kontakt duchowy był możliwy, potrzebna jest bliskość. Bliskość w małym kręgu ludzi. Dawniej ludzie spotykali się wokół ogniska, a dzisiaj wokół światła i płomienia, którym jest Duch Święty.

Ten Płomień na pewno będzie w takich małych grupach płonął. Płonął w sercach, w duszy ludzkiej, bo echo Słowa Bożego roznieci płomień Miłości Bożej. Mówią doktorzy Kościoła: Verbum spirant Amorem. Czyli: „Słowo tchnące Miłością”. Echo dociera do nas szczególnie podczas dzielenia się Słowem w malej grupie i ono roznieca płomień Miłości Bożej.

Moc z wysoka

Usłyszeć szept Pana

To jest rzecz bardzo doświadczalna. Bo jeżeli Bóg kocha, to nie może kochać w sposób mniej doskonały niż ojciec, matka, mąż, żona, chłopak, dziewczyna. On jest doskonalszy. I tej Jego Miłości doświadczamy w sposób namacalny, bo inaczej byłaby to fikcja, jakieś tam opium dla ludu, czarowanie ludzi czymś, czego naprawdę nie ma.

Ćwiczymy się teraz w bardzo ważnej rzeczy — w słuchaniu tego echa, które budzi i roznieca we mnie płomień Miłości Bożej. Może jest to ledwo słyszalny szept. W hebrajskim tekście Pisma jest wyrażenie neum Jahwe , to znaczy: szept Pana. Tak prorocy opisywali Słowo Boga skierowane do nich. Jeśli Bóg mówił do proroka szeptem, to może do nas tez będzie mówił w ten sposób albo jeszcze ciszej? Nie wiem. Będzie to cos w rodzaju echa i to echo zacznie nas jakby rozgrzewać. Rozpali w nas płomień Miłości Bożej.


o. Joachim Badeni, Moc z wysoka. Opowieść o Duchu Świętym, Wydawnictwo Esprit, red. Sylwester Szefer


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Sylwester Szefer

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sylwester
Szefer
zobacz artykuly tego autora >